tatry

Tatry: MONSTRUALNE ulewy. Zerwane mosty, zalane szlaki, odcięte schronisko. NIE WYCHODŹCIE W GÓRY!

Ktokolwiek z Was planował spędzić najbliższy aktywni i jechać w Tatry – niech lepiej poważnie się nad tym zastanowi i sprawdza na bieżąco komunikaty. Po wczorajszych opadach deszczu większość szlaków jest zalanych lub podtopionych, a TPN i TOPR odradzają jakiekolwiek wyjścia w górę!

 

Najgorsza sytuacja jest w Dolinie Pięciu Stawów i Dolinie Roztoki. Ulewne deszcze zerwały most prowadzący przez Roztokę do schroniska w Pięciu Stawach. Według właścicieli schroniska jest ono obecnie kompletnie odcięte od świata. Siła wody była tak potężna, że zmyła drewniany most kilkaset metrów niżej.

 

 

Również niebezpieczne mogą być wyjścia do Doliny Pięciu Stawów od strony Hali Gąsienicowej. Wszystkimi żlebami płyną bowiem wartkie potoki wody. Zalane są też okolice Morskiego Oka i nie ma możliwości obejścia go szlakiem wzdłuż brzegów.

Zalaniu uległa także Jaskinia Mroźna i Dolina Kościeliska – szlak jest podtopiony, nie funkcjonuje punkt poboru opłat. Według aktualizacji TPN z godziny 10 sytuacja się pogarsza – zamknięto kolejne szlaki:

 

 odcinek Ścieżki nad Reglami z Polany Małołąckiej do Przysłopu Miętusiego; szlak przez Dolinę Małej Łąki na przełęcz Kondracką; szlak z Kuźnic na Przełęcz między Kopami, Doliną Jaworzynki; szlak na Kasprowy Wierch z Kuźnic, przez Myślenickie Turnie; szlak z Murowańca do Czarnego Stawu; szlak z Brzezin do Murowańca; szlak z Murowańca na Rówień Waksmundzką.

 

Dodatkowo problemy występują nad okolicznych drogach, zamknięta jest np. Droga Oswalda Balzera na wysokości mostu w Suchej Wodzie, ze względu na wysoki stan wód.

 

 

 

TOPR i TPN apelują aby nie podchodzić do potoków, a najlepiej w ogóle nie wychodzić w góry. Jeśli już planujecie wycieczkę, skonsultujcie się najpierw z pracownikami TPN: Punktem Informacji Turystycznej (ul. Chałubińskiego 42 a, Zakopane, tel. (+48) 18 20 23 300, e-mail infotur@tpn.pl),

Tatry, rysy, zwłoki w tatrach

Co za ludzie! Turyści ze Słowacji zrobili TO na Rysach! [FOTO]

Skoro sezon wakacyjny w pełni, to i jasnym jest, że stężenie głupoty w polskich górach osiągnie apogeum. Po raz kolejny turyści odwiedzający Tatry dali popis swojej nieodpowiedzialności i braku myślenia. Tym razem na Rysach „wsławiła się” grupa turystów ze Słowacji. 

 

Rysy to najwyższy szczyt w Tatrach, który dostępny jest znakowanym szlakiem turystycznym. Na pozostałe musimy albo wjechać kolejką, jak na Łomnicę, albo po prostu wspiąć się z użyciem sprzętu i odpowiednich umiejętności. Nie dziwi więc, że niektórzy zdobycie Rysów uważają za wielki życiowy sukces.

 

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie pewne zachowania, które sprawiają, że – mówiąc delikatnie – kopara opada. Jedni ryli inicjały na skałach, inni mazali sprejami, ale kolejarze… cóż. Kolejarze wnieśli na szczyt hamulec pociągowy, a do skały przybili tablicę z nazwiskami zdobywców!

 

 

Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego już usunęła te wątpliwej jakości pamiątki. Nas za to ciekawi, czy korzystając z danych osobowych z tabliczki pociągnie tych ludzi do odpowiedzialności i wystawi hojne mandaty?

 

fakt.pl facebook.com/foto:/fb/tatromaniak 

pijani ukraińcy w tatrach

Tatry: pijani UKRAIŃCY chcieli wykąpać się w wodospadzie. Wywołali awanturę, ale nie przewidzieli, że…

Szlak nad Morskie Oko przyciąga różnych ludzi. Często takich, którzy w górach nie powinni się znaleźć. Tak było z trzema mężczyznami w wieku 25-30 lat. Pijani Ukraińcy postanowili zejść ze szlaku i wykąpać się w… Wodogrzmotach Mickiewicza!

 

Gdy do władz Tatrzańskiego Parku Narodowego dotarły informacje o wybrykach na trasie do Morskiego Oka, od razu wysłano tam straż parku narodowego, ratowników TOPR i policję. Pijani Ukraińcy tymczasem próbowali podejść pod górę wodospadu – jeden fałszywy krok mógł skończyć się tragicznie.

 

Gdy strażnicy przybyli na miejsce, usiłowali przekonać mężczyzn do zejścia. Ci jednak byli bardzo agresywni. Jeden z nich chciał pobić strażników, za to, że „zepsuli mu przygodę”. Panowie otrzymali 500-złotowe mandaty, których jednak nie przyjęli.

 

Nie myślcie też, że to koniec historii. Policja sprawdziła delikwentów i okazało się, że wszyscy przebywają w Polsce bez ważnych wiz! Tym samym teraz grzecznie czekają aż straż graniczna dokończy procedury i deportuje ich na Ukrainę! I po co było tak, nomen omen, kozaczyć?

 

 

tatrach, tatry, świnica, niebieska turnia

W Tatrach RUNĄŁ kawałek góry. Popularny szlak tatrzański został ZDEMOLOWANY i zamknięty do odwołania [FOTO]

Często mówi się, że w górach nie warto się śpieszyć. Że jeśli nie uda nam się zdobyć jakiegoś szczytu, to przecież możemy tam wrócić innym razem, bo góry nigdzie nie uciekną, skoro stoją już tak długo. Jest w tym ziarno prawdy, ale nie do końca – w polskich Tatrach miał właśnie miejsce potężny obryw skalny.

 

Zawaliła się znaczna część Niebieskiej Turni, która góruje nad fragmentem szlaku pomiędzy Przełęczą Zawrat a Świnicą. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że nie jest to koniec niszczycielskiego zjawiska i dalsze fragmenty turni mogą wkrótce także się zawalić.

 

„Oberwała się część południowej ściany Niebieskiej Turni, niszcząc szlak. Odcinek szlaku Zawrat-Świnica jest obecnie zamknięty!!! Non stop lecą tam kamienie!!! Także przebywanie na szczycie Niebieskiej Turni jest śmiertelnie niebezpieczne, z pewnością spadło stanowisko zjazdowe, więc popularna graniówka będzie nie do przejścia”

 

– napisał na swoim profilu Facebook pan Rafał Mikler, zamieszczając także stosowne zdjęcia. Informacje te potwierdziły także władze Tatrzańskiego Parku Narodowego.

 

„Z powodu obrywu skalnego oraz zniszczenia dużego fragmentu szlaku zostaje on zamknięty do odwołania. Obryw jest nadal aktywny. Prosimy nie planować wycieczek tym szlakiem”

 

Użytkownicy mediów społecznościowych potwierdzają, że obryw musiał być naprawdę potężny, gdyż był słyszalny przez wielu turystów znajdujących się często bardzo daleko od Świnicy. W sieci pojawiło się także nagranie dokumentujące drugą część osuwiska. Jednak zdecydowana większość skał spadła na drugą stronę, do Doliny Pięciu Stawów.

 

 

 

 

Miejmy nadzieję, że sytuacja wkrótce się unormuje i możliwe stanie się odremontowanie uszkodzonego fragmentu szlaku. Trasa z Zawratu na Świnicę jest bardzo popularna i wymagająca zarazem, dlatego w obecnych warunkach faktycznie lepiej się tam nie pojawiać!

 

wprost.pl/facebook.com/ foto: redakcja

 

rysy, upadek, topr, turystka

O WŁOS OD ŚMIERCI! Uchwycił na kamerze UPADEK Z RYSÓW! Mogło skończyć się dramatem [VIDEO]

Góry zimą nie są dla wszystkich. Wymagają odpowiedniego przygotowania, umiejętności i sprzętu. Paradoksalnie Rysy, które latem nie należą do najłatwiejszych wierzchołków, zimą przy dobrej pogodzie nie stanowią problemu dla odpowiednio wyposażonego turysty. Jednak upadek z nich wciąż może być potwornie groźny. Przekonała się o tym ta turystka.

 

Zimą na Rysy podchodzi się nie po skałach i łańcuchach, a ośnieżonym żlebem. Jego sprawne pokonanie wymaga użycia raków i czekana. Zdarzają się niestety tacy, którzy wchodzą bez tego sprzętu.

 

Osoba niewyposażona najpewniej spadłaby aż do Czarnego Stawu. Kobieta, która zaliczyła upadek na szczęście miała sprzęt i umiała go używać. Gdy straciła równowagę i zaczęła się staczać na dół, zgrabnie przekoziołkowała układając się na brzuchu i wbiła czekan mocno w śnieg. Dzięki temu, oraz temu szybko się zatrzymała. Miała też nieco szczęścia, bo żleb nie był zalodzony, a śnieg ubity, tylko kopny. To ułatwiło „awaryjne hamowanie”.

 

 

„Raki i czekan powinny być nieodłączną parą. Turyści często o tym zapominają. Same raki nic nam nie dadzą. Bez czekana nie jesteśmy w stanie utrzymać równowagi przy wspinaczce albo zahamować podczas zjazdu”

 

– mówi Marcin Józefowicz, ratownik TOPR. Same raki, gdy upadniemy nic nam nie pomogą, bo wbite w śnieg doprowadzą w najlepszym razie do koziołkowania, a w najgorszym do poważnych urazów nóg.

 

Niestety, w kronikach TOPR wciąż pojawia się sformułowanie „brak odpowiedniego sprzętu” przy opisywaniu tatrzańskich wypadków. Niech ten film uświadomi nam dlaczego jest on tak niezbędny.

 

wp.pl/ foto: screenshot youtube.com/mateusz grefkowicz

giewoncie, giewont, tatry

SKARPETKI NA GIEWONCIE. Pech i skrajna głupota  poskutkowały NAJDZIWNIEJSZĄ akcją ratowniczą TOPR w ostatnim czasie!

Tatry zimą mogą być tyleż piękne, co niebezpieczne. O ile latem nieodpowiedzialnym turystom udaje się zazwyczaj wykpić z problemów, nawet jeśli są totalnie nieprzygotowani, to zima tyle nie wybacza. Przekonał się o tym turysta z Litwy, który zamarzył sobie stanąć zimą na Giewoncie.

 

Litwin miał potężne problemy schodząc z Giewontu w stronę przełęczy na Grzybowcu. Niestety, okolice Małego Giewontu okazały się dla niego nie do pokonania. Stromy stok i twardy śnieg uniemożliwiały zejście. W związku z tym, po kilku próbach turysta wezwał TOPR.

 

Jakież było zdziwienie ratowników, gdy dotarli do pechowca i spostrzegli, że nie tylko nie ma żadnego sprzętu niezbędnego do zimowych eskapad, ale dodatkowo… jest w samych skarpetkach! Okazało się, że mężczyzna ślizgając się po stoku zdjął buty licząc na lepszą przyczepność skarpetek. Traf chciał, że po kilku chwilach buty poleciały w przepaść…

 

Dzięki ratownikom turysta bezpiecznie dotarł do Zakopanego. A nam pozostaje powtórzyć za TOPR: góry zimą nie są dla wszystkich. Góry w ogóle nie są dla wszystkich. Jeśli nie mamy odpowiedniej kondycji, wiedzy, sprzętu, przygotowania i odrobiny doświadczenia, nie wypuszczajmy się na zimowe szlaki.

 

Być może oszczędzimy problemów sobie i ratownikom, którzy muszą często ryzykować własne życie, by ratować tych, którzy nie szanują własnego.

 

wprost.pl/ foto: facebook/tatromaniak/ małgorzata szpilska

Kolejka na Kasprowy Wierch ma ZNIKNĄĆ DO JUTRA! TPN postawił twarde żądania – co będzie dalej?

To kolejny akt sporu pomiędzy Polskimi Kolejami Linowymi, a Tatrzańskim Parkiem Narodowym. Tym razem jednak władze parku postanowiły zadziałać stanowczo. Do dyrekcji PKL wpłynęło pismo,w którym zażądano aby kolejka na Kasprowy Wierch została rozebrana!

 

TPN chce w ten sposób wyegzekwować swoje uprawnienia do użytkowania wieczystego gruntów parku – zostały one przekazane TPN przez Skarb Państwa. Innymi słowy, zdaniem władz parku, ziemia pod stacjami kolejki i słupami należy do niego. Niemniej, TPN nie wyklucza porozumienia w tej sprawie.

 

„Żądanie dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, aby Polskie Koleje Linowe zaniechały przewozów koleją linową na Kasprowy Wierch i do końca stycznia ją zdemontowały, w najłagodniejszy sposób można określić jako absurd”

– powiedział prezes PKL, Janusz Ryś.

 

PKL uznaje, że nie ma mowy o jakichkolwiek naruszeniach. Kolejka na Kasprowy funkcjonuje od 80 lat, a więc dłużej niż Tatrzański Park Narodowy. Dodatkowo władze spółki podkreślają, że samo zbieranie pozwoleń na modernizację kolejki zajęło 12 lat, dlatego tym bardziej nie ma szans aby w kilka dni zebrać pozwolenia na rozbiórkę konstrukcji. A co dopiero ruszyć z rozbiórką.

 

Dodatkowo spółka twierdzi, że teren pod słupami i stacją pośrednią kolejki jest w ich wieczystym użytkowaniu. TPN ma zgoła odmienne podejście do sprawy. Uważa, że PKL nigdy nie zawarły żadnej stosownej umowy, ani z parkiem, ani ze Skarbem Państwa, która regulowałaby kwestie korzystania z gruntów.

 

Obecnie Polskie Kolejne Linowe należą do zagranicznego Funduszu Mid Europa, który poczynił spore inwestycje w spółkę i zamierza ją wprowadzić na giełdę. Z kolei TPN wziął się ostatnio za porządkowanie ksiąg i regulowanie wszelkich kwestii spornych, lub potencjalnie spornych dotyczących gruntów na terenie parku. Zapewne pismo to jest wyrazem dążenia do przyśpieszenia negocjacji. Kolejki na Kasprowy raczej nikt nie zburzy – ale otwarte pozostaje pytanie jaki będzie jej dalszy los.

rp.pl

 Pokaz CHAMSTWA nad Morskim Okiem! Tak źle nie było jeszcze nigdy! Pijani turyści i rodziny z dziećmi groziły pracownikom Parku, bo nie chcieli…

Niektórym sylwestrowy nastrój udzielił się za szybko. A dodatkowo ludzie totalnie nieodpowiedzialni wybrali się w góry, gdzie nigdy ich noga nie powinna postać.

 

30 grudnia na długo zapisze się w pamięci pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego. Prawdziwe tłumy rzuciły się nad Morskie Oko, ludzi było tak dużo, że o 13 ponad 300 osób oczekiwało na zjazd na dół!

 

300 osób, które mimo dobrej pogody, dobrej formy i w większości młodego wieku nie zamierzały schodzić pieszo. Wszyscy czekali na zjazd saniami. Niestety, miejsc nie wystarczyło. Całą sytuację opisał „Tygodnik Podhalański”.

 

„Jakiś pan w mundurze Tatrzańskiego Parku Narodowego nam powiedział, że 200 osób zjedzie, a reszta nie, bo zabraknie sań. To skandal, jak mieliśmy się dostać do Palenicy Białczańskiej, gdzie zostawiliśmy samochód?”

– oburzała się jedna z turystek.

 

Jakby tego było mało ludzi wciąż przybywało. Choć pracownicy Parku rozgłaszali, że nie ma miejsc i nie zjadą – wszyscy chcieli czekać. Wśród nich wielu pijanych, którzy prowokowali strażników TPN, ubliżali im i za wszelką cenę chcieli dostać się do sań. Prawdziwie dantejskie sceny pod Tatrami!

 

Wszystko przez alkohol

 

„Od kiedy pracuję w TPN, nie przeżyłem takiego spotkania z chamstwem i wulgaryzmami ze strony turystów. Wszystkiemu winny alkohol. Problemy z turystami zaczęły się już około południa. Kilku pijanych mężczyzn, którzy się zataczali od nadmiaru alkoholu zostało poinformowanych, że nie powinni iść w takim stanie w góry zaczęli być bardzo wulgarni w stosunku do pracowników TPN. Jeden z tych młodych mężczyzn zaczął się zbierać do bójki ze strażnikiem. Potem zaczęły się kolejne problemy z pijanymi turystami już na Włosienicy w miejscu, gdzie oczekiwali na przyjazd sań, ale nie tylko.”

– opowiedział Edward Wlazło.

 

Krewcy turyści nawet w kolejce raczyli się dalej alkoholem. Ostatecznie do godziny 17:20 udało się wszystkich zwieźć na dół. Jak mówią strażnicy, pomogli w tym, bo nie chcieli doprowadzić do powtórki z drugiego dnia świąt, gdy kilkadziesiąt osób utknęło na Włosienicy, czyli miejscu gdzie zatrzymują się bryczki i sanie.

 

Pracownikom TPN serdecznie współczujemy pracowitego i niemiłego dnia. Widocznie w związku z „Sylwestrem z Dwójką” do Zakopanego zjechało mnóstwo ludzi, którzy o górach i zachowaniu w nich nie mają bladego pojęcia. I niestety pogoda zachęciła ich do tego, żeby bez żadnego wysiłku ze swojej strony poznać ten piękny zakątek.

 

Jak nie prośbą, to groźbą

 

Uważamy, że dopóki straż parku i policja nie zaczną twardo egzekwować od niedzielnych turystów używania mózgu ta sytuacja się nie zmieni. Jeśli nie pomagają prośby i kampanie informacyjne, to należy zastosować środki bardziej stanowcze – mandaty i grzywny. Jak głupi i przemarznięty spacerowicz dostanie dodatkowo kilkaset złotych mandatu na następny raz już będzie wiedział jak się zachować. A inni w strachu przed konsekwencjami nie popełnią tego samego głupstwa.

 

Dopóki roszczeniowi ludzie będą mieli świadomość, że ktoś zawsze pomyśli za nich i wyciągnie do nich rękę, ich postawa nie zmieni się. Mimo to życzymy Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu aby w 2018 roku odwiedzało go nadal dużo turystów, ale bardziej rozsądnych i lepiej przygotowanych do wędrówek!

24tp.pl

JANUSZE TURYSTYKI ZNOWU TO ZROBILI! Morskie Oko trzeci raz z rzędu pokonuje nieodpowiedzialnych. Tym razem służby były STANOWCZE!

Po raz kolejny zimowe ciemności zaskakują turystów zmierzających nad Morskie Oko. 45 osób utknęło wczoraj po 17 w jego rejonie. I po raz kolejny nieodpowiedzialni ludzie żądali transportu od służb mundurowych i TOPR. Tym razem grubo się przeliczyli.

 

Do takich samych idiotycznych sytuacji dochodziło rok temu i dwa lata temu. Wtedy służby pewną część turystów zwiozły na dół. I to chyba był błąd – bo zamiast nauczyć ludzi odpowiedzialności, to pokazano, że w razie czego zawsze ktoś pomoże i za głupotę nie będzie trzeba płacić.

 

Tym razem turyści dzwoniący do TOPR i wszystkich możliwych służb przeliczyli się. Ustalono, że wszyscy są zdrowi i w pełni sił i mogą schodzić pieszo. Policja, która przyjechała na miejsce pomogła jedynie nielicznym dzieciom z grupy pokonanych przez asfaltową drogę do Morskiego Oka. Reszta, korzystając z oświetlenia radiowozu schodziła na dół o własnych siłach.

 

Turyści tłumaczyli, że na postoju bryczek byli punktualnie, ale tych było za mało, by zabrać wszystkich chętnych. Tymczasem od dawna w mediach trąbiono o tym by rozsądnie planować takie spacery. Przy wejściu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego jeszcze raz turyści słyszeli napominania do szybszego powrotu na dół. Nie pomogło.

 

Droga nad Morskie Oko to szeroki, asfaltowy, odśnieżany regularnie trakt. Wydaje się jednak, że te dobre warunki są zgubą, a nie ułatwieniem. Tam gdzie trzeba brodzić w śniegu po kolana lub po pas pewna grupa ludzi się nie zapuści. Tam gdzie nawet zimą można dojść w adidasach niestety wyłącza się myślenie.