szybę

Miał zaszronione SZYBY w aucie! Teraz grozi mu…

Młody kierowca odpowie za to, że jechał z zaszronioną, przednią szybą auta co przyczyniło się do potrącenia…

Młody kierowca z Sochaczewa (woj. mazowieckie) niedostatecznie przygotował przednią szybę pojazdu do tego, aby poruszać się autem na drodze. W ten sposób doszło do wypadku.

 

Młody kierowca to19-latek, który ponadto wjechał na czerwonym świetle na przejście dla pieszych i potracił matkę z córką. Obydwie kobiety trafiły do szpitala. 19-latek nic nie widział, bo miał zaszronione szyby. Potrącone ofiary to: 41-letnia kobieta i jej 19-letnia córka.

 

Do zdarzenia doszło 11 grudnia w Sochaczewie. Młody mężczyzna jechał seatem w stronę centrum miasta. Na miejsce wypadku została wezwana karetka oraz policja. Funkcjonariusze udzielili poszkodowanym pierwszej pomocy do momentu przyjazdu pogotowia. Obie kobiety zostały zabrane do szpitala.

 

 

 ZOBACZ TEŻ:Z impetem wjechali AUTEM do GALERII HANDLOWEJ! Obrabowali CAŁY…

 

 

Z ustaleń policji wynika, że do wypadku doszło przez zaniedbanie kierowcy. Mimo panującego mrozu i oszronionej szyby w aucie, nic z tym nie zrobił. Nastolatek oczyścił jedynie kawałek szyby na wysokości swojej twarzy. Miał przez to bardzo ograniczoną widoczność.

Badanie alkomatem nie wykazało zawartości alkoholu we krwi. 19-latek ma zatrzymane prawo jazdy, a za spowodowanie wypadku grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.

 

Policjanci apelują aby w okresie zimowym pamiętać o oczyszczeniu samochodu ze śniegu i szronu. Kierowca musi mieć dobrą i dostateczną widoczność.

 

 

 

Źródło:02

Źródło zdjęcia:YouTube

kobietę

Poznań: Horror na przejściu dla pieszych. Potrącił kobietę i (…)!

Do dramatycznego w skutkach wypadku doszło w minioną niedzielę na przejściu dla pieszych przy ulicy Warszawskiej w Poznaniu. Kierowca Jaguara w godzinach wieczornych potrącił 27-letnią kobietę. Sprawca nie udzielił pomocy rannej i odjechał z miejsca wypadku.

Tragedia rozegrała się w niedzielę po godzinie 21.30. 27-latka przechodziła na drugą stronę ulicy kiedy wjechało w nią rozpędzone auto. Kierowca nie tylko nie udzielił jej pomocy, ale również uciekł z miejsca zdarzenia. Poszkodowaną kobietę zauważyli przypadkowi przechodnie, którzy zadzwonili po karetkę. 27-latka znajduje się w szpitalu, a lekarze wprowadzili ją w stan śpiączki farmakologicznej i cały czas walczą o jej życie. Kierowca Jaguara kilka godzin po wypadku trafił w ręce poznańskich policjantów. 35-letni mężczyzna miał dwa promile alkoholu we krwi.

 

 

 

Auto, którym poruszał się sprawca potrącenia zostało porzucone niedaleko jego miejsca zamieszkania. Ślady i uszkodzenia na karoserii samochodu jasno wskazywały na to, że uczestniczyło ono w wypadku. Zatrzymany mężczyzna we wtorek został przewieziony do prokuratury, gdzie złożył zeznania. Prokurator nie postawił mu jeszcze oficjalnych zarzutów. 27-latka poszkodowana w wypadku nadal  nie odzyskała przytomności, a jej stan określany jest jako ciężki. Niestety szpital, w którym przebywa nie wydał oficjalnego komunikatu na temat stanu jej zdrowia, co może świadczyć o tym, że medycy nadal walczą o jej życie.

 

ZOBACZ TAKŻE:Podkarpacie: Makabryczny finał wesela! Ojciec pana młodego nie żyje, a kilkanaście osób trafiło do szpitala bo (…)!

 

źródła: fakt.pl, foto pixabay.com

wóz strażaków, strażacy, grzybiarze

Grzybiarze dokonali makabrycznego odkrycia. Pod kupą liści leżał…

Grzybiarze, którzy wyruszyli w okolice Międzyrzecza w lubuskim na poszukiwania jesiennych okazów dokonali makabrycznego odkrycia. Tuż przy drodze, pod kupą liści dostrzegli połamany rower, a obok zwłoki. 

Ryszard P., 64-letni mieszkaniec nieodległej wioski wyszedł dwa dni wcześniej do lasu na grzyby. Niestety, nie wrócił do domu przed zmierzchem. Policja poinformowana o tym fakcie rozpoczęła poszukiwania. To jego ciało znaleźli grzybiarze.

 

ZOBACZ TEŻ: Dramat na wycieczkowcu. Tajemniczy wirus ZABIŁ…

 

Policjant zajmujący się sprawą bezbłędnie zidentyfikował ciało jako Ryszarda P. Potwierdzenie przyniosła też wezwana na miejsce siostra poszukiwanego mężczyzny.

 

Już wstępne oględziny miejsca znalezienia zwłok sugerowały, że grzybiarz został potrącony, a następnie jego zwłoki porzucono i nieudolnie ukryto nieopodal drogi. 

 

Wydawało się, że znaleźć winnego będzie bardzo trudno, jednak nie w dzisiejszych czasach. Okazało się, że tą samą drogą, w dzień, kiedy doszło do potrącenia jechał dyżurny komendy powiatowej w Międzyrzeczu. Doniesienia o znalezieniu zwłok skojarzył z busem, którego widział stojącego w tym miejscu na poboczu, bez świateł i z oberwanym lusterkiem! 

 

Po krótkich poszukiwaniach udało się znaleźć pasującego do opisu busa i kierującego nim mężczyznę. 29-letni Sebastian R. został zatrzymany i trafił do tymczasowego aresztu. Usłyszał trzy zarzuty: powodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym nieudzielenia pomocy i ucieczki z miejsca zdarzenia. Grozi mu do 8 lat więzienia.

bielanach, kierowca bmw sie tłumaczy

Nowe ustalenia ws. tragedii na Bielanach: „Sąsiad zabił sąsiada”

Nie milkną echa w sprawie tragicznego potrącenia na warszawskich Bielanach. Teraz głos w sprawie zabrali przedstawiciele Zarządu Dróg Miejskich, którzy przedstawili swoje ustalenia. 

ZDM dysponuje nagraniami z monitoringu przy skrzyżowaniu ulic Sokratesa i Sandora Petofiego na warszawskich Bielanach. Widać na nich, że pomarańczowe BMW pędzi do przejścia z ogromną prędkością, siegającą 130 kilometrów na godzinę! 

 

ZOBACZ TEŻ: Ojciec z Zespołem Downa wychował zdrowego chłopca! Jego syn jest teraz…

 

Łukasz Puchalski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie spotkał się z komisją powypadkową, której przekazał swoje ustalenia. Dodał, że kierowca rozpoczął hamowanie na około 30 metrów przed przejściem dla pieszych, co oznacza, że doskonale widział pieszego, ale ze względu na prędkość nie miał szans zareagować.

 

Gdyby jechał z prędkością 50 kilometrów na godzinę, a więc tą maksymalną dozwoloną w mieście i rozpoczął hamowanie w tym samym momencie, prawdopodobnie udałoby mu się zatrzymać bez większych problemów.

 

Puchalski dodał też, że w tej sprawie można powiedzieć, że „sąsiad zabił sąsiada”, bowiem kierujący BMW mieszka na przedłużeniu ulicy Sokratesa. Jest mechanikiem i sam przerobił swoje auto. Policja ma poważne wątpliwości czy samochód po takich modyfikacjach powinien być dopuszczony do ruchu.

 

Komisja powypadkowa ustaliła, że tego dnia panowały bardzo dobre warunki widoczności i nie może być mowy o oślepieniu przez słońce. W ogóle nie powinno dojść do tego wypadku. Oczywiście, gdyby tylko 31-letni Krystian O. jechał zgodnie z przepisami.

 

Szerzej o okolicznościach wypadku pisaliśmy w poniższym artykule:

Ojciec zginął ratując dziecko i żonę. Tragedia w Warszawie

Natomiast tutaj możecie zapoznać się z tłumaczeniami Krystiana O.:

Zabił swoim BMW człowieka w Warszawie. Znamy tłumaczenia kierowcy!

zginęły dwie piłkarki i ich przyjaciółka

Potrąciła Ukraińca pod Warszawą. Siła uderzenia rozerwała go na strzępy

Przerażający wypadek miał miejsce 19 października wieczorem na trasie S7 w Izabelinie Dziekanówku. Przy ulicy Kolejowej kobieta kierująca rozpędzonym BMW potrąciła Ukraińca.

Kobieta w samochodzie przewoziła 4-letnie dziecko. Nic mu się nie stało, ale kierująca odniosła lekkie obrażenia. Siła uderzenia w mężczyznę była tak wielka, że dach samochodu uległ zarwaniu, a zwłoki potrąconego przeleciały 150 metrów w powietrzu! Zostały także rozerwane na pół.

 

ZOBACZ TEŻ: Mąż ofiary dopadł gwałciciela. Scyzorykiem obciął mu…

 

Lekarze przybyli na miejsce mogli tylko stwierdzić zgon i zająć się przerażoną kierującą. Wrac z córką przewieziono ją do najbliższego szpitala. Policjanci ustalili, ze potrącony był obywatelem Ukrainy. Ruch na tym odcinku S7 odbywał się drogą serwisową.

 

Policjanci z posterunku w Starych Babicach wraz z prokuratorem ustalają przebieg wypadków. Jak na razie nikomu nie postawiono zarzutów.

 

fakt.pl foto: policja. zdjęcie ilustracyjne

dziecko i żonę, wypadek, stłuczka, kolizja, prowadzący, prezenter, mam talent

Ojciec zginął ratując dziecko i żonę. Tragedia w Warszawie

Przerażający wypadek miał miejsce w Warszawie na Bielanach, w niedzielne popołudnie. Rozpędzone BMW wjechało w przechodzącą przez pasy rodzinę. Mężczyzna spacerujący z bliskim zdążył w ostatniej chwili odepchnąć na chodnik dziecko i żonę. Sam zginął. 

Wypadek miał miejsce na skrzyżowaniu ulic Sokratesa i Sandora Petofiego około godziny 13. Głowa rodziny widząc co się świeci, popchnęła dziecko i żonę u w kierunku chodnika. Niestety, brakło mu czasu, aby samemu uskoczyć w bok. Samochód jadący z ogromną prędkością zmiótł go z drogi.

 

ZOBACZ TEŻ: Sensacyjne odkrycie w Egipcie. Czegoś takiego nie było od ponad 100 lat!

 

Jak ustalili policjanci, kierujący BMW był trzeźwy w momencie wypadku. Jego auto wykonało obrót od niemal 180 stopni i zatrzymało się kilkadziesiąt metrów dalej. Świadkowie, którzy widzieli wypadek od razu wezwali służby. Niestety, potrąconego mężczyzny, mimo długiej reanimacji, nie udało się uratować. Pomocy lekarskiej wymagało też dziecko, bowiem samochód wywrócił wózek i 3-latek wypadł z niego na chodnik. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało.

 

Ulica Sokratesa, na której doszło do wypadku była przez kilka godzin zamknięta dla ruchu. Okoliczni mieszkańcy skarżą się, że kierowcy w tym miejscu jeżdżą bardzo szybko, a na przejściach dla pieszych nie ma świateł. Wszystko wskazuje, że to właśnie nadmierna prędkość była przyczyną dramatu: 

 

Jeden z samochodów zatrzymał się przed liniami pasów, natomiast drugi z dużą prędkością potrącił mężczyznę, jednocześnie przewracając wózek z dzieckiem, prowadzony przez kobietę, która również przechodziła na drugą stronę ulicy

– relacjonują świadkowie w mediach społecznościowych.

 

o2.pl/ foto: 

Motocyklista POŚLIZGNĄŁ SIĘ pod nadjeżdżający autobus. Nie miał prawa tego przeżyć, a jednak… [VIDEO]

Wśród znajomych mamy wielu motocyklistów, ale kruchość życia na tym wehikule nie zachęca nas do spróbowania. Abstrahując od własnych umiejętności, motocyklista jest też zdany na łaskę i niełaskę innych kierowców i warunków drogowych. Kierowca w samochodzie ma zawsze większe szanse na przeżycie od tego na jednośladzie. Ten motocyklista pokazał jednak, że niemożliwe jest możliwe! 

Nagranie pochodzi z 13 września z monitoringu jednej z ulic jakiegoś azjatyckiego państwa. Biorąc pod uwagę ruch lewostronny, mogą to być Indie. Zwyczajny ruch nagle zamiera, gdy jeden z motocyklistów traci równowagę i upada wprost pod nadjeżdżający autobus! 

 

ZOBACZ TEŻ:  Założył to na męskość i omal nie stracił narządu. Musieli pomagać strażacy

 

Sobie tylko znanym sposobem motocyklista odbił się od najeżdżającego na niego koła, okręcił się przed kołem tylnym i bezpiecznie wylądował na asfalcie! Tą historię będzie mógł wspominać do końca życia. Jednak jeśli dalej będzie jeździł tak nieuważnie, to długo ono nie potrwa – limit farta już na pewno wyczerpał!

[VIDEO] Ten pieszy oszukał śmierć. O centymetry uniknął potrącenia!

Rosyjscy kierowcy nie słyną z bezpiecznej jazdy, można wręcz powiedzieć, że filmiki z rosyjskich dróg są kanonem internetowych kompilacji pt. „jak NIE jeździć samochodem. Tym razem nie było inaczej, na szczęście obyło się bez ofiar. Pieszy cudem się uratował. 

Rejestrator samochodowy nagrał bardzo niebezpieczną sytuację. Kierowca dojeżdżający do przejścia dla pieszych postanowił puścić przez pasy przechodniów. Kierowca nagrywający w porę to zauważył i również się zatrzymał. Podobnie autobus jadący z przeciwległego pasa… ale tylko jeden!

 

ZOBACZ TEŻ: Makabra w kostnicy: nieboszczka wróciła do życia. Ale to dopiero początek koszmaru…

 

Kierowca białego auta zbliżał się do przejścia ze zdecydowanie większą prędkością niż 60 kilometrów na godzinę, a takie było w tym miejscu ograniczenie. Co gorsza, nawet nie zaczął hamować, tak jakby zupełnie nie widział tego, co dzieje się przed jego maską. Hamulce wcisnął w zasadzie dopiero gdy przechodzeń cudem przeskoczył nad jego maską. 

 

Jeśli jesteście kierowcami – pamiętajcie, żeby przy przejściach dla pieszych zawsze zachowywać szczególną ostrożność. Jeśli zaś jesteście pieszymi –  tym bardziej rozglądajcie się na boki i nie łudźcie się, że jeśli jeden kierowca Was puszcza, to wszyscy inni to widzą i dostosują się do jego manewru. 

 

sekcji zwłok, drogi, nożem, narkotyki, małżeństwa, 18-latka, więzienia, radiowóz, księża, narkotyki, wanną, egipcjanin, mieszkańców

Lubelszczyzna: rozkładające się zwłoki na poboczu drogi. Leżały tam nawet kilka dni

Wstrząsające zgłoszenie dotarło do policjantów z komendy w Parczewie w województwie lubelskim. W zaroślach na poboczu drogi wojewódzkiej nr 815 znaleziono ludzkie zwłoki. Wszystko wskazywało na to, że mogły tam leżeć od kilku dni. Co się tam wydarzyło?

Zwłoki znaleziono pomiędzy miejscowościami Siemień i Żminne. Zidentyfikowano je jako 68-letniego mieszkańca gminy Siemień. Okoliczności wskazywały na to, że mężczyzna został potrącony przez samochód, a mogło do tego dojść nawet kilka dni wcześniej. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania sprawcy.

 

ZOBACZ TEŻ: Kupili posiadłość na Florydzie. Po 8 latach odkryli, że ich piwnica skrywa tajemnicę

 

Policjanci szybko ustalili prawdopodobną markę i kolor pojazdu, którego kierowca zabił mężczyznę. Było to mitsubishi. W niedzielę wieczorem auto pasujące do opisu dostrzeżono na jednej z posesji we wsi Dębowa Kłoda. 45-letni właściciel auta został doprowadzony na komedę w celu złożenia wyjaśnień. Wygląda na to, że to on potrącił 68-latka.

 

Za potrącenie ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozić mu może do 12 lat więzienia. Dzisiaj odbyło się przesłuchanie i postawienie zarzutów. Wkrótce sprawa trafi do sądu.