zawody

[WIDEO] Wygrała DZIWNE ZAWODY. Cieszyła się w NIETYPOWY sposób…

Ogólnie oglądając ten filmik można dostrzec, że wiele tu dziwnych rzeczy. Bardzo nietypowe zawody, które polegały na tym żeby wskoczyć do wody w niestandardowy sposób. Wszystkie panie się bardzo starały zrobić wrażenie na jury, lecz ta jedna skradła ich serca. Można powiedzieć, że jej poza podczas skoku zdeklasowała totalnie rywalki. Następnie zaczęła się cieszyć…

Wypinając „tyłek” w stronę publiczności i twerkując – tak wyglądała radość triumfatorki tych zawodów. Krótko wyjaśnimy na czym one polegają. Zawodnicy i zawodniczki startują kolejno po sobie. Tak zwany „death diving” odbywający się w Norwegii polega na oddaniu jak najniebezpieczniejszego, a za razem ciekawie wyglądającego skoku do wody. Sędziowie przyznają noty od 1 do 10. Zazwyczaj jednak są to oceny od 5 w górę, gdyż jest to bardzo luźna impreza. Miriam Hamberg ze Szwecji pokazała jak się to robi. Wyskoczyła i w locie dosłownie zamarła. Wykonując dodatkowo obrót w tej pozycji dosłownie skradła serca jurorów oraz kibiców. Oczywiście wygrała te zawody.

 

ZOBACZ:Wjechał BMW w pieszego! Sąd zdecydował, że NIE będzie…

 

Jej uroda również wpłynęła na to, że obserwujący te zawody wręcz oszaleli z zachwytu. W nagrodę za tak żywiołowy doping Miriam postanowiła im zatwerkować. Panowie na pewno nie narzekali na tak spontaniczną radość pięknej dziewczyny. Cóż za promocja dla tej jeszcze można powiedzieć nieodkrytej dyscypliny sportu.

źródło fot. i wideo: youtube.com

DZIŚ jest ten dzień, więc ZRÓB to TERAZ!

Współczesnego człowieka nękają dwie przypadłości:

Pierwszą z nich jest poczucie winy. Wypominanie samemu sobie tego, co zrobiliśmy, żal, skrucha, poczucie niekompetencji. I wszystkie te uczucia dotyczą przeszłości.

Druga przypadłość to martwienie się. Martwimy się o utratę pracy, martwimy się o dzieci, martwimy się o sytuację w kraju i tak dalej. Bo jeśli się nie martwię to znaczy, że się nie troszczę! – tak sobie to tłumaczymy, a całe nasze martwienie osadzone jest w przyszłości.

 

Niestety… oba te zachowania nie mają żadnego sensu! Już w Biblii napisano (Mt 6; 34)

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

 

Podobne słowa wypowiadał Jan Paweł II;

Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje

 

czy Stephen King:

Jutra nie ma, wczoraj nie istnieje. Jest tylko to, co teraz.

 

Poczucie winy dotyczące przeszłych zachowań, niestety ich nie zmieni i nie sprawi, że cofniemy czas. Jedyne, co można zrobić, to postarać się naprawić szkodę. Jeśli nie jest to możliwe, to wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale koniecznie – zdjąć z siebie brzemię poczucia winy i życia w przeszłości.

 

Odnośnie martwienia się, najczęściej jest to czas tracony. Jeśli możesz zmienić to, o co się martwisz, to zrób to. Jeśli martwisz się o swoje finanse, zacznij nimi gospodarować w sposób racjonalny, oszczędzaj. Jeśli martwisz się o losy kraju – może Twoim powołaniem jest zaangażowanie polityczne i społeczne? Jeśli jednak martwisz się o coś, czemu nie możesz zapobiec i na co nie masz wpływu, to martwienie się nie ma sensu.

 

Co robić? Porzuć przeszłość (poczucie winy) i porzuć przyszłość (martwienie się). Tak naprawdę istnieje tylko chwila obecna i tylko w niej masz możliwość działania. Więc zacznij żyć dziś!

 

fot. pixabay