przedszkolu

Sąd zadecydował. Marihuana w przedszkolu

Sędzia Charles Marson z Kalifornii zezwolił na obecność marihuany w przedszkolu. Mimo tego, że jego decyzja jest sprzeczna z obowiązującymi regulacjami prawnymi. 

Prawo stanu Kalifornia pod groźbą penalizacji zakazuje jakiejkolwiek obecności narkotyków na terenie przedszkoli, szkół, a nawet autobusów szkolnych. Dotyczy to również marihuany medycznej. Sprzeczną z tymi regulacjami prawnymi decyzję podjął jeden z sędziów. Chodzi jednak o zdrowie 5-latki, która cierpi na epilepsję. Jego werdykt stanowi kontynuację wcześniejszego postanowienia z sierpnia tego roku, które było jednak tymczasowe. Na jego mocy dziewczynce podczas zajęć w przedszkolu towarzyszyła pielęgniarka, która podawała chorej specjalny olejek wytworzony z konopi.

Dziewczynka cierpi na odmianę padaczki zwaną syndromem Draveta, która ma podłoże genetyczne. Co najmniej kilka razy dziennie dostaje ataków związanych z jej chorobą. Nie ma reguły kiedy to nastąpi. Średnio notuje się, że ta rzadka choroba dotyka 1 na 20 tysięcy dzieci.  

Jedynym naprawdę skutecznym lekarstwem, które pomaga dziewczynce podczas napadów jest olejek wytwarzany z marihuany[ZOBACZ]. Dzięki niemu nie ma potrzeby, aby przy każdym z ataków epileptycznych dzwonić na pogotowie.

Teraz rodzice 5-latki oraz władze szkoły czują dużą ulgę po ogłoszeniu werdyktu w tej sprawie. Tym bardziej, że tym razem nie jest on tymczasowy, a ma charakter permanentny. Dziewczynka dzięki temu wciąż będzie mogła uczęszczać do publicznej placówki, bez poczucia, że jej choroba czyni z niej gorszą od rówieśników.

foto pixaby / źródło ctvnews.ca

 

francuzi

Francuzi pokazali prawdziwą twarz! Robią wszystko żeby WYELIMINOWAĆ polskich przedsiębiorców! Nawet kosztem własnych firm!

Jak widać w praktyce nie ma czegoś takiego jak wspólny rynek towarów i usług. Każdy dba o swoje. Francuzi szczególnie. 

 

Dziennik Gazeta Prawna przeprowadził wywiad z  Hanną Goutierre, prezesem Polskiej Izby Handlowo-Towarowej we Francji. Dotyczył on przede wszystkim kondycji polskich przedsiębiorstw robiących interesy we Francji i perspektyw na dalszy rozwój.

 

Polskie firmy w ostatnich latach poczyniły ogromny postęp. Mogą się wykazać wszelkimi niezbędnymi certyfikatami i pozwoleniami, spełniają zawiłe wymogi francuskiego prawa, a do tego wciąż są tańsze, sumienniejsze, terminowe i dysponują świetną kadrą – nierzadko lepszą od miejscowej. Skoro więc nie można sobie z nimi poradzić inaczej – trzeba sięgnąć po nieczyste zagrywki.

 

Hanna Goutierre opowiedziała w wywiadzie jak najprościej uprzykrzyć życie zagranicznym przedsiębiorstwom we Francji:

 

„Bez dobrego księgowego, prawnika i specjalisty od kadr zorientowanego w gąszczu francuskich przepisów nie ma co próbować podbijać francuskiego rynku. Na francuskie firmy z niektórych branż (m.in. z branży budowlanej) wywierane są naciski ze strony władz, aby nie zlecać usług i nie kupować produktów od polskich firm. Daje im się do zrozumienia, że mogą stracić dotacje albo spodziewać się częstszych kontroli. Na bariery na rynku natknęli się min. polscy producenci okien, którym uniemożliwiono dostawy dla odbiorców instytucjonalnych”

 

Oto europejska solidarność i poszanowanie prawa w praktyce! Jak widać wszelkie ideały wolnego przepływu towarów i usług w UE odchodzą na dalszy plan, gdy trzeba dbać o własne interesy. Szkoda, że to wolno tylko największym, bo w przeciwnym razie uruchamiana jest cała machina mająca pogrążyć niesforne, małe „kraiki”, które usiłują wyłamać się spod zależności silniejszych. A w tym akurat Francuzi są mistrzami!

 

biznes.interia.pl

Drożdżówki wracają do szkół

Minister zdrowia podpisał rozporządzenie, które gwarantuje, że dzieci w polskich szkołach publicznych znowu będą mogły kupić w szkołach wyroby cukiernicze.

W wyniku zmian uczniom nie będzie można sprzedawać tylko pieczywa oraz wyrobów cukierniczych wykonywanych z głęboko zamrożonego ciasta. Możliwy będzie natomiast zakup kanapek, drożdżówek, sałatek, surówek, mleka i produktów mlecznych czy serwatek.

Kluczem jest, aby produkty sprzedawane w szkolnych sklepikach nie zawierały cukru i soli. Dotyczy to zbożowych produktów śniadaniowych czy też soków owocowych, warzywnych, przecierów, musów owocowych albo warzywnych. Dostępne będą także bezcukrowa guma do życia i gorzka czekolada o zawartości minimum 70 procent kakao.

Nowe przepisy zastąpią rozporządzenie wprowadzone jeszcze przez rząd Ewy Kopacz. Jego zasady były bardzo restrykcyjne i zakazywały między innymi drożdżówek, kanapek z białego pieczywa czy cukru do słodzenia herbaty. Celem była troska o zdrowie dzieci i walka z otyłością. Regulacje te wywołały olbrzymie protesty w wielu szkołach, gdzie uczniowie nie mogli pogodzić się z ograniczeniami, które i tak nie działały. Dzieci bowiem mogły kupić odpowiadające im produkty w sklepach znajdujących się w okolicach szkół.

 

BR

Będzie nowy urząd

Ministerstwo Środowiska powoła nowy urząd, którego zadaniem będzie regulacja cen wody.

To skutek przyjęcia ustawy Prawo wodne, która wejdzie w życie 1 stycznia 2017 roku i wprowadzi dodatkową opłatę środowiskową dla przedsiębiorców. Nowe obciążenie może skłonić firmy wodociągowe do podwyżek i celem powołanego urzędu będzie pilnowanie, aby podwyżki nie były zawyżane.

Przedsiębiorcy zapowiedzieli już, że nowa opłata odbije się na kieszeniach konsumentów. Z kolei wiceminister środowiska Mariusz Gajda twierdzi, że podwyżka nie powinna być znacząca i nie przekroczy 50 groszy za metr sześcienny w największych miastach. Według firm wodociągowych podwyżki mogą wynieść nawet ponad złotówkę za metr sześcienny.

Dlatego właśnie powstaje specjalny urząd, który będzie kontrolował wydatki oraz koszty firm wodociągowych. Dzięki temu władze będą mogły kalkulować, jak koszty operacyjne przedsiębiorstw mogą odbijać się na cenach dla odbiorców.

Wiceminister Gajda zapewnia, że rząd nie pozwoli, aby firmy wykorzystały reformę prawa, jako pretekst do podniesienia cen i zwiększenia swoich zysków kosztem Polaków.

 

BR

elektrowni atomowej

Unijne regulacje uderzą w Polskę

Komisja Europejska przedstawiła propozycję regulacji, z której wynika, że Polska do 2020 roku będzie musiała obniżyć emisję dwutlenku węgla poza przemysłem nawet o 24 procent.

Jest to element ambitnego pakietu klimatycznego, którego celem jest zmniejszenie emisji CO2 o 40 procent do 2030 roku w porównaniu z 2005 rokiem. Aktualnie obowiązujące regulacje zakładają natomiast redukcję o 20 procent do 2020 roku.

W przemyśle redukcja emisji będzie musiała wynieść 43 procent, bo takie są założenia propozycji przedstawionej przez KE już rok temu.

Unijne władze ustalają indywidualne cele w oparciu o poziom produktu krajowego brutto na mieszkańca, więc im bogatszy kraj, tym bardziej musi ograniczyć emisję CO2. Powoduje to, że cele dla poszczególnych krajów członkowskich są zróżnicowane – od 40% redukcji dla Luksemburga i Szwecji, do 2% dla Rumunii i… 0% dla Bułgarii. W efekcie, prawie każdy nie jest zadowolony z proponowanych przez Brukselę regulacji. Z reguły państwa narzucone wymogi uważają za zawyżone.

Należy przypomnieć, że aktualnie w całej Unii Europejskiej aż 45 procent emisji pochodzi z przemysłu, podczas gdy w Polsce jest to około 50 procent. Tutaj jednak redukcji dokonuje się instrumentami rynkowymi w systemie ETS, czyli handlu uprawnieniami do emisji. W ramach tego rozwiązania istnieje też pula darmowych uprawnień, która wynosi 43 procent. Reszta jest sprzedawana na aukcjach.

 

Natalia W.

Bruksela łagodzi stanowisko w sprawie broni palnej

Unijna komisja ds. rynku wewnętrznego opowiedziała się za złagodzeniem niektórych proponowanych przez Komisję Europejską ograniczeń dostępu do broni palnej. Celem jest m.in. ochrona interesów myśliwych.

W sumie komisja Parlamentu Europejskiego przegłosowała niemal 900 poprawek do przedstawionego w listopadzie 2015 roku przez KE projektu zaostrzenia przepisów dotyczących broni palnej na terenie Unii Europejskiej. Złagodzono teraz przepisy dotyczące dostępu do broni myśliwskiej, sportowej czy kolekcjonerskiej. Jednocześnie przyjęto ograniczenie dostępu do innych typów broni. Restrykcje mają objąć dostęp do tak zwanej broni dezaktywowanej, która jest pozbawiona zdolności bojowych. Dotyczy to pistoletów hukowych, gazowych czy broni na ślepe naboje. Celem jest uniemożliwienie przerobienia takiej broni na przyjęcie ostrej amunicji, jak to miało miejsce przed ubiegłorocznym zamachem na redakcję „Charlie Hebdo” w Paryżu.

Poza tym, komisja chce zapewnić ściślejszą kontrolę handlu bronią, szczególnie w Internecie. Opracowane mają zostać wspólne zasady oznaczania broni, aby można ją lepiej śledzić, również po zmianie właściciela.

Aktualnie kwestia posiadania i zakupu broni w Unii Europejskiej jest regulowana dyrektywą z lat 90. XX wieku. Prace nad jej zaostrzeniem to skutek ubiegłorocznych zamachów terrorystycznych w Paryżu i tegorocznych ataków w Brukseli.

 

Natalia W.