szerszenie azjatyckie, szerszeń

Wkrótce w Polsce może zadomowić się szerszeń azjatycki. Jedno użądlenie potrafi zabić!

Jak sama nazwa wskazuje, szerszenie azjatyckie powinny być dla nas tematem bardzo odległym. Niestety postępująca globalizacja sprawia, że różne ekspansywne i inwazyjne gatunki pojawiają się w różnych częściach świata. A do takich należy szerszeń azjatycki, który już wkrótce najpewniej pojawi się w naszym kraju.

Szerszenie azjatyckie dotąd żyły głównie na terenie Chin i Japonii. W tym drugim kraju rocznie z ich powodu umiera około 30-40 osób. Jednak od kilkudziesięciu lat szerszenie te zaczynają rozmnażać się także w Europie. W 2018 roku ich stanowiska odkryto w Niemczech, na terenie Hesji – a więc już bardzo blisko naszych zachodnich granic. Kiedy szerszeń azjatycki trafi do Polski? Być może to kwestia najbliższych kilku sezonów.

 

ZOBACZ TEŻ:Wymarzony romans nagle zmienia się w koszmar. Coraz więcej kobiet pada ofiarą tego okrutnego zjawiska

 

Szerszenie azjatyckie to bardzo duże i agresywne owady.  Lubią żywić się miodem pozyskiwanym od pszczół i samymi pszczołami. Jeden szerszeń potrafi w ciągu dnia zabić dziesiątki pszczół, więc cała kolonia tych owadów w ciągu roku dokonuje niebotycznych szkód! Poza tym atakują wszystkie inne owady, inne osy, ale też zjadają pyłki i nektary kwiatowe.

 

Dla człowieka uczulonego, ugryzienie szerszenia kończy się w większości przypadków śmiercią. Ale i osoby zdrowe mogą zginąć, jeśli szerszeń zdoła wstrzyknąć odpowiednio dużą dawkę jadu. Dlatego owady te są niezwykle groźne, szczególnie dla dzieci i osób starszych.

 

Naukowcy uspokajają, że podgatunek szerszenia, który dotarł do Europy nie jest znacznie bardziej agresywny niż nasze rodzime szerszenie, niemniej jednak pszczelarze nie są szczęśliwi z nowego zagrożenia dla swoich pasiek. A i dla innych spotkanie z szerszeniem może skończyć się bardzo źle – zupełnie przypadkowo możemy przecież wejść na terytorium kolonii szerszeni, które nie będą sprawdzać naszych intencji, tylko po prostu nas pożądlą!

 

o2.pl/ foto: wikipedia.org

Komentarze