samolocie

Zaczęli świętować wieczór kawalerski kolegi w rejsowym samolocie! Na lotnisku czekała na nich przykra niespodzianka!

Nie tak pasażerowie samolotu Ryanair wyobrażali sobie lot z Edynburga na Ibize. Przez niemal trzy godziny podróży przeżywali prawdziwy koszmar. Wszystko za sprawą przyszłego pana młodego i jego 30 kompanów, którzy świętowanie wieczorku kawalerskiego rozpoczęli już w rejsowym samolocie. Swoim głośnym zachowaniem sprawili, że podróż na wakacje była dla innych pasażerów prawdziwą gehenną.

Z relacji pasażerów feralnego lotu wynika, że młodzi mężczyźni podróżujący samolotem byli pijani i bardzo wulgarni.Jeden z nich się nawet rozebrał do naga! Ubrani w koszulki z podobizną przyszłego pana młodego i jego narzeczonej obrażali innych i nie oszczędzili nawet małych dzieci. Pilot nie chcąc robić niepotrzebnych komplikacji postanowił dolecieć na Ibizę, gdzie na głośnych imprezowiczów czekała prawdziwa niespodzianka.

 

Koszmarny lot na długo zostanie zapamiętany przez brytyjskich turystów, ponieważ młodzi mężczyźni robili wszystko, by jak najbardziej im go „uprzyjemnić”. Zachowanie uczestników wieczoru kawalerskiego było na tyle niebezpieczne, że na lotnisku czekał na nich oddział hiszpańskiej policji. Mężczyźni zamiast do hotelu, gdzie zamierzali kontynuować zabawę zostali przewiezieni wprost na komendę i niewykluczone, że zostaną zawróceni z powrotem na Wyspy Brytyjskie.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto pixabay.com

trzask

Podczas spaceru górskim szlakiem usłyszała głośny trzask! Chwilę później już nie żyła!

Makabrycznie zakończył się górski spacer dla pary turystów wędrujących po szwajcarskiej stronie Alp. 59-letnia kobieta i jej mąż wybrali się na wędrówkę jednym ze szlaków. W pewnym momencie ciszę i spokój zakłócił głośny trzask. Para zupełnie nie spodziewała się, że w ich kierunku toczy się powalone drzewo. Pech chciał, że oboje znaleźli się na jego drodze.

Mężczyzna i kobieta dopiero w ostatnim momencie zorientowali się, że w ich kierunku z ogromną prędkością toczy się powalone 6-metrowe drzewo. Zbocze góry było dość strome, dlatego sosna, która złamała się 120 metrów wcześniej nabrała ogromnej prędkości. Turyści przebywali akurat na górskim szlaku Gommer u stóp wioski Ulrichen w Szwajcarii. Mężczyzna opowiadał w szpitalu, że jedyne co udało im się usłyszeć to głośny trzask, później już nic nie pamiętał.

 

 

 

W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniosła jego żona, Kobieta została zmieciona ze ścieżki przez ogromne drzewo. Mężczyzna odniósł niegroźne obrażenia, miał parę zadrapań po gałęziach. Mimo wysiłku ratowników z lotniczego pogotowia funkcji życiowych kobiety nie udało się przywrócić.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

 

 

 

 

kenijczyk

[WIDEO] Niesamowity Kenijczyk rozmawia z polskimi turystami. Prawie doprowadził ich do łez

Kenijczyk stanął na drodze polskich podróżników i postanowił zamienić z nimi parę słów w naszym ojczystym języku. Gdy zaczął rzucać formułkami, to para aż nie mogła w to uwierzyć. Rozbawił ich do łez mówiąc np. „wszystko wina Tuska”, „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz” oraz wiele innych. Stwierdził również, że „Polak – Kenijczyk – dwa bratanki”. I jak tu ich nie lubić?

Zazwyczaj gdy jesteśmy na wakacjach to miejscowi zaczepiają nas i próbują rzucać jakieś teksty po naszym języku. Nie zawsze im to wychodzi, ale ten Kenijczyk stanął na wysokości zadania. Widać, że lubi kontakt z Polakami i pokazał, że język też ma opanowany prawie do perfekcji!

ZOBACZ:Szok i niedowierzanie. 12-latka z Bielska-Białej urodziła dziecko

źródło fot. i wideo: youtube.com

załatwiali

[WIDEO] Ludzie bez przerwy załatwiali się pod jego domem. Wpadł na pomysł, który…

Na znakomity pomysł wpadł mieszkaniec jednej z nadmorskich miejscowości. Jak sam tłumaczy, ich miasto w sezonie przyciąga wielu turystów. Ci często zahaczają o jego dom w podróży między barami. Bardzo mu to przeszkadzało, gdyż się… załatwiali. To był jedyny powód wejścia na posesję. Postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce i jak widać na filmiku, wyszło mu to kapitalnie!

Natryski wodne, światło na czujnik, tabliczka z napisem „Proszę, nie oddawaj moczu obok mojego domu” – to elementy niecnego planu. Imprezowicze zawsze załatwiali się na jego posesji. Chyba każdego doprowadziłoby to do furii. Prosty plan – a działa! Patrzcie.

ZOBACZ:[WIDEO] Tak się robi porządek z uchodźcami. Słowacy nie mają sobie równych

źródło fot. i wideo: youtube.com

chorwaci

Polscy kibice narobili wstydu w Chorwacji. Sprawa ma zaskakujący i dobry finał!

Jakiś czas temu chorwackie media obiegła wiadomość o paskudnym zachowaniu grupy polskich turystów, prawdopodobnie z Nowego Sącza. Nasze media, głodne tego typu sensacji podchwyciły temat i tak oto wieść o pewnej niezbyt kulturalnej imprezie na chorwackiej plaży roznosi się lotem błyskawicy po sieci. Sprawa ma teraz jednak zaskakujący i dobry finał!

O sprawie pierwszy napisał portal Sibenski. W miejscowości Srima na początku lipca pojawiło się kilka aut na polskich rejestracjach. Kierowcy podjechali nimi nad sam brzeg morza, puścili głośna muzykę i zaczęli bawić się razem z resztą towarzystwa. Miejscowi Chorwaci byli zaniepokojeni, bo do tej pory nic takiego nie miało tam miejsca.

 

ZOBACZ TEŻ: Córki sprzątały dom po zmarłej matce. Dokonały makabrycznego odkrycia!

 

Turyści mieli wznosić głośne okrzyki do późnych godzin nocnych i rzucać kamieniami. Podobno w ich grupie były też dzieci. O sprawie została poinformowana policja, ale albo była wybitnie nieskuteczna, albo nie zareagowała na wezwanie.

 

Nad ranem okazało się, że na przystani, którą Polacy również wykorzystali jako miejsce imprezy pojawił się wulgarne napisy: „J***ać Wisłę” oraz „KKS Sandecja”. Chorwaci byli mocno zniesmaczeni.

 

Sanja Kučeković, która wynajmuje pokoje w miejscowości przyznała portalowi Sibenski, że dwoje jej gości – Dorota i Waldemar z Polski postanowili pójść dalej i nie tylko przeprosili ją za rodaków, ale też kupili farby i zamalowali brzydkie napisy! 

 

 

Chorwaci są bardzo pozytywnie zaskoczeni takim obrotem spraw i podkreślają, że Polacy są tam zawsze mile widziani. Na wakacyjnych wyjazdach puszczają hamulce nie tylko naszym rodakom i warto pamiętać, że tego typu zachowania do przypadki jednostkowe.

rysach, Tatry, rysy, zwłoki w tatrach

Janusze na Rysach. Popełnili idiotyczny błąd, a żądają odszkodowania od TPN!

Po raz kolejny przekonujemy się o tym, że góry naprawdę nie są dla wszystkich i lepiej by było, gdyby niektórzy podziwiali je co najwyżej z Gubałówki, a najlepiej z ekranu komputera. Oto grupka nieodpowiedzialnych turystów postanowiła ruszyć po południu na najwyższy szczyt Polski. Zrobili źle wszystko, ale pretensje o przygody na Rysach mają do kogo innego! 

Jak dowiadujemy się z postu, który sami opublikowali w internecie, wycieczkę rozpoczęli przy ładnej pogodzie, ale o dziwo półtora kilometra wyżej na Rysach okazało się, że widoki zasłaniają gęste chmury! Co więcej, było już po 19 i powolutku zaczynało zmierzchać. Oznacza to, że swoją wycieczkę turyści zaczęli najwcześniej około południa.

 

ZOBACZ TEŻ: Rybacy dostrzegli wieloryba z przymocowaną do ciała dziwną uprzężą! Kiedy ją zdjęli odkryli, że była to (…)!

 

W gęstej mgle na szczycie Rysów „turyści” zgłupieli i nie wiedzieli jak zejść. Postanowili więc po prostu pójść za innymi. Kolor szlaku się zgadzał, a we mgle każdy kamień wyglądał tak samo. Nie przeszkadzało im, że droga zejściowa nie zawiera prawie w ogóle łańcuchów, a po drodze mijają schronisko, którego przecież na drodze z Morskiego Oka nie ma!

 

Jeśli jeszcze nie możecie uwierzyć w to co się stało, to napiszemy wprost – te zdolniachy zeszły na stronę słowacką, o czym przekonali się dopiero na samym dole! Co więcej, narzekali, że nikt nie chciał ich podwieźć do Polski i byli wielce zdziwieni, że do Morskiego Oka jest 60 kilometrów, podczas gdy sami przecież szli znacznie krócej. Widocznie nie przyszło im do głowy, że drogi okrążają tatrzańskie szczyty…

 

Ostatecznie policja zawiozła ich do hotelu, w którym spędzili noc, a kolejnego dnia musieli wynająć taksówkę, aby dostać się na Łysą Polanę i do Morskiego Oka po swoje samochody. Łączne koszty ich głupoty, to bagatela 3 tysiące złotych. Jednak ich zdaniem, za wszystko odpowiada Tatrzański Park Narodowy!

 

Wyrywającą z kapci i gwałcącą logikę argumentację turystów przeczytacie na kolejnej stronie! 

chorwaci

Chorwaci zażenowani polskimi turystami. „Jak można coś takiego zrobić w innym kraju?”

Chorwackie media obiegła wiadomość o paskudnym zachowaniu grupy polskich turystów, prawdopodobnie z Nowego Sącza. Nasze media, głodne tego typu sensacji podchwyciły temat i tak oto wieść o pewnej niezbyt kulturalnej imprezie na chorwackiej plaży roznosi się lotem błyskawicy po sieci. Co wydarzyło się nad brzegiem Adriatyku i czemu Chorwaci są oburzeni?

O sprawie pierwszy napisał portal Sibenski. W miejscowości Srima w sobotę wieczorem pojawiło się kilka aut na polskich rejestracjach. Kierowcy podjechali nimi nad sam brzeg morza, puścili głośna muzykę i zaczęli bawić się razem z resztą towarzystwa. Miejscowi Chorwaci byli zaniepokojeni, bo do tej pory nic takiego nie miało tam miejsca.

 

ZOBACZ TEŻ: Córki sprzątały dom po zmarłej matce. Dokonały makabrycznego odkrycia!

 

Turyści mieli wznosić głośne okrzyki do późnych godzin nocnych i rzucać kamieniami. Podobno w ich grupie były też dzieci. O sprawie została poinformowana policja, ale albo była wybitnie nieskuteczna, albo nie zareagowała na wezwanie.

 

Nad ranem okazało się, że na przystani, którą Polacy również wykorzystali jako miejsce imprezy pojawił się wulgarne napisy: „J***ać Wisłę” oraz „KKS Sandecja”. Chorwaci są mocno zniesmaczeni:

 

Nie wiedzieliśmy, czy te napisy były obraźliwe, wyjaśniła nam to dopiero inna osoba z Polski. Jesteśmy w szoku, że w taki sposób można się zachować w innym kraju, szczególnie będąc z dziećmi. Tutaj nigdy nie dochodziło do tego typu scen

 

Cóż – nie pochwalamy takiego chamskiego zachowania, ale kto był w Chorwacji ten wie, że nie tylko nasi rodacy potrafią się tam bawić za głośno i zostawić po sobie nieładne pamiątki. Taki „urok” wakacyjnych miejscowości, gdzie wielu puszczają hamulce – i w tym wypadku akurat narodowość nie ma wielkiego znaczenia.

morskim

To co robili w Morskim Oku sparaliżowało turystów. Ale głupota

Chyba każdy z Polaków był kiedyś na Morskim Oku. Jest to jedna z najpiękniejszych atrakcji naszego kraju. Dużo się mówi o tym, że męczone są konie, które wwożą ludzi na górę. Tym razem jednak nie o tym. Powiemy dziś o dwóch Czechach, którym było tak gorąco, że stwierdzili iż wezmą sobie kąpiel. Chwila ochłody i przyjemności obfitowała za to w spore mandaty.

Zrobili to nie przy samym zejściu nad staw, gdzie przebywało wtedy mnóstwo ludzi, ale nieco dalej, gdzie jest więcej kosówek, w dyskretniejszym miejscu – informuje Grzegorz Lorek, strażnik Tatrzańskiego Parku Narodowego podczas rozmowy z „Gazetą Krakowską”. Na Morskim Oku jest bezwzględny zakaz kąpieli, więc bardzo zdziwił ludzi widok kąpiących się w nim ludzi. Byli to dwaj Czesi. 58-latek oraz jego sześć lat starszy kolega na tyle nie przypadli do gustu innym turystom, że ci wezwali do nich strażników. Jak sami twierdzili, chodziło o to, że było im gorąco i chcieli się ochłodzić. Trzeba przyznać, że był to pomysł zarówno głupi, jak i nieodpowiedzialny. Jak informuje „Gazeta Krakowska” – zapłacili oni po kilkaset złotych mandatu za ten wybryk.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Oto jeden z boleśniejszych skoków na dechę w historii. Co odwaliła ta laska?!

 

Jest to zupełnie zrozumiałe. Nie dość, że narażali swoje życie, to jeszcze mogli przysporzyć problemów osobom zajmującym się na co dzień Morskim Okiem.

źródło: o2.pl fot. youtube.com

turystów

Włoskie miasto jest zbyt oblegane. Część turystów nie będzie miała do niego wstępu

Riomaggiore, czyli najbardziej oblegane włoskie miasto. Włodarze zadecydowali, że część turystów nie będzie do niego wpuszczana. Chodzi o to, że ludzi jest zbyt dużo i nie dają sobie z nimi rady. Nie wszystkim się to podoba – oczywiście największymi przeciwnikami zmian są sami zainteresowani, czyli turyści. Jest to jedno z pięciu urokliwych miast Parku Naturalnego Cinque Terre.

Nagromadzenie turystów źle wpływa na jakość życia mieszkańców. Tłok oraz ciągły hałas nie dają im chwili spokoju. Stąd Fabrizia Pecunia, czyli burmistrz miasta zadecydowała, że nałożone zostaną pewne ograniczenia. Uważa, że jest to konieczne. W przypadku zbyt dużego nagromadzenia turystów ogłoszony będzie alarm, taki jak w przypadku klęski żywiołowej. Przedstawiciele kolei mają od tej pory obowiązek zgłaszania ilu turystów podróżuje do Riomaggiore. W przypadku gdy nagromadzenie będzie zbyt duże, straż miejska będzie blokowała ich przejazdy. Zmiany mają niebawem wejść w życie, więc póki co jeszcze śmiało można się tam wybrać, lecz niebawem może się okazać, że będzie to po prostu niemożliwe.

 

ZOBACZ:Niesamowite odkrycie naukowców na Syberii. Czy ludzie mieli innych przodków o których nie wiedzieliśmy?

 

Byliście w Riomaggiore? A może dopiero dowiedzieliście się o tym mieście – cudzie natury? Jeżeli nie, to naprawdę warto. Zdjęcia zapierają dech w piersiach. Strasznie urokliwe miejsce.

źródło: o2.pl fot. youtube.com