synka, macierzyństwo

Zamordowała swoje dziecko, bo inaczej wyobrażała sobie macierzyństwo. Wcześniej przez kilka tygodni je maltretowała

Nastoletnia Cassandra Rose Doohan urodziła dziecko. Bardzo szybko okazało się, że macierzyństwo w jej wyobraźni to tylko czcze fantazje, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Gdy prawdziwa rola matki zaczęła ją przerastać, dziecko stało się celem jej agresji. W końcu doszło do tragedii. 

Cassandra znęcała się nad maleństwem przez co najmniej kilka tygodni. Biła je, krzyczała na nie, na ciele dziecka odnaleziono szereg sińców, ran, a nawet połamane kości. Feralnego dnia dziewczyna bardzo mocno potrząsnęła dzieckiem, doprowadzając do poważnych uszkodzeń kręgosłupa i mózgu.

 

ZOBACZ TEŻ: Powiedziała świadkowej, że na ślub może założyć co chce. Gdy goście zobaczyli jej strój myśleli, że śnią!

 

Wiotkie i niedające znaków życia dziecko znalazł jego ojciec, który od razu wezwał służby. Mała niestety zmarła po dwóch dniach w szpitalu. Jej nastoletnia matka trafiła z kolei do aresztu. Początkowo nie przyznawała się do winy.

 

Przyznała się dopiero po namowach adwokata. Jej pełnomocnik nie chce bowiem dopuścić do skazania jej na dożywocie. Argumentuje to tym, że Cassandra miała trudne dzieciństwo i ojca sadystę. Przez to nie poznała nigdy jak wygląda prawdziwa rodzina i rola matki.

 

Sąd ma się przyjrzeć także zaniedbaniom ze strony opieki socjalnej, która mimo otrzymywanych ostrzeżeń o możliwości znęcania się nad dzieckiem nie zareagowała.

 

Dziś sąd w Perth wydał wyrok w sprawie. Plan adwokata i dziewczyny spalił na panewce – została skazana na dożywocie. O przedterminowe zwolnienie będzie mogła ubiegać się najwcześniej za 13 lat. Sąd uznał, że zbrodnia, którą popełniła jest zbyt poważna, by skazać ją na terminowe pozbawienie wolności.

 

o2.pl/ abc local/ foto: pixabay

zmiażdżył dziecko fotelem samochodowym

Zmiażdżył 3-latka fotelem samochodowym, bo nie mógł słuchać jak płacze

Okrutna zbrodnia wydarzyła się w Wielkiej Brytanii. 26-letni Stephen Waterson i jego partnerka Adrian Hoare zostali oskarżeni o znęcanie się nad 3-letnim Alfiem Lambem. Waterson przyznał się też wreszcie do tego, że tak naprawdę stoi za śmiercią dziecka. Dokonał tego w straszliwy sposób. 

Cała trójka – Waterson, Hoare i mały Alfie wracali z zakupów. 3-latek siedział w miejscu na nogi, za fotelem kierowcy. Bardzo płakał. Stephen stwierdził, że nie może tego słuchać i postanowił uspokoić go po swojemu. Z całą mocą odsunął swój fotel i naparł nim na dziecko. Mimo to Alfie nie przestawał płakać.

 

ZOBACZ TEŻ: Przez kobietę zamordował brata. Młody mężczyzna skonał na stacji benzynowej

 

Wtedy Waterson stwierdził, że „trzylatek nie będzie mu mówił, co ma robić” i naparł na niego fotelem jeszcze raz, jeszcze mocniej. Dziecko straciło przytomność. Wtedy wyrodni rodzice zreflektowali się i wezwali pomoc. Jednak Alfie zmarł po trzech dniach w szpitalu z powodu obrażeń mózgu.

 

Waterson przez długi czas nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Zrobił to dopiero teraz. Jego partnerka już została skazana na  2 lata i 9 miesięcy w więzieniu za znęcanie się nad dzieckiem oraz składanie fałszywych zeznań. Próbowała bowiem chronić swojego partnera.

 

Ciekawostką w sprawie jest fakt, że Stephen to adoptowany syn znanego w Wielkiej Brytanii polityka, Nigela Watersona, który swego czasu zasiadał w parlamencie.

 

o2.pl/ foto: pixabay

obrożą przypięty do łańcucha

12-latek był przypinany obrożą do ściany. Zmarł w makabrycznych okolicznościach

Ta bulwersująca sprawa rozgrzała opinię publiczną za oceanem. 12-letni Eduardo Posso zmarł w szpitalu po kilku godzinach walki lekarzy o jego życie. Policjanci, którzy przybyli do hotelu, w którym przebywał z ojcem i macochą dokonali wstrząsających okryć – wygląda na to, że chłopiec był przywiązany obrożą i łańcuchem do ściany!

Rodzice chłopca rozwiedli się w 2016 roku. Początkowo Eduardo przebywał z mamą, ale później trafił pod skrzydła ojca Louisa Posso. Mieszkał z nim, oraz z macochą Dyaną Flores. Oprócz niego para zajmowała się jego 8-letnią siostrą i dziećmi Dyany. Nikt nie miał pojęcia, co spotyka dzieci w tej rodzinie i że najstarszy Eduardo musi chodzić z obrożą na szyi!

 

ZOBACZ TEŻ: Zbrodnia miłoszycka zostanie wreszcie rozwikłana? Pomóc w tym może… woda utleniona!

 

Rodzina często zmieniała miejsce pobytu bowiem jej dorośli członkowie pracowali przy obsłudze cyrku. Ostatni rok spędzili w hotelu w Bloomington w stanie Indiana. To właśnie tam nieoddychający Eduardo trafił do szpitala. Po kilku godzinach walki zmarł. Był wychłodzony, a na jego ciele znajdowało się wiele siniaków, otarć i skaleczeń. Lekarze postanowili powiadomić policję.

 

Funkcjonariusze odkryli w łazience hotelowej dowody świadczące o tym, że ostatnie miesiące chłopiec spędził zamknięty w tym pomieszczeniu! Znajdowały się tam liny, sznurki, łańcuchy i feralna obroża. W telefonie ojca natrafili na smsa od partnerki, w którym ta informuje go, że chłopiec prawie uwolnił się z więzów. Dalsze badania wykazały, że 12-latek był bardzo zaniedbany. Przed śmiercią ważył zaledwie 22-24 kilogramy!

 

Opiekunom Eduardo postawiono zarzut skrajnego zaniedbania dziecka, ale może on wkrótce zostać poszerzony o zarzut morderstwa. Oboje trafili do tymczasowego aresztu, a ich dzieci zostały przekazane do rodzin zastępczych.

 

wprost.pl/ foto: pixabay