Wiktoria Gąsiewska przeżyła szok w taksówce! Kierowca kazał jej (…)!

Wiktoria Gąsiewska

Nie tak Wiktoria Gąsiewska wyobrażała sobie początek weekendu we Wrocławiu. Młoda gwiazda przeżyła szok w taksówce, do której wsiadła. Celebrytka postanowiła podzielić się swoja historią i przestrzec innych przed kierowcą, z którym miała „przyjemność” podróżować.

Gwiazda „Rodzinkipl.” opowiedziała w jakich okolicznościach przyszło jej podróżować taksówką, która zamówiła przez aplikację. Wiktoria Gąsiewska przyznała, że niemal od razu pożałowała swojej decyzji i przeżyła szok. Wszystko przez kierowcą, który zachowywał się bardzo wulgarnie. Aktorka na długo zapamięta wyjazd do Wrocławia i zapewne następnym razem będzie poruszać się po mieście autobusami i tramwajami. Gąsiewska zaapelowała do fanów, aby mieli się na baczności, ponieważ kierowca, z którym jechała zgotował jej prawdziwe piekło.

 

ZOBACZ:Fani zarzucają Wiktorii Gąsiewskiej, że powiększyła usta! Jej odpowiedź nie pozostawia złudzeń!

 

 

Aktorka przyznała, że mężczyzna nie pochodził z Polski i niemal przez całą podróż wulgarnie wypowiadał się o naszym kraju. Gąsiewska postanowiła podzielić się swoją historią na Instagramie, na którym obserwuje ją prawie 900 tysięcy osób. Młoda gwiazda nie kryła swojego oburzenia. Jakby tego było mało taksówkarz był bardzo chamski również wobec niej, ponieważ kiedy poprosiła go o zamknięcie okna ten kazał jej „wyp********”!

 

„Update Wrocław! Nie wsiadajcie do tego typa! Kierowca zza granicy od razu po wejściu do auta, zaczął mówić, że Polska to g*wno! „Po czym, gdy poprosiłam go o zamknięcie przedniego okna, usłyszałam, że mam wyp****alać!”

 

 

 

źródła: fakt.pl, instagram.com foto: instagram.com

Były ksiądz Jacek MIĘDLAR w rękach ABW! Było to na polecenie…

Jacek Międlar

Ta informacja wstrząsnęła całym prawicowym środowiskiem! Jacek Międlar, były kapłan, a teraz dziennikarz i publicysta został zatrzymany przez ABW!

 

W godzinach porannych wczoraj Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała byłego kapłana, obecnie właściciela portalu wprawo.pl. Jacek Międlar jest oskarżony o nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych. W specjalnym oświadczeniu czytamy, że „czynności były realizowane na polecenie Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Stare Miasto”. A punktem zapalnym był artykuł: „Polska w cieniu żydowstwa. O masowej zdradzie i dywersji wobec odradzającego się Państwa, czyli skrywana prawda na stulecie odzyskania niepodległość”

 

O zatrzymaniu byłego księdza jako jeden z pierwszych poinformował na specjalnej konferencji poseł Grzegorz Braun (Konfederacja). Powiedział:

 

Zwracamy się z tym pytaniem zatem do władz RP, do pana premiera Morawieckiego, ponieważ to on odpowiada za działania służb, których działalność koordynuje minister Kamiński, czy sytuacja tego rzeczywiście wymagała? Jeśli tak, to czy opinia publiczna nie powinna być przypadkiem informowana o tych zagrożeniach? Jeśli występują zagrożenia, to czemu władza o nich nic nie mówi, stwarzając sytuację  niejasności, która może skutkować wzburzeniem przynajmniej na scenie wrocławskiej, która jeszcze nie ochłonęła po akcji tamtejszej policji, służb, funkcjonariuszy po 11 listopada tego roku. (…) A więc pierwsze pytanie: po co, dlaczego i z jakiego powodu? A jeśli są jakiekolwiek powody, to czy opinia publiczna nie powinna być uwrażliwiona na niebezpieczeństwa, o których wiedzę mogą mieć służby?

Poseł Konfederacji mówił jeszcze:

Druga kwestia. Szanowni państwo, premier Morawiecki i koordynator Mariusz Kamiński niechaj mają świadomość, że od dzisiejszego ranka to oni osobiście ponoszą odpowiedzialność za zdrowie i życie redaktora Jacka Międlara.

 

Wszyscy sympatycy twórczości Jacka Międlara piszą teraz petycję do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Jej fragment brzmi:

 

W związku ze skandalicznym postępowaniem polskich służb, Redakcja wPrawo.pl postanowiła napisać petycję do Ministra Zbigniewa Ziobry w sprawie zatrzymania redaktora Jacka Międlara. Zwracamy się o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji, jak i prawne uzasadnienie podjętych podczas aresztowania działań. Przede wszystkim pragniemy usłyszeć uzasadnienie zatrzymania, jak i precyzyjnie sformułowane zarzuty dotyczące rzekomego łamania art. 256 kk. Co więcej, interesuje nas prawna podstawa interwencji uzbrojonych w broń długą służb do prywatnego mieszkania Jacka M. Zapytujemy o zasadność podjętych działań, mogących negatywnie wpłynąć na spokój społeczeństwa, szczególnie w rocznicę tak traumatycznych dla Narodu wydarzeń.

 

ZOBACZ: Rysiek z Klanu znów SZOKUJE! Jego wypowiedź przejdzie do historii

 

Czekamy na dalszy rozwój sytuacji. Będziemy na bieżąco Państwa informować o sprawie.

Płonęła jak pochodnia i błagała o pomoc. Horror 21-latki we Wrocławiu

wrocławiu, tramwaj, spłonął, strażacy w akcji, straż pożarna

Dramatyczny w skutkach wypadek miał miejsce kilka dni temu przed jedną z restauracji we Wrocławiu. 21-letnia dziewczyna, która wyszła by uzupełnić paliwo w piecyku olejowym nieoczekiwanie stanęła w płomieniach. Lekarze walczą o jej życie. 

21-latka pochodzi z powiatu sanockiego, we Wrocławiu mieszka i pracuje w restauracji GrapeRestaurant przy ulicy Parkowej we Wrocławiu. 10 grudnia dziewczyna wyszła przed bramę wjazdową by uzupełnić paliwo w piecyku olejowym, który się przed nią znajdował.

 

ZOBACZ TEŻ: Co robi Kasia z 13 Posterunku? Aktorka wywróciła swoje życie do góry nogami!

 

Prawdopodobnie 21-latka ochlapała się paliwem i w tym momencie ogień przeniósł się na jej odzież. Momentalnie całe ubranie dziewczyny stanęło w płomieniach, a ona biegajając po ulicy i krzycząc szukała pomocy. Przypadkowi przechodnie usiłowali ugasić ją swoimi kurtkami i torbami z zakupami.

 

Portal fakt24.pl podał, że 21-latka ma poparzone 80% powierzchni ciała. Większość z nich to poparzenia 3. stopnia. Policja badająca sprawę przekazała, że jest to stan, który bezpośrednio zagraża życiu pokrzywdzonej.

 

21-latka do szpitala trafiła Śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, a lekarze robią wszystko, żeby uratować jej zdrowie i życie. Kilka najbliższych dni będzie decydujących o tym, czy organizm młodej kobiety przetrwa bardzo poważne obrażenia.

Wrocław: Kłopoty małego Koreańczyka na jarmarku bożonarodzeniowym! Pomogli mu (…)!

bożonarodzeniowym

Niemało strachu najadł się podczas wizyty na jarmarku bożonarodzeniowym 3-letni turysta z Korei Południowej. Chłopczyk przez swoją nieuwagę rozdzielił się od rodziców i nie mógł ich odnaleźć. Zapłakanym i przestraszonym dzieckiem zainteresowali się przechodnie, którzy przekazali go w ręce policjantów.

Z ustaleń policji wynika, że chłopiec przyjechał do Wrocławia ze swoimi rodzicami. Rodzina wybrała się miejscowy rynek, gdzie odbywa się coroczny jarmark bożonarodzeniowy. W pewnym momencie 3-letni Koreańczyk zgubił się w tłumie i nie mógł odnaleźć swoich rodziców. Zapłakany maluch błądził od stoiska do stosika i szukał mamy i taty. Niestety chłopiec nie potrafił mówić po polsku dlatego ciężko było się z nim porozumieć. Przechodnie postanowili więc oddać go w ręce policjantów.

 

ZOBACZ:DRAMAT NA JARMARKU BOŻONARODZENIOWYM! Zginęło 2-LETNIE dziecko! PRZYGNIÓTŁ je…

 

Mundurowi zabrali przemarzniętego 3-latka do radiowozu i postanowili poszukać jego rodziców. Dzięki niesamowitemu zrządzeniu losu okazało się, że na jarmark wybrała się wycieczka z Korei Południowej, która pomogła policjantom w przetłumaczeniu słów dziecka na język angielski. Turyści zamieścili później wiadomość o zaginięciu chłopca na jednym z koreańskich portali i postanowili skomunikować się z rodzicami malucha przy pomocy komunikatora. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, ponieważ 10 minut później szczęśliwi rodzice dotarli do syna. Zanim uradowany chłopiec trafił w ich ręce zostali dokładnie wylegitymowani przez policjantów.

 

ZOBACZ TAKŻE:W Paryżu odebrano dzieciom radość z bożonarodzeniowego jarmarku. Powód ?

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

 

 

 

 

Makabryczne znalezisko na cmentarzu! Obok grobu leżał list i pudełko z ludzkimi (…)!

cmentarzu

Wstrząsającego odkrycia dokonali pracownicy służb porządkowych dbających o czystość na cmentarzu św Jacka we Wrocławiu. Między mogiłami natknęli się na duże kartonowe pudło.

Po dokładnych oględzinach okazało się, że w środku były ludzkie szczątki. Sprawa została zgłoszona na policję. Funkcjonariusze nie wykluczają, że kości pochodzą prawdopodobnie z czasów drugiej wojny światowej i zostały odkryte na terenie pobliskiej budowy.Karton z kośćmi znaleziony w weekend majowy przez pracowników nekropolii zostawiono między nagrobkami. Obok leżała kartka z prośbą o ich pochowanie. Nadawca nietypowej przesyłki nie zostawił jednak swojego adresu dlatego wyjaśnianiem sprawy zajęła się wrocławska policja. Śledczy nie wykluczają, że zmarły to ofiara z czasów drugiej wojny światowej. Mają to potwierdzić badania przeprowadzone przez pracowników Zakładu Medycyny Sądowej.

 

ZOBACZ:Horror w drodze na cmentarz! Nieboszczyk nawet po śmierci nie zaznał spokoju!

 

Niestety oprócz fragmentów szkieletu pudełko nie zawierało jakichkolwiek wskazówek czy zmarły/a był cywilem bądź żołnierzem walczącym po jednej ze stron. Głównym zadaniem policji będzie teraz ustalenie personaliów osoby, która podrzuciła makabryczną przesyłkę na teren cmentarza. W tym celu sprawdzany jest monitoring z całej okolicy. Za zbezczeszczenie zwłok grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.

 

ZOBACZ TAKŻE:[VIDEO] Podczas sprzątania cmentarza usłyszał wrzaski i stukanie dochodzące z jednego z grobów! W środku znajdował się (…)!

 

źródła: gazetawroclawska.pl, foto pixabay.com

Zapalił marihuanę i szalał po wrocławskim rynku. Policjantom tłumaczył, że jest (…)!

policjantom

21-letni mężczyzna miał sporego pecha. Nocą z piątku na sobotę zapalił marihuanę i zaczął szaleć po wrocławskim rynku. Traf chciał, że na jego drodze stanął patrol policji. Zatrzymany chłopak tłumaczył policjantom, że „jest na bombie”!

źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

 

 

Okradli 15-latka we Wrocławiu. Gdy policjanci złapali szefa gangu, ze zdziwienia zbierali szczeki z podłogi!

okradli go z hulajnogi

Sytuacja jakich wiele na polskich osiedlach i gorszych dzielnicach. Zamaskowana grupa zaatakowała 15-latka, który jechał swoją nową hulajnogą elektryczną. Wciągnęli go do bramy, pobili i okradli. Jednak tym razem policjanci byli w szoku, gdy złapali prowodyra zajścia. 

Do napaści doszło na wrocławskim osiedlu Nowy Dwór. Sprawa była o tyle poważniejsza, że zamaskowana grupa bardzo mocno pobiła 15-latka. Nie dość, że go okradli, to jeszcze chłopak trafił do szpitala z licznymi obrażeniami. Ukradziona hulajnoga była warta około 1500 złotych, więc cała sprawa nie była wcale małym incydentem.

 

ZOBACZ TEŻ: Faszerowała dziecko psychotropami, żeby nie przeszkadzało w igraszkach z kochankiem. Niewierność okupiła tragedią

 

Policjanci rozpoczęli poszukiwania sprawców. Przejrzenie monitoringu i inne czynności śledcze doprowadziły ich do prawdopodobnych winnych. Najpierw w ręce funkcjonariuszy wpadło dwóch 16-latków. Potem jak po nitce do kłębka dotarli do trzeciego napastnika i wreszcie do prowodyra całego zajścia. Okazało się, że nastolatków do rozboju namówił… ich 13-letni kolega! 

 

Na razie nie wiadomo jaki los spotka nastolatków, ale wiele wskazuje na to, że mogą trafić do ośrodków zamkniętych. Na razie policja i sąd rodzinny gromadzą dowody, zeznania i dokumentację ze szpitala, w którym przebywał okradziony 15-latek.

 

Jeśli młodzi przestępcy zostaną umieszczeni w specjalnych ośrodkach, to mamy spore obawy, że zamiast resocjalizacji tylko nabędą nowych umiejętności rozbójniczych. Oby tak się nie stało, bo wtedy drżyjcie posiadacze elektrycznych hulajnóg we Wrocławiu!

Dolny Śląsk: Makabryczne odkrycie na wrocławskim cmentarzu! Obok jednego z grobów leżała kartka i karton z (…)!

karton

Makabrycznego odkrycia dokonali pracownicy dbający o porządek na cmentarzu św Jacka we Wrocławiu.Między grobami natknęli się na dużych rozmiarów karton. Po dokładnych oględzinach okazało się, że w środku były ludzkie szczątki. Sprawa została zgłoszona na policję. Funkcjonariusze nie wykluczają, że kości pochodzą prawdopodobnie z czasów drugiej wojny światowej i zostały odkryte na terenie pobliskiej budowy.

Karton z kośćmi znaleziony w weekend majowy przez pracowników nekropolii zostawiono między nagrobkami. Obok leżała kartka z prośbą o ich pochowanie. Nadawca nietypowej przesyłki nie zostawił jednak swojego adresu dlatego wyjaśnianiem sprawy zajęła się wrocławska policja. Śledczy nie wykluczają, że zmarły to ofiara z czasów drugiej wojny światowej. Mają to potwierdzić badania przeprowadzone przez pracowników Zakładu Medycyny Sądowej.

 

ZOBACZ:[VIDEO] Na zdjęciach z cmentarza zobaczyli tajemniczą dziewczynkę! To co ukazało się później jest naprawdę przerażające!

 

Niestety oprócz fragmentów szkieletu pudełko nie zawierało jakichkolwiek wskazówek czy zmarły/a był cywilem bądź żołnierzem walczącym po jednej ze stron. Głównym zadaniem policji będzie teraz ustalenie personaliów osoby, która podrzuciła makabryczną przesyłkę na teren cmentarza. W tym celu sprawdzany jest monitoring z całej okolicy. Za zbezczeszczenie zwłok grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.

 

ZOBACZ TAKŻE:W dniu ślubu Sara założyła suknię i poszła na cmentarz. Jej historia złamie ci serce

 

źródła: gazetawroclawska.pl, foto pixabay.com

Ginekolog z Wrocławia podał 19-letniej pacjentce drinka, a potem zrobił coś strasznego

zarośla, policji, sąsiadów, policja, niemowlę, znęcanie się

Śledczy z Wrocławia badają sprawę jednego z tamtejszych lekarzy, który rzekomo kilka lat temu skrzywdził swoją 19-letnią pacjentkę. Sprawa jest o tyle ciekawa, że są oni pewni swoich dowodów, tymczasem sąd zdecydował, że ginekolog nie trafi do tymczasowego aresztu, a wystarczy wpłacenie kaucji.

Do opisywanego zdarzenia miało dojść kilka lat temu. 19-latka została poczęstowana drinkiem przez doktora, który następnie dopuścił się na niej gwałtu. Kobieta była w takim szoku, że dopiero po czasie zrozumiała, co się z nią dzieje i co robi ginekolog. Przez kilka lat walczyła z traumą i uczęszczała do psychologa.

 

ZOBACZ TEŻ: Nurkując w brazylijskiej rzece, natknął się na tego POTWORA. Nakręcił niesamowite video!

 

Co ważne, w 2014 roku przeciwko temu lekarzowi toczyło się podobne postępowanie. Pewna kobieta oskarżyła go, że w gabinecie poczęstował ją alkoholem, a następnie przeprowadził „badanie”, które z lekarskim profesjonalizmem nie miało nic wspólnego. Zdarzenie zakwalifikowano jako „inne czynności seksualne”, lecz sprawa została umorzona. Teraz śledczy postanowili do niej wrócić.

 

Ginekolog został zatrzymany w ubiegłą środę, jednak sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie. Zamiast tego zastosował kaucję w wysokości 120 tys. złotych oraz zakaz opuszczania kraju. Czy faktycznie na lekarza są mocne, obciążające dowody? To już będzie musiał rozstrzygnąć sąd.

 

dzienniklodzki.pl/ fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne. screenshot