16

Popełnił koszmarny błąd i ostrzelał sam siebie! Pilot F-16 zrobił coś co nie mieści się w głowie!

Do niecodziennej sytuacji z udziałem samolotu F-16 doszło podczas manewrów odbywających się w pobliżu holenderskiej bazy lotniczej Leeuwarden. Pilot maszyny dokonał rzeczy niemal niemożliwej i przez przypadek ostrzelał sam siebie. Jak do tego doszło mają wyjaśnić holenderskie siły powietrzne, które wszczęły śledztwo w sprawie tego groźnego incydentu.

Samolot został ostrzelany z działka pokładowego, a rozmiary uszkodzeń maszyny świadczą o tym, że sytuacja pomimo całej groteskowości była naprawdę niebezpieczna. Pilot F-16 swój koszmarny błąd mógł przypłacić życiem. Do tej niecodziennej sytuacji doszło podczas lotu szkoleniowego. Holenderski pilot wpadł w grad pocisków, które ułamki sekund wcześniej wystrzelił ze swojego myśliwca.

 

ZOBACZ:[VIDEO] Gdy Amerykanie zobaczyli, co robi pilot polskiego śmigłowca, szczęki im opadły! Nie wiedzieli, że tak się da!

 

Z pierwszych ustaleń śledczych wynika, że pilot ostrzelał maszynę z działka obrotowego, jego kaliber to 20 mm. Zniszczeniu uległy poszycie kadłuba samolotu, a także silnik, w którym znaleziono uszkodzenia po pociskach. Holenderskie władze zapowiedziały, że końcowy raport ze sprawy pojawi się w ciągu najbliższych kilku tygodni. Śledczy chcą dowiedzieć się w jaki sposób doszło do tak dramatycznej sytuacji. Jesteśmy ciekawi co pokaże końcowy raport.

 

ZOBACZ:Po wejściu do samolotu przecierał oczy ze zdumienia! Na pokładzie maszyny był tylko on, ponieważ (…)

 

źródła: o2.pl, foto źródła: pixabay.com

 

 

żoną

[VIDEO] Pokłócił się z żoną, próbował zabić ją samolotem! Miała być słodka zemsta, skończyło się tragicznie!

Tragiczny finał miała małżeńska kłótnia do jakiej doszło podczas chrzcin dziecka w Botswanie. 38-letni Charl Viljoen posprzeczał się ze swoją żoną do tego stopnia, że postanowił zemścić się na niej w okrutny sposób.W wyniku karczemnej awantury mężczyzna został wyrzucony z przyjęcia czego nie mógł znieść. Chwilę później poszedł na pobliskie lotnisko i wsiadł do małego samolotu, którym zamierzał uderzyć w budynek, gdzie odbywała się impreza.

Sprzeczka między 38-latkiem, a jego żoną wybuchła podczas chrzcin dziecka znajomych, które odbywały się obok budynku aeroklubu Matsieng. W pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli i i małżonkowie omal się nie pobili. Atakowi agresji zapobiegli znajomi pary, którzy wyprosili krewkiego mężczyznę z budynku. Ten nie namyślając się długo postanowił zabić swoją żonę w wyrafinowany, a zarazem bardzo okrutny sposób.

 

ZOBACZ:Przez 9 miesięcy kłamała swojego męża, że jest z nim w ciąży! Kiedy zbliżał się termin „porodu” zrobiła coś okropnego!

 

Viljoen chcąc mieć pewność, że żona nadal znajduje się w budynku chwilę przed swoim samobójczym atakiem zadzwonił do kolegi prosząc go, by powiedział mu, gdzie dokładnie siedzi jego żona. Śmierci kobiety i 50 innych osób znajdujących się w hangarze zapobiegła czujność innych pilotów, którzy widząc nisko latający samolot zarządzili ewakuację budynku. W wyniku katastrofy śmierć poniósł tylko 38-letni pilot samobójca.

 

 

źródła: thesun.co.uk, youtube.com foto youtube.com

 

 

 

samolotu

Pasażerowie samolotu przeżyli prawdziwy koszmar. Wszystko przez niefortunny rejs

Pasażerowie lotu z Barbadosu do Londynu zapamiętają go do końca życia. Tuż po 5:30 na pokład samolotu wpadli przedstawiciele służb medycznych. Wszystko przez to, na pokładzie znajdowały się osoby uczestniczące w rejsie MSC Preziosa, na którym złapały podejrzany wirus. Nagle zaczęły się źle czuć.

W samolocie byli wyłącznie pasażerowie rejsu MSC Preziosa. Choroba wzięła się raczej ze statku, a nie samolotu. Pięciu członków personelu pokładowego zachorowało w trakcie lotu – napisał Trevor Wilson, jeden z pasażerów. Choroba objawiała się mdłościami i uporczywym kaszlem. Rzecznik pogotowia poinformował, że tuż przed 5 rano otrzymali zgłoszenie o tym, że na pokładzie samolotu wiele osób źle się czuje. Działanie polegało na kontroli blisko 30 osób będących pasażerami lotu. Troje z nich przewieziono do pobliskiego szpitala na badania kontrolne. Kwarantanna trwała 90 minut. Najprawdopodobniej nikomu nic złego się nie stało, lecz takie sytuacje w trakcie podróży zawsze napawają strachem. Tym bardziej, gdy tak na prawdę nie wiadomo o co dokładnie chodzi.

 

ZOBACZ:Do wzięcia ślubu nie potrzeba im partnera. Nie uwierzysz z czym związali się ci ludzie!

 

Na szczęście wychodzi na to, że nikt poważnie nie ucierpiał i wszystko dobrze się skończy. Mimo wszystko, zwykły wirus złapany na statku rejsowym spowodował, że w ludziach zapanował strach.

źródło: o2.pl fot. youtube.com

godlewskich,

Smutny koniec sióstr GODLEWSKICH. Po tym co zrobiły, pilot musiał zawrócić samolot!

Jedna z sióstr Godlewskich – Esmeralda, poinformowała, że to koniec ich współpracy. Miały one wspólnie polecieć na koncert do Amsterdamu. Na pokładzie doszło jednak do zdarzeń, których nikt się nie spodziewał. Siostry pobiły się a z ich powodu pilot musiał zawrócić samolot. To nie pierwszy skandal z ich udziałem.

Oczywiście, jak zawsze po wydarzeniu z ich udziałem pada pytanie: czy robią to dla kolejnego rozgłosu? A może rzeczywiście padło parę słów za dużo i doczekaliśmy się końca sióstr Godlewskich? Początkowo kłóciły się one już na lotnisku a obsługa samolotu nie chciała ich wpuścić na pokład. Jak się później okazało, na prawdę dobrze by się stało, gdyby nie zostały wpuszczone. Przez awanturę, jaką wywołały, pilot musiał zawrócić samolot na lotnisko. One zaczęły pić alkohol i znowu krzyczeć bo myślały, że jak juz zamknęli drzwi to nikt ich nie wyrzuci. Nagle pilot zatrzymał samolot i mówi, że zawracamy. Podjechały schody. Przyszła straż celna, antyterroryści w kominiarkach. Rozmawiali z nimi jakieś 20 minut, zanim wyszły z samolotu – mówiła jedna z pasażerek samolotu w rozmowie z portalem warszawpigulce.pl. Obie panie dostały po 500 złotych mandatu, a Esmeralda poinformowała w mediach społecznościowych, że to koniec ich współpracy.

Czy nie macie już dość tych pań? Może już wystarczy skandali z ich udziałem i profanacji muzyki?

źródło: o2.pl, warszawawigulce.pl

fot. instagram.com

sceny

Utknęli w samolocie na wiele godzin. Sceny jak z filmu katastroficznego!

Pasażerowie lecący z New Jersey do Hongkongu przeżyli prawdziwy thriller. Wydawałoby się, że sceny, do których doszło na lotnisku, to scenariusz dobrego filmu katastroficznego. Jednak, to wydarzyło się na prawdę. Zostali uziemieni na 14 godzin.

Zostali uziemieni na 14 godzin. W czasie silnego mrozu i z ograniczonym zapasem żywności. Pasażerom nie wolno było opuszczać samolotu, ponieważ na lotnisku w Goose Bay funkcjonariusze celni w godzinach nocnych nie pracują… Więc, dzięki ich uprzejmości, ludzie zmarzli, mieli ograniczony dostęp do produktów spożywczych i raczej z usług linii już nie skorzystają. Uczestnicy twierdzą, że sceny przypominały im film o dramacie w Andach. Zerowy poziom komfortu, to na pewno nie to na co liczyli. Koszmar pasażerów rozpoczął się, gdy o 15:05 lot został skierowany na lotnisko Goose Bay w Nowej Fundlandii w Kanadzie z powodu nagłego wypadku medycznego. Samolot wylądował, a personel medyczny zabrał do lokalnego szpitala pasażera wymagającego pomocy. Gdy samolot był już gotowy do startu, pojawiła się usterka techniczna. Sonjay Dutt, pasażer samolotu, napisał na Twitterze, że drzwi samolotu się zepsuły i że utknęli na pokładzie, gdy temperatura na zewnątrz spadła do minus 20 stopni. Nie mogąc wyjść godzinami, zaczął wrzucać na Twittera wpisy z apelem o pomoc, mówiąc, że brakuje im jedzenia.

 

ZOBACZ:Oszuści na Facebooku. Sprawdź, jak nie stracić pieniędzy!

 

Uczestniczyliście kiedyś w podobnym wydarzeniu? Pasażerowie tego samolotu zapewne zapamiętają tę sobotę, która zmieniła się w niedzielę, do końca życia!

źródło: fakt.pl

fot. youtube.com

rodzicami, piloci pobili się w locie, pilot

Pilot uciął sobie drzemkę i przespał lotnisko, na którym miał lądować! „Poważny incydent”

Gdyby nie internauci – być może nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tym komicznym, ale i przerażającym incydencie. Pilot niewielkiego samolotu przyciął komara tak skutecznie, że obudził się ponad 50 kilometrów za lotniskiem, do którego zmierzał!

Uwagę użytkowników serwisu Flight Aware zwrócił uwagę samolot, który zmierzał z wyspy Tasmania na King Island, należącą do tego samego archipelagu. Maszyna zamiast wylądować na King Island poleciała prosto, by po 50 kilometrach zawrócić na lotnisko. Co w tym czasie robił pilot?

 

 

Do zdarzenia doszło wprawdzie 8 listopada, ale dopiero teraz poznajemy więcej szczegółów. Okazuje się, że pilot samolotu, który przewoził dziewięcioro pasażerów… zasnął w trakcie lotu na autopilocie. Obudził się nad otwartym morzem. Gdy zrozumiał, że ominął lotnisko, pośpiesznie zawrócił i wylądował. Dobrze, że starczyło mu paliwa!

 

 

ZOBACZ: Warszawa: dramat na sali zabaw: dwie osoby zasłabły, jedna nie przeżyła!

 

Mimo że wszystko skończyło się szczęśliwie, to australijskie służby odpowiedzialne za transport lotniczy wszczęły dochodzenie. Raport w tej sprawie ma powstać dopiero w marcu przyszłego roku. Jednak wiemy już, że zdarzenie to zakwalifikowano jako „poważny incydent”. Obawiamy się, że teraz z nerwów pechowy pilot może mieć problem by zmrużyć oczy w nocy!

 

wprost.pl/ foto: pixabay

boeing malaysia airlines mh370

NOWE informacje o zaginionym samolocie MH370. Czy to wyjaśni tajemnicę sprzed czterech lat?

Boeing 777 miał odbyć rejs oznaczony jako MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Niestety, nigdy nie doleciał do miejsca przeznaczenia. A co gorsza, choć minęły 4 lata, to wciąż nie wiemy co dokładnie wydarzyło się w 2014 roku. Nowe światło na tą tajemnicę postanowili rzucić australijscy eksperci.

 

Specjaliści ds. lotnictwa przyjęli założenie, że piloci lub jeden z nich w pełni świadomie skierowali maszynę takim kursem aby zniknął w radarów. Przekładając tą teorię na faktyczne warunki, okazało się że faktycznie samolot przez długi czas leciał w taki sposób jakby chciał uniknąć wykrycia!

 

To było zaplanowane, celowe i wykonane w wyznaczonym czasie

powiedział szef australijskiego departamentu ds. bezpieczeństwa transporu, Martin Dolan.

 

W tej opinii wtóruje mu Simon Hardy, instruktor szkolący pilotach na samolotach Boeing. Zwraca uwagę, że samolot najprawdopodobniej leciał wzdłuż granicy tajlandzko-malezyjskiej, w ten sposób nie będąc w zasięgu radarów ani jednego, ani drugiego państwa.

 

Dlatego kontrolerzy obu stron nie musieli martwić się o ten tajemniczy samolot. Po prostu zareagowali, „Och, już poleciał. To już nie nasza przestrzeń powietrzna”. Gdybym to ja miał sprawić by boeing 777 zniknął, zrobiłbym dokładnie to samo.

– wyjaśnił Hardy.

 

Instruktor dodaje do tego jeszcze jeden ciekawy wątek. Zwrócił uwagę, że w pewnym momencie samolot obrał kurs na malezyjskie miasto Penang. To z tej miejscowości wywodził się pilot maszyny, Amad Shah. Czy w ten sposób pożegnał swoje rodzinne strony przed samobójstwem?

 

Pomimo zaangażowania wielu państw nie udało się ustalić dokładnego losu rejsu MH370. Nigdy nie odnaleziono wraku maszyny, ciał pasażerów, ani czarnych skrzynek. To i wiele innych dziwnych wydarzeń wokół sprawy powoduje, że jak dotąd narosło wiele teorii spiskowych o feralnym locie.

 

o2.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/ wikipedia

parking, kradzież, samochód, złodziej, auto

ZŁODZIEJ ROKU: ukradł samochód, a gdy silnik zgasł zadzwonił po POMOC do… właścicielki! Historia, którą wymyślił BAWI DO ŁEZ!

Taki złodziej to prawdziwy ewenement. To co wymyślił i zrobił przekracza wszelkie możliwe kanony głupoty. Zresztą, zachowanie właścicielki samochodu też nie należało do najrozsądniejszych. Poznajcie historię kradzieży pewnego samochodu!

 

Do zdarzenia doszło pod jednym z Walmartów w Minneapolis w stanie Minnesota. Kobieta, która autem wybrała się na zakupy do centrum handlowego zostawiła je na parkingu i ruszyła po sprawunki. W pewnym momencie uznała, że najlepiej byłoby rozgrzać samochód przed drogą do domu. Korzystając z pilota uruchomiła wóz i kontynuowała zakupy.

 

Ten moment wykorzystał 37-letni Edward Leroy Wilson. Przechodząc przez parking zobaczył auto z włączonym silnikiem i… nie mógł się powstrzymać. Wsiadł do samochodu i odjechał w siną dal!

 

Gdy po godzinie zatrzymał się na moment i chciał ponownie ruszyć, oczywiście nie był w stanie tego zrobić bez pilota. W samochodzie znalazł jednak numer właścicielki auta i… postanowił do niej zadzwonić.

 

 

Wilson wcielił się w pracownika warsztatu samochodowego, który nie mógł poradzić sobie z odpaleniem samochodu. Wypytywał kobietę, czy ktoś nie mógłby mu w tym pomóc. Właścicielka auta w międzyczasie odkryła kradzież i skontaktowała się z policją. Telefon od rabusia umożliwił jego zlokalizowanie i odkrycie samochodu.

 

Zatrzymany przez policję mężczyzna przyznał, że od początku wiedział, że wejście do czyjegoś samochodu nie jest najlepszym pomysłem. Teraz będzie musiał odpowiedzieć za kradzież. A my zachodzimy w głowę – na co liczył dzwoniąc do okradzionej kobiety?

 

rmf24pl

Cichy BOHATER akcji pod Nanga Parbat. Poznaj jednego z pilotów, który dokonał NIEMOŻLIWEGO! [FOTO & VIDEO]

Na połowiczny sukces akcji ratunkowej pod Nanga Parbat złożyło się wiele czynników. Począwszy od gwarancji finansowych polskiego MSZ, przez determinację i gotowość do poświęcenia polskich himalaistów działających na K2, po kunszt pakistańskich pilotów. Teraz możemy dowiedzieć się kim jest jeden z nich.

 

Major Jahanzeb Quazi to bardzo doświadczony pilot pakistańskiej armii. Cieszy się świetną opinią wśród kolegów z wojska, przełożonych, a teraz – także milionów Polaków! Osoby, które go znają piszą na Facebook, że posiada wprost niesamowite zdolności latania w trudnych warunkach pogodowych, kiepskiej widoczności i na znacznych wysokościach.

 

Jest to o tyle ważne, że pakistańska armia nie posiada maszyn, które są wstanie wzbić się powyżej 6000 tysięcy metrów. A i ten pułap możliwy jest do osiągnięcia jedynie w wypadku wyjątkowo sprzyjających warunków pogodowych. Zazwyczaj śmigłowce nie dolatują powyżej obozów bazowych w dolinach pod szczytami 8-tysięczników.

 

Major Quazi w nienajlepszą pogodę przyziemił maszynę na 4850 metrach. W tym miejscu jeszcze nikt nigdy tego nie zrobił.  Pilot musiał walczyć z wiatrem, rozrzedzonym powietrzem i kaprysami maszyny, która w takich warunkach nie była stabilnym statkiem powietrznym.

 

Aby akcja była w ogóle możliwa, 4 polskich ratowników musiały transportować dwa śmigłowce – aby ważyły jak najmniej. W drodze powrotnej spod ściany zabierały zaledwie jednego pasażera, w związku z czym musiano wykonać kilka kursów. A każdy z nich to potencjalne ryzyko potwornego wypadku.

 

Profil Facebook, który opisał postać majora zalewają pozytywne komentarze z Polski. Niestety imion pozostałych pilotów nie znamy. Nie ma się co oszukiwać – gdyby nie oni, akcja prawdopodobnie mogłaby zakończyć się tragicznie. Mamy jednak nadzieję, że tego typu wyczyny będą jak najrzadsze, a wszystkim himalaistom życzymy dokładnie tylu samo wejść jak i zejść z wierzchołków!