maciej szczęsny, wojciech szczęsny

Maciej Szczęsny BEZLITOŚNIE ZGNOIŁ syna za wczorajszy mecz! Zobacz co powiedział na antenie TVP!

Po dwóch fatalnych błędach naszego zespołu Senegal w zasadzie dostał bramki na tacy. Przy jednej z nich winę częściowo ponosi Wojciech Szczęsny. Jego ojciec Maciej skrytykował go chyba najostrzej ze wszystkich!

 

Wczorajsza porażka 2:1 z Senegalem była jak kubeł zimnej wody dla reprezentacji i zapatrzonych w nią kibiców. Mało kto słuchał bardziej wyważonych opinii ekspertów, którzy uważali, że remis z drużyną z Czarnego Lądu będzie dużym sukcesem. Tymczasem nie ma nawet tego.

 

Pierwszą bramkę możemy w zasadzie wybaczyć Cionkowi. To w dużej mierze zwykły pech, że piłka akurat tak odbiła się od jego nogi. Ale przy drugim golu cała nasza reprezentacja zdawała się spać. Fatalne podanie Krychowiaka, błąd Bednarka, który nie zauważył wracającego na boisko Senegalczyka i… no właśnie. Interwencja Wojtka Szczęsnego, co do której opinie są podzielone.

 

Jego ojciec powiedział wprost, co myślisz o wyczynie syna:

 

Dopełnieniem wszystkiego była przebieżka naszego bramkarza. Chyba do kiosku z napojami wyskokowymi. Senegalczyk strzelił bramkę, nie mając z tym żadnego kłopotu. Do pustej.

 

 

Skąd tak bezlitosny ton ojca o własnym synu? Wydaje się, że źródłem może tu być dziwny konflikt, który jest między panami. Od 2013 roku w zasadzie nie utrzymują oni ze sobą kontaktu.

 

Maciej Szczęsny twierdzi w wywiadach, że nie zna przyczyn tego nagłego zwrotu akcji, gdyż wcześniej miał rzekomo świetny kontakt z synem. Sugerował jedynie, że konflikt pojawił się, gdy Szczęsny junior zaczął spotykać się z Mariną Łuczenko.

 

Cóż, jakie by nie były relacje pomiędzy ojcem a synem, w naszym odczuciu publicznie nie powinni sobie okazywać braku szacunku. A tak sformułowana krytyka chyba zasługuje na określenie cios poniżej pasa.

piłkarze w reklamach

Tyle NASI PIŁKARZE zarabiają na reklamach: przed Mundialem mogą sobie nieźle DOROBIĆ!

Od kilku tygodni mamy prawdziwy wysyp reklam z piłkarzami reprezentacji Polski. Kamil Glik reklamuje dezodorant, Lewandowski szampony, a Grosicki własny napój energetyczny i telewizory. Zapewne nie raz zastanawialiście się: ile oni biorą za udział w reklamach? Oto odpowiedź!

Kwoty podane poniżej to oczywiście tylko szacunki. Prawdziwe kwoty są ukryte za milionem klauzul o poufności dołączonych do kontraktów reklamowych. Niemniej jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przyjąć, że zarobki polskich piłkarzy za udział w reklamach wahają się od 200 tysięcy do miliona złotych.

 

Takie widełki podaje Adam Pawlukiewicz, research&development executive w Pentagon Research. Warto też pamiętać, że w porównaniu do zarobków klubowych naszych piłkarzy nie są to kwoty powalające. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę, że pieniądze te dotyczą zazwyczaj 30-sekundowych spotów robią znacznie większe wrażenie.

 

Nie może dziwić, że najwyższą wartość rynkową ma Robert Lewandowski. Specjaliści szacujący ją dla portalu wirtualnemedia.pl uważają, że negocjacje z nim zaczynają się od 1 miliona złotych. A gdzie mogą się kończyć? Któż to wie…

 

Za Lewym znajduje się selekcjoner Adam Nawałka, który za udział w reklamie może skasować do 500 tysięcy złotych. Po nim znajdują się Kamil Grosicki i Kamil Glik, którzy mogą liczyć na 300-350 tys. złotych wynagrodzenia.  Następnie Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski warci dla marketingowców około 200-250 tys. złotych. Stawkę wyliczoną przez ekspertów zamykają Wojciech Szczęsny i Grzegorz Krychowiak z gażą ocenianą na 200-250 tys. złotych. Pozostali piłkarze mogą liczyć na niższe wynagrodzenia za reklamy.

 

Miejmy nadzieję, że udział w reklamach i cały szum wokół Mundialu nie zaszkodzi naszej kadrze. Oby pompowany balonik nie pękł z hukiem po pierwszych dwóch meczach…

 

fakt.pl/ foto: screenshot

kontuzja kamila glika

„Kość mi poszła cała do góry” – pierwsze NAGRANIE po kontuzji Kamila Glika. Nie jest dobrze [VIDEO]

Na profilu „Łączy nas piłka” opublikowano półtora minutowe nagranie, na którym możemy obserwować reakcję Kamila Glika po kontuzji. Piłkarz opisuje też jak wyglądał niefortunny wypadek, który prawdopodobnie przekreśli jego szanse na grę na Mundialu.

 

Kamila Glika spotkał potężny pech. Grając w siatko-nogę chciał wykonać przewrotkę. Upadł tak niefortunnie, że uszkodził sobie bark.

 

„Obojczyk wyszedł mi cały do góry. Doki [członek sztabu medycznego kadry – przyp. red.] szarpał to, chciał nastawić, ale co tu nastawiać jak więzadła są zerwane?”

 

– opisuje piłkarz.

 

Zdaniem lekarza reprezentacji, Jacka Jaroszewskiego sytuacja jest bardzo poważna i może być niezbędna operacja.

 

Jeśli miałbym brać pod uwagę tylko moje badanie kliniczne i zdjęcie rentgenowskie, to wydaje się, że ten więzozrost barkowo-obojczykowy jest zerwany, ale by w pełni ocenić sytuację, trzeba zrobić rezonans magnetyczny.

 

– powiedział lekarz.

 

Kamila Glika przewieziono już do Nicei, gdzie zostanie przebadany przez swoich lekarzy klubowych. To oni wydadzą ostateczną diagnozę i zadecydują o dalszym leczeniu. W wariancie pesymistycznym Glika czeka od pięciu do sześciu tygodni przerwy.

 

Jeśli uraz okaże się mniej poważny, to istnieje szansa na szybsze wznowienie treningów i na grę w stabilizatorze, który ochroni nadwyrężony bark. Kamil Glik nie traci dobrego samopoczucia i nadziei – jak możecie zobaczyć na filmie, już obliczył sobie, że w finale zagra razem z Biało-Czerwonymi. I oby tak właśnie było!

 

 

twitter.com/ laczynaspilka

burza, pogoda, imgw, ostrzeżenia

UWAGA na POGODĘ! Dziś w wielu miejscach możliwe gwałtowne BURZE Z GRADEM!

Wtorek może przynieść nam gwałtowne załamanie pogody, która po kilku deszczowych dniach ledwo co zaczęła się normować. Poza krańcami zachodnimi kraju w zasadzie wszędzie mogą wystąpić burze z gradem i opady deszczu.

 

Najgroźniejsza sytuacja będzie na wschodzie i południu. Prognozuje się 5-10mm deszczu, punktowo więcej. Temperatura wyniesie od 17 stopni na Pomorzu i Warmii i Mazurach, przez 21-22 stopnie w centrum, aż po 23-24 stopnie na południu.

 

Wiatr umiarkowany, południowo-wschodni i wschodni, w czasie burz może osiągać nawet 80km/h. Dzisiejsza pogoda będzie negatywnie wpływać na nasze samopoczucie – możemy być nerwowi. Ciśnienie będzie spadać, wzrośnie dopiero w drugiej części dnia.

 

Znajdujemy się pod wpływem powietrza polarnego morskiego, dopiero wieczorem nad południowe rejony kraju napłyną cieplejsze masy powietrza.

glik i krychowiak

Kamil GLIK i Grzegorz KRYCHOWIAK POBILI się w szatni! O tym wydarzeniu wiedziało dotąd niewielu

Był 2016 rok, tuż przed początkiem Mistrzostw Europy we Francji. Rok dla naszej piłki wyjątkowy, emocje ogromne, a oczekiwania kibiców chyba jeszcze większe. Nie dziwota więc, że w naszej kadrze także buzowało. W czasie przerwy towarzyskiego meczu z Litwą doszło do wybuchu. Głównymi aktorami stali się Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak. 

 

O zdarzeniu napisał w swojej książce Sebastian Staszewski. Mecz z Litwą był dość słaby w wykonaniu naszej kadry i ostatecznie zakończył się remisem. Krychowiak od początku spotkania miał pretensje do Glika za błędy w ustawieniu.

 

Gdy panowie zeszli do szatni nerwy wcale nie opadły.

 

– Weź, ku…a, zamknij mordę! – krzyknął Glik.
– To zacznij, ku…a, grać! – odparował Krychowiak.

 

Wtedy w ruch poszły pięści. Sytuację szybko opanowali koledzy z drużyny, a Kamil Glik – być może z tego powodu – nie wyszedł już na drugą połowę. Krychowiak zagral jeszcze pół godziny spotkania.

 

Przez kolejne dni stosunki między Glikiem i Krychowiakiem były bardzo chłodne, ale panowie profesjonalnie nie wracali do szatniowej scysji. Po wylocie do Francji i rozpoczęciu Euro również zwyciężył profesjonalizm – obaj zagrali we wszystkich pięciu meczach reprezentacji Polski od pierwszej do ostatniej minuty. Wtedy współpracowali już bezbłędnie.

 

Reprezentacja Polski w czasie Euro 2016 osiągnęła historyczny wynik – awansowała do ćwierćfinału, w którym przegrała z Portugalią dopiero po rzutach karnych. Kraj ten ostatecznie wygrał zresztą Mistrzostwa Europy.

 

sportowefakty.wp.pl

Polaka, śmierć polskiego podróżnika w meksyku

Tajemnicza śmierć POLSKIEGO PODRÓŻNIKA w Meksyku! Rodzina apeluje o wsparcie. Co się stało z 37-letnim Polakiem?

Bardzo smutne informacje podała rodzina 37-letniego Krzysztofa Chmielewskiego, a za nią czołowe media. Polak, który od kilku miesięcy przemierzał rowerem Amerykę zginął w tajemniczych okolicznościach w Meksyku. Rodzina chce sprowadzić ciało podróżnika do kraju. 

 

Chmielewski zamierzał przejechać z Kanady do Patagonii. Swoją podróż relacjonował na Facebook. Był zaprawionym podróżnikiem, który „pół życia” spędził w drodze. Kontakt z nim urwał się 19 kwietnia.

 

Ciało Polaka odnaleziono przy okazji poszukiwań innego rowerzysty – Niemca Holgera Franza Huggenbusha, który zaginął 20 kwietnia. Ciało Krzysztofa Chmielewskiego znaleziono na dnie 200 metrowej przepaści przy autostradzie w stanie Chiapas, niedaleko miasta Ocosingo.

 

Prokuratura i śledczy meksykańscy uważają, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Wskazują na to obrażenia Polaka – pęknięta czaszka, uszkodzenia prawej ręki, ale też fakt, że obok znaleziono rower i buty Krzysztofa. To raczej wyklucza motyw rabunkowy.

 

Być może podróżnik został uderzony przez jakiś pojazd, który wypchnął go z drogi. Rodzina apeluje o wsparcie finansowe w celu sprowadzenia ciała do kraju:

 

Krzysztof Chmielewski, nasz brat i przyjaciel. Podróżnik który udowadnial, że można i warto żyć marzeniami. Dotarł daleko, prawie na kraniec świata do Meksyku i tam zakończyl swoją ziemską wędrówkę. Krzysztof był dumny z tego, że jest polakiem. Biało-czerwona flaga zawsze towarzyszyła mu w drodze.

My, rodzina Krzysztofa, zwracamy sie z proźbą do wrzystkich jego przyjaciół na świecie oraz do ludzi którzy wierzą w siłe marzeń o wsparcie finansowe.

Kochamy Krzysztofa i bardzo chcielibyśmy żeby wrócił do Polski i odpoczął przy nas po trudach wędrówki.

 

choroba, szpital, łóżko, epidemia, gruźlicy

GROŹNA CHOROBA w Czechach, do akcji wkroczyli lekarze wojskowi! „Epidemia przyszła do nas z Ukrainy”

Czechy to kolejny kraj w naszym sąsiedztwie, który boryka się ze znacznym wzrostem ilości zachorowań na odrę. Choroba, o której zdążyliśmy już niemal zapomnieć znów wraca i zaczyna straszyć.

 

Szacuje się, że w Czechach jest około 150 chorych na odrę. Jedna z praskich klinik zamknęła swój oddział ratunkowy po tym, jak jej pracownik zaraził się tą chorobą od pacjenta. Braki kadrowe w czeskich szpitalach łatają lekarze wojskowi, którzy mają pomóc w walce z odrą.

 

Odnotowaliśmy duży wzrost zachorowań na odrę w naszym kraju. Myślę że na tym etapie możemy już użyć stwierdzenia, że mamy do czynienia z epidemią. Jest wiele przyczyn wzrostu zachorowań na odrę, jedną z nich jest spadek odporności wynikający z rosnących oporów przed szczepieniami. W całej Europie wzrósł odsetek zachorowań na odrę. Do nas epidemia przyszła z Ukrainy

 

– powiedział profesor Roman Prymula, czeski wiceminister zdrowia.

 

Przypomnijmy, że również w naszym kraju odnotowano już wzrost zachorowań na odrę. Od początku roku jest to ponad 60 przypadków, podczas, gdy w ubiegłych latach zgłaszano około 30-40 przypadków na cały rok. Podobnie jak u naszych południowych sąsiadów, odra przywędrowała do nas z Ukrainy, która walczy z potężnym wzrostem zakażeń. Choruje tam około 9 tysięcy osób.[ZOBACZ: Groźna choroba powróci do Polski? Na Ukrainie szaleje epidemia!] 

 

 

wprost.pl/ foto: pixabay

choroba, szpital, łóżko, epidemia, gruźlicy

GROŹNA CHOROBA powróci do Polski? Na Ukrainie szaleje EPIDEMIA, coraz więcej chorych pojawia się u nas!

Odra – choroba, o której praktycznie zdążyliśmy zapomnieć znów puka do naszych drzwi. Choć nie występuje niemal w ogóle w krajach wysoko rozwiniętych, to tam gdzie stosowanie szczepień jest ograniczone, potrafi nadal siać spustoszenie. Z epidemią odry borykała się np. Serbia, a obecnie także Ukraina. Wraz z obywatelami Ukrainy przybywającymi do Polski, odra pojawia się znowu w Polsce.

 

W ciągu trzech pierwszych miesięcy roku odnotowano 35 przypadków zachorowań na odrę. W całym 2017 roku było ich 65. Zachorowania dotyczą przede wszystkim obywateli Ukrainy pracujących w Polsce.

 

Większość z tych przypadków została odnotowana w Nidzicy w województwie w woj. warmińsko-mazurskim. Zachowało jednak także kilku Polaków, którzy zarazili się od Ukraińców.

– powiedział rzecznik Sanepidu, Jan Bodnar.

 

Na Ukrainie odra rozwija się z powodu niskiego odsetka szczepień wśród dzieci. Dlatego sytuacja groźna jest również dla Polaków. Coraz więcej osób w naszym kraju nie szczepi bowiem swoich dzieci. Tym samym stają się one bardziej narażone na zachorowanie.

 

Na Ukrainie od początku 2018 roku zachorowało ponad 8 tysięcy osób. Siedem z nich zmarło. Odra objawia się wysypką, zapaleniem błon śluzowych dróg oddechowych i spojówek i wysoką gorączką.

 

Zarazić możemy się drogą kropelkową, a co gorsza odra niesie za sobą wiele groźnych powikłań, m.in. zapalenie opon mózgowych, zapalenie płuc, krtani, biegunki.

choroba, szpital, łóżko, epidemia, gruźlicy

Epidemia GRUŹLICY zagraża Polsce? Nasz sąsiad przegrywa z nią walkę: „Jest coraz bardziej widoczna, nie wiemy ile osób choruje”

Epidemia gruźlicy na Ukrainie zdaje się wcale nie słabnąć. Liczba chorych nie spada, a nawet wydaje się, że zarażonych przybywa. Co gorsza, ukraińska służba zdrowia nie jest w stanie nawet skutecznie monitorować sytuacji na wielu obszarach. Czy w takim razie istnieje zagrożenie dla Polski?

 

Najgorsza sytuacja jest na wschodzie Ukrainy, a więc na obszarach objętych, lub zagrożonych działaniami wojennymi. Na tych terenach działa Polski Zespół Humanitarny, który wspiera Ukraińców w walce z gruźlicą. Szpitalom przede wszystkim brakuje nowoczesnych leków i sprzętu. Polski Zespół Humanitarny przyjąłby chętnie nawet sprzęt starszej generacji, ponieważ nawet takiego brakuje na Ukrainie.

 

Specjaliści zapewniają, że Polsce nie grozi epidemia gruźlicy na pełną skalę, ale przyznają też, że zachorowań jest więcej niż przed rokiem.

 

„Czekamy na Narodowy Program Profilaktyki Przeciwgruźliczej. Dowiadujemy się, że lekarze rodzinni nie zawsze potrafią skierować na diagnostykę gruźlicy, zbyt mało pacjentów trafia do leczenia poprzez pierwsze sito, jakim jest lekarz rodzinny”

 

– powiedział Krzysztof Grzesik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji w Jaroszowcu. W jego szpitalu zajęte są niemal wszystkie miejsca – około 78 pacjentów.

 

W naszym kraju każdego roku około 6,5 tysiąca osób dowiaduje się o tym, że ma gruźlicę. I według ekspertów nie ma ryzyka, że liczba ta znacząco się zwiększy.

 

rmf24. pl/ foto: pixabay