CBŚ udaremniło PRZEMYT na 20 tysięcy dolarów. W KAMPERACH przewozili…

Z Rumunii do Europy Zachodniej miał miejsce zorganizowany przemyt!

Do akcji wkroczyły służby CBŚ! Łącznie zatrzymano 21 osób związanych z przestępstwem, które jest szacowane na wartość 20 tysiąca dolarów.

CBŚP i Straż Graniczna rozbiły grupę przestępczą, której członkowie organizowali przerzut cudzoziemców z Rumuni, przez Polskę do krajów Europy Zachodniej.

Przemyt ludzi odbywał się na wysoką skalę w bardzo skrajnych warunkach. Służby ustaliły, że osoby były przewożone z Rumunii w schowkach ukrytych w przestrzeniach ładunkowych pojazdów ciężarowych. Były one umieszczone za przewożonym towarem, a ukryte w nich osoby nie mogły samodzielnie się stamtąd wydostać. Taka podróż trwała kilkadziesiąt godzin. Cudzoziemców przewożono tez w wypożyczonych kamperach.

 

Wszystko wskazuje na to, że grupa przestępcza działała na terenie całej Europy. Jej członkowie organizowali kanały przerzutowe cudzoziemcom rozpoczynające się w Rumunii, poprzez Polskę do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Za taką „podróż” obywatele Wietnamu mieli płacić od 6,5 do 20 tys. dolarów.

Przemyt ludzi odbywał się etapami. Polska stała się krajem przejściowym dla przedostania się ludzi do innych państw docelowych.

CBŚP przeprowadziło akcję na terenie czterech województw: dolnośląskiego, lubuskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego. Zatrzymano 10 osób – 9 Polaków i obywatela Wietnamu.

 

ZOBACZ TEŻ:Popularny probiotyk wycofany ze sprzedaży! Ten lek zawiera…

 

Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty udziału w organizowanej grupie przestępczej. Sprawa ma charakter rozwojowy i nie wyklucza się kolejnych zatrzymań na terenie UE.

 

Źródło:polsatnews/pixabay

podwózkę, trumnie, policję

Porwana 15-latka trzy razy dzwoniła na policję, ale nikt jej nie uwierzył. Zginęła w potwornych okolicznościach

Alexandra Macesanu mieszkała w Rumunii i w czwartek 25 lipca usiłowała dostać się z miejscowości Caracal do wioski, w której mieszkała. Ze względu na słabo rozwinięty transport publiczny musiała liczyć na autostop. Pech chciał, że trafiła na gwałciciela i mordercę, a co gorsza jej wezwania o pomoc zostały zlekceważone przez policjantów.

Nastolatkę porwał i uwięził 65-letni mechanik samochodowy Gheorgh Dinca. Co najbardziej bulwersujące nastolatka miała okazję aż 3 razy zadzwonić na policję błagając o pomoc. Miała np. krzyczeć do słuchawki, że „on się zbliża, on się zbliża!”, jej telefony musiały więc brzmieć naprawdę dramatycznie. A mimo to policjanci nie śpieszyli się z interwencją…

 

ZOBACZ TEŻ:Zgłosili zaginięcie córki. Po roku wyszło na jaw, że cały czas skrywali makabryczną prawdę

 

Dotarcie i przeszukanie domu Dincy zajęło im aż 19 godzin. Jedyne co znaleźli to ludzkie szczątki. Macesanu już nie żyła. Technicy kryminalistyki określili, że przed śmiercią została zgwałcona. Cała sprawa wywołała ogromną falę oburzenia w Rumunii. W sobotę odbyły się tam protesty potępiające działania policji.

 

Służby tłumaczą się, że potrzebowały czasu aby zlokalizować, gdzie przebywa 19-latka oraz zdobyć nakazy przeszukania. Jakby tego było mało w niedzielę Dinca przyznał się do jeszcze jednego morderstwa. Twierdzi, że stoi za kwietniowym zaginięciem i zamordowaniem 18-letniej Luizy Melencu.

 

Reuters, który informuje o całej sprawie zwraca też uwagę na to, że w Rumunii wiele osób musi korzystać z autostopu ze względu na słabą siatkę połączeń lokalnych. To stwarza okazje różnym przestępcom do ataków na bezbronne osoby.

 

wprost.pl/ foto: pixabay

kolegami

Pił z kolegami i urwał mu się film. Kiedy się obudził dowiedział się, że znajduje się 3 tysiące kilometrów od swojego kraju!

To co przeżył pewien Rumun jest gotowym scenariuszem na dobrą komedię. Bohaterem tej zabawnej historii jest bezrobotny Mihai Danciu. Mężczyzna wybrał się wraz z kolegami do lokalnego baru, by w alkoholu utopić swoje smutki. Musiał tam wypić tak dużo, że nie pamięta tego co działo się z nim później. Kiedy odzyskał świadomość okazało się, że znalazł się na jednym z londyńskich osiedli! Jak tam trafił? Nie miał pojęcia.

Mocno oszołomionego i skacowanego grubą balangą  z kolegami mężczyznę odwieziono do szpitala. Na ciele miał liczne siniaki i ślady pobicia. Okazało się, że miał wiele szczęścia, gdyż  pracowała tam pielęgniarka rumuńskiego pochodzenia, a on nie władał językiem angielskim. Adina Costache historię człowieka z rumuńskiej wioski Albesti opisała na jednej z facebookowych grup dla Rumunów przebywających na terenie Wielkiej Brytanii. Myślała, że dzięki temu zagubiony imprezowicz przypomni sobie, w jaki sposób znalazł się za granicą.

 

 

 

 

„Został przywieziony do naszego szpitala i był bardzo zaskoczony, że nie jest w Rumunii. Nie znał nikogo w Londynie. (…) Jeśli ktokolwiek go rozpoznaje, niech prześle mi prywatną wiadomość, a ja mu przekażę”.

 

 

 

Danciu do dziś nie wie jak pokonał tak ogromną odległość. Jego wioskę i Londyn dzielą aż 2700 km. Nie kojarzył, co miało związek z jego przyjazdem do stolicy Anglii. Jedyne co zapamiętał z tamtego pijackiego wieczoru to rozmowa z kolegami, z którymi założył się, że znajdzie pracę. Mihai na co dzień mieszka wraz ze swoją partnerką i dziećmi w domu dziadków kobiety. O jego powrót w rodzinne strony mają zadbać rumuńskie władze.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

znalazł

Porwał go melanż i nic nie pamięta! Pił z kolegami, gdy się obudził znalazł się tysiące kilometrów od swojego domu!

To co przeżył pewien Rumun jest gotowym scenariuszem na dobrą komedię. Bohaterem tej zabawnej historii jest bezrobotny Mihai Danciu. Mężczyzna wybrał się wraz z kolegami do lokalnego baru, by w alkoholu utopić swoje smutki. Musiał tam wypić tak dużo, że nie pamięta tego co działo się z nim później. Kiedy odzyskał świadomość okazało się, że znalazł się na jednym z londyńskich osiedli! Jak tam trafił? Nie miał pojęcia.

Mocno oszołomionego i skacowanego grubą balangą mężczyznę odwieziono do szpitala. Na ciele miał liczne siniaki i ślady pobicia. Okazało się, że miał wiele szczęścia, gdyż  pracowała tam pielęgniarka rumuńskiego pochodzenia, a on nie władał językiem angielskim. Adina Costache historię człowieka z rumuńskiej wioski Albesti opisała na jednej z facebookowych grup dla Rumunów przebywających na terenie Wielkiej Brytanii. Myślała, że dzięki temu zagubiony imprezowicz przypomni sobie, w jaki sposób znalazł się za granicą.

 

 

 

 

„Został przywieziony do naszego szpitala i był bardzo zaskoczony, że nie jest w Rumunii. Nie znał nikogo w Londynie. (…) Jeśli ktokolwiek go rozpoznaje, niech prześle mi prywatną wiadomość, a ja mu przekażę”.

 

 

 

Danciu do dziś nie wie jak pokonał tak ogromną odległość. Jego wioskę i Londyn dzielą aż 2700 km. Nie kojarzył, co miało związek z jego przyjazdem do stolicy Anglii. Jedyne co zapamiętał z tamtego pijackiego wieczoru to rozmowa z kolegami, z którymi założył się, że znajdzie pracę. Mihai na co dzień mieszka wraz ze swoją partnerką i dziećmi w domu dziadków kobiety. O jego powrót w rodzinne strony mają zadbać rumuńskie władze.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

bracia, byli

Bestie w ludzkiej skórze. To, co ci bracia robili kobietom, przechodzi ludzkie pojęcie!

O Krystianie i Sebastianie Sandulache zrobiło się głośno w całej Hiszpanii. Bracia pochodzą z Rumunii. Hiszpańska policja oskarża ich o handel ludźmi, gwałty, zmuszanie do prostytucji i handel ludźmi. Mężczyźni mieli między innymi zmuszać kobiety w jednym z domów publicznych w Oviedo do jedzenia banknotów. Była to kara za to, że za mało zarobiły.

Mieli grozić kobietom, że następnym razem będą łykać monety. Podczas pobytu w więzieniu, mieli sobie naciąć penisy i wszczepić metalowe kulki. Wszystko po to, aby stosunek z nimi był bardziej bolesny. Bracia swoje ofiary upatrywali w Rumunii. Następnie zapraszali kobiety do Hiszpanii, gdzie miały one zacząć lepsze życie. Niestety ich życie natychmiastowo zmieniało się w koszmar. Pieniędzy nie widziały, a były zmuszane do prostytucji oraz gwałcone. Jedna z kobiet mówiła przed sądem, że młodszy z oskarżonych – Krystian – straszył, że spali jej matkę i babcię. Druga zeznała, że mężczyźni grozili, że zgwałcą jej siostrę. Jeszcze inną z kobiet mężczyźni mieli tak pobić, że przez tydzień nie potrafiła podnieść się z łóżka. Hiszpański sąd skazał ich na astronomiczne kary więzienia – Krystiana na 55 lat pozbawienia wolności, a Sebastiana na 53 lata za kratami.

 

ZOBACZ:Publiczna egzekucja w Korei Północnej. Kim Dzong Una lepiej nie denerwować!

 

Skąd na świecie biorą się takie bestie? To, co musiały przeżyć te kobiety, po prostu nie mieści się w głowie…

źródło: fakt.pl

fot. youtube.com

gwiazdy, noworodek, Odry, Muszyna, Alicja, alicją, rzeka, morderstwo, szczecin, policja

Współpracowała z Goranem Bregoviciem, jej auto wyłowiono z rzeki. Tajemnicza śmierć gwiazdy

Muzyczni fani w Rumunii są zasmuceni informacjami, które podała tamtejsza policja. 34-letnia Anca Pop, wykonawczyni muzyki rozrywkowej z tego kraju została wyłowiona wraz z autem z Dunaju. Jak na razie okoliczności śmierci gwiazdy są owiane tajemnicą.

Piosenkarka zniknęła w niedzielę. Miała pojechać w odwiedziny do swojej matki, ale nigdy do niej nie dotarła. Rozpoczęte na szeroką skalę poszukiwania dały efekt już następnego dnia. Ciało gwiazdy wyłowiono wraz z autem z Dunaju.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Anca Pop “Shamanca” (@ancapopmusic)

Jak na razie policja nie określa wprost czy doszło do wypadku, czy do celowego działania piosenkarki. Wiemy tylko, że auto wyciągnięto z wody niedaleko miejscowości Şviniţa, kilka kilometrów od domu gwiazdy.

 

ZOBACZ: Krew wypływała spod drzwi mieszkania. Policję zaalarmowali przerażeni sąsiedzi

 

Anca Pop to popularna rumuńska wykonawczyni, która w młodości kilka lat spędziła w Kanadzie. W 2008 roku rozpoczęła współpracę z Goranem Begoviciem, znanym również w Polsce artystą serbsko-chorwackiego pochodzenia. Czy gwiazda nie wytrzymała jakiś problemów i popełniła samobójstwo, czy był to nieszczęśliwy wypadek? To powinni ustalić śledczy.

 

o2.pl

lesie

Odwiedzili najbardziej nawiedzony las w Europie.  Przez cały czas czuli czyjąś obecność! [VIDEO]

Chłopaki z Urbex History tym razem postanowiła odwiedzić znany rumuński las Hoia Baciu, który znajduje się tuż koło Kluż-Napoki. Zdaniem wielu jest to najbardziej nawiedzony las w Europie,  pojawiają się wręcz określenia o „Rumuńskim Trójkącie Bermudzkim”. Mówi się często o tym, że ludzi w lesie tracą rozum, spotykają Ufo, albo mają wrażenie czyjejś obecności.

Tego ostatniego nie mogli pozbyć się także panowie z Urbex History. Mimo to postanowili udać się do centrum lasu, które słynie z dziwacznie powyginanych drzew, oraz miejsca gdzie rzekomo ludziom mogą ujawniać się choroby psychiczne w postaci różnych wizji. Oto co ustalili w czasie swojej wyprawy w nawiedzony las:

 

 

 

ZOBACZ TEŻ:  Nawiedzony dom okazał się prawdziwy. Tajemnicze zajście w atrakcji rodem z horroru

sąd, wyrok

Sądowy ABSURD: Sąd uznał go za zmarłego, mimo że był na sali rozpraw. Uzasadnienie woła o pomstę do nieba!  

Od początku tekstu pragniemy Was uspokoić  – tym razem nie chodzi o nasz wspaniały wymiar sprawiedliwości, a o rumuński. Mimo to, historia jest tak absurdalna i komiczna, że warto się z nią zapoznać do końca. Sąd jak widać wszędzie potrafi wydawać durne wyroki. 

 

63-letni Constantin Reliu od 1992 roku przebywał w Turcji. Wyjechał tam za pracą, założył małą firmę i nie utrzymywał kontaktu ze swoją żoną. W Rumunii ostatni raz pojawił się w 1999 roku. Od tego czasu, nikt o nim nie słyszał.

 

Żona postarała się więc o uznanie go za zmarłego. Argumentowała to tym, że nie ma z nim kontaktu od kilkunastu lat i że najpewniej zginął w jednym z trzęsień ziemi, które miały miejsce w Turcji. Sąd się do wniosku przychylił w 2003 roku…

 

Pewnego pięknego dnia służby tureckie deportowały go z powodu wygasłego pozwolenia na pobyt. Mężczyzna zamierzał w Rumunii dopełnić formalności i wrócić do Turcji. Jednak już na granicy służby imigracyjne poinformowały go, że przecież nie żyje od 2003 roku.

 

Reliu zwrócił się więc do sądu w Barlad o unieważnienie aktu zgonu. I choć był na sali rozpraw, to sędzia uznał… że i tak nie żyje. A konkretnie – że na apelację w sprawie aktu zgonu jest za późno. I koniec. Kropka.

 

Orzeczenie jest ostateczne i nieodwołalne. Reliu, będąc „martwym” nie może ani podjąć pracy w Rumunii, ani zdobyć dokumentów pozwalających na powrót do Turcji i swojego biznesu. Podejrzewa, że żona zrobiła to specjalnie, aby unieważnić małżeństwo i wyjść ponownie za mąż.

 

Oficjalnie więc nie ma już kogoś takiego jak Constantin Reliu. Może więc Rumun powinien rozważyć karierę gangsterską? Skoro i tak go nie ma, to jak można by go osądzić?

 

wprost.pl 

RUMUŃSKI BEZROBOTNY PO IMPREZIE OBUDZIŁ SIĘ 2,5 TYSIĄCA KILOMETRÓW OD DOMU! Ostatnie co pamięta, to karkołomny zakład…

Można by powiedzieć – Kac Vegas w prawdziwym życiu!

 

Niesamowitą historię przeżył rumuński bezrobotny, Michai Danciu z wioski Albesti w środkowej części kraju. Imprezując z kolegami musiał ostro polecieć po bandzie, bo następnego dnia rano (a może minęło kilka dni – tego nikt nie wie!) obudził się ponad 2 tysiące kilometrów od domu.

 

Michai ocknął się na ulicy, a dookoła wszyscy mówili… po angielsku. Dodatkowo był nieco poobijany, dlatego szybko trafił do szpitala. Szczęście mu dopisało – jedną z pielęgniarek była jego rodaczka, która wyjaśniła mu, że dotarł do Londynu!

 

Mężczyzna nie ma pojęcia jak do tego doszło. Ostatnie, co pamięta, to zakład z kolegami, że znajdzie sobie pracę. Czyżby niespodziewany wyjazd na saksy miał mu w tym pomóc? Odpowiedź pozostaje otwarta.

 

Sprawa stała się już głośna zarówno w Anglii jak i Rumunii. Władze w Bukareszcie obiecały, że pomogą swojemu obywatelowi w powrocie do kraju. Z kolei sąsiedzi wypytywani o ekstremalnego podróżnego twierdzą, że faktycznie ostatnio nieco za dużo imprezował…

 

Pan Danciu będzie miał prawdziwą nauczkę do końca życia. Cokolwiek zaś działo się z nim w czasie podróży – pozostanie już chyba na zawsze tajemnicą. Miejmy nadzieję, że nieplanowany wyjazd podziała na niego jak kubeł zimnej, trzeźwiącej wody i nasz turysta zrobi coś, aby wygrać zakład z kolegami!

 

tvn24.pl