imigrant, ratunek, paryż

Ten IMIGRANT to bohater – ryzykując własne życie uratował 4-letnie dziecko. ZOBACZ niesamowite VIDEO!

Przybysze ze wschodu i południa raczej przyzwyczaili nas do zupełnie innego zachowania. Zdecydowanie częściej piszemy o nich w negatywnym świetle. Jednak tym razem pełne honory i szacunek musimy oddać 22-letniemu obywatelowi Mali. To imigrant który w brawurowy sposób uratował życie 4-letniego dziecka!

 

Do zdarzenia doszło 26 maja w Paryżu. Mamoudou Gassama znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Przechodząc przez Rue Marx-Dormoy zobaczył zwisającego z balkonu chłopca.

 

Jak podają francuskie media, dziecko najprawdopodobniej zostało w domu samo. Jego ojciec miał wyjść na zakupy. Imigrant nie zastanawiał się długo – w ciągu kilkudziesięciu sekund wspiął się po balkonach na piętro, z którego zwisało bezradne dziecko i uratował je!

 

Całą akcję oglądało wielu przechodniów, którzy nagrywali ją telefonami. Dzięki temu ten bohaterski czyn mogą teraz zobaczyć miliony – jedna z kopii filmu w serwisie Facebook ma już ponad 8 milionów wyświetleń!

 

Mamaoudou powiedział, że zachował się tak, bo chodziło o dziecko. Zareagował w ostatniej chwili, bo przybyła na miejsce straż na pewno nie zdążyłaby na czas. Dziecku próbował pomóc także sąsiad, który wezwał służby, ale nie był w stanie go dosięgnąć.

 

Głos w sprawie zabrał już prezydent Francji Emmanuel Macron, który poinformował, że Malijczyk otrzyma francuskie obywatelstwo jako dowód uznania dla swojego bohaterstwa.

 

zamek w SZymbarku, szymbark

„Kup sobie gotycki zamek” – polscy internauci ratują WSPANIAŁY ZABYTEK. Ty też możesz pomóc – cena wywoławcza to…

Nie każdy zabytek w naszym kraju może liczyć na „równe traktowanie” i odpowiednią opiekę i finansowanie. Mamy kilka naprawdę zadbanych perełek, ale jest też sporo nieoszlifowanych diamentów, które gdzieś z dala od głównych dróg i wielkich miast czekają na inwestorów. Niewątpliwie jednym z nich jest zamek w Szymbarku, który właśnie zostaje wystawiony na licytację.

 

Twierdza w tym miejscu zaczęła powstawać w XIV wieku na miejscu pruskiego grodu. Inicjatorami budowy byli oczywiście krzyżacy. W kolejnych wiekach zamek wielokrotnie palono, zdobywano i odbijano, aż wreszcie w XVII wieku trafił w ręce roku Finck von Finckenstein, który władał nim aż do 1945 roku. Wtedy to oddziały Armii Czerwonej doszczętnie go spaliły i budowla popadłą w ruinę.

 

Po wojnie nigdy nie podjęto intensywnych prac rekonstruktorskich bądź renowatorskich. Zamek przechodził kilka razy z rąk do rąk aż wreszcie trafił do prywatnego właściciela. Ten jednak nie ma funduszów na jego odbudowę, czy nawet odpowiednie zabezpieczenie. Dlatego 7 marca zabytek trafi na licytację prowadzoną przez Sąd Rejonowy w Iławie.

 

zamek w Szymbarku, szymbark

fot. wikipedia.pl

 

Cena wywoławcza do 1,46 miliona złotych, przy szacowanej wartości 1,95 miliona złotych. W licytacji może wziąć udział każdy, kto do 6 marca wpłaci wadium w wysokości 195 tys. złotych. Fundacja Twoje Dziedzictwo wraz z grupą Tajne Stowarzyszenie Jawnych Przeciwników Barokizowania Budowli Gotyckich rozpoczęły zbiórkę na stronie pomagam.pl, która ma pomóc w zebraniu środków na wykup zamku.

 

Inicjatorzy zamierzają zabezpieczyć budowlę, a za jakiś czas rozpocząć odbudowę, z zachowaniem wszelkich historycznych zasad. Wspierając ich akcję można uzyskać tytuł dziedzica uprawniający do zasiadania w radzie fundacji zarządzającej zamkiem, czy… prawo stacji, czyli zatrzymania się w obrębie warowni – jeśli stan techniczny pozwoli!

 

Nie jest to pierwsza taka inicjatywa. Organizatorzy zrzutki wzorują się na sprawie francuskiego zamku La Mothe-Chandeniers, który został zakupiony dzięki internetowej zbiórce. [ZOBACZ: Adoptuj sobie zamek za 50 euro!]

 

 

Jeśli ktoś z Was chce wesprzeć ich inicjatywę, może to zrobić TUTAJ. Jeśli zaś sami chcielibyście zostać właścicielami średniowiecznej warowni – oto nadarza się niepowtarzalna okazja!

 

onet.pl

nanga parbat, revol, mackiewicz, himalaizm, pakistan

NANGA PARBAT: oto co usłyszeli piloci śmigłowców przed KARKOŁOMNĄ misją! Przed nimi NIKT tego nie robił!

Wiele już napisano o wyczynie naszych himalaistów, którzy z narażeniem własnego życia ruszyli, by uratować parę wspinaczy Revol-Mackiewicz. Stosunkowo mało zaś mówi się o udziale strony pakistańskiej, bez której w zasadzie byłoby niemożliwe przeprowadzenie jakiejkolwiek akcji. Jeśli już, to raczej krytykuje się ją za wielki formalizm. Tymczasem piloci, którzy ruszyli na akcję także wykazali się wielką odwagą i umiejętnościami.

 

Bazę pod K2 od bazy pod Nanga Parbat dzieli 200 kilometrów. W zasadzie nie da się inaczej dotrzeć z jednej do drugiej niż używając śmigłowca. Jakikolwiek transport pieszy lub pieszo-kołowy zająłby kilka bardzo długich dni i przekreślił szanse na ratunek kogokolwiek.

 

Pakistańczycy chcieli mieć gwarancje finansowe, żeby ruszyć na akcję. I tu prawdziwych cudów dokonywali przedstawiciele polskiego MSZ, np. pracownik polskiej ambasady Zbigniew Wyszomirski. O tym etapie akcji ratunkowej nie można zapominać, bo to on zagwarantował, że w ogóle była ona możliwa do przeprowadzenia.

 

Gdy pieniądze się znalazły śmigłowce mogły wzbić się w powietrze. Ale to też nie było takie proste – śmigłowce pod Nanga Parbat lądowały dotąd wyłącznie w obozie bazowym, który jest daleko od postawy ściany Kinschofera – kluczowej trudności w drodze na szczyt. Lądowanie nad nią, na wysokości 6 tysięcy metrów było niemożliwe.

 

Piloci usłyszeli jednak od swojego przełożonego przed lotem: „pokażcie, że jesteście prawdziwymi mężczyznami”. I pokazali – dolecieli pod samą podstawę ściany, na wysokość 4800 metrów. Nikt nigdy wcześniej tam nie przyziemił śmigłowca!

 

Ale również odebranie ekipy ratowniczej z Elisabeth nastręczało sporych trudności. Warunki pogarszały się, Denis i Adam byli bardzo wyczerpani, podobnie jak uratowana himalaistka. I choć cała piątka musiała zejść jeszcze 700 metrów niżej, to piloci znowu stanęli na wysokości zadania – mimo pogarszającej się pogody dolecieli na miejsce i odebrali ich. Gdyby nie to, nie miałby im kto pomóc.

 

Warto mieć to też na uwadze – cała nasza uwaga koncentrowała się na wyczynie Denisa Urubki i Adama Bieleckiego, często nawet z pominięciem jakże ważnego wsparcia Piotra Tomali i Jarosława Botora. A tymczasem poza nim, na sukces przedsięwzięcia pracowała cała armia ludzi – nie tylko Polaków.

rp.pl

Tragedia nad Wisłą. Bohaterski 14-latek skoczył na pomoc 8-letniej dziewczynce. Niestety sam nie miał tyle szczęścia

Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę w Ostrowie (woj. mazowieckie). Policja otrzymała zgłoszenie przed godziną 17. Na miejscu pojawili się strażacy, policjanci, ekipa płetwonurków oraz osoby prywatne z łodziami.

 

Nad Wisłą przebywał ojciec z 14-letnim synem i matka z 8-letnią córką. Ze wstępnych ustaleń wynika, że dziewczynka spacerowała nad brzegiem rzeki, kiedy osunęło się pod nią dno. Natychmiast zaczęła się topić.

 

Na ratunek ruszył jej ojciec z synem. 8-latkę szczęśliwie udało się uratować. Niestety chłopak zaginął.

 

kd, źródło: tvn24

Rodacy są im wdzięczni za ten gest. Narażali życie, żeby ocalić flagę narodową (FOTO)

Niezwykłym, patriotycznym gestem wykazali się strażacy z Kalifornii podczas jednej z akcji ratowniczych. Kiedy udało im się zapewnić bezpieczeństwo mieszkańców płonącego budynku i zabezpieczyć go jeden ze strażaków zauważył amerykańską flagę. Na reakcje nie trzeba było długo czekać.

 

Strażacy zdecydowali, że trzeba uratować również ją. Jeden ze strażaków, Scott Crumrine, przyznał, że służył w jednostce marines. Według niego ich obowiązkiem było uratować flagę. „Żołnierze piechoty morskiej stoją na straży flagi, która symbolizuje wolność. Należy ją zawsze szanować.”

 

Strażacy mino ognia i dymu zabezpieczyli amerykańską flagę. Ich zdjęcie obiegło cały kraj, a rodacy okrzyknęli ich bohaterami. Oni jednak pozostają skromni. „Nie jesteśmy żadnymi bohaterami. To zawód, który wybraliśmy i który uwielbiamy.”

 

 

kd, źróło: onet, twitter

Polak bohaterem w Irlandii! „Chłopcy drapali w okna…” Uratował kobietę i dzieci w opałach

Do zdarzenia doszło w sobotę (17 czerwca) po godzinie 19:20 w Cork. Piotr Smoleński nie zastanawiał się długo. Natychmiast rzucił się na ratunek kobiecie i dwójce dzieci znajdujących się w tonącym samochodzie.

 

Samochód stał przed domem, w środku znajdował się matka z dwójką synów i pies. Ojciec, kierowca samochodu prawdopodobnie wrócił się na chwilę do domu. Jedno z pasażerów, prawdopodobnie któryś chłopiec zwolnił hamulec.

 

Samochód stoczył się do pobliskiej rzeki Lee. Przez uchylone okna pojazd szybko nabierał wody. Kiedy kierowca, Bartłomiej Waszczewski wyszedł z domu samochód był już w znacznej części zanurzony. Natychmiast wskoczył do wody, żeby ratować rodzinę. Jego działania okazały się jednak bezskuteczne.

 

 

W pobliżu przejeżdżał Piotr Smoleński. Polak bez wahania rzucił się na pomoc rodakom. Po ratunku relacjonował:

„Widziałem w środku małe dzieci, ich oczy. Chłopcy drapali w okna. Wszyscy płakali i krzyczeli.”

 

 

Smoleńskiemu udało dostać się do wnętrza pojazdu i wyciągnąć jednego chłopca. Kiedy zostawił go na lądzie popłynął po drugiego. Matka dzieci została uwolniona na chwilę przed całkowitym zanurzeniem pojazdu. Po chwili wypłynął również pies.

 

Podczas akcji ratunkowej zarówno Samoleński, jak i Waszczewski doznali lekkich obrażeń ciała. Irlandzkie media okrzyknęły Polaka bohaterem! Ten jednak skromnie twierdzi, że każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo.

 

kd, źródło: polsatnews

Desperacka decyzja matki. Wyrzuciła niemowlę z 10. piętra. Dziecko spadło prosto w…

Sytuacja miała miejsce podczas pożaru w Grenfell Tower w Londynie. Niemowlę przeżyło tylko dlatego, że zdesperowana matka wyrzuciła je z 10. piętra. Według naocznego świadka niemowlę trafiło prosto w ręce mężczyzny, który zdołał dobiec w odpowiednie miejsce.

 

Jak opowiada Samira Lamrani, która znajdowała się w pobliżu płonącego budynku:

 

„Ludzie pojawiali się w oknach, waląc w nie i krzycząc z przerażenia. Jakaś kobieta zaczęła pokazywać, że zamierza wyrzucić swoje dziecko i pytać, czy ktoś może je złapać.”

 

Inna z kobiet wyrzuciła swojego 5-letniego syna z 6-piętra. Prawdopodobnie chłopcu nic się nie stało. Do takich dramatycznych scen doszło podczas wielkiego pożaru.

 

Według najnowszych informacji co najmniej 12 osób zginęło, a 78 zostało rannych w pożarze wieżowca Grenfell Tower w zachodnim Londynie w nocy z wtorku na środę. Jak podkreślono, liczba ofiar jeszcze wzrośnie. 18 ofiar jest w stanie krytycznym.

 

Apartamentowiec zapalił się krótko przed godz. 1 czasu lokalnego. Ogień w ciągu kilkunastu minut objął wszystkie 24 piętra budynku. Bezpośrednia przyczyna pożaru wciąż nie jest znana. Do interwencji skierowano ponad 250 strażaków, a także 100 pracowników pogotowia ratunkowego oraz 100 policjantów.

 

Źródło: PAP, polsatnews
kd

Kolejna fala uchodźców. W ciągu doby uratowano ponad 2200 migrantów

Sztab włoskiej straży przybrzeżnej podał w środę, że ponad 2200 migrantów uratowano w ciągu doby na Morzu Śródziemnym. Łącznie udzielono pomocy migrantom na dziesięciu pontonach, dwóch łodziach i trzech mniejszych łódkach. Ratownicy znaleźli też ciała dziesięciu osób.

 

W operacjach uczestniczyły załogi straży przybrzeżnej, włoskiej marynarki wojennej, unijnej misji Eunavformed oraz kilku statków handlowych.

 

Kryzys migracyjny jest jednym z tematów obrad kończącego się w sobotę szczytu G7 w Taorminie na Sycylii. Do przywódców potęg gospodarczych świata dołączyli rano na specjalnej, rozszerzonej sesji na temat Afryki szefowie państw i rządów Gwinei, Tunezji, Nigru, Nigerii, Etiopii i Kenii.

 

Źródło: PAP
kd

10-latka uratowała życie ojca i sąsiadów

Jak powiedziała rzeczniczka zgierskiej policji Magdalena Czarnecka, do zdarzenia doszło w jednym z budynków wielorodzinnych w Zgierzu. Według niej, mężczyzna zamknął się w łazience i odkręcił butlę z gazem. Kiedy na miejsce przybyła policja, w mieszkaniu była już straż pożarna.

 

Policja wyjaśnia okoliczności wybuchu. W ten sposób 50-latek chciał popełnić samobójstwo, o czym poinformowała służby 10-letnia córka mężczyzny.

 

Jak mówi Czarnecka, w chwili „siłowej próby” wejścia strażaków do łazienki nastąpił wybuch. Poparzony 50-latek trafił do szpitala. Jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 

 

Rzecznik zgierskich strażaków Tomasz Matusiak zwrócił uwagę, że na numer alarmowy 112 zadzwoniła 10-letnia córka mężczyzny, która poinformowała, że chce on popełnić samobójstwo. „Możemy tylko pochwalić jej zachowanie”.

 

Gdyby nie zgłoszenie dziewczynki, w wyniku działań mężczyzny mogliby ucierpieć również sąsiedzi.

 

PAP
kd