16

[VIDEO] Kilka godzin po pogrzebie z grobu 16-latki słychać było dziwne dźwięki. Po jego otwarciu odkryto szokującą prawdę!

Historia 16-letniej dziewczyny z Hondurasu wywołuje ciarki na plecach. Młoda kobieta była w 3 miesiącu ciąży, pewnego dnia mocno się przestraszyła strzałów z broni i nagle straciła przytomność. Wezwany na miejsce lekarz ku rozpaczy jej męża i całej rodziny stwierdził zgon.  Zorganizowano szybki pogrzeb, a następnego dnia doszło do czegoś przerażającego.

Dzień po pogrzebie  panującą na cmentarzu ciszę przerwał krzyk wydobywający się z wnętrza grobu, w którym spoczęła 16-latka. Jak się okazało było to wołanie o pomoc. Obecni na cmentarzu ludzie, przy pomocy grabarza zaczęli kruszyć pomnik, jednak po wydobyciu z trumny kobieta nie dawała już oznak życia. Jej ciało było jeszcze ciepłe, ręce posiniaczone, a wieko trumny podrapane co świadczy,  że pochowano ją żywcem!

 

ZOBACZ: 5 tysięcy lat temu w Małopolsce doszło do makabrycznej rzezi. Uczeni odkryli niesamowite sekrety zbiorowej mogiły!

Mimo szybkiej akcji ratunkowej i próby reanimacji nie udało się przywrócić jej funkcji życiowych i trzeba było urządzić ponowny pochówek. Teraz jej rodzina przeżywa ogromną tragedię, za którą oskarża miejscowego lekarza, który postawił błędną diagnozę przyczyniając się do śmierci dziewczyny. Brak powietrza w trumnie doprowadził do jej uduszenia. Według wstępnych ustaleń wynika, że mieszkanka Hondurasu mogła doznać chwilowego zatrzymania akcji serca, czyli tzw. ataku katalepsji co zmyliło medyka.

 

 

źródła: thesun.co.uk, youtube.com foto youtube.com

11

[VIDEO] Błąd lekarza spowodował, że została pogrzebana żywcem! Przez 11 dni walczyła o to, by wydostać się ze śmiertelnej pułapki!

37-letnia Rosangela Almeida dos Santos została pogrzebana żywcem. Ta szokująca historia wydarzyła się Brazylii. Kobieta obudziła się w trumnie i przez prawie 11 dni walczyła o to, by wydostać się ze śmiertelnej pułapki. Informację o tym szokującym zdarzeniu potwierdziła rodzina. Również świadkowie, którzy podczas pobytu na cmentarzu słyszeli jęki wydobywające się z jednego z grobów.

Najbliżsi 37-latki oskarżyli lekarza o błędną diagnozę, który stwierdził zgon kobiety na wskutek wstrząsu septycznego. Dwa dni po swojej rzekomej „śmierci” Rosangela została pochowana na cmentarzu „Richao des Neves” we wschodniej części Brazylii. 11 dni po pogrzebie kobieta musiała obudzić się w trumnie. Nieświadoma tego, gdzie się znajduje próbowała za wszelką cenę wydostać się z grobu. Jedna z kobiet zaświadczyła, że słyszała uderzenia i odgłosy dochodzące z jednej z kwater. Sprawą zainteresowali się przedstawiciele cmentarza i to oni powiadomili rodzinę.

 

 

 

Bezzwłocznie podjęto decyzję o otworzeniu grobu i wydobyciu trumny. Ku rozpaczy zgromadzonych na cmentarzu najbliższych okazało się, że Rosangela została pochowana żywcem. Świadczyły o tym rany na rękach i twarzy oraz nietypowe ułożenie ciała. Sekcja zwłok, którą przeprowadzono po tym potwornym znalezisku tylko to potwierdziła! Bezpośrednią przyczyną jej śmierci było uduszenie. Sprawą zajęła się policja, która prowadzi dochodzenie w sprawie lekarza.

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com

mieszkania

[FOTO] Podczas remontu mieszkania znalazła trumnę z ciałem 3-letniej dziewczynki! Okazało się, że leżała tam od ponad 120 lat!

Historia Ericki Carner i jej fascynującego odkrycia jest naprawdę niezwykła. Kobieta postanowiła przeprowadzić gruntowny remont swojego mieszkania. Wynajęła do tego pracowników, ponieważ trzeba było skuć podłogę. Pracę remontowe przerosły najśmielsze oczekiwania kobiety, ponieważ jej dom skrywał niesamowitą tajemnicę. Pod budynkiem znajdowała maleńka drewniana trumna ze szklanymi szybkami.

Kiedy pracownicy oczyścili szyby ich oczom ukazało się doskonale zachowane ciało około 3-letniej dziewczynki. Niestety nikt nie potrafił zidentyfikować dziecka, które znajdowało się w trumnie, więc Erika dziewczynkę ze swojego mieszkania nazwała „Miranda”. Dziewczynka przeleżała pod domem kobiety ponad 120 lat, jednak bez jakichkolwiek danych osobowych i aktu zgonu miasto nie wydało pozwolenia na organizację pogrzebu.

 

ZOBACZ:[VIDEO] Koszmar na pogrzebie: zmarły wypadł z trumny. Żałobnicy wszystko nagrali!

 

60-latka wzięła więc sprawy w swoje ręce i postanowiła rozwiązać tajemniczą zagadkę. Zgłosiła się do organizacji zajmującej się odkrywaniem tożsamości ludzi, których nikt nie potrafi zidentyfikować. Pracownicy placówki zlecili testy DNA, dzięki czemu po roku badań udało się rozpoznać kim była tajemnicza 2-latka z fioletowymi kwiatkami wpiętymi we włosy. Była nią niejaka Edith Howard Cook zmarła 13 października 1876 roku. W chwili śmierci miała niecałe 3 latka. Dzięki swojemu uporowi  Erica mogła pochować małą Edith na lokalnym cmentarzu.

ZOBACZ:Jej narządy ocaliły życie czterech osób, niedługo później trzy z nich zmarły! Okazało się, że dawczyni chorowała na (…)!

 

źródła: metro.co.uk, foto youtube.com

trumna na drodze

Na środku drogi leżała trumna. Makabryczny wypadek pod Lwówkiem Śląskim

Kierowcy jadący wczoraj drogą nr 297 z Lwówka Śląskiego do Jeleniej Góry natknęli się na widok rodem z horroru. Na środku drogi leżała trumna! Na szczęście świadkowie nie potraktowali tego jak żartu tylko zgłosili odpowiednim służbom. Okazało się bowiem, że trumnę zgubili pracownicy zakładu pogrzebowego!

Karawan wiozący trumnę zmierzał do Jeleniej Góry na kremację zwłok. Pojazd nie miał połączonej szoferki z przestrzenią ładunkową, dlatego pracownicy nie usłyszeli jak trumna wypada na drogę. Wszystko wskazuje na to, że zawiodła klapa bagażnika oraz sami pracownicy nieodpowiednio zabezpieczyli trumnę, dlatego ta mogła się wysunąć.

 

ZOBACZ: 21-letnia studentka myślała, że wsiada do Ubera. Jej pomyłka miała makabryczny skutek

 

Z tego powodu karawan beztrosko jechał dalej aż do Jeleniej Góry i dopiero tam pasażerowie zorientowali się, że zgubili denata! W międzyczasie policja otrzymała sygnał o trumnie leżącej na drodze i zadysponowała tam odpowiednie siły i środki.

 

 

Sprawą zajęła się też prokuratura, a ruch w tej okolicy przez pewien czas odbywał się wahadłowo.

 

wprost.pl/ foto: facebook.com/ lwowek na sygnale

żałobnicy

[VIDEO] Koszmar na pogrzebie: zmarły wypadł z trumny. Żałobnicy wszystko nagrali!

W miejscowości Pampas w Peru doszło do gorszących scen. W trakcie pogrzebu grabarze popełnili chyba wszystkie możliwe błędy. Zaowocowało to traumą rodziny, która zgromadziła się, by pożegnać bliskiego. Zamiast tego żałobnicy musieli obserwować przerażające widoki.

Grabarze, którzy mieli umieścić trumnę w głębokim grobie mieli z tym ogromne problemy. Rozmiar dołu, oraz fakt, że ziemia osuwała się im spod nóg sprawiały, że nie mogli poradzić sobie z ciężką trumną. Nawet żałobnicy, którzy im pomagali nie mogli zapobiec wypadkowi.

 

 

Trumna w pewnym momencie upadła w niekontrolowany sposób na bok. W czasie jej podnoszenia odpadło wieko i wszyscy dookoła mogli oglądać zmarłego, który także omal nie wypadł z trumny! Żałobnicy byli wstrząśnięci – słychać krzyki, lamenty i płacz.

 

ZOBACZ: Horror na pogrzebie: musieli przerwać ceremonię, bo z trumny dochodził płacz!

 

Po dłuższej chwili udało się zamknąć trumnę i dokończyć pogrzeb. Jednak rodzina z pewnością nie zapamięta go tak, jakby chciała.

7 lat w trumnie, autostop

Autostop z HORRORU. Spędziła SIEDEM LAT zamknięta w TRUMNIE!

Ta historia jest po prostu niewiarygodna. Młoda Collen Stan chciała dostać się do swojej przyjaciółki. Wybrała autostop. Nigdy nie dotarła na miejsce. Za to po siedmiu latach powróciła do domu i opowiedziała swoją potworną historię. Jej oprawca został skazany na 135 lat więzienia.

 

W 1977 roku Collen Stan miała 20 lat. Chciała pojechać do swojej przyjaciółki na imprezę i bardzo ucieszyła się, gdy na jej drodze pojawił się samochód z rodziną z dzieckiem. Droga z jej miasteczka – Eugene w stanie Oregon do północnej Kalifornii wydawała się prosta. Małżeństwo Hookerów zaproponowało jej podwózkę oraz zwiedzenie przy okazji wspaniałych jaskiń znajdujących się nieopodal.

 

Wtedy na odludziu Collen została zaatakowana nożem przez głowę rodziny, Camerona. Zamknął ją w drewnianej skrzyni na wzór trumny i trzymał pod łóżkiem, na którym sypiał ze swoją żoną Janice. Młoda autostopowiczka szybko stała się jego kolejną seksualną niewolnicą. Wmówił jej, że należy do potężnej organizacji, która monitoruje jej dom rodzinny. Jeśli Collen nie będzie uległa lub spróbuje uciec – wtedy ona i jej bliscy zginą.

 

Collen uwierzyła i przez kilka lat posłusznie pełniła obowiązki niewolnicy. Była tak zastraszona, że nawet zyskując coraz więcej swobody nie próbowała uciec. Nie pisnęła słówkiem także w 1981 roku, kiedy wraz ze swoim oprawcą odgrywającym rolę jej chłopaka… odwiedziła rodziców! Ci niczego się nie domyślili – uznali, że ich córka wplątała się w działalność jakiejś sekty i obawiali się, że zbyt zdecydowana reakcja sprawi, że córka zniknie na zawsze.

 

Sytuacja zmieniła się w ciągu kolejnych trzech lat, gdy Cameron Hooker zapragnął posiąść ją jako drugą żonę. W międzyczasie i tak przetrzymywał ją w trumnie i torturował. To tak rozwścieczyło jego pierwszą żonę, Janice, że ta wyjawiła Collen całą prawdę. Przekonała ją, że nie ma żadnej tajnej organizacji, a Cameron jej także kilka lat wcześniej przeprowadził podobne pranie mózgu. Dopiero wtedy Collen zdecydowała się na ucieczkę do domu.

 

Finał

 

Finał tej historii jednak także jest zaskakujący. To nie Collen zadzwoniła na policję, tylko Janice. Maltretowana autostopowiczka tłumaczyła potem, że chciała dać kilka miesięcy Hookerom na zmienienie swojego życia. Ostatecznie, w sądzie opowiedziała całą swoją historię, podobnie jak Janice, która w zamian za pełen immunitet obciążyła swego męża, co doprowadziło do skazania go na 135 lat więzienia. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się w 2022 roku – ale raczej nie wyjdzie na wolność.

 

Obie panie żyją obecnie w Kalifornii, prowadząc normalne życie, ale nie kontaktując się ze sobą. Historia ta pokazuje, że nie ma granic bestialstwa, jakich nie jest w stanie przekroczyć człowiek. A zarazem – jak potężną siłą może mieć sugestia, manipulacja i tzw. syndrom sztokholmski.

wp.pl

zbrodnia doskonała

Świdnica: to miała być ZBRODNIA DOSKONAŁA. Zabrakło kilku minut, aby plan się ziścił

Policjanci ze Świdnicy odebrali jeden z najdziwniejszych telefonów w ostatnich latach. Skontaktowała się z nimi osoba podająca się za siostrę pewnego 54-letniego mężczyzny, który tego dnia miał zostać skremowany w zakładzie pogrzebowym. Kobieta twierdziła, że został zamordowany. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić ten trop i co ciekawe – to byłaby zbrodnia doskonała, gdyby nie szybka reakcja! 

 

28-letni Mariusz W. pokłócił się ze swoim 54-letnim ojcem. Zbrodnia rozpoczęła się od sprzeczki o papierosy. Ojciec miał być agresywny, wyzywał swojego syna. Ten nie wytrzymał – uderzył go w głowę i dusił poduszką. 54-latek zmarł.

 

Mariusz W. raczej nie planował takiego obrotu spraw – spanikowany zadzwonił do przyjaciela informując o swoim czynie. Powiedział, że szybko skremuje ciało ojca. Jednak jego przyjaciel nie zamierzał puścić tego mimo uszu, ani przyłożyć ręki do tego planu– nagrał rozmowę i skontaktował się z ciotką Mariusza W., siostrą zamordowanego.

 

To ona zgłosiła sprawę na policję. Stróże prawa przybyli na miejsce w ostatniej chwili i zatrzymali przygotowaną już kremację. Tym samym uratowali najważniejszy dowód w tej tajemniczej sprawie – zwłoki.

 

Sprawa jest niejasna z kilku powodów – przede wszystkim jak to możliwe, że Mariusz W. uzyskał akt zgonu, w którym lekarz stwierdził śmierć z przyczyn naturalnych?

 

Lekarz przybył do mieszkania, obejrzał zwłoki, po czym wystawił kartę zgonu. Wynika z niej, że przyczyna zgonu jest nieznana, natomiast brak w tym przypadku działania osób trzecich – powiedziała stacji TVN24 prokurator Katarzyna Rusinek.

 

Na niekorzyść mężczyzny świadczy też fakt, że kremacja miała się odbyć w niespełna 24 godziny po śmierci. Teraz prokuratura sprawdzi, czy tak szybki termin nie był próbą zatarcia śladów. Mariusz W. został już aresztowany, a za morderstwo grozić mu może nawet dożywocie.

 

wprost.pl/foto: screenshot/ youtube

KSIĄŻĘ HARRY ZABIERA GŁOS! JEGO SZCZEROŚĆ JEST BEZCENNA. „Nie mogę pojąć, dlaczego, kiedy moja matka zmarła, ja musiałem…

iść za trumną. Nadal nie mogę tego pojąć”.

Książę Harry znów zabrał głos. W rozmowie z dziennikarzami amerykańskiego „Newsweek”, wnuk Elżbiety II zdradził kilka szczegółów z życia rodziny królewskiej. Szczególnie zdziwiło wyznanie, w którym poinformował, że nikt nie chce zostać królem.

 

„Czy jest choćby jedna osoba, która chciałaby zostać królem czy królową? Nie sądzę, ale będziemy wypełniać nasze obowiązki, kiedy przyjdzie na to czas” – oznajmił Harry.

 

Jednocześnie przyznał, że zarówno on, jak i jego brat i bratowa chcą wprowadzenia zmian na dworze królewskim. Cała trójka jest bardzo zaangażowana w odświeżenie królewskiego protokołu i unowocześnienie skostniałych struktur na brytyjskim dworze.

Ciekawe co na to babcia?

Książę Harry powiedział również, że stara się prowadzić normalne życie, mimo swojego pochodzenia.

 

„Ludzie zapewne byliby zdziwieni, gdyby sami zobaczyli jak zwykłe życie staramy się prowadzić każdego dnia. Nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Na szczęście matka starała się pokazać nam jak wygląda prawdziwy świat. Wiele razy odwiedzaliśmy bezdomnych ludzi. Sam robię sobie zakupy, choć obawiam się czasem, że ktoś mnie rozpozna, ale jestem zdeterminowany, żeby prowadzić w miarę normalne życie” –powiedział książę.

 

Harry wrócił również do bardzo bolesnej dla niego sprawy, śmierci jego matki. Wyznał, że mimo upływu czasu nadal nie rozumie, dlaczego, kiedy miał zaledwie 12 lat, kazano mu maszerować na oczach całego świata za trumną zmarłej tragicznie księżnej Walii.

 

 „Nie powinno prosić się o to żadnego dziecka, niezależnie od okoliczności. Myślę, że dzisiaj to by się po prostu nie mogło wydarzyć” – oświadczył.

 

Księżna Diana zmarła w wypadku samochodowym w Paryżu w 1997 r. William miał wówczas 15 lat, a Harry 12.

Źródło Sky News

MM

 

Szokujące ustalenia. W trumnie znaleziono…

Przeprowadzane są kolejne ekshumacje zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak donosi Fakt najnowsze ustalenia są szokujące. W trumnie generała Bronisława Kwiatkowskiego znaleziono jeszcze szczątki siedmiu innych ofiar.

 

„Trzy lata w ogóle nie wiedziałam czy znaleźli mi męża. To teraz się dowiedziałam…” – powiedziała Faktowi zrozpaczona Krystyna Kwiatkowska, wdowa po generale. Kobieta zaznacza jednak, że nie żałuje decyzji o ekshumacji męża.

 

Żona generała oraz ich córki uczestniczyły we wszystkich przeprowadzanych czynnościach. Od godziny 3 do 6 rano na cmentarzu i od 7 rano do 15 w Zakładzie Medycyny Sądowej. Sekcja trwała w sumie 17 godzin.

 

W trumnie były mniejsze lub większe fragmenty innych ciał. Wśród nich części głów, dodatkowe kończyny z biodrami i miednicą, ręka. Pani Kwiatkowska mówi o profanacji zwłok. Ciało było skrępowane sznurkiem w czarnej folii budowlanej. Szczątki szczelnie zamknięte były w metalowym wkładzie, dlatego zachowały się w dobrym stanie.

 

Wdowa nie podjęła jeszcze decyzji o powtórnym pogrzebie męża. Być może w innych trumnach leżą jeszcze jego szczątki.

 

Jakie kolejne szokujące ustalenia przyniosą pozostałe ekshumacje?

 

Źródło: fakt.pl
kd