ciała, 10-latka. spaceru, rodzinna zaroślach, policja, oględziny, 18-latek

Świętokrzyskie: kolejne makabryczne znalezisko. Znowu brakuje reszty ciała!

To naprawdę mroczna seria w województwie świętokrzyskim. W minioną sobotę z rzeki Kamiennej pod Starachowicami wyłowiono dwie ludzkie nogi. Okazuje się, że w niedzielę po południu, pod Małogoszczem 27-letni turysta natrafił na dłoń! Reszty ciała w obydwu przypadkach nie odnaleziono. 

27-latek przyjechał do Wygnanowa w gminie Małogoszcz na wakacje. W czasie spaceru natrafił na duży fragment prawej dłoni. Na miejsce przybyli policjanci, którzy wraz ze strażakami przeszukali okolicznych teren. W akcji wzięło udział prawie 50 funkcjonariuszy. Reszty zwłok nie odnaleziono.

 

ZOBACZ TEŻ: Niedźwiedź włamał się do ich domu i poszedł spać w szafie. Gdy go obudzili zrobił coś niesłychanego!

 

Internauci od razu połączyli to zdarzenie ze sprawą ludzkich nóg z rzeki Kamiennej. Niektórzy podejrzewają, że szczątki mogą należeć do tej samej osoby. Wprawdzie oba miejsca dzieli kilkadziesiąt kilometrów, niemniej obie sprawy to woda na młyn dla zwolenników kryminalnych teorii.

 

Policja na razie w żaden sposób nie skomentowała tych rewelacji i chyba na razie nie łączy obu smutnych znalezisk. Ale sprawie będziemy się bacznie przypatrywać.

 

echodnia.eu/ foto: zdjęcie ilustracyjne/policja

nogi, poszedł popływać i utonął. nikt nic nie zauważył

Świętokrzyskie: z rzeki wyłowiono dwie nogi. Trwają makabryczne poszukiwania reszty zwłok

W miniony weekend jeden ze spacerowiczów odkrył obok rzeki Kamienna pod Starachowicami ludzką nogę. Wezwani na miejsce policjanci i strażacy szybko znaleźli drugą kończynę. Wciąż jednak nie natrafiono na resztę zwłok. Do kogo należały nogi i co stało się z resztą ciała? Trwają mroczne poszukiwania.

Pierwszą nogę spacerowicz wypatrzył nieopodal miejscowości Dziurów w gminie Brody w sobotę po południu. Niedaleko zlokalizowano drugą kończynę. Obie nogi znajdowały się poza wodą, wśród namulisk, gałęzi i śmieci, które po ostatnich ulewach naniosła woda.

 

ZOBACZ TEŻ: Chmary śmierdzących wijów opanowały Śląsk. Robaki mogą być groźne dla zdrowia!

 

Przybył na miejsce patomorfolog stwierdził, że nogi należały najprawdopodobniej do kobiety. Do późnego wieczora w sobotę kontynuowano poszukiwania. Przerwano je ze względu na zapadający zmrok i wznowiono w niedzielę rano. Ciała nie udało się odnaleźć mimo przeszukania kilkuset metrów brzegów rzeki.

 

Nie jest wykluczone, że resztę zwłok wkrótce znajdzie jakiś inny spacerowicz. Tymczasem policyjni specjaliści będą się starali ustalić tożsamość zmarłej osoby i okoliczności śmierci. Jednak bez całego ciała ich zadanie będzie mocno utrudnione.

 

echodnia.eu/wp.pl/ foto: screenshot zdjęcie ilustracyjne

lodówce

Policjanci weszli do mieszkania 34-latka. W jego lodówce dokonali przerażającego odkrycia!

Brytyjscy policjanci dokonali makabrycznego odkrycia w jednym z mieszkań w Canning Town w Londynie. Stróże prawa dostali anonimowy cynk, że pod wskazanym adresem mogą znajdować się poszukiwane od kilku lat kobiety. Podczas dokładnych oględzin udało im się zlokalizować ciała 34-letniej Henriett Szucs z Węgier i 38-letniej Mihrican Mustafy. Poćwiartowane zwłoki kobiet były ukryte w lodówce.

Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że obie zostały zamordowane, a ich pokawałkowane ciała trzymano przez cały czas w lodówce. Wskazują na to rozległe obrażenia jakie odkryto na ich ciałach. Wygląda na to, że tuż przed śmiercią obie były torturowane. Sekcja zwłok, którą zaplanowano na drugi tydzień maja ma wykazać co było bezpośrednią przyczyną ich śmierci i w jakim czasie ona nastąpiła. Zaginięcie Węgierki zgłoszono w 2016 roku, natomiast obywatelka Wielkiej Brytanii była poszukiwana od maja ubiegłego roku.

 

 

Właścicielem mieszkania, w którym dokonano przerażającego odkrycia jest 34-letni Zahida Younisa. Mimo to policjanci nie postawili mu żadnych zarzutów, ponieważ żył z jego wynajmu. Mężczyzna został jak na razie oskarżony o uniemożliwienie pochówku i obecnie przebywa w areszcie. Younisa został zatrzymany, ponieważ nie potrafił wyjaśnić kto przebywał w mieszkaniu przez ostatni czas i twierdził, że przewinęło się przez nie kilka osób. Policjanci chcą odpowiedzieć również na pytanie czy nikt z nich nie zaglądał przez ten czas do zamrażarki.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

tatrach

Makabryczne znalezisko w Tatrach. Pracownik TPN 100 metrów do szlaku spostrzegł coś przerażającego

Wczoraj około godziny 14 jeden z pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego dokonał makabrycznego znaleziska w Dolinie Jaworzynki. Około 100 metrów od szlaku natknął się na zwłoki w zaawansowanym stopniu rozkładu. Na miejsce przybyła policja.

Grupa dochodzeniowo-śledcza, która została wezwana, zabezpieczyła wszelkie ślady, a ratownicy TOPR przetransportowali ciało do Zakopanego. Zwłoki były w tak złym stanie, że nie dało się ustalić, czy jest to ciało kobiety, czy mężczyzny. Musiały bardzo długo leżeć w Tatrach. Zachowane strzępki ubrań sugerują, że to mężczyzna. Płeć, wiek i okoliczności śmierci pomoże ustalić sekcja zwłok.

 

ZOBACZ TEŻ: [VIDEO] Stewardessą rzuciło jak szmacianą lalką, a wrzątek oblał pasażerów. Dramatyczne chwile na pokładzie samolotu!

 

Wstępnie wykluczono też udział osób trzecich w śmierci tego człowieka. Kim był pechowy turysta, który dokonał żywota w Tatrach? Być może to ktoś z zaginionych w ostatnim roku. Tego prawdopodobnie dowiemy się już wkrótce.

 

tatromaniak.pl/ foto: fb.com/policja zakopane

pogrzebowym, pogrzebem

Resztki zwłok w wodociągach? Ta technologia zakładów pogrzebowych przeraża mieszkańców. Wkrótce będzie szerzej dostępna!

Producent zachwala metodę jako najbardziej ekologiczną ze wszystkich. Jednak mieszkańcy mają potężne obawy dotyczące skutków jej stosowania.

W angielskim hrabstwie West Midlands jedna z firm pogrzebowych zamierza uruchomić nowatorską technologię „wodnej kremacji” zwłok, tzw. resomację. Ciało denata, umieszczone w specjalnej kapsule jest poddawane procesowi hydrolizy zasadowej. Wszystkie tkanki miękkie zamieniają się w wodę, zaś fragmenty kości zostają rozdrobnione i wsypane do malutkiej urny.

 

Zdaniem firmy Resomation, która dystrybuuje tą technologię, jest ona w pełni bezpieczna i woda powstała po resomacji może spokojnie trafić do ścieków. I to właśnie budzi sprzeciw i strach mieszkańców. Obawiają się, że fragmenty DNA zmarłych przenikną do wód gruntowych i tym samym do ich kranów!

 

„Kopiujemy naturę. Ciało rozpuszcza się dzięki bakteriom glebowym, ale to bardzo długo trwa. Jedyne co my robimy, to dodajemy ciepło, co przyspiesza proces. Jest to trzecia opcja, inna niż kremacja i tradycyjny pochówek”

 

– uspokaja właściciel przedsiębiorstwa.

 

Mimo to, lokalna firma wodociągowa zgłosiła zapytanie w tej sprawie do władz państwowych. UK Water, instytucja która zajmuje się wodociągami na Wyspach także jest sceptyczna i uważa, że pomysł wywoła zbyt duży opór społeczny.

 

Producent z kolei chwali się, że pomysł bardzo dobrze sprzedaje się za oceanem, w USA. Twierdzi też, że ma dużo zapytań ofertowych z Wielkiej Brytanii i innych części świata. Wygląda jednak na to, że na Starym Kontynencie ludzie zdecydowanie bardziej konserwatywnie podchodzą do kwestii śmierci i pochówku. I względy ekologiczne nikogo tak łatwo nie przekonają.

o2.pl 

fetor, zgwałcił, nieznajomi, Bolesławcu, nastolatek, noworodka, salonie kosmetycznym, wołominie, zgwałcona, tablet, dzieci, mieszkanie, processąsiadkę, zmiażdżył, dożywocie, podpalił, skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Kłodzko: z mieszkania starszej pani unosił się fetor. Gdy policjanci wyważyli drzwi, przerazili się

Makabryczne zdarzenie miało miejsce w jednym z bloków przy ulicy Wiosennej w Kłodzku, w województwie dolnośląskim. Jeden z sąsiadów poczuł na początku tygodnia silny fetor dochodzący z mieszkania 87-letniej kobiety. Gdy ta nie odpowiadała na jego wezwania, postanowił zawiadomić służby.

Mężczyzna najpierw próbował zapukać do kobiety, a następnie dzwonił do niej domofonem. Ani jeden, ani drugi sposób kontaktu się nie udał. Do wieczora fetor stał się tak intensywny, że zaczęli interesować się nim inni sąsiedzi. Wezwano policję i straż pożarną.

 

ZOBACZ TEŻ: Zwłoki zniesione z Mount Everest bardzo trudne do identyfikacji. „Nie mają twarzy, ani żadnych…”

 

Kobieta nadal nie otwierała drzwi. Dlatego do akcji wkroczyli strażacy, którzy wyważyli drzwi, by do środka mogli wejść policjanci. Okazało się, że źródłem fetoru są zwłoki mężczyzny, który od co najmniej kilkunastu dni nie żył i powoli rozkładał się w mieszkaniu kobiety.

 

Zidentyfikowano go jako 67-letniego syna właścicielki mieszkania. Prokuratura zleciła sekcję zwłok, by wyjaśnić przyczynę jego śmierci. Staruszką zaopiekowała się pomoc społeczna , a spółdzielnia zapowiedziała przeprowadzenie dezynfekcji w całym budynku.

 

wp.pl/ foto: screenshot/ zdjęcie ilustracyjne

 

monika gibner

Od 23 lat czeka na odnalezienie zwłok córki. Czy to przełom w sprawie Moniki Gibner?

Monika Gibner została zamordowana przez własnego męża 23 lata temu. Od dłuższego czasu było jasne, że zwłoki kobiety spoczywają gdzieś w Jeziorze Dywickim na północ od Olsztyna. Jednak policja nie była w stanie ustalić dokładnego miejsca. Teraz dzięki Fundacji Na Tropie być może będzie to wreszcie możliwe.

Monika Gibner zniknęła w tajemniczych okolicznościach w 1996 roku. Jej mąż zapierał się, że nie ma pojęcia, co stało się z jego partnerką. Jednak po pół roku związał się z inną kobietą. Ona od początku domyślała się, że jej nowy mężczyzna coś ukrywa. Wypytywała go o los Moniki tak długo, aż wreszcie po alkoholu wygadał się. Kobieta od razu wezwała policję.

 

ZOBACZ TEŻ: Zbrodnia miłoszycka zostanie wreszcie rozwikłana? Pomóc w tym może… woda utleniona!

 

Mężczyzna najpierw przyznał się do zbrodni, potem odwołał zeznania. Mimo to sąd nie miał wątpliwości po zebraniu dowodów, że to on stoi za zniknięciem żony. W więzieniu spędził ponad 20 lat. W międzyczasie zaznaczył na mapie jeziora obszar, gdzie zatopił torbę ze zwłokami kobiety. Z więzienia wyszedł w ubiegłym roku, a w lutym tego roku zmarł.

 

O tym jak wyglądają poszukiwania i jakie są szanse na odnalezienie ciała Moniki przeczytacie na kolejnej stronie

dramat na evereście, everest

Zwłoki zniesione z Mount Everest bardzo trudne do identyfikacji. „Nie mają twarzy, ani żadnych…”

W ostatnich tygodniach nepalska ekspedycja zniosła z najwyższej góry świata zwłoki 4 wspinaczy i 11 ton śmieci pozostawionych przez himalaistów. Niestety, istnieją spore problemy z identyfikacją zniesionych z Mount Everest ciał.

Zwłoki, które udało się zebrać leżały pierwotnie między obozem bazowym pod Mount Everest a Przełęczą Południową (7906 m. n.p.m.). Ekspedycja nie pokusiła się więc o znoszenie zwłok z najwyższych partii góry, ale zapewne tylko te, które znajdowały się wyjątkowo blisko szlaku i mocno rzucały się w oczy wspinającym himalaistom.

 

ZOBACZ TEŻ: Odkryli tajny właz w kwaterze głównej Hitlera. To za nim ukryta jest bursztynowa komnata?

 

Zwłoki przewieziono do kostnicy szpitala uniwersyteckiego w Katmandu, stolicy Nepalu. Jednak żadnego ciała nie udało się jak dotąd zidentyfikować – nie znaleziono przy nich żadnych rzeczy osobistych ułatwiających identyfikację, a warunki panujące na górze sprawiły, że ciała uległy znacznemu rozkładowi.

 

Ciała są nie do poznania, niemal szkielety. Nie mają twarzy, żeby je zidentyfikować. Poleciliśmy szpitalowi pobranie próbek DNA do porównania z rodzinami zmarłych wspinaczy, które się mogą zgłosić

 

– mówi oficer policji Phanindra Prasai.

 

Na zboczach Everestu wciąż spoczywają setki ciał. Część z nich wprost na szlakach wspinaczkowych, o czym opowiadali wspinacze, którzy powrócili niedawno z Everestu:

ZOBACZ:Filmowiec opowiedział, co dzieje się na Mount Everest: „Śmierć. Masakra. Chaos. Nigdy więcej tam nie wrócę”

 

Warto jednak pamiętać, że nie każdy ze zmarłych chciał „wracać” z Everestu. Ostatnią wolą wielu wspinaczy było aby pochować ich na zboczach góry, która odebrała im życie.

 

onet.pl/ foto: wikipedia

łeb wilka

Z wiecznej zmarzliny wyciągnęli łeb potwora. Ta bestia żyła na ziemi 40 tysięcy lat temu!

Wieczna zmarzlina północnej Syberii to prawdziwy rezerwuar niesamowitych znalezisk. W świetnym stanie przetrwały w niej tysiące okazów roślin i zwierząt, które dzisiaj pomagają naukowcom zrozumieć jak wyglądała ziemia przed dziesiątkami tysiącami lat. To znalezisko jest jednak wyjątkowo interesujące!

W ubiegłym roku mieszkaniec Jakucji odnalazł w roztapiającej się zmarzlinie podejrzanie wielki łeb. Wyglądał naprawdę okazale. Naukowcy szybko ustalili, że należał do prehistorycznego wilka – i to wilka prawdopodobnie niemalże dwa razy większego od dzisiejszych okazów!

 

ZOBACZ TEŻ:Wydobyli zwłoki źrebaka sprzed 42 tysięcy lat. Po miesiącach badań mają sensacyjne informacje – to może być naukowy przełom!

 

Znaleziony łeb ma bowiem ponad 40 centymetrów, a to prawie dwa razy tyle, co łby dzisiejszych wilków. Uczeni ocenili, że pochodzi on sprzed ok. 40 tys. lat. Zachowała się w idealnym stanie – pysk wilka jest pokryty sierścią, zaś czaszka wciąż zawierała mózg!

 

Znaleziskiem pochwalono się dopiero teraz, bowiem skończyły się dokładne badania komputerowe głowy przeprowadzone przez naukowców Japońskich. Dzięki nim powstał trójwymiarowy model łba, a badacze bez niszczenia znaleziska mogli sprawdzić „co jest w środku”.

 

Teraz naukowcy chcą przebadać DNA wilka, oraz spróbować ustalić jak zginął. Na pewno nie przyczynili się do tego ludzie – ci bowiem dotarli na te tereny kilka tysięcy lat później. Chyba, że i w tej kwestii wieczna zmarzlina pozwoli wkrótce dokonać odkrycia wywracającego tę teorię.

 

wp.tv, foto: wp.tv/ screenshot