stawu, marzanna, gdańsku, okaleczone zwłoki, trzebiatów, ofiara masowego zatrucia dopalaczami?

Łódź: w czasie spaceru brzegiem stawu zobaczyli coś makabrycznego. To nie miało prawa stać się w tym miejscu

Spacerujący wczoraj popołudniu wzdłuż brzegu stawu przy ulicy Liściastej w Łodzi dostrzegli z przerażeniem, że po wodzie pływają zwłoki kobiety. Przybyła na miejsce straż wydobyła ciało, a policjanci zidentyfikowali ofiarę. Co jednak najciekawsze – w tym miejscu naprawdę trudno byłoby się utopić. 

Po służby zadzwoniła osoba, która wzdłuż stawu wyprowadzała swojego psa. Zwłoki starszej kobiety dryfowały około dwóch metrów od brzegu. Na miejsce przybyły dwa zastępy straży pożarnej.

 

ZOBACZ TEŻ: 60-latka dowiedziała się, że jest śmiertelnie chora, ale nie chciała umierać sama. Zrobiła swojemu mężowi coś potwornego

 

Wezwany na miejsce lekarz oficjalnie stwierdził zgon, zaś policjanci rozpoczęli proces identyfikacji ciała. Szybko okazało się, że jest to 76-letnia kobieta, której zaginięcie zgłoszono we wtorek wieczorem.

 

Ciało zostanie poddane sekcji zwłok, jednak wstępne oględziny na miejscu nie wykazały żadnych obrażeń. Sprawa jest tym bardziej zastanawiająca, że w najgłębszym miejscu staw ten ma 1,2m głębokości! W związku z tym śledczy muszą upewnić się czy ktoś nie maczał w tej sprawie palców.

 

o2.pl/ foto: screenshot/ zdjęcie ilustracyjne

google

Przypadkiem dokonał makabrycznego odkrycia! Dostrzegł to na GOOGLE MAPS

Jeden z internautów przeglądał Google Maps swojej okolicy i dostrzegł tam coś przerażającego!

Autor odkrycia wypatrzył na zdjęciu zatopiony wrak samochodu znajdujący się w stawie w miejscowości Wellington na Florydzie. Niedaleko wody są wybudowane domy mieszkalne.

 

Mężczyzna zgłosił tę sprawę na policję i jak się okazało w zatopionym samochodzie znajdowały się szczątki zaginionego niegdyś Williama Moldta. Mężczyzna zaginął w 1997 roku i od tamtego czasu nie można go było odnaleźć.

 

Obecnie wokół stawu stoją domy, gdzie wcześniej obszar ten nie był zabudowany i znajdował się tam jedynie staw oraz pusta przestrzeń. Mieszkańcy nie mieli pojęcia, że w miejscu, w którym mieszkają mogą kryć się ludzkie szczątki.

 

„Niesamowite, ale auto, choć mocno schowane, było jednak dostrzegalne na zdjęciu satelitarnym w Google. To zdjęcie wykonano w 2007 roku, ale aż do teraz nikt na nim nie wypatrzył tego wraku” powiedział administrator osiedla, który dokonał odkrycia.

 

ZOBACZ TEŻ:Ten znak zodiaku ma najlepsze życie erotyczne! Sprawdź, co twój znak zodiaku mówi o twojej seksualności

 

Tożsamość zaginionego mężczyzny-Williama Moldta potwierdziło biuro szeryfa w Palm Beach. Samochód zatonął w stawie w okolicach Wellington na Florydzie.

 

Źródło:02

Źródło zdjęcia:Facebook

PO, wybielaczem, urodziła, dziecko, wrzątkiem, stawu

Wrzucił niemowlaka do stawu i poszedł na policję. Policjantom powiedział coś strasznego

Historia ta jeży włosy na głowie, ale na szczęście nie skończyła się tak tragicznie jak mogła. Na posterunek policji w Greenwood w Missouri w USA przybył 28-letni Jonathon Zicarelli. Powiedział policjantom, że właśnie wrzucił do stawu swoją córeczkę. Jednak najstraszniej brzmią jego tłumaczenia, dlaczego to zrobił.

Przerażeni policjanci w trymiga udali się w kierunku wskazanego przez mężczyznę stawu, leżącego kilka minut drogi od posterunku. Na wodzie zobaczyli unoszące się niemowlę. Greg Hallgrimson i Tom Calhoun wskoczyli do wody i wydobyli dziecko. Jak wspominają „wyglądało jak porcelanowa lalka”.

 

Niemowlę było w szoku. Miało oczka zalepione błotem, a w buzi trawę i wodę. Po krótkiej reanimacji odzyskało dech i zostało przewiezione do szpitala. Temperatura jego ciałka wynosiła zaledwie 31 stopni! Mimo ciężkiej hipotermii jej stan jest już stabilny, ale lekarze przyznają, że to prawdziwy cud – dziecko przebywało w wodzie ponad 10 minut!

 

ZOBACZ: Wzięła ślub z… duchem krwiożerczego pirata. Teraz gorzko żałuje

 

Ojciec bez żadnych emocji wytłumaczył policjantom, że był bardzo „zestresowany przez święta”. Przez całą dobę nosił się z zamiarem zabicia dziecka, miał też „złe myśli”. Jak twierdzi, chciał to zrobić głównie po to, by odciążyć swoją żonę. Najbliższe święta spędzi oczywiście w areszcie, w oczekiwaniu na proces.

 

tvp.info, foto: zdjęcie ilustracyjne./pixabay

tramwaj, spłonął, strażacy w akcji, straż pożarna

Strażacy z pomorskiego dzielnie walczyli z ogniem. W rewanżu dostali ASTRONOMICZNY RACHUNEK do zapłacenia!

Straż pożarna – najpopularniejsza służba mundurowa w kraju. Od lat bijąca rekordy zaufania i sympatii we wszelkich możliwych sondażach. Okazuje się jednak, że czasem ich działalność może spowodować – rzekomo – bardzo wysokie straty.  Kto w takiej sytuacji ma zapłacić?

 

W grudniu straż pożarna w województwie pomorskim walczyła z ogniem, który wybuchł w restauracji „Przystanek Łosoś” w Egiertowie. Pożar był potężny i strażacy, aby go ugasić wykorzystali wodę ze stawu należącego do konkurencyjnego lokalu, który był tuż obok – restauracji „Pod Żurawiem”.

 

Jakiś czas po akcji, strażacy dostali pismo, z którego wynika, że dokonali strat na zawrotną kwotę 380 tysięcy złotych! Właściciele „Pod Żurawiem” na tyle ocenili koszt wypompowanej wody, zniszczonych brzegów i roślin wokół stawu, oraz fakt zanieczyszczenia go benzyną.

 

Strażacy bronią się, że mieli prawo wykorzystać każde źródło wody znajdujące się w pobliżu, a dodatkowo wskazują, że właściciele lokalu po akcji gaśniczej poczęstowali ich obiadem.

 

Właściciele lokalu zaznaczają, że nie chodzi im o ukaranie strażaków, a jedynie pokrycie poniesionych strat:

 

„Doskonale rozumiemy sytuację, wiemy, że strażacy działali w stanie wyższej konieczności i również staraliśmy się pomóc jak. Ale przy okazji doszło do sporych zniszczeń. Wystosowaliśmy pismo, ponieważ chcieliśmy wskazać, że są określone starty, które ktoś będzie musiał pokryć. Jesteśmy otwarci na wszelkie rozmowy i propozycje”

 

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Wydaje się, że zgodnie z prawem właściciel lokalu i posesji ma pełne prawo ubiegać się o odszkodowanie. Przewiduje to nasze prawo, ale jak długo potrwa sprawa i czy odszkodowanie w takiej wysokości uda się uzyskać – to kwestia osobna.

 

No i wreszcie, czy uszkodzenie jednego stawu wodnego może kosztować niemalże 400 tysięcy złotych?

Rodzinny wypad nad staw skończył się interwencją policji i strażaków

We wtorek około godziny 16 czteroosobowa rodzina postanowiła odpocząć po pracy nad stawem w dzielnicy Makoszowy w Zabrzu. Ojciec chciał przepłynąć zbiornik wodny, wziął ze sobą 6-letnią córkę. W połowie długości nagle mężczyzna zginął pod wodą. Dziewczynka zdołała utrzymać się na powierzchni. Na pomoc ruszył jej 14-letni brat z mężczyzną, który również był w pobliżu.

 

Akcja poszukiwawcza 57-letniego mężczyzny trwa już drugi dzień. Na miejscu pracuje policja i straż. Bez efektu. Zbiornik przeszukiwali również płetwonurkowie ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego w Bytomiu.

 

W pierwszy dzień z powodu burz funkcjonariusze akcję zakończyli po 2-godzinnych poszukiwaniach. Dziś znów powrócili do pracy. Jak tłumaczy Agnieszka Żyłka, rzeczniczka zabrzańskiej policji:

 

„Akcja jest trudna, bo to wyrobisko pokopalniane, głębokie, zarybione, działania utrudniają roślinność i muł.”

 

Źródło: tvn24
kd