Stefan W. skarży się na warunki w areszcie. Morderca prezydenta Gdańska pisze do brata

Stefan W. fot. KAROLINA MISZTAL POLSKAPRESS DZIENNIK BALTYCKI East News

Tragiczne wydarzenie, które miało miejsce podczas ubiegłorocznego finału WOŚP, wstrząsnęło całym krajem. Do tej pory sprawa ta nie została wyjaśniona, a oskarżony nie usłyszał wyroku. 

Stefan W., który w ubiegłym roku ugodził nożem prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, przebywa obecnie w areszcie. Mimo, że telewizyjne kamery zarejestrowały przebieg zdarzenia i jest on widoczny na nagraniach, nie przyznaje się do winy. W listach do brata skarży się na warunki, w jakich musi przebywać.

Czytaj także: Duda przekroczył magiczną granicę. Ludzie mu już nie wierzą

Nożownik z Gdańska jest zdania, że sąd, prokuratura i Służba Więzienna spiskują przeciwko niemu i najpierw skazano go “za niewinność”, a teraz zamknięto w celi dla niebezpiecznych więźniów. Zresztą “poszkodowany” żąda za to wielomilionowego odszkodowania. 

Warto zaznaczyć, że wcześniejsze postępowanie nożownika dowodzi, że Stefan W. w chwili popełnienia zbrodni był całkowicie świadomy tego, co robi. Co więcej, wszystko miał dokładnie zaplanowane już dużo wcześniej. Podczas poprzedniej “odsiadki” opowiedział koledze z celi co zamierza zrobić po wyjściu. Matka Stefana W. też nie raz ostrzegała policję, że jej syn może zrobić coś strasznego po opuszczeniu murów więzienia. 

W listach pisanych do brata z zakładu karnego, niejednokrotnie podkreślał, że cieszy się, że uznanego za niepoczytalnego. Fragmenty listu opublikowała Gazeta Wyborcza: Zacznę od dobrych wieści. Myślałem, że będę miał dożywocie, ale trzech biegłych psychiatrów uznało, że byłem niepoczytalny, to oznacza, że niedługo pojadę do szpitala, prawdopodobnie w Starogardzie Gdańskim, a tam co sześć miesięcy można wyjść. Posiedzę pewnie ze dwa lata i wyjdę” – pisał nożownik z Gdańska.

Czytaj także: Kruszwil promuje Podlasie. Urzędnicy płacą grube tysiące

Obecnie Stefan W. ma status niepoczytalnego i czeka na zakończenie śledztwa. Jak donosi Super Express, procedury znacznie się wydłużyły z powodu “dużej liczby więźniów chcących zeznawać przeciwko niemu”.

Policjant wyrwał jej dziecko z rąk! Dostanie gigantyczne odszkodowanie!

dziecko z rąk

Gigantyczne odszkodowanie dostanie Amerykanka, której podczas ubiegłorocznych protestów w biurze pomocy społecznej Nowym Jorku wyrwano dziecko z rąk. Na nagraniu zamieszczonym w internecie widać jak grupa policjantów osaczyła kobietę i na siłę próbowała odebrać dziecko. Miasto zobowiązało się, że wypłaci swojej obywatelce 625 tysięcy dolarów odszkodowania!

Szokujący film został nagrany w grudniu ubiegłego roku. Jazmine Headley wybrała się do biura pomocy społecznej, ponieważ ubiegała się o świadczenia pieniężne z tytułu samotnego wychowywania dzieci. W placówce panował ścisk, a niektórzy z petentów, w tym kobieta siedzieli na podłodze. W pewnym momencie do budynku wkroczyła policja, która nakazała niektórym osobom go opuścić. Headley powiedziała, że tego nie zrobi, ponieważ czeka na pieniądze, których potrzebuje na święta. Wtedy rzucili się nią policjanci, a jeden z nich wyrwał jej z rąk dziecko.

 

 

ZOBACZ:Ma 48 lat i jest w ÓSMYM MIESIĄCU CIĄŻY! Niedługo urodzi PIERWSZE DZIECKO…

 

 

Ostatecznie Amerykanka została aresztowana za stawianie oporu i wykorzystywanie dziecka jako tarczy przed policjantami. Kilka miesięcy później wszystkie zarzuty zostały wycofane. Kobieta złożyła pozew, a sąd przyznał jej rację. Podczas uzasadniania wyroku sędzia przyznał, że Jazmine Headley nie była traktowana z należytym szacunkiem i godnością. Kobieta została przeproszona przez szefa nowojorskiej policji i burmistrza miasta Nowy Jork, który zobowiązał się zapłacić jej 625 tysięcy dolarów odszkodowania.

 

 

 

ZOBACZ TAKŻE:Twoje dziecko jest W TRAKCIE nauki JĘZYKA OBCEGO? W ZAPAMIĘTYWANIU słówek POMAGA TO!

 

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com, wideo youtube.com

 

Ksiądz miał zgwałcić 17-latkę. Dziewczyna chce KOLOSALNEGO odszkodowania

przymierzalniach, seminarium, chełmskiego , zgwałcenie, ksiądz, przymierzalniach

To już kolejny taki przypadek, że słyszy się, ze ksiądz miał wykorzystać jakąś osobę. Tym razem chodzi o dwukrotny gwałt na 17-latce. Dziewczyna chce teraz kolosalnego odszkodowania.

 

Ksiądz Michał L. miał dopuścić się dramatycznych czynów. Mężczyzna miał zgwałcić dwukrotnie 17-latkę. Sytuacja miała miejsce w 2011 roku, kiedy kapłan pracował jako wikariusz w parafii Matki Bolesnej w Gdańsku. Duchowny bardzo zaprzyjaźnił się z rodziną ofiary. Przesiadywał u nich, dużo spędzał z nimi czasu.

 

Może w ten sposób uśpił czujność ofiary. W 2011 roku zwabił do swojego mieszkania 17-letnią dziewczyną, młodą parafiankę Matki Bolesnej w Gdańsku. Następnie rzucił się na nią i ją zgwałcił. Ale drugi raz był jeszcze gorszy. Duchowny chciał niby przeprosić młodą kobietę za ten czyn. Zaprosił ją na przeprosiny do swojej sauny. A tam znów się na nią rzucił i drugi raz ją zgwałcił.

 

17-latka o całym zajściu poinformowała swoją matkę. Ta poszła do arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia, który od 2011 zaczął w ramach kary przenosić kapłana Michała L. przenosić po innych parafiach. Sprawa dopiero wyszła na jaw, kiedy inny ksiądz, który dowiedział się o gwałtach poszedł na policję.

 

ZOBACZ TEŻ: Morawiecki ZMIENIŁ przepisy! Możesz stracić prawo jazdy już za…

 

Jak mówi Magdalena Standerska z Prokuratury Rejonowej w Gdańsku: „Dowody są bardzo mocne. Pochodzą one z przesłuchań świadków oraz opinii biegłych psychologów”. Księdzu grozi 12 lat pozbawienia wolności. Natomiast zgwałcona dziewczyna domaga się odszkodowania w wysokości pół miliona złotych od oskarżonego.

 

Źródło: „Super Express”

Ubezpieczyciel nie wierzył, że ich bliski zmarł. By uzyskać wypłatę polisy zrobili coś makabrycznego!

ubezpieczyciel

Pewnie każdy z Was ma podobne wspomnienia z kontaktów z firmami ubezpieczeniowymi. Ubezpieczyciel zazwyczaj zrobi wiele aby udowodnić nam, że świadczenie się nam nie należy i że pieniędzy nie zobaczymy mimo uczciwego opłacania składek. Podobna historia spotkała rodzinę z RPA, z tym że ona nie pozwoliła sobie w kaszę dmuchać! 

Old Mutal to najstarsza firma ubezpieczeniowa w Republice Południowej Afryki. Lata doświadczenia pozwoliły jej chyba na wypracowanie wyjątkowo sztywnych procedur, dzięki którym z łatwością odprawiają z kwitkiem setki klientów. Jednak tym razem ubezpieczyciel się przeliczył. Nie chciał wypłać ubezpieczenia rodzinie, której bliski objęty polisą zmarł. Mimo że mieli oni akt zgonu i komplet dokumentów udowadniających prawo mężczyzny do ubezpieczenia! 

 

ZOBACZ TEŻ: TO stało się z jego oczami po zjedzeniu kanapki w McDonald’s!

 

Pseudoprawna przepychanka, którą zafundował ubezpieczyciel rodzinie trwała 9 dni. Przez ten czas bliscy cały czas nie mogli pochować zmarłego mężczyzny. Postanowili więc zastosować środki ostateczne – skoro mimo dokumentów firma nie wierzyła w śmierć swojego klienta, rodzina postanowiła przywieźć zwłoki do siedziby Old Mutal i je okazać! 

 

 

Nagranie pochodzące z miasta KwaDukza w RPA trafiło na Twittera i lotem błyskawicy rozniosło się po wszystkich możliwych mediach! Co najciekawsze, pracownicy ubezpieczalni ugięli się i zagwarantowali wypłatę odszkodowania pod warunkiem zabrania zwłok z siedziby firmy!

 

Jak widać czasem warto zagrać va banque, gdy w grę wchodzą pieniądze! Szczególnie jeśli racja jest po naszej stronie. Zastanawia nas jedynie, czy kobiety zagwarantowały sobie wypłatę świadczenia na piśmie, bo jeśli nie, a do pogrzebu już doszło… wtedy to ubezpieczyciel będzie górą!

TO stało się z jego oczami po zjedzeniu kanapki w McDonald’s!

kanapki

24-letni Michał z Grodziska Wielkopolskiego nie będzie dobrze wspominał pewnej lipcowej wizyty w restauracji McDonald’s. Mężczyzna twierdzi, że w wyniku zjedzenia kanapki w tym miejscu omal nie stracił życia. 

24-latek odwiedził restaurację McDonald’s w drugiej połowie lipca, kilka dni po oficjalnym otwarcie. Była to pierwsza placówka sieci w Grodzisku Wielkopolskim. Restaurację odwiedził z dziewczyną i znajomymi. W trakcie jedzenia kanapki, a właściwie wrapa (rodzaj tortilli – przyp. red.) poczuł, że się dusi.

 

Gdy zacząłem jeść kanapkę, miałem odruch wymiotny. W pierwszej chwili pomyślałem, że chce mi się wymiotować, więc poszedłem szybko do łazienki i zamknąłem się w kabinie. Okazało się, że to nie odruch wymiotny, tylko nie mogłem czegoś przełknąć, zatrzymało mi się to w przełyku. Próbowałem to zwrócić, ale nie mogłem

– relacjonuje mężczyzna dla portalu fakt24.pl

 

ZOBACZ TEŻ: Dlaczego kanapki z McDonald’s się nie psują? Ten rekordowy burger zmusił sieć do tłumaczeń!

 

Pan Michał nie wiedział co robić, więc stał nad umywalkami licząc, że uda mu się zwymiotować lub w jakikolwiek inny sposób złapać dech. Coraz bardziej siniał, a na jego ciele pojawiały się krwawe wybroczyny. Wreszcie do łazienki wszedł postronny chłopak, który klepiąc pana Michała po plecach pomógł mu zwrócić to, czym się dławił.

 

Gdy wyjąłem to z buzi okazało się, że to folia która była najprawdopodobniej w tym wrapie
– 
powiedział pan Michał portalowi fakt24.pl

 

Mężczyzna twierdzi, że gdy poszedł ten fakt zgłosić obsłudze… ta zupełnie go zignorowała. Okazany menadżerce lokalu kawałek folii wyjętej z ust miał zostać przez nią wyrzucony do śmieci. 24-latkowi zaproponowano tylko butelkę wody i drugiego wrapa.

 

Mężczyzna pojechał więc do szpitala na obdukcję. Stwierdzono u niego krwawe wylewy obu gałek ocznych i wiele wybroczyn na ciele. Lekarze bez żadnych wątpliwości orzekli, że są one efektem duszenia się i walki o haust powietrza.

 

Michał wynajął prawnika, z którym wystosował do sieci pismo aby wzięła ona na siebie odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Własnie otrzymał odpowiedź, że sieć nie widzi podstaw do wypłaty odszkodowania, bowiem zdarzenia nie ma na monitoringu i nie widział go żaden pracownik. Nie ma też oświadczeń świadków, a więc zdaniem przedstawicieli sieci „nie ma obiektywnych dowodów aby to sieć i jej pracownicy ponosili odpowiedzialność, za tą sytuację”.

 

Pokrzywdzony 24-latek uważa, że firma ubezpieczeniowa reprezentująca McDonald’s, która odpisała mu na jego pismo w ogóle nie prześledziła sprawy. Wskazuje, że w odpowiedzi znajduje się wiele błędów i literówek, np. stosowane są żeńskie zaimki osobowe, co zdaniem 24-latka świadczy, że pismo powstało na zasadzie „kopiuj-wklej”.

 

McDonald’s nie poczuwa się więc do żadnej odpowiedzialności, ale 24-latek zapowiada, że nie złoży broni i o swoje zamierza walczyć przed sądem. Chciałby też podziękować chłopakowi, który uratował mu życie udzielając pomocy w łazience. Czy ma szansę na wygraną z fastfoodowym gigantem? Nie jesteśmy przekonani.

Łódzki sąd przyznał jej REKORDOWE ODSZKODOWANIE! Kobieta poślizgnęła się na…

sąd

Gigantyczne odszkodowanie otrzyma kobieta, która wywróciła się na…

Taką decyzję podjął Sąd Okręgowy w Łodzi. Do niefortunnego wypadku doszło, kiedy seniorka udała się do spółdzielni w celu opłacenia czynszu.

Emerytka poślizgnęła się na oblodzonym chodniku i przewróciła się. Bezpośrednio po upadku kobieta udała się o własnych siłach do domu.

 

Na początku seniorka nie odczuwała żadnych symptomów złego samopoczucia, dopiero później zaczęła odczuwać objawy wypadku.

Jej stan zaczął się znacznie pogarszać. Jak informuje fakt.pl, starsza kobieta trafiła do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niej krwiaka śródczaszkowego i częściowy niedowład. Poszkodowana emerytka straciła też pamięć, a także umiejętność sprawnego czytania i liczenia. W konsekwencji kobieta trafiła do całodobowej placówki, gdzie jest poddawana ciągłej opiece medycznej.

 

ZOBACZ TEŻ:REKLAMÓWKA zawieszona na drzewie kryła TO! Właścicielowi grożą poważne konsekwencje!

 

Sąd Okręgowy w Łodzi przyznał kobiecie gigantyczne odszkodowanie na rekordową kwotę w wysokości 322 tysięcy złotych. Zdaniem sądu odpowiedzialność za tragiczny wypadek ponosi prywatna firma, która zajmowała się sprzątaniem i odśnieżaniem terenu należącego do spółdzielni i to właśnie ona musi wypłacić odszkodowanie.

Sąd za znaczący argument podał to, że prywatna firma jest w pełni odpowiedzialna za odśnieżanie chodników, aby piesi mieli mogli w ten sposób czuć się bezpiecznie.

 

ZOBACZ TEŻ:Zabił babcię i myślał, że jest niezniszczalny. Policjanci musieli strzelać

 

Źródło:biznesinfo/pixabay

[WIDEO] Koleś zrobił bardzo głupi żart. Cały wygłup kosztował go 60 tysięcy euro

żart

Jak donosi Daily Mail, 60 tysięcy euro to kara jaka została nałożona na mężczyznę, który kopnął 24-letnią kobietę. Miał to być żart. Zgłosiła ona sprawę do sądu i wygrała. Nie spodziewała się zapewne, że wyrok będzie aż tak dla niej korzystny. Jak by nie patrzeć, mogła stracić życie lub doznać poważnych złamań. Prankster zapewne daruje sobie swoje publiczne występy i zmieni zawód. Tylko która profesja pozwoli mu uzbierać na tę karę…?

Ten facet raczej już do końca życia będzie miał pod górkę. Ten żart nie dość, że był brutalny, to jeszcze bardzo mało śmieszny. Cóż, za głupotę się płaci. My jesteśmy zdecydowanie po stronie tej kobiety. A Wy?

 

ZOBACZ:Ten wirus spustoszy Twoje konto. Jeżeli masz taką kartę SIM to nie ma przed nim ratunku

źródło fot. i wideo: youtube.com

Łódź: staruszka poślizgnęła się na chodniku. Sąd nakazał wypłatę OGROMNEGO odszkodowania

poślizgnęła się i grzmotnęła głową o lód

Wielkimi krokami nadciąga zima. A więc sezon odśnieżania, oblodzeń, sypania piachem, solą i co nieuniknione – wypadków i kontuzji związanych z zaniedbywaniem swoich obowiązków. Dla pewnej kobiety z Łodzi, która poślizgnęła się na nieodśnieżonym chodniku, taki upadek skończył się wyjątkowo pechowo. Sąd nakazał jej wypłatę wysokiego odszkodowania. 

Starsza kobieta poślizgnęła się i przewróciła się w czasie spaceru do siedziby spółdzielni mieszkaniowej. Chciała opłacić czynsz. Początkowo po upadku czuła się dobrze – poobijana dotarła do spółdzielni i opłaciła rachunki. Jednak wraz z kolejnymi godzinami jej stan zaczął się pogarszać.

 

ZOBACZ TEŻ: Nauczycielka tańca weszła w romans z 15-latką. Sąd nie miał dla niej litości!

 

Gdy kobieta trafiła do szpitala okazało się, że ma krwiaka śródczaszkowego i częściowy niedowład kończyn. Jej stan pogorszył się na tyle, że wymaga obecnie całodobowej opieki. Kobieta straciła pamięć, nie czyta, nie liczy i jest zupełnie niesamodzielna. Przebywa w ośrodku opieki.

 

Jej bliscy zdecydowali się na wniesienie pozwu o odszkodowanie od spółdzielni. Jednak ta wymigała się od odpowiedzialności, ponieważ sprzątanie na swoim terenie zleciła zewnętrznej firmie. Nie może więc bezpośrednio ponosić odpowiedzialności za to, że firma zewnętrzna nie wykonała swoich zobowiązań.

 

Sąd przychylił się do tej argumentacji i to własnie wynajęta firma sprzątająca będzie musiała zapłacić kobiecie 332 tysiące złotych. Choć kwota na warunki polskie wydaje się naprawdę spora, to za tak wielki uszczerbek na zdrowiu i cierpienia chyba wcale nie jest to suma wygórowana.

 

ZOBACZ TEŻ: Ten rodzaj PRZEKĄSKI HAMUJE RAKA! Potwierdzają to liczne eksperymenty!

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshot liveleak

Przez te skarpetki DOTKLIWIE POPARZYŁA swoje stopy! Mieszkanka Wrocławia wywalczyła sobie odszkodowanie

skarpetki

Nie jest to może wyrok na miarę sądów amerykańskich, ale chyba wreszcie nasz wymiar sprawiedliwości zaczyna iść w dobrą stronę. Kobieta mieszkająca we Wrocławiu po czterech latach uzyskała zadość uczynienie od producenta skarpetek złuszczających, które doprowadziły ją do poważnych, chemicznych poparzeń. 

Kobieta zaopatrzyła się w aptece w specjalne skarpetki złuszczające. To prawdziwy hit wśród kobiet, które w prosty sposób chcą mieć piękne i gładkie stopy. Niestety, w stosowaniu tego typu produktów czai się niebezpieczeństwo.

 

ZOBACZ TEŻ: Atak nożownika na komendę policji w Rybniku. Mamy wstrząsające nagranie z monitoringu!

 

Opisywana kobieta po założeniu skarpetek poczuła pieczenie. Nie ustępowało ono, a wręcz nasilało się. Po niedługim czasie okazało się, że zaczerwienione stopy są tak dotkliwie poparzone, że kobieta nie może na nich stanąć! 

 

Sprawa trafiła do sądu. Ten powołał biegłego, który stwierdził, że skarpetki nie spełniały wymogów bezpieczeństwa. W związku z tym sąd zdecydował, że kobiecie należy się zadośćuczynienie w wysokości 10 tysięcy złotych. 

 

Podolodzy, czyli specjaliści od stóp ostrzegają, że nie każdy powinien stosować takie preparaty. Szczególnie nie nadają się one dla osób borykających się z cukrzycą lub problemami alergicznymi. Jeśli chcemy zadbać o swoje stopy, lepiej udać się do gabinetu kosmetycznego.