syna

Zauważyła „to” na ręce syna i szybko zawiozła go do szpitala! Dzięki temu uratowała mu życie!

O prawdziwym szczęściu może mówić 8-letni Ewan, gdyby nie szybka reakcja jego mamy chłopiec zapewne by nie przeżył. Alexandra Ruddy z Jersey (USA) zauważyła sine zgrubienie na ręce syna. Zaniepokojona nie zawahała się nawet chwili i zawiozła dziecko szpitala. Na miejscu dowiedziała się, że dzięki temu uratowała mu życie!

 

 

 

 

Chłopiec skaleczył się tydzień wcześniej podczas szkolnej wycieczki do zoo. Chłopiec przewrócił się na ziemię. Ranka na ręce nie była duża dlatego mama początkowo w ogóle się nią nie przejęła. Przemyła ją wodą utlenioną i nakleiła plaster. Zadzwoniła również do szkoły i zapytała czy wychowawczyni wiedziała o wypadku jej syna. Niestety po pewnym czasie rany zrobiły się większe, a wzdłuż żyły pojawiła się sina pręga.

 

 

 

Przerażona Alexandra od razu zabrała 8-latka do szpitala. Kiedy lekarz zobaczył rany powiedział kobiecie, że gdyby nie przyszli do szpitala Ewan mógł umrzeć. Badania pokazały, że chłopiec ma sepsę (zakażenie organizmu), która w najgorszym wypadku mogła go zabić. Dzięki czujności swojej mamy nie grozi mu nic złego. 8-latek dostał antybiotyki i wkrótce opuści szpital.

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

paznokci

Od obgryzania paznokci prawie umarł! Paskudny nawyk poskutkował miesiącami cierpień w szpitalu

Wielu z nas boryka się z problemem nerwowego podgryzania paznokci lub skórek. Większość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że to nienajlepszy nawyk, ale zapewne mało kto pomyślał kiedykolwiek, że może zakończyć się tragicznie. Przekonał się o tym pewien 57-latek.

Ricky Kennedy z Westcliff w styczniu nabawił się przedziwnego zakażenia od obgryzania paznokci. W miejscu, gdzie obgryzał paznokieć i skórkę wyrósł sporej wielkości pęcherz z ropą. Mężczyzna postanowił iść do lekarza, który przepisał antybiotyki, ale te nic nie pomogły. Stan Ricky’ego zaczął się gwałtownie pogarszać.

 

Wszystko mnie bolało, nie mogłem się ruszać. Myślałem, że to zawał. Gdyby żona nie zadzwoniła po pogotowie, byłbym już martwy

– opowiadał brytyjskim mediom mężczyzna.

 

 

ZOBACZ: Po tej historii już NIGDY nie przymierzysz butów w sklepie na gołą stopę!

 

 

W szpitalu lekarze raz dwa zdiagnozowali sepsę i poddali Ricky’ego intensywnej terapii antybiotykowej. Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta prawie nic ze swojego pięciomiesięcznego pobytu w szpitalu.

 

Mam szczęście, że żyję. Może nigdy nie będę już tak zdrowy i silny, ale nadal jestem tu z rodziną i to jest dla mnie bardzo cenne

 

– opowiada

 

Kennedy wyszedł ze szpitala w maju, ale przez kolejne dwa miesiące musiał przyjmować antybiotyki. Ta historia to chyba dobry motywator do tego aby przestać obgryzać pazury!

 

 

wprost.pl/ foto: twitter.com/screenshot

termach, śmierć po wizycie w aquaparku

Poszedł do Aquaparku, po kilku dniach zmarł w męczarniach. To mogło spotkać każdego

Przerażający pech spotkał pewnego mieszkańca USA. Fabrizio Stabile wybrał się do Aquaparku BSR Cable Park Surf Resort. Szybko zaczął uskarżać się na dolegliwości. Po kilku dniach było już za późno na ratunek.

Stabile przez kilka pierwszych dni po powrocie z aquaparku czuł się dobrze. Później narzekał na silne bóle głowy. Pojawiła się też gorączka i problemy z mówieniem. Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie lekarze zdiagnozowali u niego bakteryjne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.

 

Do objawów doszła niemożność samodzielnego wstania z łóżka. Czas mijał, a lekarze nie mieli pewności jaki konkretnie czynnik doprowadził do zakażenia. Wreszcie dotarli do winowajcy – był to pierwotniak Naegleria fowleri, który powoduje zakażenia o śmiertelności rzędu 98%.

 

 

ZOBACZ: 4-latek był na basenie z rodzicami. Tydzień później już nie żył!

 

 

Dla Stabile również było już za późno. Mężczyzna zmarł. Naegleria fowleri występuje przede wszystkim w klimacie ciepłym, ale jego obecność stwierdzono także w Polsce. Nie jest groźny jeśli dostanie się do układu pokarmowego. Problemy pojawiają się jeśli przez nos przeniknie do mózgu. Wtedy szans na uratowanie pacjenta w zasadzie nie ma.

 

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zanotowano około 150 przypadków zakażenia tym pierwotniakiem.

 

wprost.pl/ foto: pixabay

piersi

Miała obsesję na punkcie swoich piersi dlatego postanowiła je powiększyć! Kiedy zrealizowała swój cel doszło do tragedii!

Nikki Belza miała w życiu jedno marzenie,które za wszelką cenę chciała zrealizować. Kobieta miała obsesję na puncie swoich piersi, które ciągle wydawały jej się za małe. 23-latka zbierała pieniądze na powiększenie biustu i kiedy odłożyła odpowiednią sumę, jej piersi rozrosły się z rozmiaru 32 AA do 32 DDD. Zmiana jaka zaszła w jej wyglądzie była kolosalna i trudno było jej nie zauważyć.

Nowy biust kosztował ją prawie 85 000 złotych, jednak Nikki była zadowolona z końcowego efektu. Niestety zachcianki kobiety sięgały zdecydowanie dalej i kilka dni po operacji zdecydowała się na piercing sutków. Okazało się, że była to najgorsza decyzja w jej życiu. Kilka dni później jedna z piersi zaczęła ją bardzo boleć. Amerykanka początkowo zbagatelizowała te objawy sądząc, że tak musi być. Jednak z dnia na dzień stan jej zdrowia zaczął się pogarszać.

 

ZOBACZ:[VIDEO] W czasie podróży nagrał szokujące zdarzenie na drodze. Przyznał, że nigdy w życiu nie widział czegoś takiego!

 

Kiedy wybrała się do lekarza usłyszała od niego fatalną diagnozę. W salonie tatuażu zakażono ją paciorkowcem, który mógł wywołać sepsę. Jedyną deską ratunku było usunięcie implantu. Na szczęście zabieg zakończył się sukcesem i kobieta żyje. Jej pierś już nie wygląda tak imponująco jak kiedyś, ale Nikki wierzy, że wkrótce znów będzie mogła ją powiększyć do upragnionego rozmiaru…

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

pracy, logopeda

Przedszkolanka zmarła po tym jak źle poczuła się w pracy. Rodzice boją się, że ich dzieci mogły się zarazić

Kobieta była chora, a jednak wciąż chodziła do pracy. W ubiegły piątek poczuła się źle i trafiła do szpitala, gdzie zmarła. Była zakażona meningokokami.

Do zdarzenia doszło w  miejscowości Kleosin niedaleko Białegostoku. 48-latka była w pracy, kiedy źle się poczuła. Po przedszkolankę przyjechało pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Jednak jej stan zdrowia nagle się pogorszył i kobieta zmarła.

 

 

 

Okazało się, że przedszkolanka zaraziła się meningokokami, które zwane są również dwoinkami zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Teraz o zdrowie swoich dzieci martwią się zdenerwowani rodzice. Bakterie te przede wszystkim atakują dzieci, ponieważ ich poziom odporności jest stosunkowo niski. Zakażeniom sprzyja ponadto okres jesienno-zimowy, kiedy wiele osób jest przeziębionych, a meningokoki rozprzestrzeniają się drogą kropelkową. Czasem może wystarczyć zwykłe kichnięcie czy kaszel.

 

 

 

Dzieci, którymi opiekowała się przedszkolanka oraz personel placówki, z którym miała kontakt dostali leki. Lekarze uspokajają rodziców, że możliwość zakażenia była niewielka. Choć część ludzi chciała dezynfekcji przedszkola, to dyrektorka po konsultacji z sanepidem podjęła decyzję, że nie jest to konieczne.

 

 

 

 

ZOBACZ:Zatruwał jedzenie dla dzieci i umieszczał je w sklepach. Następnie żądał okupu za ujawnienie, które z produktów są skażone

 

 

 

 

foto pixaby / polskatimes.pl / mjakmama24.pl

żywił

Z powodu niecodziennych upodobań kulinarnych jest śmiertelnie chory. Przez lata żywił się wiewiórkami

Do jednego ze szpitali w Nowym Yorku trafił pacjent z rzadkim chorobą mózgu. Lekarze podejrzewają, że za jego stan zdrowia odpowiadają jego nietypowe upodobania kulinarne. 61-latek żywił się bowiem mózgami wiewiórek. 

Mężczyzna po przywiezieniu do szpitala został poddany badaniu rezonansem magnetycznym. Jego wyniki zaskoczyły lekarzy. Okazało się, że jego mózg niemal nie różni się od tego jak wygląda u osób cierpiących na ludzki wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba (vCJD). Jego mózg znajdował się już w śmiertelnym stadium. Mężczyzna zachorował przez to czym się żywił.

 

 

W historii odnotowano zaledwie kilkaset przypadków zarażenia tą odmianą choroby. Zazwyczaj spowodowana była spożyciem skażonej wołowiny. U zwierząt powszechnie znana jest jako choroba szalonych krów. Za zakażenie mózgu najprawdopodobniej odpowiadają zdegenerowane mikrocząsteczki białka zwierzęcego zwane prionami. 

 

 

Rodzina chorego wyznała lekarzom, że 61-latek miał nietypowe upodobanie kulinarne. Lubił polować na wiewiórki, a następnie zjadał ich mózgi. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie w ten sposób doszło do zakażenia. 

 

 

Dotychczas w Stanach Zjednoczonych potwierdzono jedynie cztery przypadki zachorowań na vCJD. 

 

 

 

 

ZOBACZ:Brutalny atak. Pies pozbawił go tego co najważniejsze

 

 

 

 

foto pixaby / źródło foxnews.com

termach, śmierć po wizycie w aquaparku

Poszedł do Aquaparku, po kilku dniach zmarł w męczarniach. To mogło spotkać każdego

Przerażający pech spotkał pewnego mieszkańca USA. Fabrizio Stabile wybrał się do Aquaparku BSR Cable Park Surf Resort. Szybko zaczął uskarżać się na dolegliwości. Po kilku dniach było już za późno na ratunek.

Stabile przez kilka pierwszych dni po powrocie z aquaparku czuł się dobrze. Później narzekał na silne bóle głowy. Pojawiła się też gorączka i problemy z mówieniem. Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie lekarze zdiagnozowali u niego bakteryjne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.

 

Do objawów doszła niemożność samodzielnego wstania z łóżka. Czas mijał, a lekarze nie mieli pewności jaki konkretnie czynnik doprowadził do zakażenia. Wreszcie dotarli do winowajcy – był to pierwotniak Naegleria fowleri, który powoduje zakażenia o śmiertelności rzędu 98%.

 

 

ZOBACZ: 4-latek był na basenie z rodzicami. Tydzień później już nie żył!

 

 

Dla Stabile również było już za późno. Mężczyzna zmarł. Naegleria fowleri występuje przede wszystkim w klimacie ciepłym, ale jego obecność stwierdzono także w Polsce. Nie jest groźny jeśli dostanie się do układu pokarmowego. Problemy pojawiają się jeśli przez nos przeniknie do mózgu. Wtedy szans na uratowanie pacjenta w zasadzie nie ma.

 

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zanotowano około 150 przypadków zakażenia tym pierwotniakiem.

 

wprost.pl/ foto: pixabay

 

sepsa od butów przymierzanych w sklepie

Po tej historii już NIGDY nie przymierzysz butów w sklepie na gołą stopę!

Przerażająca historia przytrafiła się Jodie Thomas i jej 4-letniej córeczce. Kobieta wybrała się z dzieckiem do sklepu obuwniczego. Po przymiarce butów stan dziecka gwałtownie się pogorszył.

Lekarze w szpitalu bardzo szybko zdiagnozowali, że dziewczynkę zaatakowała sepsa! Od tej diagnozy był zaledwie krok do ustalenia źródła zakażenia. Okazało się, że problem wyniknął i to dosłownie, z butów, które przymierzała dziewczynka.

 

W butach, które znalazły się na gołych stopach dziecka musiały znajdować się bakterie wywołujące sepsę. Przez niewielką rankę w stopie dostały się do krwioobiegu i podstępnie zaatakowały jej organizm.

 

„Do wszystkich rodziców – proszę, zakładajcie skarpetki na stopy waszych dzieci, zanim będziecie przymierzać nowe buty. Jestem winna tego zaniedbania, a efektem może być infekcja rozszerzająca się na całe ciało. Nie wiecie czyje stopy były wcześniej w tych butach!”

 

– napisała matka dziecka publikując kilka fotografii swojej córki ze szpitala.

 

Dziewczynka powoli dochodzi do siebie i raczej nie istnieje już zagrożenie życia. Ale gdyby diagnoza przyszła później, lub była błędna, jej życie mogło zawisnąć na włosku.

 

Jak widać niebezpieczeństwo może się czaić dosłownie wszędzie. Po takich historiach strach przymierzać ubrania w sklepie!

brwi

Miał być piękny permanentny makijaż brwi, skończyło się DRAMATYCZNIE! [VIDEO&FOTO]

Permanentny makijaż brwi to metoda, która może dać długotrwały, ciekawy rezultat „pełnych” i dobrze wyregulowanych brwi. Jednak sposób jego wykonania wymaga najwyższych standardów higieny. W tym wypadku najprawdopodobniej ich zabrakło.

 

Makijaż permanentny brwi wykonuje się poprzez szereg delikatnych nacięć, które następnie są wypełniane tuszem. Jest to więc nieco podobne do wykonywania tatuażu, z tym że tutaj efekt po kilku miesiącach zaczyna znikać.

 

Ze względu na wykonywanie nacięć na skórze istnieje ryzyko powikłań: zakażeń i infekcji. To stało się niestety udziałem pewnej kobiety ze stanu Michigan w USA, którą znamy pod imieniem Jennifer. Pechowa dama podzieliła się z mediami opowieścią o tym, jak boleśnie zakończył się dla niej źle wykonany permanentny makijaż.

 

Początkowo nic nie zapowiadało dramatu. Brwi były ładne, ale po kilku dniach zaczęły boleć i czerwienieć. Wreszcie doszedł obrzęk i coraz większy ból. Kobieta z przychodni została skierowana prosto do szpitala, gdzie spędziła trzy dni. Podano jej antybiotyki, które zahamowały rozwój infekcji.

 

Lekarze apelują, aby do takiego zabiegu wybierać tylko najlepsze i sprawdzone gabinety kosmetyczne. Zaistnienie infekcji jest tym groźniejsze, że miejsce zakażone jest tuż przy oczach, które również mogą ucierpieć.

 

 

wprost.pl/twitter/ youtube