szkielet

Podczas prac budowlanych natknęli się na skrępowany kobiecy szkielet! Zmarła skrywa w sobie mroczną tajemnicę!

Zaskakującego odkrycia dokonano podczas prac budowlanych na terenie Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim. Ludzki szkielet, na który natrafiono ma około kilkuset lat i należy do kobiety, która za życia była oskarżona o posługiwanie się czarną magią. Świadczy o tym ułożenie ciała i rąk zmarłej, które prawdopodobnie były skrępowane. Naukowcy będą to jeszcze ustalać.

O niesamowitym znalezisku można przeczytać na oficjalnej stronie Miasta Pruszcz Gdański na Facebooku. Kobieta, która za swojego żywota była prawdopodobnie czarownicą mogła zginąć w okresie średniowiecza. Naukowcy badają szkielet pod tym kątem. Wszystko wskazuje na to, że zmarła została zabita w taki sposób, aby nie mieć możliwości powrotu do świata żywych. Wskazuje na to dziwne ułożenie jej ciała.

 

 

 

 

Przed złożeniem do grobu kobieta została prawdopodobnie związana. Badacze przeszukujący grobowiec nie znaleźli w nim żadnych przedmiotów, które mogły należeć do zmarłej. Mimo, że wiele wskazuje na to, że do mordu doszło w mrocznym okresie średniowiecza naukowcy będą chcieli to zbadać by mieć stuprocentową pewność. Miejmy nadzieję, że ich prace dadzą klucz do rozwiązania tej ciekawej tajemnicy.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto facebook.com/MiastoPruszczGdanski

 

 

 

monika gibner

Od 23 lat czeka na odnalezienie zwłok córki. Czy to przełom w sprawie Moniki Gibner?

Monika Gibner została zamordowana przez własnego męża 23 lata temu. Od dłuższego czasu było jasne, że zwłoki kobiety spoczywają gdzieś w Jeziorze Dywickim na północ od Olsztyna. Jednak policja nie była w stanie ustalić dokładnego miejsca. Teraz dzięki Fundacji Na Tropie być może będzie to wreszcie możliwe.

Monika Gibner zniknęła w tajemniczych okolicznościach w 1996 roku. Jej mąż zapierał się, że nie ma pojęcia, co stało się z jego partnerką. Jednak po pół roku związał się z inną kobietą. Ona od początku domyślała się, że jej nowy mężczyzna coś ukrywa. Wypytywała go o los Moniki tak długo, aż wreszcie po alkoholu wygadał się. Kobieta od razu wezwała policję.

 

ZOBACZ TEŻ: Zbrodnia miłoszycka zostanie wreszcie rozwikłana? Pomóc w tym może… woda utleniona!

 

Mężczyzna najpierw przyznał się do zbrodni, potem odwołał zeznania. Mimo to sąd nie miał wątpliwości po zebraniu dowodów, że to on stoi za zniknięciem żony. W więzieniu spędził ponad 20 lat. W międzyczasie zaznaczył na mapie jeziora obszar, gdzie zatopił torbę ze zwłokami kobiety. Z więzienia wyszedł w ubiegłym roku, a w lutym tego roku zmarł.

 

O tym jak wyglądają poszukiwania i jakie są szanse na odnalezienie ciała Moniki przeczytacie na kolejnej stronie

granicy

Mężczyźni wpadli na granicy podczas kontroli. NIE DO WIARY co próbowali przemycić

Do nietypowej sytuacji doszło na granicy rosyjsko-ukraińskiej. Dociekliwy celnik zapobiegł próbie przemytu. Dwóch mężczyzn próbowało przewieźć zwłoki kobiety.

W miniony wtorek podczas kontroli na granicy niedaleko Charkowa zatrzymano dwóch mężczyzn. Jeden ukraińskich z celników sprawdzając samochód spostrzegł w nim kobietę, która wyglądała jakby spała. Wydało mu się to jednak na tyle podejrzane, że poprosił o to, aby ją obudzić. Mężczyźni próbowali przekonać strażnika, że nie jest to konieczne. Gdy ten nie chciał zmienić zdania, kierowca auta wyznał, że kobieta jest martwa.

 

 

Okazało się, że autem podróżował ojciec z synem. Zatrzymani posiadali przy sobie akt zgonu kobiety. Tłumaczyli, że chcieli przewieźć zwłoki przez granicę i pochować je w obwodzie zaporoskim na Ukrainie. Twierdzili, że nie mieli funduszy na pokrycie kosztów transportu ciała zgodnie z obowiązującymi przepisami, które nakazują przewozić zwłoki w zamkniętej trumnie cynkowej.

 

 

Teraz policja prowadzi śledztwo w tej sprawie. Nie jest bowiem wykluczone, że wersja przedstawiona przez mężczyzn jest nieprawdziwa. Funkcjonariusze starają się upewnić czy kobieta nie została zamordowana.

 

 

 

ZOBACZ:Strzała przebiła jego twarz. Strażnik zamiast martwić się o swoje życie ruszył w pościg

 

 

 

foto pixaby / źródło niezalezna.pl / gazeta.pl / se.pl