mount everest

Koszmar na Mount Everest: zwłok jest tak dużo, że utrudniają wspinanie!

O tym, że najwyższa góra świata to cmentarzysko, pisaliśmy nie raz. Jednak zmiany klimatu sprawiają, że Góra Gór odsłania coraz więcej makabrycznych pozostałości po śmiałkach, którzy przeliczyli się ze swoimi siłami, lub padli ofiarą niesprzyjającej pogody i wypadków. A to już dość poważny problem.

Szacuje się, że na zboczach Mount Everest spoczywa ponad 200 ciał. Zdecydowana większość na ich najwyższych częściach, w tzw. strefie śmierci, powyżej 7,5 tys. metrów. Zazwyczaj trzeba było niewiele czasu, aby zwłoki przykrył śniegi  lód.

 

ZOBACZ: Trupy poprzedników jak drogowskazy. Ośmiotysięczniki to prawdziwe CMENTARZYSKA – ciała muszą tam zostać na zawsze

 

Jednak w ostatnich latach nasila się zjawisko topnienia śniegów i lodowców na Mount Everest, a tym samym wiele z ciał zostaje odsłoniętych. Nie jest to miły widok, ale przede wszystkim chodzi o kwestie moralne i częściowo zdrowotne.

 

Ale nie tylko zwłoki są zmorą na Mount Everest. Cała góra jest dosłownie zasypana dziesiątkami ton śmieci, odpadków i… ekskrementów pozostawianych przez setki osób, które co sezon usiłują ją zdobyć. Nepalskie Stowarzyszenie Operatorów Ekspedycji przyznaje, że uprzątnęło ostatnio stare liny poręczowe, ale ze śmieciami i zwłokami sprawa jest o wiele trudniejsza. Śmieci co jakiś czas są częściowo uprzątane, ale zwłok, poza wyjątkami, nie ruszano.

 

JAK TO ZROBIĆ?

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE

narkotyków, akcja, oczku, tragedia

Ich spacer zamienił się w horror. W chorzowskim oczku wodnym dokonano makabrycznego odkrycia!

Niedziela, jak to niedziela. Często zabieramy swoje rodziny na spacer i chcemy spędzić z nimi ten wolny dzień. Goście, którzy postanowili przejść się po Parku Śląskim pewnie mieli ten sam zamiar. Niestety, wszystko przerwał moment, gdy zauważyli zwłoki w chorzowskim oczku wodnym. Natychmiast zaalarmowali o tym policję.

Ciało miało leżeć w zbiorniku co najmniej od jesieni. Teraz po prostu wypłynęło i pech chciał, że trafiło akurat na spacerowiczów. Zauważyli oni unoszące się zwłoki w chorzowskim oczku wodnym. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu bardzo szybko a służby wyłowiły ciało leżące w szuwarach. Było w zaawansowanym stadium rozkładu, co nie pozwoliło na natychmiastowe określenie płci. Przyczyny śmierci oraz wszystkie informacje o zmarłym człowieku ma ustalić sekcja zwłok. Póki co nic konkretnego nie wiadomo.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Nieudany występ w amerykańskim „Mam Talent”. Żona wyślizgnęła mu się z rąk i spadła z dużej wysokości!

 

Nikt z nas nie chciałby przeżyć takiego wydarzenia podczas niedzielnej chwili relaksu. Szczególnie, gdy przebywałby ze swoją rodziną. Jak będziemy znać więcej faktów na ten temat, to od razu o tym państwa poinformujemy.

źródło: o2.pl fot. ilustracyjne

fabryki

Myszkowali w ruinach starej fabryki w Gubinie. Dokonali makabrycznego odkrycia

Grupka młodzieży wybrała się do opuszczonej i zrujnowanej fabryki obuwniczej w Gubinie 1 marca. Myszkując po jej zakamarkach odkryli coś wstrząsającego. Przytomnie od razu wezwali służby.

W gruzowisku fabryki młodzi znaleźli zwłoki noworodka. Policja zabezpieczyła wszystkie ślady, zaś ciało przekazano do przeprowadzenia sekcji zwłok. Dzięki niej wykazano, że dziecko urodziło się martwe, około 24 godzin przed znalezieniem go przez młodych ludzi.

 

ZOBACZ: Był znudzony swoją żoną więc dla żartu wystawił ją na sprzedaż! Kwota z licytacji przerosła jego najśmielsze oczekiwania!

 

Ustalono także, że dziecko urodziło się w 24 tygodniu ciąży. Na jego ciele nie znaleziono żadnych obrażeń. Pobrano za to próbki DNA i rozpoczęto poszukiwania matki.

 

wp.pl/ foto: google maps

 

żonę, ogródek, policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Zabił żonę, a zwłoki ukrył w lesie. Wpadł po kilku latach: „Nie mam żalu do ojca, bez niej było wreszcie normalnie”

Arkadiusz A. utrzymywał, że jego żona Krystyna A. nagle, z dnia na dzień, wyjechała za granicę. Spaliła za sobą mosty i zerwała kontakty. Choć wydawało się to niemożliwym, a jej mąż trafił do aresztu, nie było żadnych dowodów na obalenie tych zeznań. Nagle, po siedmiu latach sytuacja zmieniła się – odnaleziono żonę Arkadiusza – jej zwłoki były zawinięte w dywan!

Wlekącą się przez lata sprawę prowadziła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku, oraz policjanci z Bielska Podlaskiego, gdzie mieszkała Krystyna A. Przez wiele lat nie udało się ustalić żadnych szczegółów o losie zaginionej.

 

ZOBACZ: [VIDEO] Zrobił skuterzyście chamski dowcip. Wszyscy ochrzcili go „jednorożcem” – zobacz czemu!

 

Trzy lata temu do aresztu z zarzutem zabójstwa trafił mąż Krystyny. Jednak policjanci nie mieli najważniejszego dowodu – ciała. Dlatego po kilku tygodniach mężczyzna opuścił areszt.

 

Jednak w maju 2018 roku nastąpił przełom w sprawie. W głębi jednego z lasów odnaleziono zwłoki zawinięte w dywan. Musiały leżeć zakopane w lesie od kilku lat. Sekcja zwłok oraz dokładne badania potwierdziły tożsamość ofiary – to była Krystyna A.!

 

Z wyników sekcji zwłok wynikało, że kobieta została pchnięta nożem. W związku z tym niespodziewanym odkryciem funkcjonariusze znowu zapukali do drzwi mieszkania jej męża. Mężczyzna po raz kolejny trafił do aresztu z zarzutem zabójstwa.

 

ZOBACZ: Radom: Komornik wszedł do domu 90-latka. Odkrył mroczne sekrety starszego pana!

 

Początkowo mężczyzna nie przyznawał się do winy i kilkukrotnie zmieniał wersję wydarzeń. Wreszcie przed sądem przyznał się do zabicia żony. Jednak twierdził, że nastąpiło to w wyniku wypadku. To żona miała go zaatakować, a w wyniku szamotaniny ostatecznie nóż wbił się w jej ciało.

 

Wstrząsające słowa powiedział syn ofiary i mordercy. Stwierdził on, że nie ma żal do ojca za zabójstwo matki, bo „bez niej wreszcie było normalnie. Jak się okazało, kobieta była alkoholiczką, brała pożyczki na alkohol i wynosiła z domu różne rzeczy. Jak widać zbrodnia ta jest podszyta straszną rodzinną tragedią, z którą nikt nie umiał poradzić sobie normalnie.

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ policja

zwłoki noworodka w Odrze

Poderżnęła gardło swojemu dziecku tuż po porodzie i wyrzuciła zwłoki do Odry. Nowe fakty

To już kolejny z serii artykułów, które na ten temat napisaliśmy. Od połowy czerwca trwają tak nieustanne jak bezskuteczne poszukiwania matki, która zabiła, a potem wyrzuciła swoje nowo narodzone dziecko do Odry. Tym razem policja i prokuratura liczy na znaczny przełom.

Zwłoki dziecka odkrył wędkarz łowiący ryby na wysokości Parku Krasnala w Nowej Soli 18 czerwca. Znajdowało się w torbie będącej elementem wózka dziecięcego. Poza zwłokami znaleziono w niej kilka przedmiotów: damska koszula nocna, podpaski, bielizna i pielucha.

 

Dziecko mogło przebywać w wodzie nawet kilkanaście dni. Było wcześniakiem, znajdowała się przy nim jeszcze pępowina oraz łożysko. Ustalono także, że był to chłopiec. Wkrótce okazało się także, że dziecko zostało zamordowane tuż po porodzie – policja poinformowała, że miało ranę kłutą szyi.

 

Na stronie lubuskiej policji opublikowano zdjęcia przedmiotów znalezionych przy dziecku, które mogą pomóc w jego identyfikacji. Możecie zobaczyć je tutaj [ZOBACZ].

 

Śledczy podejrzewali, że sprawczyni wcale nie musi pochodzić z Nowej Soli, tylko z innej części kraju – dziecko w torbie mogło długi czas dryfować z prądem Odry. Z drugiej jednak strony specyfika Odry sprawia, że równie dobrze torba z ciałkiem mogła na jakiś czas utknąć w zakolu rzeki.Toteż matka może pochodzić z najbliższej okolicy miasta.

 

ZOBACZ: Trzy dni mieszkał ze zwłokami żony. Wszyscy mieli go za wzorowego męża

 

Policja postanowiła zwrócić się o pomoc do profilera oraz okolicznych ginekologów. Prokuratura uzyskała zwolnienie z tajemnicy lekarskiej i zamierza przesłuchać 120 lekarzy pracujących na terenie powiatów zielonogórskiego, nowosolskiego i ich najbliższych okolic.

 

Dodatkowo profil sprawcy ma stworzyć jeden z najlepszych profilerów w kraju. Śledczy liczą, że te działania, połączone z wyodrębnieniem DNA osoby trzeciej w torbie, w której schowano dziecko pozwoli na identyfikację sprawcy. Wytypowano także około 1500 osób, które prokuratura zamierza przesłuchać! Wśród nich większość to kobiety.

 

O postępach w sprawie będziemy informować.

 

Nawet policjanci mieli mdłości, gdy weszli do jego mieszkania. Makabryczne odkrycie w domu 26-latka

Hiszpańskie media żyją przerażającą i okrutną zbrodnią 26-latka z Madrytu. Jego matka, 66-letnia Maria Soledad Gonzales od dawna nie wychodziła z domu. Jedna z jej przyjaciółek zmartwiła się tym brakiem kontaktu i wezwała policję. Funkcjonariusze dokonali makabrycznego odkrycia, przyprawiającego o mdłości.

Policjanci udali się do mieszkania 66-latki. Zastali w nim jej 26-letniego syna, który bardzo zmieszał się widząc mundurowych. Nie umiał odpowiedzieć na żadne pytania dotyczące swojej rodzicielki, dlatego funkcjonariusze przekonali go, aby wpuścił ich do mieszkania.

 

ZOBACZ: [VIDEO +18] Spadochroniarz nagrał swój ostatni skok z klifu. Roztrzaskał się o skały, ale w ostatniej chwili…

 

Zapach w środku był tak odrażający, że jeden z policjantów uciekł na ulicę. Okazało się, że w całym mieszkaniu pochowane są pudełka z niewielkimi fragmentami zwłok 66-latki! Jej syn zamordował ją, poćwiartował, zaś zwłoki w malutkich fragmentach pochował w szafkach i lodówce.

 

Do policji docierały wcześniej informacje, że syn ofiary znęcał się nad nią. Jednak kobieta nigdy nie wniosła przeciwko niemu żadnego doniesienia.

 

Mężczyzna przyznał, że karmił mięsem matki swojego psa i sam także je jadł. Patolodzy sądowi stwierdzili, że z tak rozczłonkowanego ciała nie są w stanie wyczytać pierwotnej przyczyny śmierci. Jesteśmy więc skazani na zeznania 26-latka. Czy wyjawi prawdę? Być może przekonamy się już wkrótce.

 

o2/pl/ foto: pixabay

wędkarze, poszukiwania 12-letniego Daniela

Sławno: wędkarze zobaczyli w wodzie coś okropnego. Na miejsce przybyła policja

Niedzielne przedpołudnie. Wędkarze relaksujący się nad jeziorem nieopodal Postomina w powiecie sławieńskim dostrzegli dziwny kształt unoszący się na wodzie. Po chwili byli pewni, że nigdy nie chcieliby tego zobaczyć. Wezwali na miejsce służby i w makabrycznych okolicznościach zakończyli swoje wędkowanie.

Na wodzie unosiły się rozkładające się ludzkie zwłoki. Strażacy przybyli na miejsce wydobyli je na brzeg. Zostały zabezpieczone przez policjantów i prokuratora do sekcji zwłok. Wędkarze zostali przesłuchani.

 

ZOBACZ: [VIDEO] Lew chciał obudzić lwicę, zrobił to bardzo źle. Nagranie jest hitem sieci!

 

Dziennikarze dowiedzieli się, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa są to zwłoki kobiety. Jednak poziom rozkładu wręcz uniemożliwia szybką identyfikację.

 

Przed śledczymi teraz bardzo trudne zadanie – muszą ustalić kim jest zmarła osoba. Czy to ktoś zaginiony w okolicy? A może osoba z zupełnie innej części kraju? Kiedy i jak zmarła? Przecież wcale nie musiała się utopić – do wody jej ciało mogło trafić później. To wszystko z pewnością trochę potrwa.

 

wp.pl/ dziennik bałtycki/ foto: policja/ zdjęcie ilustracyjne

siostrzyczkę, martwą matką, dzieci zginęły w zamrażarce

Mieszkała z martwą matką. Zwłoki codziennie przykrywała kolejnym kocem – jej tłumaczenia są szokujące

Pewna mieszkanka Wirginii w USA przez 44 dni mieszkała z martwą matką. Aby zneutralizować zapach rozkładu, codziennie przykrywała zwłoki kobiety kolejnym, nowym kocem i używała odświeżaczy powietrza. Okropny sekret w końcu odkrył jej krewny.

29 grudnia zmarła 78-letnia Rosemary Outland, matka zatrzymanej 55-latki. Kobieta twierdzi, że usiłowała ją reanimować, a gdy to nie pomogło wpadła w panikę. Obawiała się, że zostanie oskarżona o jej śmierć. Postanowiła mieszkać z martwą matką nie widząc dla siebie innej możliwości.

 

ZOBACZ: Wpadł do sex-shopu i ukradł sztuczną waginę. „Przez głupotę” trochę posiedzi!

 

Przez kolejne dni owijała starannie zwłoki matki nowymi kocami. Każdego dnia było ich więcej i więcej. Smród rozkładu usiłowała maskować odświeżaczami powietrza.

 

Tajemnica wyszła na jaw, gdy jeden z krewnych zmarłej zaczął niepokoić się brakiem kontaktu z nią. Wszedł do domu kobiety przez okno i wtedy odkrył zwłoki. Od razu wezwał policję.

 

Przyczyny śmierci kobiety wyjaśni sekcja zwłok. Jej córce grozi od roku do 5 lat więzienia i do 2,5 tysiąca dolarów grzywny za ukrywanie zwłok.

nosorożce, lew, lwy, rpa, kłusownik, kłusownika

Chciał zapolować na LWY, ale to lwy upolowały jego. Makabryczny los pechowego kłusownika!

Szczątki kłusownika odnaleziono na terenie Parku Narodowego Krugera w Republice Południowej Afryki. Nie ma praktycznie żadnych wątpliwości, że mężczyzna nielegalnie zamierzał odstrzelić zwierzęta, dla których ostoją miał być ścisły rezerwat.

 

Moatshe Ngoepe, rzecznik policji w prowincji Limpopo poinformował o zdarzeniu media. Ciało nieszczęśnika było niemalże całkowicie pożarte – pozostały tylko największe kości i głowa. Obok szczątek leżała naładowana broń i amunicja.

 

Kim był pechowiec na razie nie wiadomo. Stan zwłok w zasadzie uniemożliwia identyfikację. Rzecznik policji i lokalne władze zwracają uwagę, że w ostatnich latach liczba kłusowników wzrasta. Wiele zwierząt afrykańskich jest wykorzystywanych w przeróżnych dziwnych rytuałach z pogranicza medycyny i magii. Do tego celu wykorzystuje się np. rogi nosorożca, ale też kości rzeczonych lwów.

 

Tym razem to natura wygrała w nierównym starciu z uzbrojonym człowiekiem. Byłoby dobrze gdyby smutny los kłusownika skłonił jego kolegów po fachu do zmiany zajęcia. Czy tak się stanie – raczej płonne nadzieje. Wciąż zysk z takiej działalności jest zbyt duży. Konsekwencje, nawet tak tragiczne nie odstraszą rzeszy ludzi, dla których brak innego zajęcia.

 

 

 

źródło: rp. pl, foto: zdj. ilustracyjne/ pixabay. com