dziecko

Czechy. Na świat przyszło dziecko nieżyjącej kobiety

W Czechach przyszło na świat zdrowe dziecko, którego matka była sztucznie utrzymywana przy życiu.

W Kwietniu w Brnie w bardzo ciężkim stanie pogotowie ratunkowe przetransportowało 27-letnią kobietę do szpitala. Wtedy zaczęła się walka o jej życie oraz o życie jeszcze nienarodzonego dziecka.

 

Po niedługim czasie stwierdzono śmierć mózgu u przyszłej mamy, który okazał się ciosem dla całej rodziny. Ze względu na ciążę zdecydowano o tym by podtrzymywać życie kobiety za pomocą sztucznej aparatury.

Przez kolejne tygodnie personel szpitala w Brnie zajmował się 27-latką, m.in. poruszając regularnie jej nogami, by symulować w ten sposób chód, który znacznie wpływa na rozwój prawidłowego płodu.

 

ZOBACZ TEŻ:Ci ludzie kochają SAMOTNOŚĆ. Nie zdają sobie sprawy z NIEBEZPIECZEŃSTWA

 

Po 117 dniach podtrzymywania życia kobiety zdecydowano się przeprowadzić poród, który zakończył się powodzeniem. Na świat za pomocą cesarskiego cięcia przyszła zdrowa dziewczynka.

Dziecko ważyło 2,3 kg oraz 42  cm. Niedługi czas po porodzie Czeszka została odłączona od aparatury w obecności męża oraz najbliższej rodziny.

 

Źródło:wprost/pixabay

mózgu

Lekarze orzekli śmierć mózgu i odłączyli go. Po dwóch dniach obudził się i opowiedział, co widział po drugiej stronie

Scott Marr został przewieziony do szpitala w Omaha w Nebrasce. Lekarze zdiagnozowali u niego wylew krwi do mózgu, a po dwóch dniach doszli do wniosku, że jego mózg umarł. Po odłączeniu go od maszyn podtrzymujących życie wszyscy przeżyli szok.

Bliscy Scotta zgodzili się na odłączenie aparatury i zaczęli przygotowywać pogrzeb ukochanego męża i ojca. Tymczasem po dwóch dniach Marr otworzył oczy i zaczął reagować na bodźce! Po kilku kolejnych dniach wrócił niemalże do pełnej sprawności, choć jeszcze przez kilka tygodni pozostawał w szpitalu.

 

Scott Marr opowiedział także o tym, co widział po „drugiej stronie”:

 

To był jeden wielki, Boży cud. Nie umarłem. Wróciłem i mam nadzieję, że mogę dać nadzieję ludziom, którzy przechodzą przez coś podobnego. Po odłączeniu od aparatury widziałem swojego zmarłego ojca idącego ulicą. Spytał: „Co tu robisz?”, a ja odpowiedziałem, że szukam pracy. Wtedy on powiedział: „Tu nie ma żadnej pracy, lepiej wracaj do domu”

 

– przekazał dziennikarzom.

 

ZOBACZ: Powstrzymujesz KICHANIE? Po tej historii już NIGDY tego nie zrobisz: „szyja spuchła, głos się zmienił, 2 tygodnie w szpitalu”

 

Pozostało pytanie – co tak naprawdę stało się mężczyźnie? Lekarze doszli do wniosku, że nie był to wylew, a odwracalna tylna encefalopatia – bardzo rzadka przypadłość, którą może spowodować np. wysokie ciśnienie krwi.

 

Nie jestem specjalnie religijną osobą. Nie chodzę co niedziela do kościoła. Ale wierzę w Boga. Wierzę całym sercem. Mam teraz dowód na to, że wszystko, co słyszałem, jest prawdą. On rzeczywiście mnie kocha i się o mnie troszczy

 

– mówi teraz Scott. I wcale nas to nie dziwi, po takich przejściach!

wiaduktem

Amerykanin zdradził, co widział po DRUGIEJ STRONIE. Pokonał śmierć mózgu!

Dzieci Scotta Marra zadecydowały o odłączeniu ojca od aparatury po tym, jak lekarze ogłosili śmierć mózgu. Rodzina przyznaje się do tego, że nie wierzyła w cud i przygotowywała się już na pogrzeb mężczyzny. Amerykanin jednak z tego wyszedł, opisał to, co widział po drugiej stronie.

Mieszkający w Nebrasce Amerykanin był nieprzytomny przez dwa dni. Twierdzi, że był po drugiej stronie. Po dwóch dniach Marr niespodziewanie otworzył oczy. Przez kilka tygodni był leczony w szpitalu w Omasze. Jak donosi „Fox News” właśnie wrócił do domu. To był jeden wielki, Boży cud. Nie umarłem. Wróciłem i mam nadzieję, że mogę dać nadzieję ludziom, którzy przechodzą przez coś podobnego. Po odłączeniu od aparatury widziałem swojego zmarłego ojca idącego ulicą. Spytał: „Co tu robisz?”, a ja odpowiedziałem, że szukam pracy. Wtedy on powiedział: „Tu nie ma żadnej pracy, lepiej wracaj do domu” – powiedział Scott lokalnym mediom.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Rozmawiała z MARYJĄ na oczach kamer w MEDJUGORIE! Znamy treść ORĘDZIA!

 

Lekarze, początkowo stwierdzili u niego śmierć mózgu, później okazał się jednak, że Marr cierpiał na rzadki zespół odwracalnej tylnej encefalopatii, który najczęściej wywoływany jest przez wysokie ciśnienie krwi. Ich były pacjent powoli dochodzi do zdrowia, w czym pomaga mu młodsza córka Lauren, która uczęszcza do szkoły pielęgniarskiej. Marr podkreśla, że ta sytuacja bardzo wzmocniła jego wiarę. Nie jestem specjalnie religijną osobą. Nie chodzę co niedziela do kościoła. Ale wierzę w Boga. Wierzę całym sercem. Mam teraz dowód na to, że wszystko, co słyszałem, jest prawdą. On rzeczywiście mnie kocha i się o mnie troszczy – dodał Scott Marr.

źródło: o2.pl

fot. pixabay.com