policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Tajemnicza śmierć: pół roku szukali go w Niemczech, tymczasem zwłoki były tuż pod domem! Historia jeży włosy na głowie

Tragicznie skończyły się niemal półroczne poszukiwania 30-latka z Hutkowa pod Zamościem. Mężczyzna zaginął w okolicach Szczecina, gdy wracał z pracy w Niemczech na święta Wielkanocne do domu. Po prawie sześciu miesiącach jego ciało znaleziono powieszone w stodole przy domu rodzinnym! Jednak w tej sprawie nic nie składa się w całość.

30-latek od kilku lat pracował w Niemczech, Hannowerze. Wracał pod koniec marca do domu na święta. Ostatni raz dzwonił do rodziny z okolic Szczecina. Mówił, że jedzie do Piły, gdyż tam jego partnerka oczekiwała na poród. Nigdy jednak nie dotarł na miejsce.

 

Rodzina i bliscy rozpoczęli szeroko zakrojone poszukiwania. Objęły one zarówno Niemcy jak i zachodnią Polskę. Policja poszukiwała m.in. granatowego bmw, którym poruszał się mężczyzna.

 

Sytuacja odwróciła się o 180 stopni 12 września. Wtedy jego rodzice odnaleźli ciało mężczyzny… we własnej stodole! Znajdowało się ono w trudno dostępnym i niewidocznym miejscu, do którego dostać można się było jedynie po drabinie.

 

Policja wstępnie wykluczyła udział osób trzecich i mówi o samobójstwie. Obok ofiary odnaleziono jej plecak, dokumenty i telefon. Jednak w sprawie jest wiele niejasności.

 

ZOBACZ: 5 lat temu zaginęła jako 13-latka. Teraz wróciła do domu i opowiedziała swoją dramatyczną historię!

 

Po pierwsze – nie wiadomo, gdzie jest jego samochód, a przez to, w jaki sposób 30-latek przejechał całą Polskę i dostał się do domu rodzinnego. Według informacji policji jego telefon nie logował się nigdy w Polsce, a przecież leżał obok zwłok.

 

Czy sprawa ta zostanie wyjaśniona? I jak do tego doszło, że mężczyzna wracający do bliskich, mający partnerkę oczekującą na dziecko, nagle postanowił targnąć się na swoje życie? I jakim cudem przez pół roku nikt z bliskich nie znalazł rozkładających się zwłok? Miejmy nadzieję, że śledczy odpowiedzą na te pytania.

 

 

wp.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne. policja

zemsta, policji, wódkę, policja, łódź, stłuczka kolizje

Łódź: spowodował kolizję, kilka godzin później znaleziono go martwego! Tajemnicze okoliczności

Mroczne i niewyjaśnione jak na razie zdarzenie miało miejsce dzisiejszej nocy w Łodzi. Kierowca przejeżdżający przez skrzyżowanie ulic Przybyszewskiego i Kruczej stracił panowanie nad autem i uderzył w słup sygnalizacji świetlnej, zaparkowany samochód i betonowe ogrodzenie. Po kilku godzinach znaleziono go martwego w tym samym miejscu, gdzie spowodował kolizję!

Kierowca na pierwszy rzut oka nie odniósł żadnych obrażeń w związku ze stłuczką. Wezwał na miejsce drogówkę, dostał 250zł mandatu za kolizję i przepraszał wezwanego na miejsce kierowcę daci, którą uszkodził. Tłumaczył się zmęczeniem.

 

Służby przybyły na miejsce około 3 w nocy, a o 4 rano policjanci odjechali z miejsca kolizji. 38-letni sprawca nie chciał, aby wzywać pogotowie.

 

ZOBACZ: 19-latek w BMW zawstydził alkomat! W pierwszym brakło skali, na drugim wydmuchał aż… 

 

 

Tuż po 6 rano dyspozytor karetek pogotowia ratunkowego dostał wezwanie do osoby śpiącej na chodniku na Przybyszewskiego. Zespół przybyły na miejsce stwierdził zgon. Był to ten sam mężczyzna, który kilka godzin wcześniej spowodował stłuczkę. Leżał na chodniku w pozycji embrionalnej, a obok na lewarku stało jego auto.

 

Wstępne oględziny ciała nie wskazały wprost, że zmarł z powodu obrażeń odniesionych w wypadku. Jednak aby to dokładnie ustalić niezbędna będzie sekcja zwłok. To ona dopiero wykaże, co tak naprawdę spotkało młodego i, wydawałoby się, zdrowego mężczyznę.

 

wp.pl/ foto: screenshoot

obserwatorium

USA: tajemnicza ewakuacja obserwatorium Słońca. Na miejscu FBI i śmigłowce – co się stało?

Bardzo dziwne i tajemnicze doniesienia pojawiają się coraz częściej w amerykańskich mediach. Obserwatorium słoneczne Sunspot w górach Sacramento w stanie Nowy Meksyk zostało bez zapowiedzi i wyjaśnień ewakuowane przez FBI. Od tygodnia nikt z zewnątrz nie ma do niego dostępu. Co takiego wydarzyło się na tym odludziu?

 

Sunspot leży na szczycie o wysokości 2800m n.p.m.  To bardzo odludne miejsce, bo do najbliższej miejscowości jest 16 kilometrów. Z każdej strony to największe słoneczne obserwatorium w Stanach otaczają gęste lasy. Na stałe przebywało w nim zaledwie kilkadziesiąt osób, a czasem odwiedzali je turyści.

 

W czwartek 6 września wszystko się zmieniło. Pracownicy dostali nagły i kategoryczny nakaz ewakuacji. Pojawili się agenci FBI i śmigłowce. I od tygodnia jedyne, co przedostaje się do opinii publicznej to śpiewka, że obserwatorium ewakuowano „z powodów bezpieczeństwa”.

 

Na miejscu byli agenci. Nikt nie chce powiedzieć po co. No ale żeby FBI zaangażowało się w coś tak szybko i było tak skryte, to musi się tam dziać coś ważnego. Widzieliśmy śmigłowiec Black Hawk, sporo ludzi wokół anten łączności i jakichś robotników na wieżach obserwatoriów, ale nikt nie chce nam nic powiedzieć

– powiedział lokalnej gazecie Benny House, szeryf.

 

Sytuacja ta to istna pożywka dla wielu teorii spiskowych. Mówi się o bliskim spotkaniu z kosmitami, ale pojawiają się też filmy na YouTube, których autorzy twierdzą, że obserwatorium zarejestrowało coś, czego nie powinno zarejestrować. Inne teorie dotyczą zaś… działalności chińskich szpiegów!

 

Z Obserwatorium Sunspot rozpościera się bowiem piękny widok na okolice. W tym na wielką bazę wojskową Holloman i poligon White Sands. To tam US Army testuje nowe maszyny, to tam też przewieziono wrak domniemanego UFO, które rozbiło się w słynnym Roswell. Przypadek? Kto wie. My od osądów na razie się wstrzymamy. Ale nie ulega wątpliwości, że cała sprawa jest bardzo tajemnicza!

 

gazeta.pl/ foto: wikipedia

horror w lesie

Dwa lata wędrował po Europie. Brutalna śmierć dorwała go Polsce – sprawcy wciąż na wolności

Sprawa ta rozgrzała naszych czytelników w połowie czerwca. To wtedy pisaliśmy o wyjątkowo makabrycznym znalezisku nieopodal parkingu dla tirów przy trasie Lublin – Białystok. Dwóch mężczyzn natrafiło w lesie na rozkładające się zwłoki przykryte gałęziami. [ZOBACZ] Początkowo nie było nawet wiadomo, kogo spotkała śmierć. 

 

Ubiór wskazywał na zagranicznego gościa. Identyfikację utrudniał jednak zaawansowany stopień rozkładu ciała – śmierć musiała spotkać go kilka tygodni wcześniej. Mimo tego udało się stwierdzić, że mężczyzna zginął w brutalny sposób.

 

Ofiara miała m.in. złamane lewe udo i amputowane palce u nogi. Wszystkie okoliczności wskazywały na zabójstwo.

 

Po trzech miesiącach ustalono personalia ofiary. Okazał się nim Roberts A. – 48-letni Łotysz, który był kaznodzieją bardzo radykalnej chrześcijańskiej sekty. Od około dwóch lat przemierzał kraje Europy Wschodniej, gdzie starał się nawracać ludzi na swoją wizję wiary. Głosił potrzebę odnowy wiary i zmiany podejścia do Boga i przykazań.

 

Łotysz świetnie mówił po rosyjsku, dlatego większość z dwuletniej podróży spędził w Rosji i na Ukrainie. Nie wiadomo nawet kiedy przybył do Polski i kiedy dokładnie zginął.

 

Równie zagadkowa pozostaje kwestia przyczyny zgonu i sprawców. Być może Roberts A. to ofiara potrącenia? Niedbałe ukrycie ciała mogłoby wskazywać na duży pośpiech tego, kto to robił. A może Łotysz zginął z powodu swoich bezkompromisowych poglądów, wyrażanych w bardzo nachalny i agresywny sposób?

 

Nie znają pojęcia odmowy. Są nachalni, swoje przekonania starają się przekazywać innym prawie siłą

 

– powiedział dziennikarzom Super Expressu człowiek, który zetknął się z polskim przedstawicielem tej sekty.

 

Jaka jest prawda o śmierci Robertsa A.? Być może nie poznamy jej nigdy. Ciało mężczyzny nie zostało sprowadzone na Łotwę, gdyż nie chciała tego rodzina. Dlatego spoczął na lokalnym cmentarzu.

boeing malaysia airlines mh370

Po tym samolocie słuch zaginął 4 lata temu. Sensacyjna teoria pomoże go odnaleźć?

Lot MH370 stał się jedną z największych tajemnic ostatnich lat. Samolot zniknął z radarów w marcu 2014 roku i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Wprawdzie z Oceanu Indyjskiego wyłowiono kilka części, które najpewniej pochodzą z wraku Boeinga, to jednak właśnie pojawiła się nowa, sensacyjna teoria o zaginionym samolocie.

Ian Wilson, maniak technologiczny postanowił dowiedzieć się więcej o samolocie i jego 227 pasażerów i 12 członków załogi. Zdaniem mężczyzny nie należy go szukać nad Oceanem Indyjskim tylko… w dżungli w Kambodży!

 

Siedziałem na Google Earth po kilka godzin z rzędu. Jeśli by to zsumować, spędziłem naprawdę dużo czasu, szukając miejsca, gdzie samolot mógł spaść. I teraz już je znalazłem

 

– mówi domorosły poszukiwacz.

 

Oficjalne poszukiwania, na które wydano ponad sto milionów dolarów zakończyły się w 2017 roku, w zasadzie bez rezultatu. Wprawdzie odnaleziono kilka fragmentów konstrukcji, które zidentyfikowano jako pochodzące z Boeinga lotu MH370, to jednak nie ustalono miejsca domniemanej katastrofy.

 

Teoria Wilsona jest ciekawa, ale raczej pozbawiona sensu. Radary, które jako ostatnie śledziły lot samolotu zarejestrowały, że kierował się on na południe ku Antarktydzie.

 

Znalezione przez ekipy części także zdają się potwierdzać, że samolot spadł gdzieś nad Oceanem Indyjskim. A miejsce wskazywane przez Wilsona? Cóż, obawiamy się, że mógł on się po prostu natknąć na… samolot przelatujący nad dżunglą, który uchwyciła kamera satelity!

 

o2.pl/ foto: wikipedia

tajemnica trójkąta bermudzkiego

Tajemnica Trójkąta Bermudzkiego ROZWIKŁANA? Intrygująca hipoteza uczonych!

Obszar między Florydą, Bermudami a Puerto Rico zyskał w ostatnich dwóch wiekach naprawdę ponurą sławę. Jaka jest tajemnica Trójkąta Bermudzkiego i ginących w nim statków i samolotów? Grupa uczonych z Southampton twierdzi, że ma przekonującą teorię!

 

Na temat Trójkąta Bermudzkiego powiedziano już chyba wszystko. Wielu dopatruje się w nim działania mocy nadnaturalnych i przeczących prawo fizyki. Inni łączą go z działalnością obcych z kosmosu. Z kolei statystycy i zdroworozsądkowcy zwracają uwagę, że w jego obszarze wcale nie występuje znacząco więcej zaginięć statków i samolotów niż w innych rejonach Atlantyku.

 

A jednak jest coś takiego, co sprawia, że nawet mądre głowy nie mogą oprzeć się badaniom tego obszaru, tym bardziej, że część z zatonięć i zaginięć w tym obszarze naprawdę była dość podejrzana. Niektórzy winili za nie wielkie pokłady metanu, który ma się znajdować pod dnem Trójkąta Bermudzkiego.  Gdy jego wielkie bańki wydobywają się, mogą prowadzić do zatonięcia nawet dużych jednostek.

 

Zupełnie innego zdania są Brytyjczycy. Według przeprowadzonych przez nich symulację, za zatonięcia w obszarze Trójkąta mogą odpowiadać wyjątkowo wielkie fale. Po raz pierwszy zaobserwowano je dzięki satelitom w 1997 roku. Osiągnęły aż 30 metrów wysokości.

 

Brytyjczycy stworzyli model statku USS Cyclops – jednego z największych, jaki zatonął w tym obszarze w 1918 roku, wraz z 300 pasażerami i członkami załogi. W specjalnie przygotowanym basenie wywołali zjawisko fal o podobnej intensywności – choć oczywiście z zachowaniem skali. Model okrętu momentalnie poszedł na dno!

 

Fale te mogą się tworzyć dzięki zetknięciu trzech różnych prądów morskich, co ma miejsce właśnie na obszarze Trójkąta Bermudzkiego. Tak intensywne, choć krótkie, zjawisko może bez problemu zatopić nawet duże jednostki. Jak to się jednak ma do zaginięć samolotów?

 

Prawdopodobnie minie jeszcze wiele lat nim poznamy tajemnicę Trójkąta Bermudzkiego w stu procentach. A może tak naprawdę nie ma żadnej tajemnicy i jest tylko sztucznie wykreowana psychoza?

 

wprost.pl/ foto: wikipedia

sprzątali szlak, odkryli wrak

Himalaje: mieli sprzątać szlak, rozwikłali TAJEMNICĘ sprzed 50-lat! „Ramię wystawało z lodu”

Góry najwyższe kryją w sobie wiele sekretów. Począwszy od historii o mitycznym Yeti, po bardziej przyziemne – np. zaginionych tam himalaistów, wspinaczy, ale też samolotów, które w złych warunkach porozbijały się gdzieś na górskich stokach. Gdy grupa wspinaczy sprzątała himalajski szlak natrafiła na szczątki samolotu i ofiar tajemniczej katastrofy sprzed 50 lat!

 

Grupa indyjskich wspinaczy ruszyła w Himalaje aby posprzątać szlak dojściowy do szczytu Chandra Bhaga. Na wysokości 5500 metrów natknęli się na poskręcane kawałki metalowej konstrukcji, a w pewnym momencie niemalże zdeptali ludzkie szczątki!

 

Nie ulegało wątpliwości, ze natrafili przypadkiem na odsłonięte z lodu i śniegu szczątki samolotu. Pozostało jedynie zidentyfikować, co to była za maszyna.

 

Najpierw natknęliśmy się na części rozbitego samolotu, a następnie odkryliśmy zamarznięte ciało żołnierza leżącego głową w dół. Pomimo upływu 50 lat od katastrofy ręka i włosy były prawie nienaruszone

 

powiedział jeden z członków  ekspedycji.

 

Odkrycia dokonano 1 lipca, ale władze wojskowe poinformowano dopiero po jej zakończeniu, 15 lipca. Okazało się, że wspinacze odnaleźli wrak samolotu, który zaginął w 1968 roku w fatalnych warunkach pogodowych. Na jego pokładzie znajdowały się 102 osoby.

 

 

 

Samolot ostatni raz meldował się do bazy 7 lutego. Był to rosyjskiej produkcji An-12. Indyjskie wojsko sprowadziło na dół odnalezione zwłoki, zaś odkrywcy szacują, że szczątki maszyny jak i ciała ofiar są rozrzucone na powierzchni około 2,5 kilometra kwadratowego. Czy kiedyś uda się odnaleźć wszystkie ciała, a rodziny ofiar będą mogły je godnie pochować?

 

o2.pl/ foto: twitter

boeing malaysia airlines mh370

NOWE informacje o zaginionym samolocie MH370. Czy to wyjaśni tajemnicę sprzed czterech lat?

Boeing 777 miał odbyć rejs oznaczony jako MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Niestety, nigdy nie doleciał do miejsca przeznaczenia. A co gorsza, choć minęły 4 lata, to wciąż nie wiemy co dokładnie wydarzyło się w 2014 roku. Nowe światło na tą tajemnicę postanowili rzucić australijscy eksperci.

 

Specjaliści ds. lotnictwa przyjęli założenie, że piloci lub jeden z nich w pełni świadomie skierowali maszynę takim kursem aby zniknął w radarów. Przekładając tą teorię na faktyczne warunki, okazało się że faktycznie samolot przez długi czas leciał w taki sposób jakby chciał uniknąć wykrycia!

 

To było zaplanowane, celowe i wykonane w wyznaczonym czasie

powiedział szef australijskiego departamentu ds. bezpieczeństwa transporu, Martin Dolan.

 

W tej opinii wtóruje mu Simon Hardy, instruktor szkolący pilotach na samolotach Boeing. Zwraca uwagę, że samolot najprawdopodobniej leciał wzdłuż granicy tajlandzko-malezyjskiej, w ten sposób nie będąc w zasięgu radarów ani jednego, ani drugiego państwa.

 

Dlatego kontrolerzy obu stron nie musieli martwić się o ten tajemniczy samolot. Po prostu zareagowali, „Och, już poleciał. To już nie nasza przestrzeń powietrzna”. Gdybym to ja miał sprawić by boeing 777 zniknął, zrobiłbym dokładnie to samo.

– wyjaśnił Hardy.

 

Instruktor dodaje do tego jeszcze jeden ciekawy wątek. Zwrócił uwagę, że w pewnym momencie samolot obrał kurs na malezyjskie miasto Penang. To z tej miejscowości wywodził się pilot maszyny, Amad Shah. Czy w ten sposób pożegnał swoje rodzinne strony przed samobójstwem?

 

Pomimo zaangażowania wielu państw nie udało się ustalić dokładnego losu rejsu MH370. Nigdy nie odnaleziono wraku maszyny, ciał pasażerów, ani czarnych skrzynek. To i wiele innych dziwnych wydarzeń wokół sprawy powoduje, że jak dotąd narosło wiele teorii spiskowych o feralnym locie.

 

o2.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/ wikipedia

morze

CZARNA SERIA trwa! Morze wyrzuciło kolejną ludzką NOGĘ! Od 11 lat nikt nie umie tego wyjaśnić

To była tylko kwestia czasu – przyznają okoliczni mieszkańcy. Gdy jakiś czas temu pisaliśmy o podobnym, makabrycznym znalezisku w Kolumbii Brytyjskiej [ZOBACZ], było jasnym, że na tym się nie skończy. I oto minęło kilka miesięcy i morze znów wyrzuca na brzeg ludzkie szczątki.

 

Wybrzeża Kolumbii Brytyjskiej w Kandzie od kilkunastu lat są areną niewyjaśnionego, strasznego zjawiska. Morze co jakiś czas wyrzuca na plaże… ludzkie nogi. Jeszcze żadna inna część ciała nie pojawiła się na wybrzeżach. Zawsze wypływają nogi, zazwyczaj jeszcze w obuwiu.

 

Czternasta z rzędu kończyna wypłynęła na plażę na wyspie Gabriola, znalazł ją przypadkowy spacerowicz. Na plaży Brickyard to pierwsze tego typu znalezisko. Jedyne, co różni je od podobnych tego typu odkryć to… rodzaj obuwia. Tym razem, według policji, na stopie znajdował się but turystyczny. Do tej pory wypływały raczej stopy w obuwiu sportowym.

 

Pierwsza stopa z „czarnej serii” została wyrzucona na brzeg w 2007 roku. Od tego czasu powstało wiele teorii mających wyjaśnić ten dziwaczny fenomen. Jedne są bardziej prawdopodobne, a drugie zupełnie szalone.

 

Podejrzewano już, że stopy mogą należeć do ofiar jakiejś katastrofy lotniczej, lub wielkiego tsunami z 2004 roku, które nawiedziło wybrzeża Azji. Pojawiały się też podejrzenia o działalności mafii lub seryjnego zabójcy.

 

Policja zdementowała jedynie tą ostatnią wersję, odrzucając możliwość, że osoby, do których należały kończyny padły ofiarą morderstwa. To jednak w żaden sposób nie przybliża nas do wyjaśnienia tej dziwnej sytuacji.

 

o2.pl/ pixabay