Szef WOŚP ZDEZYGNOWAŁ! „Wszyscy jesteśmy w SZOKU!”

Wstrząsające informacje! Wczoraj odbył się 28. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Napłynęły informacje o nagłej rezygnacji szefa WOŚP w Rzeszowie. Chodzi o Sławomira Andersa.

Teraz już wiadomo z jakich powodów nauczyciel rzeszowskiego liceum zrezygnował ze swojej funkcji. Wcześniej przez 20 lat rokrocznie zajmował się organizacją sztabu w IV Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie.

W Rzeszowie w tym roku pieniędzy na WOŚP może wpłynąć mniej. Wszystko przez rezygnację wieloletniego szefa WOŚP Sławomira Andresa. Nauczyciel wyjawił powody swojej decyzji.

„Wszyscy jesteśmy w szoku” – mówi jeden z uczniów.

 

– Zrezygnowałem ze względu na wydarzenia z poprzedniego roku. Zabójstwo Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, bardzo mną wstrząsnęło. Nie chcę, żeby przez atmosferę, która panuje wokół WOŚP, komuś innemu stała się krzywda – opowiadał były szef WOŚP. Sztab w IV LO nie mógł zostać reaktywowany, ponieważ nie znaleziono zastępcy, który udźwignąłby ciężar całej organizacji.

 

– (…) na Podkarpaciu różnie patrzy się na działalność tej fundacji. Poza tym ta nagonka i szczucie na WOŚP okropnie mnie zniesmaczyła. Już w tamtym roku musiałem odpierać różne dziwne ataki i komentarze kierowane w stronę sztabu. Poza tym coraz trudniej było mi łączyć organizację sztabu z pracą – powiedział Sławomir Andres.

Tak wyglądał tegoroczny finał WOŚP w Rzeszowie :

Podczas firmowej Wigilii szef wręczył im tajemnicze koperty! To co było w środku kompletnie ich zaskoczyło!

koperty

Pracownicy amerykańskiej firmy zajmującej się nieruchomościami, którzy przyszli na uroczystą Wigilię zorganizowaną przez szefa w ogóle nie spodziewali się takiej niespodzianki! Zaczęło się standardowo. Szef podsumował mijający rok i przedstawił uzyskane przez podopiecznych wyniki. Później wręczył im tajemnicze koperty!

Żaden z pracowników przybyłych na Wigilię firmową nie spodziewał się takiej niespodzianki od szefa. Okazało się, że za świetne wyniki sprzedaży podarował swoim podopiecznym premię w wysokości 10 milionów dolarów!  Pracownicy firmy St. John Properties nie mogli uwierzyć w to co zobaczyli kiedy otworzyli kolorowe koperty. Każdy z nich dostał pieniądze jakich jeszcze nigdy nie widział! Premie zrobiły na nich ogromne wrażenie. Szef korporacji w przemówieniu mówił, że pieniądze są zasłużoną nagrodą i cieszy się, że może pracować z takimi ludźmi.

 

 

 

ZOBACZ:RUPIEĆ trzymany w pudełku po butach okazał się SKARBEM – sprzedano go za BAJOŃSKIE PIENIĄDZE!

 

 

 

Pracownicy firmy przyznali, że poczuli się niesamowicie i cieszą się, że szef potrafi ich docenić i tak hojnie obdarować. Założyciel „St. John Properties przyznał w rozmowie z mediami, że od dłuższego czasu myślał nad prezentem dla pracowników, ponieważ chciał pokazać im jak wiele dla niego znaczą. Mężczyzna jest przekonany, że to dzięki nim firma rozwija się i ma się coraz lepiej. Wysokość premii jaką uzyskali pracownicy zależała od stażu pracy. Z informacji mediów wynika, że każdy z nich otrzymał średnio aż 50 tysięcy dolarów! Trzeba przyznać, że suma robi wrażenie!

 

ZOBACZ TAKŻE:10-latek NA TROPIE urządzania, które RATUJE ŻYCIE w rozgrzanym AUCIE. Ludzie przelewają mu pieniądze

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com

 

 

Strzelił w głowę swojemu szefowi i uciekł. Dramat i obława policyjna w Wielkopolsce

zbrodnia w turku, tulipanie, szefowi, palce, emeryta, benzyną, walizki, zadusił matkę i 3-letniego synka kolegę, dzieci, ciało, matka, mężczyzna, policja, zbrodni, finał poszukiwań studenta

Prawdziwy dramat rozegrał się we wsi Zadowice w powiecie kaliskim w Wielkopolsce. 53-letni Krzysztof K. strzelił w głowę z pistoletu swojemu szefowi, 34-letniemu właścicielowi farmy drobiu. Mężczyzna nie przeżył, a sprawca uciekł w pole kukurydzy. Zaczęła się policyjna obława. 

Zamordowany z zimną krwią 34-latek kupił niedawno fermę drobiu i wprowadził się tam wraz z rodziną. Traf chciał, że pracował i mieszkał tam również 53-letni Krzysztof K. Panowie, mówiąc delikatnie, nie przypadli sobie do gustu. Wczoraj w godzinach porannych doszło między nimi do awantury. W pewnym momencie Krzysztof K. wyjął pistolet, strzelił swojemu szefowi prosto w głowę, odrzucił broń i uciekł w pole kukurydzy.

 

ZOBACZ TEŻ: Przez kobietę zamordował brata. Młody mężczyzna skonał na stacji benzynowej

 

Na miejsce bardzo szybko przybyła policja, kilkudziesięciu funkcjonariuszy zablokowało drogi dojazdowe do Zadowic, ściągnięto także śmigłowce z kamerami termowizyjnymi i psy tropiące. 

 

W godzinach popołudniowych Krzysztof K. wpadł w ręce policji w Kaliszu. Policja przekazała, że otrzymała wiele zgłoszeń od ludzi, którzy widzieli 53-latka. Jego znakiem szczególnym był bowiem wytatuowany na policzku napis „Kocham Cię Beatko”. Jak na razie nie wiemy dlaczego doszło między nim a zamordowanym do awantury,  ani skąd 53-latek miał broń.

 

Z informacji opublikowanych przez Polsat News wynika, że w poniedziałek około 7.30 Krzysztof K. pojawił się w Urzędzie Gminy Godziesze Wielkie. Miał do odpracowania kilkanaście godzin prac społecznych, jednak pracownica urzędu wyczuła od niego woń alkoholu i nie wyraziła na to zgody.

 

Po 53-latka przyjechał jego szef i odwiózł na fermę drobiu. Tam około 9 rano doszło do tragedii.

 

o2.pl/ polsat news/ foto: youtube screenshot/zdjęcie ilustracyjne

[FOTO] Nie pozwolił pracownikom pracować w upał w krótkich spodenkach. NA DRUGI DZIEŃ ZROBILI TO

krótkich, budowie, budowlańcy, budowa, budowie

Zasady bezpieczeństwa BHP nakazują pracę w długich spodniach. Chodzi o to, że szczególnie na budowie może dojść do nieszczęścia. Pracodawca zabronił pracować swoim pracownikom w upały w krótkich spodenkach. Ci się sprzeciwili i stwierdzili, że go przechytrzą. Wzięli sprawy w swoje ręce i gdy na drugi dzień gdy do nich przyjechał w celu skontrolowania to się strasznie zdziwił i nie mógł wytrzymać ze śmiechu.

Ci kolesie są mocni. Te słowa wystarczą w zupełności. Nie wolno pracować w spodenkach? To przyjdziemy w kieckach, a co! Pracodawca może się cieszyć, że ma takich śmieszków za pracowników. Oj nuda to mu na pewno z takim zespołem nie doskwiera. Brawo za pomysł!

spodenkach

ZOBACZ:Poród okazał się tragiczny w skutkach. Lekarz URWAŁ DZIECKU…

źródło inf i fot: twitter.com

 

Stewardessa potknęła się i wylała tacę z drinkami na swojego szefa! Takich konsekwencji się nie spodziewała!

stewardessa

Maddie Peters pracuje w American Airlines jako stewardessa od blisko 4 lat. Młoda kobieta ma już spore doświadczenie i raczej nigdy nie zaliczyła większej wpadki. Pech chciał, że zdarzyła się jej ona w momencie gdy na pokładzie samolotu z Phoenix do Dallas leciał sam dyrektor linii lotniczych Doug Parker. Kiedy Maddie roznosiła drinki pasażerom lecącym w pierwszej klasie doszło do małego wypadku.

Mężczyzna przechodzący obok niej przez przypadek wpadł na nią, a taca z alkoholem wylała się na siedzącego obok dyrektora American Airlines. Stewardessa myślała, że to koniec jej kariery i przerażona zapytała szefa, czy po tym co się stało zostanie zwolniona. Na szczęście jej pracodawca obrócił sprawę w żart i jedyną konsekwencją jaka ją spotkała było pamiątkowe zdjęcie z dyrektorem.

 

 

 

Maddie opublikowała je później na swoim Instagramie i opisała całą, niezwykle dla niej stresującą sytuację. Kobieta przyznała, że w tamtym momencie pomyślała sobie, że to koniec jej kariery w liniach lotniczych. Na szczęście szef okazał się niezwykle wyrozumiały i potraktował całą sprawę jako wypadek przy pracy. Powiedział jej również, że po tym co się stało nigdy jej nie zapomni.

 

https://www.instagram.com/p/Bv-WzpSjJgf/

 

źródła: 02.pl, foto youtube.com

Powiedział „NIE” krótkim spodenkom w pracy na budowie. Jego brygada przyszykowała dla niego…

krótkich, budowie, budowlańcy, budowa, budowie

Zasady bezpieczeństwa BHP nakazują pracę w długich spodniach. Chodzi o to, że szczególnie na budowie może dojść do nieszczęścia. Pracodawca zabronił pracować swoim pracownikom w upały w krótkich spodenkach. Ci się sprzeciwili i stwierdzili, że go przechytrzą. Wzięli sprawy w swoje ręce i gdy na drugi dzień gdy do nich przyjechał w celu skontrolowania to się strasznie zdziwił i nie mógł wytrzymać ze śmiechu.

Ci kolesie są mocni. Te słowa wystarczą w zupełności. Nie wolno pracować na budowie w krótkich spodenkach? To przyjdziemy w kieckach, a co! Pracodawca może się cieszyć, że ma takich śmieszków za pracowników. Oj nuda to mu na pewno z takim zespołem nie doskwiera. Brawo za pomysł!

budowie

ZOBACZ:Oto 5 największych wygranych u polskich bukmacherów. Od wysokości kwot można dostać zawrotu głowy

źródło inf i fot: twitter.com

 

Długo to ukrywano po katastrofie smoleńskiej. W końcu cała prawda wyszła na jaw

smoleńskiej, smoleńska, przełomowego, smoleńskiej

Podczas wtorkowej rozprawy w procesie Tomasza Arabskiego odtworzono nagrania z których wynika, że były szef kancelarii premiera nie czytał instrukcji HEAD przed organizacją lotu do Smoleńska. Przez dziewięć lat te informacje były niejasne. Przypomnijmy, że instrukcja określa zasady zabezpieczenia i organizacji lotów z najważniejszymi osobami w państwie na pokładzie. W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób.

Ja to wszystko zacząłem odtwarzać, podobnie jak panowie, po 10 kwietnia (…) Mało tego, przeczytałem nawet instrukcję HEAD, której nie czytałem, jak ją podpisywałem. To się nagrywa, nie? – mówi Tomasz Arabski na nagraniu. Ale mówię, że jej nie przeczytałem, bo oczywiście przyszedł minister, mówi: „Weź, podpisz, bo tutaj pilnie” itd… no i podpisałem – dodawał. Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej zarzucają byłemu szefowi KPRM niedopełnienie obowiązków. Być może to, że Arabski nie przeczytał instrukcji miało swoje następstwa w postaci tragedii, która wstrząsnęła zarówno Polską, jak i całym światem. Również zastępca dyrektora KPRM Monika Boniecka przyznała, że nie zna szczegółów instrukcji HEAD, a o organizacji lotów z VIP-ami na pokładzie mówiła, że jest to „ugruntowana latami świecka tradycja”.

 

ZOBACZ:Kobieta z Końskich wezwała policję. Sprawą życia i śmierci okazało się zaginięcie nietypowego przedmiotu

 

Cóż, proces trwa. Dobrze, że niektóre rzeczy wyszły na jaw. Jakby nie było, rodziny ofiar mają rację, że niektórzy nie dopełnili swoich obowiązków. Druga rzecz to wpływ tych działań na późniejszą katastrofę.

źródło: fakt.pl fot. youtube.com

Wszyscy wyśmiewali tego księgowego. Postanowił, że ukradnie fortunę i się zabawi. Nie uwierzysz, co zrobił z pieniędzmi

fortunę

Naśmiewanie się, poniżanie i ogólny mobbing to słowa naszych czasów. Niektórzy ludzie nie wytrzymują presji i ciągłych obelg i robią rzeczy, których na co dzień nigdy by nie zrobili. Ten księgowy był wyszydzany całe życie, mimo, iż dobrze wykonywał swoją pracę. Postanowił zatem ukraść fortunę i porządnie się zabawić. Historia Darrena Carvilla jest wręcz niesamowita.

Jak sam twierdzi, całe życie każdy się z niego śmiał i szydzono z niego. Odbudował jednak swoją samoocenę, ukończył z dobrym wynikiem studia i znalazł pracę – otrzymał posadę w Mr Clutch. Szefowie go bardzo lubili, lecz jedna osoba ciągle nie dawała mu spokojnie żyć. Właśnie z jej przyczyny postanowił ukraść sporą ilość pieniędzy. Fortunę wydawał na narkotyki i prostytutki – szacuje się, że było to około 260 tysięcy funtów. „The Sun” pisze, że Darren był bardzo oddany swojej pracy w serwisie samochodowym i wykonywał ją idealnie przez całe 4 lata. Jeden ze współpracowników zaczął go jednak prześladować, co doprowadziło Darrena do czynów, których nie chciałby powtórzyć. Nie było go stać na rozrywki, więc założył kilka fałszywych kont na które przelewał firmowe pieniądze. Wśród atrakcji, które sobie dzięki nim zapewnił, były: pobyt w luksusowym hotelu ze striptizem Platinum Lace w Londynie (40 tysięcy funtów) oraz całe weekendy spędzone z prostytutkami. Gdy pieniądze się skończyły, Darren wrócił do mamy. Niektórzy pracownicy przez wiele miesięcy nie otrzymywali wynagrodzeń, a dostawcy zapłat. Byli szefowie Carvilla musieli zapożyczyć się u rodziny i w bankach, by zachować biznes i stanowiska pracy. Mężczyzna został skazany na dwa i pół roku więzienia. Firma stanęła zatem na skraju bankructwa.

 

ZOBACZ:Lekarz przechowywał szczątki zamordowanych kobiet. Po 74 latach odbędzie się pogrzeb!

 

Tak się kończą sytuacje, gdy wyśmiewamy i szydzimy z drugiego człowieka. Zamiast zająć się swoim życiem, uprzykrzamy żywot innym. Dzieje się tak, gdyż rewanżujemy się na niewinnych osobach za przykrość, którą ktoś nam sprawił. Smutna historia…

źródło: fakt.pl fot. pixabay.com

Stewardessa wylała tacę z drinkami na dyrektora linii lotniczych! Takich konsekwencji się nie spodziewała!

stewardessa

Maddie Peters pracuje w American Airlines jako stewardessa od blisko 4 lat. Młoda kobieta ma już spore doświadczenie i raczej nigdy nie zaliczyła większej wpadki. Pech chciał, że zdarzyła się jej ona w momencie gdy na pokładzie samolotu z Phoenix do Dallas leciał sam dyrektor linii lotniczych Doug Parker. Kiedy Maddie roznosiła drinki pasażerom lecącym w pierwszej klasie doszło do małego wypadku.

Mężczyzna przechodzący obok niej przez przypadek wpadł na nią, a taca z alkoholem wylała się na siedzącego obok dyrektora American Airlines. Stewardessa myślała, że to koniec jej kariery i przerażona zapytała szefa, czy po tym co się stało zostanie zwolniona. Na szczęście jej pracodawca obrócił sprawę w żart i jedyną konsekwencją jaka ją spotkała było pamiątkowe zdjęcie z dyrektorem.

 

ZOBACZ:Uzbrojeni mężczyźni napadli na samolot pełen pieniędzy. Później wzięli udział w strzelaninie i wyrzucili rannego kolegę przez okno!

 

Maddie opublikowała je później na swoim Instagramie i opisała całą, niezwykle dla niej stresującą sytuację. Kobieta przyznała, że w tamtym momencie pomyślała sobie, że to koniec jej kariery w liniach lotniczych. Na szczęście szef okazał się niezwykle wyrozumiały i potraktował całą sprawę jako wypadek przy pracy. Powiedział jej również, że po tym co się stało nigdy jej nie zapomni.

 

https://www.instagram.com/p/Bv-WzpSjJgf/

 

źródła: 02.pl, foto youtube.com