służby, wypadek na obwodnicy nysy

„Ktoś upadł i głośno krzyczy” – służby dostały nietypowe wezwanie. Gdy weszły do mieszkania opadły im szczęki!

W tym wypadku mamy połączenie obywatelskiej troskliwości jak i wzorowej akcji przeprowadzonej przez służby. Jednak jak to w życiu bywa – tam gdzie wszystko zagrało na tip-top okazało się, że samo zamieszanie było zupełnie niepotrzebne!

Służby dostały sygnał, że w jednym z mieszkań w Goleniowe ktoś najprawdopodobniej upadł i zrobił sobie krzywdę. Sąsiedzi słyszeli huk i niesłabnące krzyki i jęki. Na miejsce zadysponowano więc karetkę pogotowia, policję  oraz strażaków, którzy mieli otworzyć drzwi do mieszkania.

 

Wszystkie służby raz-dwa zjawiły się pod blokiem przy ulicy Piaskowej w Goleniowie. Strażacy otworzyli drzwi do mieszkania i… zamarli! W jednym z pomieszczeń znaleźli dwoje nagich ludzi. Kochankowie, wspomagani alkoholem po prostu oddawali się, zapewne dość wyuzdanym, przyjemnościom!

 

 

ZOBACZ: Nielimitowany seks, alkohol, narkotyki – na tym rejsie spełnisz najbardziej chore fantazje. Władze protestują, a firma…

 

 

Para tak zapamiętała się w namiętności, że nawet nie usłyszeli strażaków majstrujących przy drzwiach. Służby zostały odwołane, a kochankowie zapewne pouczeni aby przez wzgląd na sąsiadów ograniczać decybele…

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

wypadek pod radzyminem

Tyle zostało z ich auta. Makabryczny wypadek pod Radzyminem [FOTO]

Na tych zdjęciach aż trudno rozpoznać, że mamy do czynienia z samochodem. Równie dobrze, dla mniej wprawnego oka mogłyby one ilustrować tekst o wypadku małego samolotu, bowiem zniszczenia auta są potężne, to w zasadzie tylko kupa poskręcanej stali. W fatalnym wypadku pod Radzyminem zginęło trzech młodych mężczyzn, a trzeci walczy o życie.

Informację o wypadku strażacy otrzymali o 4:27. Przypadkowy świadek przejeżdżający drogą pod samym Radzyminem zobaczył kompletnie zdemolowany wrak zakleszczony między dwoma drzewami. Na miejsce ruszyli strażacy z OSP Naruszewo i Radzymin, oraz z jednostki z Płońska.

 

W aucie znaleziono czterech mężczyzn. Trzech z nich już nie żyło – 17, 25, i 38-latek. 18-letni mężczyzna został zaś przetransportowany do szpitala.

 

ZOBACZ: Rybnik: 3-latek PŁONĄŁ w samochodzie, nikt mu nie pomógł. Lekarze walczą o jego życie

 

 

Wszystko wskazuje na to, że kierowca auta stracił nad nim panowanie, uderzył w drzewo, a następnie samochód zakleszczył się między dwoma kolejnymi drzewami. Okoliczności wypadku bada teraz prokuratura, a my ku przestrodze publikujemy niniejsze zdjęcia. W ten świąteczny czas podróży i powrotów nie dociskajcie zbyt mocno gazu!

 

 

wp.pl/ foto: osp naruszewo/facebook

pożar, straż pożarna, ogień, kamienicę

Lębork: chciał zemsty na byłej dziewczynie, więc spalił kamienicę. Ucierpieli niewinni ludzie!

18-letni Maciej D. usłyszał już zarzut podpalenia z następstwem śmierci człowieka. W nocy z 30 września na 1 października podpalił kamienicę, w której mieszkała jego była partnerka. Pożar zupełnie wymknął się spod kontroli. Rannych zostało 20 osób, a jedna zginęła.

Ofiarą śmiertelną jest 16-letnia Agata, która zmarła w szpitalu 9 października. Znajdowała się w śpiączce farmakologicznej, miała rozległe poparzenia. Lekarze wciąż walczą o życie jej dwóch braci – 12-letni Janek i 4-letni Maciek. Pożar bardzo szybko ogarnął kamienicę.

 

Spośród 20 rannych osób, 15 podtruło się tlenkiem węgla i miało niegroźne oparzenia. Pięć kolejnych to cięższe poparzenia i niedotlenienie. Biegli szybko orzekli, że pożar jest wynikiem podpalenia śmieci zgromadzonych w jednej z piwnic. Stamtąd ogień rozprzestrzenił się na resztę budynku.

 

 

ZOBACZ: Śląsk: makabryczny wypadek. Spłonął w aucie, nikt nie był w stanie go rozpoznać [FOTO]

 

 

Policja mając takie informacje szybko ustaliła podejrzanego – Macieja D. Jest to mieszkaniec Nowej Wsi Lęborskiej, były partner jednej z poszkodowanych w pożarze dziewczyn. Wszystko wskazuje na to, że podpalił kamienicę z zemsty.

 

Po śmierci 16-letniej Agaty podejrzanemu zmieniono zarzuty. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia. Choć naszym zdaniem warto byłoby poddać go jeszcze obserwacji psychicznej. Mamy duże wątpliwości, czy coś takiego mógł zrobić człowiek o zdrowych zmysłach!

 

 

 

służby, wypadek na obwodnicy nysy

Nowa Sól: dramatyczny wypadek ojca i syna. Prawdę zna tylko sprawca

Wczoraj w godzinach wieczornych doszło do wypadku na odcinku drogi Otyń-Niedoradz niedaleko Nowej Soli. 20-letni kierowca samochodu Kia przejechał dwóch motorowerzystów – ojca i syna. Okoliczności wypadku nie są jasne, a co gorsza, jest tylko jeden świadek – sprawca zdarzenia.

 

W wyniku kolizji z samochodem marki Kia zginął 57-letni Jan Ś. i jego 22-letni syn Romuald Ś. Tuż po wypadku pomocy udzielał im kierowca Kii i inni uczestnicy ruchu, którzy w międzyczasie dotarli na miejsce.

 

Niestety, życia dwóch mieszkańców Niedoradza nie udało się uratować. Co gorsza, wygląda też na to, że bardzo trudno będzie ustalić dokładny przebieg zdarzenia.

 

 

ZOBACZ: Śląsk: wiozła swoich synów, nikt nie miał zapiętych pasów. Wypadek zakończył się masakrą [FOTO]

 

 

Kierowca samochodu Kia twierdzi, że mężczyźni jadący na motorowerze nagle wyjechali na środek drogi po czym wywrócili się. Wtedy nie mając szans na reakcję przejechał ich obu.

 

Jak było w rzeczywistości i czy jest jakakolwiek szansa aby przebieg tego wypadku ustalić ponad wszelkie wątpliwości? Miejmy nadzieję, że tak będzie.

palili śmieci, jeden nie przeżył

Palił z bratem śmieci. Gdy na moment się odwrócił, stało się coś makabrycznego

Potworny i niewyjaśniony jak dotąd wypadek miał miejsce w Radomyślu Wielkim na Podkarpaciu. Na jednej z posesji dwóch braci postanowiło wykorzystać piękną złotą jesień na porządki. Rozpalili wielkie ognisko, do którego wędrowały śmieci i stare meble. Nagle stało się coś, co trudno zrozumieć.

Gdy ognisko ze śmieci i niepotrzebnych rzeczy już na dobre się rozpaliło 27-letni mężczyzna odszedł na moment na bok. Przy ogniu został jego 30-letni brat. Gdy 27-latek wrócił, jego krewny leżał w ognisku i płonął! Młodszy brat natychmiast wydobył go z ognia i wezwał na pomoc służby, jednak życia 30-latka nie udało się uratować.

 

 

ZOBACZ: Strażacy utknęli w polu, z pomocą przyszedł nietypowy pojazd! Nagranie bije rekordy popularności! [VIDEO]

 

 

Przyczyny wypadku nie są na razie jasne. Dlatego prokurator zarządził sekcję zwłok. Być może ona pomoże ustalić jak to się stało, że silny i zdrowy mężczyzna, który przed momentem pracował jak gdyby nigdy nic, nagle wylądował w ognisku. Zatrucie dymem? Zasłabnięcie? Na ustalenia będziemy musieli chwilę poczekać.

szedł środkiem drogi i zginął

Śląsk: szedł w środku nocy środkiem drogi. Przejechały go dwa samochody

Dramatyczny wypadek rozegrał się w niedzielę w nocy na Drodze Krajowej nr 1 w Goczałkowicach Zdroju niedaleko Pszczyny. Niezidentyfikowany jak dotąd mężczyzna idąc środkiem drogi został potrącony przez samochód. Wkrótce przejechał po nim kolejny pojazd.

Około 3:30 w nocy dyżurny policji otrzymał powiadomienie, że środkiem Drogi Krajowej nr 1 idzie zataczający się mężczyzna. Na miejsce wysłano patrol, który miał złapać pijanego i nieodpowiedzialnego mężczyznę, ale policjanci nie zdążyli przed przeznaczeniem – zanim dotarli na miejsce, powiadomiono służby, że mężczyzna został potrącony.

 

 

ZOBACZ: Makabryczny wypadek zawodnika MMA. Zdjęcie mrozi krew w żyłach!

 

 

Mężczyzna został uderzony przez szybko jadące auto. Siła uderzenia była tak duża, że jego ciało zostało wyrzucone na przeciwległy pas. Po chwili po jego brzuchu przejechało auto jadące z naprzeciwka. Pechowa ofiara po chwili zmarła.

 

Tożsamość ofiary wciąż nie jest znana. Jednak wszystko wskazuje na to, że ona sama jest w pełni odpowiedzialna za dramatyczne wydarzenia ubiegłej nocy.

 

śląsk.onet.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

pobocze, agresja drogowa, wypadek, droga, policja

Śląsk: chciał pomóc rannej w wypadku, a sam zginął. Niewyobrażalny pech!

W nocy z wtorku na środę na trasie S-52 z Cieszyna do Bielska-Białej doszło do niezbyt groźnego wypadku. Kobieta jadąca seatem Ibiza straciła panowanie nad autem i uderzyła w barierki. Mężczyzna, który jako pierwszy chciał jej pomóc miał niestety ogromnego pecha.

 

Uderzenie seata było na tyle silne, że elementy jego karoserii posypały się na przeciwległy pas jezdni. Przejechał po nich kierujący KIA sportage 34-latek. Uszkodził przednie koło i elementy zawieszenia. Wyszedł więc z samochodu aby obejrzeć uszkodzenia i wezwać pomoc do rannej w seacie.

 

Mężczyzna zdążył wezwać pogotowie, straż, policję i pomoc drogową. Gdy wracał przez barierki na pas jezdni, gdzie stało jego auto musiał przekroczyć przerwę pomiędzy nimi – znajdował się na około 10-metrowym wiadukcie.

 

Z nie do końca jasnych powodów mężczyzna spadł na dół. Mimo upadku na trawę i niezbyt dużej wysokości, jego życia nie udało się uratować. Wraz z żoną i dwiema córkami jechał na lotnisko do Pyrzowic – wybierali się na wakacje do Grecji.

 

Przy tej tragicznej okazji policja zwraca uwagę, że w razie wypadku przede wszystkim musimy zadbać o własne bezpieczeństwo! Dobrze oznaczyć miejsce zdarzenia i upewnić się, że ani nam, ani innym postronnym nie grozi żadne niebezpieczeństwo. Dopiero wtedy możemy przystąpić do udzielania pomocy.

 

o2.pl/ dziennik zachodni/ foto: pixabay

zginęli jadąc na ślub

Zginęli w drodze na ślub. „Ciągle mam to przed oczami” – nowe informacje!

We wtorek pisaliśmy o dramatycznym wypadku na Podkarpaciu. W sobotnie popołudnie na drodze ze Stalowej Woli zginęło dwóch 24-letnich mężczyzn – świadek i drużba, którzy z obrączkami zmierzali na ślub przyjaciół.

 

Mężczyźni jechali na ślub, który miał się odbyć w kościele w Grębowie. Ich auto rozbiło się kilkanaście kilometrów od celu. W trakcie wyprzedzania, kierowca bmw stracił panowanie nad pojazdem, auto dachowało, uderzyło w betonowy znak i zatrzymało się na drzewie. Wszystko działo się na prostej drodze.

 

Służby wezwał na miejsce kierujący auta, które było wyprzedzane. Jednak strażacy i ratownicy przybyli na miejsce nie mogli już nic zrobić.

 

Są takie wypadki, po których po prostu nie mamy już jak pomóc. To był jeden z takich przypadków. Samochód zmienił się w złom. A obrażenia tych mężczyzn były po prostu niewyobrażalne. Ciągle mam to przed oczami

 

– powiedział jeden ze strażaków.

 

Widząc zdjęcie wraku wcale nie dziwi nas, że Mateusz i Bartek nie mieli szans na przeżycie. Jednak najgorsze, że na miejsce musieli przybyć bliscy będący na weselu, aby odebrać obrączki znalezione we wraku.

 

Obie ofiary zostaną poddane sekcji zwłok. Krew kierowcy zostanie dodatkowo przebadana pod kątem zawartości alkoholu. Zaś biegły sądowy ma wyjaśnić jak w zasadzie doszło do tak makabrycznego wypadku.

 

wp.pl/ foto: policja 

wypadek, nie żyje 12-letnia córka

Oświęcim: ojciec spowodował tragiczny wypadek. Zginęła jego 12-letnia córka

Trudno wyobrazić sobie większą tragedię. W miejscowości Bobrek tuż pod Oświęcimiem, renault clio kierowany przez 49-letniego kierowcę wypadł z drogi wprost na opla corsę. Zginęła jego 12-letnia córka, a on i dwie inne osoby zostały ranne.

W renault Clio podróżowała oprócz 49-latka jego 12-letnia córka. Gdy kierowca stracił na łuku drogi panowanie nad autem to zjechało na przeciwległy pas ruchu. Opel corsa kierowany przez 24-letniego mężczyznę wbił się prosto w bok renaulta. Akurat od strony gdzie siedziała 12-latka.

 

Na miejsce szybko przybyła straż pożarna, policja i pogotowie ratunkowe. Po wydobyciu dziewczynki z auta rozpoczęła się walka o jej życie. Mimo długotrwałej reanimacji, jej życia nie udało się uratować. Do szpitala trafił jej ojciec, kierowca opla corsa oraz jego pasażer.

 

Do wypadku doszło wczoraj tuż przed godziną 14, na ulicy Krakowskiej. Przez pewien czas po wypadku droga była nieprzejezdna. Na miejscu pracowali policjanci drogówki i prokurator.

 

Nadmierna prędkość, złe warunki na drodze, czy może wyjątkowy pech? A może wszystkie te czynniki skumulowane w tym jednym momencie? Na te pytania będą musieli odpowiedzieć śledczy. A my możemy tylko współczuć ojcu dziewczynki i wziąć sobie tę potworną lekcję do serca. Z najbliższymi musimy jeździć wyjątkowo ostrożnie!

 

oswiecimskie24.pl/ foto: facebook.com/oswiecimskie24