kwaśniewski, spodziewalibyście

Oto lista przebojów Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie spodziewalibyście się, że tego słucha

Aleksander Kwaśniewski to prezydent Polski, który wzbudzał najprawdopodobniej największą sympatię tłumów. Nie spodziewalibyście się tego, jakiej muzyki słucha. Każdy wie, że polityk to bardzo rozrywkowy człowiek i zawsze potrafił rozsławić nasz kraj na całym świecie. „Super Express” przytoczył kilka piosenek, które na swojej playliście ma Kwaśniewski.

Każdego chociaż minimalnie obchodzi życie prywatne polityków. Jeżeli chodzi o Aleksandra Kwaśniewskiego, to już jest niemal pewne, że każdy by chciał wiedzieć jakiej muzyki słucha. „Radio Kampus” postanowiło zatem sprawdzić co znajduje się na playliście i zapytało o to prezydenta. Nie spodziewalibyście się, że ten odeśle taką oto listę:

Larry Goldins – Boogie on Reggae Woman
Zbigniew Wodecki – Rzuć to wszystko, co złe
Kuba Badach – Wall of Kindness
Marek Napiórkowski – Vietato Fumare
Łona i Weber – Gdzie tak pięknie?
John Mayer – Vultures
Kuba Badach – Jestem Kimś
Michael Brecker & James Taylor – Nearness of You
Łona i Weber – Co tak wyje?
Ray Charles – A song for you
Hymn Ligi Mistrzów

ZOBACZ:[WIDEO] Polski fachowiec STRZELAŁ do niezadowolonego klienta. Co za historia!

Przyznajcie, że co najmniej kilka pozycji jest dosyć zaskakujących. Każdy ma swój gust, lecz u niektórych osobistości coś po prostu może dziwić. Która z piosenek najbardziej Was zaskoczyła? Piszcie w komentarzach. Naszym faworytem jest „Co tak wyje?” Łony i Webera.

źródło: se.pl Radio Kampus fot. youtube.com

martyniuk

Wiemy ile zarabia Zenek Martyniuk. KWOTY PRZYSPARZAJĄ O BÓL GŁOWY…

Zenek Martyniuk jest już legendą polskiego show biznesu. Król polskiego disco polo kasuje za jeden koncert tyle, co niektórzy zarobią przez parę miesięcy, a czasem nawet przez rok. Jego hity, które najczęściej słyszymy na weselu dały mu nie tylko sławę, ale i ogromny majątek. Ile dokładnie zarabia?

„Przez twe oczy zielone”, które dzięki talentowi Kamila Grosickiemu, w pewnym momencie stały się hymnem naszych piłkarzy. Większość Polaków przyznaje, że nie słucha disco polo i traktuje ten gatunek muzyki bardzo humorystycznie. Natomiast pieniądze, które zarabiają gwiazdy tego gatunku muzyki są bardzo duże. Zenek Martyniuk otwarcie przyznaje, że daje radę zagrać 300 koncertów rocznie. Za jeden występ inkasuje on minimum… 25 tysięcy złotych! W rezultacie, zarabia on około 7,5 miliona złotych rocznie. Przy mniej intensywnym roku i ograniczeniu liczby koncertów do 200, nadal zarabia kolosalne 5 milionów. Należy jednak pamiętać, że kwota, którą gwiazdor życzy sobie za zagraną imprezę nie jest stała i dostosowuje się do okoliczności. Do tego dochodzi sprzedaż płyt. Mimo to, wydaje się być niesamowicie skromnym człowiekiem. Co prawda, wyprawił swojemu synowi wesele, które pochłonęło milion złotych, a w prezencie dał samochód za pół miliona.

 

ZOBACZ:[WIDEO] To miał być ich dzień w parku rozrywki. TO CO ZROBIŁA SKREŚLIŁO WSZYSTKO

Mieszka jednak w pięknym, lecz w miarę normalnym domu w Grabówce. Na co dzień chętnie udziela wywiadów i nie widać, żeby był zadufany w sobie i chwalił się swoim majątkiem. Może właśnie dlatego ma tylu fanów i sympatyków?

źródło: se.pl

fot. youtube.com

Tatu

[FOTO]Kiedyś ich przeboje śpiewał cały świat! Zobacz jak dziś wyglądają dziewczyny z zespołu Tatu!

Zespół „Tatu” chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Dwie rosyjskie nastolatki swoim wielkim hitem „Nas nie dogoniat” na początku XXI wieku podbiły listy przebojów na całym świecie. Piosenka była hitem granym na niejednej dyskotece czy domówce. Debiutancki album Julii Volkovej i Leny Katiny, który wydano w 2001 roku sprzedał się w aż 2,5 miliona egzemplarzy! To właśnie wtedy zaczęła się moda na „Tatu”!

Dziewczyny koncertowały i tworzyły zespół do 2009 roku. Później postanowiły zakończyć współpracę i każda z nich poszła w swoją stronę. Rosyjskie piosenkarki skupiły się na karierze solowej i odcięły się od siebie. Kilka lat później okazyjnie występowały razem podczas dużych imprez. Ostatnio zaśpiewały swoją największą piosenkę „Nas nie dogoniat” w 2014 roku podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi.

źródła: wprost.pl, foto youtube.com, instagram.com

 

 

The VOICE of POLAND

ŻENADA na CASTINGU do The VOICE of POLAND! Czekali GODZINAMI tylko po to, żeby… (FOTO)

Dziś odbył się – prawdopodobnie – ostatni casting do 10 edycji The Voice of Poland.

– Ale długo nas trzymali! – powiedziała zadowolona para, która dostała „numerek” podczas przesłuchań do programu The Voice of Poland. Jednak nie wszyscy byli tacy zadowoleni. A my postanowiliśmy sprawdzić, jak naprawdę wygląda taki casting i dziś (18 maja) wybraliśmy się na eliminacje do Warszawy.

 

Proszę przygotować…

Castingi do muzycznego show odbywały się w miniony weekend, w piątek 17 maja i dziś. Wystarczyło przyjść do Telewizji Polskiej i wpisać się na listę.

Uczestnicy mieli przygotować dwie piosenki: polską i angielską. Zgodnie z informacjami na stronie programu, w trakcie przesłuchań można było skorzystać z podkładu przyniesionego np. na pen drive.

tłumy na castingu – fot. wsieci24.pl

Start godzina 10.00?

Przesłuchania miały rozpocząć się o godz. 10 rano. Jednak jeśli ktoś przyszedł o tej porze, to był już ponad dwusetną osobą! W budynku F Telewizji Polskiej kłębiły się tłumy, nad którymi nie mogła zapanować pani z recepcji – jak się okazało, Grażyna – ani dwóch ochroniarzy.

Czytaj także: Nowa prowadząca Pytanie na Śniadanie! Do Łukasza Nowickiego dołączy…

 

W końcu zamknięto drzwi wejściowe pozostawiając część kandydatów na zewnątrz. Ponieważ w sobotę przez Warszawę przechodziły ulewne deszcze, to wiele osób po prostu mokło na zewnątrz.

Z kolei ci, którzy byli w środku, wręcz się dusili. Na prośby o otworzenie okien, czy drzwi, bo duszno, pani Grażyna odpowiedziała ze śmiechem:

„Jak Wam duszno, to idźcie na dwór, na deszcz. Ha, ha!”

pani Grażyna rządzi – fot. wsieci24.pl

Nie samym chlebem…

W holu budynku telewizji przebywało stale ok. 200 osób, bo sukcesywnie wpuszczano nowe osoby, w miarę tego, jak wychodzili uczestnicy już po przesłuchaniach. Było ciasno, nie było na czym usiąść (zaledwie kilka ławek). Nie było też żadnego baru czy bufetu dostępnego dla kandydatów, a każda osób musiała czekać ok. 3 godzin na to by wejść na przesłuchanie.

kolejka na dworze – fot. wsieci24.pl

Casting, casting!

Mniej więcej co 20 minut w holu pojawiała się pani z produkcji i wyczytywała kolejne 20 osób. Kandydaci wchodzili najpierw na pre – przesłuchania do trenera wokalnego. Trener za jednym razem przesłuchiwał aż 7 osób, każąc każdej zaśpiewać fragment piosenki a caplella. Tak więc każda z osób słuchana była zaledwie kilkadziesiąt sekund!

Dopiero z tej siódemki najlepsze osoby dostawały „numerek” czyli numer do castingu i udawały się na właściwe przesłuchania.

szczęśliwcy z „numerkami” czekają na przesłuchania – fot. wsieci24.pl

Żenada?

„Przejechałam pół Polski na ten casting i nawet nie dali mi zaśpiewać całej piosenki!” – mówi rozczarowana uczestniczka z zachodniopomorskiego.

I faktycznie, wydaje się, że organizatorzy castingu byli zaskoczeni frekwencją i nie poświęcili uczestnikom należnego im czasu. Bo tylko niewielu mogło się naprawdę zaprezentować. Co do pozostałych, to nie było mowy o przysłowiowych 5 minutach. Ba, niektórym organizatorzy nie poświęcili  nawet jednej minuty!

casting… fot. wsieci24.pl

Sława kosztuje

Jechać kilkaset kilometrów, przyjechać dzień wcześniej, nocować, czekać na deszczu, potem w duchocie po to tylko, by ktoś dał zaśpiewać kandydatowi do The Voice of Poland piosenkę przez kilkadziesiąt sekund? Czy TVP nawaliło z organizacją, czy to celowy zabieg, by ci, którzy dostaną się do programu czuli, że przeszli trudną drogę?

Tego nie wiemy, jednak jedno jest pewne: że spośród ok. 2000 osób, które wzięły udział w castingu, do przesłuchań w ciemno trafi zaledwie kilkadziesiąt.

Mimo to, chętnych na sławę nie brakuje i wiele osób po cichu przełknie poniżające traktowanie, bo ma nadzieję na sukces i sławę.

 

for. instagram.com/voiceofpoland/; wsieci24.pl

spears

Britney Spears wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Smutna wiadomość dla fanów piosenkarki

O Britney Spears i jej problemach było już głośno od wielu lat. Jej zdrowie psychiczne to stały temat medialnych publikacji. Gwiazda, którą kochają miliony przeszła załamanie nerwowe w 2007 roku. Po tym jak zgoliła włosy wokalistka ustabilizowała swoje życie osobiste oraz rozpoczęła walkę o dalszą ciągłość kariery. Fani piosenkarki jednak pamiętają o wszystkich wydarzeniach z jej przeszłości…

Teraz Britney Spears znowu ma poważne problemy w życiu osobistym i będzie musiała ponownie zmagać się z ogromnym stresem. Do szpitala trafił jej ojciec. Gwiazda postanowiła wziąć sobie wolne od wszystkich występów i się nim zająć. Przypomnijmy, że Jamie Spears przeszedł już dwie operacje jelit, ale po drugiej pojawiły się komplikacje i jego stan znacznie się pogorszył. Tak trudna sytuacja życiowa wokalistki zmusiła ją do samodzielnego zgłoszenia się do szpitala psychiatrycznego. Zgłosiła się tam już tydzień temu i planuje zostać w ośrodku przez 30 dni – napisał portal TMZ.

 

ZOBACZ:Kraków: mieszkanie po sufit uwalane w odchodach. Gdy służby weszły do środka, wszystkim odjęło mowę!

 

Zatem życie gwiazdy wcale nie jest takie piękne jak mogłoby się to wydawać. Cóż z tego, że ma dużo pieniędzy, że zna i kocha ją cały świat, jak zmaga się z problemami, z którymi przeciętny Kowalski najprawdopodobniej nigdy nie miał do czynienia? Życzymy zdrowia – trzymaj się Britney!

źródło: pudelek.pl fot. youtube.com

VIDEO – Rekord w ,,Jaka to melodia?” finał w 3 sekundy- Robert Janowski aż łapie się za głowę!

Totalny rekordzista, najszybszy finalista, geniusz jeśli chodzi o znajomość piosenek – tak właśnie można określić Tomka – finalistę programu ,,Jaka to melodia?”.

Continue reading „VIDEO – Rekord w ,,Jaka to melodia?” finał w 3 sekundy- Robert Janowski aż łapie się za głowę!”

Big Cycki, Ruchanna i spadanie poziome

Jak poucza poeta w słynnym „Alfabecie” – „Cycki”, to nazwisko na „cki”. Ale tak może było przed wojną, bo teraz nastała moda na demokrację, w związku z czym i nazwiska też się zdemokratyzowały, podobnie jak teksty tak zwanych „przebojów”. Na przykład za moich czasów w kołach wojskowych furorę robiła piosenka anonimowego autora, trochę podobna w nastroju do słynnego przeboju zespołu „Wilki”, w którym śpiewak daje wyraz swemu zaniepokojeniu, czy szampański wieczór nie będzie aby miał medycznych konsekwencji: „Byłem z nią parę chwil, było tak namiętnie, a teraz jestem tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne, nie wiem, czy sam tego chcę, lecz nikt tu nie jest winny. Myślę, że nie stało się nic”. Nietrudno się domyślić, że chodzi o rozterkę, czy podczas tych „paru chwil” nie doszło aby do zarażenia syfilisem. Nawiasem mówiąc, za moich czasów nawet w takich tekstach panowała większa finezja: „Pijanego szypra kutra raz dręczyła myśl okrutna; facet myślał, że ma trypra, a to była zwykła kiła!”. Podobnie w utworze zwracającym uwagę na nabierający dzisiaj coraz większej aktualności problem roli kobiet w Kościele: „Przeoryszy pytał papież…” no, mniejsza z tym.

Wracając tedy do piosenki popularnej za moich czasów w kolach wojskowych, to wprawdzie składała się ona z wielu tak zwanych brzydkich słów, ale sens był identyczny, co w cytowanym przeboju zespołu „Wilki”, w dodatku obfitujący w tak zwane „gorzkie wyrzuty”. Najwyraźniej w ostatnich 50 latach zainteresowania autorów piosenek zredukowały się do rejonu, o którym wspomina poeta Tadeusz Różewicz. Powiada, że za dawnych czasów bywało jeszcze „solidne dno”, aż „pewna panienka z Paryża” zrozumiała, że „nie ma dna i napisała wypracowanie o spółkowaniu”, gdzie „wszystko rozgrywa się w znajomej i niezbyt wielkiej okolicy między regio genus anterior, regio pubice i regio oralis, a to, co było niegdyś przedsionkiem piekła, zostało przez modną literatkę zamienione w vestibulum vaginae”. Oczywiście ubolewa i konkluduje, że o ile dawniej też się spadało – ale pionowo, to teraz spada się poziomo, w związku z czym większość spadających nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że spada. Myśli, że wcale nie spada, tylko się przesuwa – z jednej strony Mocy na drugą – kierując się nieomylnym tropizmem do kochanych pieniędzy. Ciekawe, co by napisał teraz, po przeczytaniu nagrodzonego przez żydowską gazetę dla Polaków utworu pani Masłowskiej, która nie pisze już o żadnym „spółkowaniu”, tylko zwyczajnie – o pierdoleniu?

Piszę te słowa z wahaniem – bo wielokrotnie powstrzymywałem się przed pokusą, by nawet przez papierek nie dotykać niektórych produktów przemysłu rozrywkowego w postaci rozmaitych odmian piosenkarki Ruchanny, czy nowojorskiej celebrytki o bodajże ormiańskich korzeniach, znanej z tego, że prezentuje zdumionemu światu dupę wielką, jak wierzeje stodoły – ale nie mogłem już wytrzymać na wieść, że Wojskowe Służby Informacyjne na potrzeby walki o demokrację i praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju zmobilizowały najgłębsze rezerwy – również w postaci zespołu „Big Cyc” pana Krzysztofa Skiby, który nie tylko „nakłada opozycyjne barwy”, ale w dodatku próbuje „wdrapać się na barykady”. Jakie tam znowu „barykady”, kiedy wszystko wyjaśnia lizusowska deklaracja Krzysztofa Skiby, że „na Błękitnym Marszu KOD odżył duch starego Jarocina” – oczywiście pod dyrekcją pana generała Marka Dukaczewskiego, no bo jakże by inaczej? Co za degrengolada! Czy nie byłoby lepiej, a w każdym razie – przyzwoiciej – bo każdy powinien dochowywać wierności swemu powołaniu – gdyby pan Krzysztof Skiba, wzorem Kuby Wojewódzkiego, „odkorkowywał” kolejne „wodzianki”, czy inne, spragnione rozgłosu panienki, a potem „lansował” je przynajmniej przez dwie godziny – zamiast wdrapywać się na „barykady” wzniesione przez oficerów WSI – naturalnie za pośrednictwem swoich politycznych ekspozytur, no i oczywiście – konfidentów? „Nonkonformista” kicający pod batutą RAZWIEDUPR-a – co za żałosny widok! Co za ześlizg, co za wstyd!