Zbudował fikcyjną granice i pobierał od ludzi opłaty! Nieuczciwy „strażnik” wpadł bo (…)!

fikcyjną

Pewien mieszkaniec obwodu kaliningradzkiego (Rosja) myślał, że dzięki pomysłowi, na który wpadł zrobi biznes życia. Na szczęście szybko został wyprowadzony z błędu. Mężczyzna postanowił zbudować fikcyjną granicę z Finlandią. Liczył, że dzięki temu zarobi na migrantach z Azji, którzy w tamtych okolicach próbowali przedostać się na teren UE.

Rosjanin otworzył prężnie działające przedsiębiorstwo, a od nieświadomych Azjatów, którzy myśleli, że znaleźli się w „raju” pobierał sporą sumę pieniędzy. Mieszkaniec Wyborga, aby być bardziej autentycznym, w lesie, który znajdował się nieopodal jego gospodarstwa przy granicy Rosji z Finlandią zbudował fikcyjną granicę. Mężczyzna zainstalował zasieki i pomalował słupki, aby wyglądały tak jak te, które stoją na granicy. Skombinował sobie nawet strój, który łudzącą przypominał mundur strażnika granicznego. Z ustaleń Federalnej Służby Bezpieczeństwa wynika, że Rosjanin naciągnął na sporą sumę pieniędzy czterech mężczyzn z Azji, którzy mu uwierzyli!

Mężczyzna za przedostanie się do Finlandii żądał niemało bo aż 10 tysięcy euro od osoby. W ten sposób w bardzo krótkim czasie szybko się wzbogacił wykorzystując do tego nieświadomych ludzi. Mieszkaniec Wyborga inkasował pieniądze w pobliżu słupków granicznych tłumacząc Azjatom, że właśnie przekraczają granicę rosyjsko-fińską. Przybysze dość szybko przekonywali się, że „strażnik”, którego spotkali na swojej drodze oszukał ich. Migranci zostali schwytani w lesie przez prawdziwych rosyjskich strażników i poinformowani, że nadal znajdują się na terenie Rosji. Azjatów zatrzymano i po krótkim śledztwie cofnięto do rodzimego kraju. Nieuczciwy Rosjanin ma teraz poważne kłopoty i za próbę oszustwa wkrótce stanie przed sądem.
źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

 

 

Kobietą na lotnisku zainteresowali się strażnicy. GDY PODCZAS KONTROLI ZDJĘŁA SPODNIE to nie mogli uwierzyć w to co widzą

zemdleli

Azjatka wzbudziła na lotnisku zainteresowanie służb porządkowych. Postanowili sprawdzić, dlaczego kobieta tak dziwnie się porusza, bo to właśnie jej chód zwracał największą uwagę. Gdy ostatecznie doszło do kontroli osobistej, pracownicy lotniska uświadomili sobie, że to ich najdziwniejszy dzień w pracy w historii.

Kobieta miała przyklejone do nóg 24 żywe myszoskoczki. Chciała je wywieźć do Tajwanu. Obsługa pracująca na lotnisku była w szoku. Dziwnie zachowująca się Azjatka, została zaproszona do kontroli osobistej. Kobieta chodziła w niecodzienny sposób. Gdy strażnicy zobaczyli z bliska, że jej spodnie się ruszają, nie kryli zdumienia z tej sytuacji. Zwierzęta przykleiła sobie do nóg, za pomocą taśmy klejącej.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Oto co musisz zrobić, gdy ktoś otruje Ci psa. KOBIETA URATOWAŁA GO, PODAJĄC MU…

 

Miał to być sposób na zarobek. Sprowadzenie myszoskoczków z Chin do Tajwanu, wydawało się być bardzo opłacalne, ponieważ w Chinach ich cena jest dziesięciokrotnie niższa.

źródło: o2.pl

fot. pixabay.com

To co robili w Morskim Oku sparaliżowało turystów. Ale głupota

morskim

Chyba każdy z Polaków był kiedyś na Morskim Oku. Jest to jedna z najpiękniejszych atrakcji naszego kraju. Dużo się mówi o tym, że męczone są konie, które wwożą ludzi na górę. Tym razem jednak nie o tym. Powiemy dziś o dwóch Czechach, którym było tak gorąco, że stwierdzili iż wezmą sobie kąpiel. Chwila ochłody i przyjemności obfitowała za to w spore mandaty.

Zrobili to nie przy samym zejściu nad staw, gdzie przebywało wtedy mnóstwo ludzi, ale nieco dalej, gdzie jest więcej kosówek, w dyskretniejszym miejscu – informuje Grzegorz Lorek, strażnik Tatrzańskiego Parku Narodowego podczas rozmowy z „Gazetą Krakowską”. Na Morskim Oku jest bezwzględny zakaz kąpieli, więc bardzo zdziwił ludzi widok kąpiących się w nim ludzi. Byli to dwaj Czesi. 58-latek oraz jego sześć lat starszy kolega na tyle nie przypadli do gustu innym turystom, że ci wezwali do nich strażników. Jak sami twierdzili, chodziło o to, że było im gorąco i chcieli się ochłodzić. Trzeba przyznać, że był to pomysł zarówno głupi, jak i nieodpowiedzialny. Jak informuje „Gazeta Krakowska” – zapłacili oni po kilkaset złotych mandatu za ten wybryk.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Oto jeden z boleśniejszych skoków na dechę w historii. Co odwaliła ta laska?!

 

Jest to zupełnie zrozumiałe. Nie dość, że narażali swoje życie, to jeszcze mogli przysporzyć problemów osobom zajmującym się na co dzień Morskim Okiem.

źródło: o2.pl fot. youtube.com

Strzała przebiła jego twarz. Strażnik zamiast martwić się o swoje życie ruszył w pościg

strzała

William Hofmeyr cudem uniknął śmierci, po tym jak został postrzelony z łuku. Strzała przebiła jego twarz. Ranny kontynuował jeszcze przez godzinę pościg za napastnikiem.

Do zdarzenia doszło w Olarro Conservancy w Kenii. 51-latek podczas patrolu zobaczył śpiącego pod drzewem jednego z członków tamtejszej grupy etnicznej Masajów. Postanowił go obudzić oraz ostrzec przed znajdującymi się w okolicy lwami, które łatwo mogą go upolować. Kiedy zbliżał się do niego został postrzelony z łuku. Strzała przebiła mu policzek i utkwiła między zębami.

 

 

 

Z powodu rany w ustach strażnika tak dużo krwi, że nie był w stanie wezwać pomocy przez radio. Zdecydował się w pojedynkę ruszyć za napastnikiem. Jak sam wyznał to był instynkt. Spędził wiele lat w wojsku oraz policji, w związku z czym ból nie był mu obcy. Kiedy próbował najpierw dotrzeć do auta strzelec zaczął go gonić. 51-latek oddał dwa strzały ostrzegawcze, wtedy role się odwróciły. Napastnik zaczął uciekać, a strażnik ruszył za nim. Pościg trwał niemal godzinę, jednak ranny mężczyzna zgubił ślad poszukiwanego.

 

 

 

 

William Hofmeyr, z wciąż tkwiącą w ustach strzałą, zgłosił się do pobliskiej kliniki. Na miejscu okazało się, że lekarze nie są w stanie mu pomóc, więc mężczyzna sam wyjął strzałę.

 

 

 

51-latek jest przekonany, że zdarzenie było próbą zabicia go przez miejscowych kłusowników, którzy wyznaczyli nagrodę za jego głowę. Napastnicy łatwo mogli go podejść, bowiem patrolowany przez niego rezerwat nie posiada żadnego ogrodzenia, które oddzielało by go od terenów zamieszkałych przez pozostałą lokalną społeczność.

 

 

 

 

ZOBACZ:Czuł się samotny, więc zdecydował się na psa. Zamiast zwierzaka domowego kupił sobie przysmak kulinarny

 

 

 

 

foto Twitter / Facebook / źródło  independent.co.uk / thetimes.co.uk

Dokonali niemożliwego! Sprytni Polacy poradzą sobie w każdej sytuacji

Norwescy strażnicy z więzienia Kongsvinger przekonali się, że Polacy są zdolni naprawdę do wszystkiego. Dwaj więźniowie sforsowali ogrodzenie i uciekli z więzienia. Do tej pory nikomu wcześniej się to nie udało.

 

Wszystko wydarzyło się we wtorek rano, około godziny 10. W ucieczkę zaangażowanych było trzech Polaków. Nie wszystkim się powiodło. Jeden z nich został złapany zanim zdążył pokonać 7-metrowe ogrodzenie. Pozostali nie nacieszyli się długo wolnością. Natychmiast ruszył za nimi pościg.

 

Jeden z mężczyzn już na samym początku złamał nogę, dzięki czemu jego uchwycenie nie było trudne. O pomoc przy złapaniu ostatniego więźnia policja musiała prosić okolicznych mieszkańców. Informacje o ucieczce zamieścili na Twitterze.

 

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Mundurowi otrzymali mnóstwo informacji o zbiegu. Złapali go następnego dnia około godziny 4 w pobliskim miasteczku.

 

Dyrektor więzienia zapewnił, że do tej pory nikomu jeszcze nie udało się uciec z placówki. Czyn Polaków skłonił władzę do dokładnego przebadania planu ucieczki więźniów i usprawnienie ochrony, aby nigdy więcej nie doszło do podobnego zdarzenia.

 

Źródło: fakt
kd

5 lat więzienia dla strażnika z Auschwitz

94 – letni Reinhold Hanning został skazany przez sąd w Detmold na 5 lat więzienia. W latach 1943 – 1944 był on strażnikiem w Auschwitz. 

Reinhold Hanning został skazany za uczestnictwo w zamordowaniu co najmniej 170 tysięcy więźniów. Działał on nie tylko na terenie obozu Auschwitz, ale również w Birkenau, gdzie dokonywał selekcji przyjeżdżających osób. Przyczynił się w ten sposób do funkcjonowania obozu.

Sam oskarżony zapewnił, że nikogo osobiście nie zabił, jednak wiedział o morderstwach dokonywanych w obozie.

Źr.: RMF24.pl

MC