Wymyślił niespotykane zastosowanie dla swojego Passata. Gdy na miejsce przybyli policjanci zupełnie stracił głowę!

nowe zastosowanie passata

Volkswagen Passat to wręcz ikoniczny wóz dla każdego Polaka. Bohater wielu memów, szczególnie z Małpą Januszem – kolejnym stereotypowym przedstawieniem „typowego” Polaka, o wszystkich naszych najgorszych cechach zgromadzonych w jednym miejscu. Tym razem pewien Polak spod Staszowa w woj. świętokrzyskim zrobił ze swojego Passata coś bardzo nietypowego.

Staszowscy policjanci mieli podejrzenie, że na jednej z posesji w pobliskiej gminie Łubnice ktoś może hodować marihuanę. Gdy dotarli na wytypowana posesję, znaleźli 26 jeszcze niewyrośniętych krzaczków konopi… we wnętrzu VW Passata, który spokojnie stał na tyłach podwórka i robił za szklarnię!

 

ZOBACZ TEŻ: [WIDEO] Typowy polski Janusz zatrzymany przez policję za karygodne wykroczenie. „Panie, ja prawo jazdy robiłem w 62. roku!”

 

W czasie przeszukiwania domu mundurowi znaleźli kolejne dwie sadzonki. Do ich posiadania przyznała się 58-letnia matka posiadacza Passata. Na tym jednak nie koniec bo 36-latek i jego rodzicielka byli na tyle sfrustrowani wpadką, że zaatakowali funkcjonariuszy! Dlatego poza zarzutem posiadania narkotyków odpowiedzą także  za naruszenie nietykalności policjanta.

 

Jak widać ludzka pomysłowość nie ma granic, a Passat może być nie tylko marzeniem niejednego polskiego kierowcy, ale również świetnym poletkiem uprawnym!

 

fot: jeja/świętokrzyska policja/ wprost.pl

 

Polski podróżnik bestialsko zamordowany w Meksyku. To co złoczyńcy zrobili z jego ciałem przechodzi ludzkie pojęcie

Meksyku

Podróże to jedne z najpiękniejszych rzeczy jakie mogą człowieka spotkać w życiu. Niestety, są również bardzo niebezpieczne, szczególnie w dzisiejszych czasach. Przekonał się o tym polski podróżnik, który został bestialsko zamordowany w Meksyku. Krzysztof Chmielewski, bo to o nim mowa, przed śmiercią był torturowany. Jego siostra Izabela Schmidke wybrała się do Meksyku z dziennikarzami Superwizjera.

Jak donosi Super Express, Krzysztof Chmielewski został zamordowany w połowie 2018 roku. Odbywał wtedy podróż z Kanady do Argentyny. Początkowo informowano o tym, że uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Szybko jednak się okazało, że prawda jest zgoła inna. Wszystko wyszło na jaw po odnalezieniu zwłok Niemca Holgera Franza Hagenbuscha, który przez jakiś czas podróżował wraz z Krzysztofem. Siostra zamordowanego Izabela Schmidke od początku czuła, że coś jest nie tak. Pochowano go bez niczyjej zgody, a władze sprawę chciały zamieść pod dywan. Wiadomo, że był on bestialsko torturowany. Na zdjęciach, które zrobiono podczas oględzin tuż przed pierwszym pochówkiem widać nacięcie przez które wyrwano mu serce. Chmielewski miał również odrąbaną głowę a w czaszce widoczny był ślad po kuli. Pochowano go… 2 godziny po odnalezieniu zwłok. To właśnie zaniepokoiło panią Izabelę. Zarówno Polak, jak i Niemiec mieli zostać ofiarami karteli narkotykowych. Ich podróż prowadziła przez tereny, gdzie są plantacje opium. Podejrzewa się, że mogli zobaczyć coś, czego nie powinni. Gdy reporterzy zbierali informacje, zostali otoczeni przez policję z karabinami. Na rozkaz prokuratury musieli zakończyć podróż w poszukiwaniu prawdy i wrócić do hotelu – pisze Super Express. Ciało 37-latka udało się jednak przetransportować do Polski.

 

ZOBACZ:PILNE! Nie żyje piłkarz reprezentacji CZECH. W wypadku obrażeń doznali również byli gracze PREMIER LEAGUE!

 

Uprawiali swoją pasję, którą były podróże. Pech chciał, że natrafili na bardzo złych ludzi i znaleźli się w niewłaściwym miejscu. Jak wiemy, meksykańskie gangi należą do jednych z najgroźniejszych i bezwzględnych na całym świecie.

źródło: se.pl fot. screenshot

Znana sieć kawiarni tłumaczy się ze swoich praktyk. Policja interweniowała na jednej z ich plantacji

praktyk

Znana na całym świecie sieć kawiarni tłumaczy się ze swoich praktyk. Policja musiała interweniować na jednej z należącej do niej plantacji. 

 

Sieć kawiarni Starbucks znalazła się w ogniu krytyki. Wszystko za sprawą odkrycia jakiego dokonała policja na jednej z ich plantacji. Podczas nalotu na brazylijską farmę funkcjonariusze uwolnili 18 pracujących tam osób. Ludzie zmuszani byli do niewolniczej pracy w niehumanitarnych warunkach. 

 

Farma, na której znajdowała się plantacja kawy potocznie znana była jako Fartura. To portugalskie słowo oznacza dostatek. Jednak to co odkryła policja nie miało nic wspólnego z tym określeniem. Warunki w jakich mieszkali pracownicy były przerażające. Brakowało tam kanalizacji, a także dostępu do pitnej wody. Co więcej, uratowani ludzie mieli na swoich ciałach widoczne znaki po ugryzieniach szczurów i nietoperzy. Ponadto zmuszano ich do pracy rana do nocy, od poniedziałku do soboty. Nikt oficjalnie nie zapisywał też, ile godzin spędzali na plantacji. Normą była także praca w niedziele i święta, za które nie dostawali dodatkowego wynagrodzenia.  

 

W pewnym momencie wykorzystywani pracownicy znaleźli się w błędnym kole. Bowiem większość ich jedzenia zjadały wszechobecne gryzonie, musieli więc kupować więcej zapasów. Aby to zrobić musieli zrealizować czeki z wypłatami. Aby to zrobić musieli z kolei płacić horrendalne kwoty za autobus, który zabierał ich do miasta. Ostatecznie zarabiali tylko tyle żeby opłacać transport. 

 

Po tym jak sprawa wyszła na jaw sieć kawiarni Starbucks wydała oświadczenie, w którym odcięła się od tego typu praktyk. Poinformowała także, że pochodząca z plantacji kawa nie była przez z nich skupowana od paru lat.

 

foto pixaby / źródło news.mongabay.com / inquisitr.com

To miała być zwykła transmisja z nielegalnej plantacji MARIHUANY, aż tu nagle… [VIDEO]

transmisja z plantacji marihuany

To miała być zwyczajna transmisja telewizyjna. Wydarzenie też jakich wiele – likwidacja nielegalnej plantacji marihuany. Lokalna telewizja z Kentu w Wielkiej Brytanii nadawała na żywo relację, gdy wtem wydarzyło się coś bardzo dziwnego…

W małej wiosce niedaleko Herne Bay odkryto 88 krzaków konopi indyjskich. Reporter Cameron Tucker relacjonował wydarzenia z plantacji na żywo, lecz nagle w oku kamery pojawił się młody człowiek… z wielką donicą z dziwnym krzewem! Gdy tylko młodzian zobaczył ekipę dziennikarzy, wziął nogi za pas i tyle go widzieliśmy!

 

Przebiegł wprost przed dziennikarzem, który akurat się odwrócił opowiadając o wydarzeniach, ale ten profesjonalnie dokończył relację, nawet się nie zająkując!

 

 

Teraz to policja ma zagwozdkę czemu młody człowiek tak rączo uciekał i czy przypadkiem z plantacji nie zaginął jeden krzaczek…?

 

 

 

źródło: o2.pl/ facebook.com/ kmtv/ foto: screenshot/kmtv

Zabrze: kupił mieszkanie na licytacji, w środku było coś, czego NIKT się nie spodziewał!

drzwi, sąsiad, kupił, mieszkanie, na, licytacji

Licytacje komornicze to często sposób na to, aby w dobrych cenach zdobyć przeróżne ruchomości i nieruchomości. Ta historia dotyczy akurat mieszkania, które w okazyjnej cenie nabył pewien mieszkaniec Zabrza. Traf chciał, że wystawione na licytacji lokum miało pewną tajemnicę…

 

Zakupiony lokal znajdował się na dzielnicy Helenka. Gdy kupiec dopełnił wszelkich formalności po licytacji, mógł wreszcie udać się, by obejrzeć swoje nowe „eM”. Problemy pojawiły się już na początku, bo okazało się, że klucze, które dostał nie pasują do zamków.

 

Wezwał więc na pomoc specjalistów i policję. Po rozwierceniu zamków okazało się, że w mieszkaniu stoi wielki foliowy namiot, a w nim… kilkadziesiąt krzewów konopi indyjskich!

 

Cała „plantacja” była bardzo profesjonalnie przygotowana – rośliny miały odpowiedni dostęp do światła i sprzęt grzewczy. Policjanci zabezpieczyli 41 krzewów i sporo suszu, który był gotowy do użytku.

 

Śledczy zabezpieczyli 41 krzewów konopi, z których wyprodukować można prawie tysiąc dilerskich działek narkotyku, a także gotowy susz roślinny, pozwalający na sporządzenie ponad 2 tys. porcji marihuany

– napisano w komunikacie policji.

 

Po zabezpieczeniu wszystkich roślin, narkotyków i narzędzi do ich produkcji, plantacja została zlikwidowana. Teraz nowy właściciel mieszkania może w spokoju zacząć się urządzać, a policja badać, do kogo należały te niecodzienne rzeczy…

 

źródło: o2. pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ pixabay. com

Plantatorzy złapani na gorącym uczynku. Ogromna, profesjonalna plantacja konopi (FOTO)

Sporych rozmiarów uprawa mieściła się w budynku byłych warsztatów w dzielnicy Grodziec. W hali była ukryta profesjonalnie zorganizowana plantacja. Poza krzakami konopi policjanci przejęli też sprzęt służący do produkcji narkotyku.

 

Prawie 1,6 tysięcy krzewów konopi indyjskich rosło w zlikwidowanej przez policję plantacji.Funkcjonariusze śląskiej policji na gorącym uczynku zatrzymani dwóch plantatorów – 53-latka i jego 20-letniego pomocnika. Mężczyźni wpadli w ręce policjantów w trakcie pielęgnacji roślin. Podczas przeszukania pomieszczeń biurowych w budynku przylegającym do hali warsztatowej policjanci znaleźli też prawie 100 kilogramów tytoniu bez znaków akcyzy. O dalszym losie zatrzymanych zdecyduje teraz prokurator i sąd.

 

To kolejna duża plantacja konopi indyjskich zlikwidowana w ostatnim czasie w województwie śląskim. Kilka tygodni temu w wynajmowanym domu jednorodzinnym w Rybniku policjanci znaleźli niemal 250 krzaków konopi i prawie 22 kg marihuany. 35-letni właściciel plantacji wpadł w ręce policjantów w połowie maja. Od czasu, gdy uprawa została zlikwidowana, ukrywał się w innym miejscu. Policjanci namierzyli i zatrzymali go w Libiążu.

 

Źródło: PAP, slaska.policja.pl
kd