escape room pożar, escape

Wstrząsające zeznania pracownika escape roomu o ostatnich chwilach nastolatek

Mijają cztery dni od tragicznego pożaru w escape roomie w Koszalinie. W jego wyniku śmierć poniosło pięć nastolatek świętujących tam urodziny jednej z nich. Właściciel firmy został już tymczasowo aresztowany i usłyszał zarzuty. Zaś poparzony pracownik wydobrzał na tyle, by złożyć zeznania. Są wstrząsające.

25-latek ma w sprawie status pokrzywdzonego. Feralnego dnia około godziny 17, gdy pięć młodych klientek weszło do escape roomu i rozpoczęło zabawę, mężczyzna poczuł zapach gazu. Usłyszał także syk z jednej z butli. Usiłował ją zakręcić, ale to nic nie dało – doszło do wybuchu.

 

Mężczyzna doznał dość rozległych poparzeń. Usiłował dostać się do drzwi escape roomu i otworzyć je, ale ogień odciął mu drogę. W tym piekle zgubił też telefon. Wybiegł więc na ulicę i pierwszą napotkaną osobę poprosił o zawiadomienie służb i ratunek.

 

ZOBACZ: Tragedia w Koszalinie: jedna z dziewczynek przed śmiercią dodzwoniła się do taty, prosiła o jedno

 

25-latka przewieziono na oddział oparzeniowy szpitala w Gryficach. Tam w obecności lekarza został przesłuchany na początku tygodnia. Wiemy już także, że o pomoc prosiły same piętnastolatki, które dzwoniły do służb, oraz do jednego z rodziców gdy spostrzegły, że są uwięzione w pożarze. Niestety ratunek przyszedł za późno – dziewczyny zmarły z powodu zatrucia tlenkiem węgla.

 

 

fakt.pl/ foto: youtube screenshot



Komentarze