zemdleli

Rodzina z Wrocławia zatrzymana przez służbę celną. Strażnicy PRAWIE ZEMDLELI, GDY ZOBACZYLI CO MAJĄ W BAGAŻU

Pracownicy służby celnej nie mają łatwego życia. Można im dogryzać, że sprawiają nam często problemy, ale trzeba doceniać ich pracę. Prawie zemdleli, gdy zobaczyli co próbowała przewieźć rodzina z Wrocławia do Polski. Po otworzeniu bagażu ich oczom ukazały się… czaszki. Początkowo było groźnie, lecz szybko okazało się, że do szczątki zwierząt. Jednak i to jest zakazane w naszym kraju.

Rodzina ma ponieść konsekwencje swojego zachowania. Próbowali przemycić szczątki egzotycznych zwierząt do Polski. Podróżni nie posiadali żadnych dokumentów zezwalających na przewóz z Australii do Unii Europejskiej wyżej wymienionych części zwierząt – mówi w rozmowie z Gazetą Wrocławską Joanna Rybak-Brzezinka, zastępca dyrektora Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Nie ma się co dziwić strażnikom, że początkowo prawie zemdleli. Nie codziennie widzi się takie rzeczy. Pojawiły się podejrzenia, że część ze zbiorów może podlegać ochronie Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), zbiory zostały zatrzymane – dodaje Joanna Rybak-Brzezinka, zastępca dyrektora Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Zapewne rodzina poniesie srogie konsekwencje i odpowiedzą za to co zrobili.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Niesamowite zjawisko atmosferyczne. NA JEGO ZOBACZENIE JEST SZANSA JAK NA WYGRANIE W TOTOLOTKA

 

Tylko zwierząt szkoda… Można by rzec. Ludzie nie mają za grosz empatii i dla paru kości potrafią zaryzykować bardzo wiele. Zero zastanowienia. Tak się nie powinno podróżować.

źródło: o2.pl fot. pixabay.com

zemdleli

Kobietą na lotnisku zainteresowali się strażnicy. GDY PODCZAS KONTROLI ZDJĘŁA SPODNIE to nie mogli uwierzyć w to co widzą

Azjatka wzbudziła na lotnisku zainteresowanie służb porządkowych. Postanowili sprawdzić, dlaczego kobieta tak dziwnie się porusza, bo to właśnie jej chód zwracał największą uwagę. Gdy ostatecznie doszło do kontroli osobistej, pracownicy lotniska uświadomili sobie, że to ich najdziwniejszy dzień w pracy w historii.

Kobieta miała przyklejone do nóg 24 żywe myszoskoczki. Chciała je wywieźć do Tajwanu. Obsługa pracująca na lotnisku była w szoku. Dziwnie zachowująca się Azjatka, została zaproszona do kontroli osobistej. Kobieta chodziła w niecodzienny sposób. Gdy strażnicy zobaczyli z bliska, że jej spodnie się ruszają, nie kryli zdumienia z tej sytuacji. Zwierzęta przykleiła sobie do nóg, za pomocą taśmy klejącej.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Oto co musisz zrobić, gdy ktoś otruje Ci psa. KOBIETA URATOWAŁA GO, PODAJĄC MU…

 

Miał to być sposób na zarobek. Sprowadzenie myszoskoczków z Chin do Tajwanu, wydawało się być bardzo opłacalne, ponieważ w Chinach ich cena jest dziesięciokrotnie niższa.

źródło: o2.pl

fot. pixabay.com

ściany

Słyszeli ze ściany dziwne odgłosy. To co odkryli ZWALIŁO ICH Z NÓG

Ci młodzi Hiszpanie przeżyli ogromną traumę. Słyszeli ze ściany dziwne dźwięki, które zakłócały im spokój i nie dawały im spać. Nadszedł w końcu moment, w którym zdecydowali się ją zburzyć i odkryć źródło tych niepokojących dźwięków. Co się okazało? Znajdował się tam gigantyczny rój pszczół. Łącznie było ich około 80 tysięcy. Natychmiastowo uciekli z miejsca i wezwali odpowiednie służby.

Zjawisko miało miejsce w Pinos Puerte w okolicach Granady. Para Hiszpanów nie mogła spać, gdyż ze ściany dobiegały dziwne dźwięki. Trwało to około 2 lata, lecz w ciągu dnia o tym nie myśleli i zapominali, że muszą coś z tym zrobić. W pewnym momencie postanowili, że wreszcie skończą z tym raz na dobre. Dźwięk przypominał świstanie i wibrowanie. W nocy był on nie do wytrzymania. Sfrustrowani lokatorzy zdecydowali się skuć tynk. Gdy zobaczyli co się pod nim kryje, to uciekli w popłochu. Ukazały się im gigantyczne ule w których przebywało około 80 tysięcy pszczół. Zajął się nimi lokalny pszczelarz. Trudno w to uwierzyć, że ci ludzie żyli z tak gigantycznym ulem w ścianie przez 2 lata – powiedział ekspert Sergio Guerrero. Ratujemy pszczoły i pomagamy mieszkańcom w pokryciu kosztów zakupu drewnianego domu, leku chroniącego pszczoły przed roztoczami, które bardzo im szkodzą oraz ich żywienia, co daje około 100 euro – zakończył pszczelarz. Powiedział to żeby podkreślić fakt, iż żadna z pszczół nie ucierpiała.

 

ZOBACZ:Uśmierciła 13-letniego syna tylko dlatego, że był poważnie chory! Wlała mu pól litra wódki do aparatury podtrzymującej życie!

 

Wszyscy są cali – historia z happy endem. Lecz jeżeli ktoś się boi lub ma uczulenie, to rzeczywiście mogło być bardzo niebezpieczne.

źródło: fakt.pl fot.

krów

Zgwałcił 11 krów oraz nie płacił alimentów. DOWIEDZIAŁ SIĘ JAKA SPOTKA GO KARA

Od razu zaznaczamy, że nie jest to prima aprilisowy żart. Mężczyzna z Podkarpacia na prawdę zgwałcił 11 krów i uchylał się od płacenia alimentów. Janusz P. pod wpływem alkoholu wszedł do swojej obory. Zwyrodnialec postanowił wyżyć się na biednych zwierzętach. Butelką i drewnianym kołkiem ranił odbyty i narządy rodne krów i cielaczka. Właścicielka bydła zgłosiła sprawę na policję, twierdząc, że gość ranił jej 5 zwierząt.

Okazało się, że ucierpiały wszystkie 10 krów oraz cielaczek. Pięć z nich było w bardzo ciężkim stanie. Zwyrodnialec stanął przed Sądem Rejonowym w Przeworsku. Uznano go winnym znęcania się nad zwierzętami oraz postawiono mu drugi zarzut – niepłacenia alimentów. Mieszkańcy twierdzą, że Janusz P. to mężczyzna który nie para się żadną pracą. Często wystaje pod sklepami i prosi ludzi o drobne na piwo. Bramka na podwórko była otwarta, drzwi do stajni też. Jak poszedłem do krów to o mało nie dostałem zawału. Od razu zauważyłem jak te zwierzęta są zmęczone, jak zużyte! Takie wymięte! Jak podnosiłem im ogony ogarniało mnie przerażenie. Rany były okropne. Najgorsze to chyba u cielnej krowy. Nie wiem jakie żądze opętały tego łajdaka, ale żeby tak postępować z krowami, tak je zbezcześcić! Od raz zadzwoniłem na 997. Przyjechała policja i weterynarz, żeby opatrzyć krowy. Najpierw zgłosiłem, że „zgwałconych” było pięć, ale teraz jak już na spokojnie im się przyjrzałem, to widzę, że on musiał majstrować przy wszystkich jedenastu! Nie wiem jak to wpłynie na psychikę tych zwierząt. To dla kogoś może jest zabawne, jednak proszę uwierzyć straszną tragedię wyrządził tym krowom ten pijak – przytoczył „Super Express” słowa załamanego rolnika. Mężczyzna pójdzie na rok i dwa miesiące do więzienia.

 

ZOBACZ:Oto najpopularniejsze dania kuchni polskiej. KTÓRE Z NICH LUBICIE NAJBARDZIEJ? JAKIEGOŚ BRAKUJE?

Skąd na świecie biorą się tacy zwyrodnialcy? Co trzeba mieć w głowie, prócz jednej, wielkiej próżni, żeby dopuścić się takiego czynu?! Wyrok według nas jest zbyt niski.

źródło: se.pl fot. pixabay.com

raka

Te psy potrafią wykryć u człowieka raka. MAJĄ 97 PROCENT SKUTECZNOŚCI

Naukowcy zbadali trzy małe beagle, a te udowodniły, że spokojnie mogą wykryć u człowieka raka. Całość badań skupiona była przede wszystkim na nowotworze płuc. Osoby przeprowadzające badania twierdzą, że może być to ogromny przełom w walce z tą jakże groźną chorobą. Pozwoliłoby to na stworzenie skutecznych i tanich testów, które wskazywałyby czy dana osoba jest chora czy też nie.

Całość szkolenia trwała 8 tygodni. Psy po tym czasie zaczęły odróżniać zdrowe płytki krwi od tych zakażonych z 97-procentową skutecznością. To niesamowite odkrycie zdumiało naukowców. Czy pies może stwierdzić, że masz raka płuc? Absurdalne.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Zmieszali go z błotem w „Mam Talent”. Po trzech latach wrócił i ZSZOKOWAŁ WSZYSTKICH

 

Psy gdy nie wyczuwały nowotworu, to omijały próbkę z płytką krwi osoby zdrowej. Natomiast bardzo lgnęły do tych zakażonych i od razu je wyłapywały. Naukowcy zapowiadają, że kończą kolejny etap badań, w którym psy wykrywają nowotwory płuc, piersi oraz jelita grubego przy pomocy próbek z powietrzem wydychanym przez pacjentów. Sugerują, że przy tej metodzie czworonogi są równie skuteczne. Dzięki temu można by za pośrednictwem zwierzaków określać czy dana osoba jest zdrowa, a może chora właśnie na raka płuc lub innych narządów. Niesamowite…

Jeżeli nauka jest już tak rozwinięta, a dalej nikt nie wymyślił leku na raka, to czy zwykły pies okaże się znakomitym wykrywaczem choroby, która zabiła już miliardy osób?

źródło: o2.pl fot. pixabay.com

spustoszenie

[WIDEO] Łoś sieje spustoszenie w polskim sklepie. Wszedł i zniszczył cały dział z…

Na nagraniu widać, jak niespodziewany gość zasiał spustoszenie w jednym z polskich sklepów w Sokółce. Ciężko stwierdzić skąd się tam to zwierzę znalazło, ale widać, że jest strasznie przerażony. Dział z alkoholami został poważnie naruszony, a butelki z wodą krzątały się po całym sklepie. Nic dziwnego, to nie jest jego środowisko naturalne, więc normalne, że zwierzę się przestraszyło.

Tylko skąd ten łoś tak naprawdę się tak wziął? Nikomu nic się nie stało, nikogo nie zaatakował, zasiał jednak lekkie spustoszenie w dziale z alkoholami. Cóż, takie przygody tylko w Sokółce! Mamy nadzieję, że zwierzę trafiło całe i zdrowe do swojego naturalnego środowiska.

ZOBACZ:W popularnym kurorcie podawano TRUJĄCE drinki. Zginęło wiele osób, a ofiar może być więcej

źródło fot. i wideo: youtube.com

zdjęcia, poślubili

Aż ciężko uwierzyć kogo i co poślubili ci ludzie. Dziwactwo nie zna granic

Dzień naszego ślubu, to zazwyczaj jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu człowieka. Swojego partnera wybieramy na podstawie wielu kryteriów. Liczy się charakter, wygląd, czasem wspólne zainteresowania. Ci ludzie odbiegają jednak od normy i ogólnie przyjętych zasad. Nie uwierzysz kogo lub co poślubili…

Ciężko wyobrazić sobie sytuację, gdy pobieramy się z… Murem Berlińskim. W wymarzonym dniu ślubu widzimy raczej na kobiercu naszą kobietę lub mężczyznę życia. Felicity Kadlec z Massachusetts zakochała się w szmacianej lalce stylizowanej na zombie. Gdy tylko ją zobaczyła, od razu wiedziała, że chce z nią być na zawsze. Uroczystość odbyła się bez urzędnika oraz księdza, lecz jak mówi Felicity – to wszystko nie było dla niej ważne.

Kolejnym przykładem dziwnego zachowania był ślub Japończyka Akihiko Kondo z… hologramem piosenkarki Hatsune Miku. Specjalnie dla niego został on stworzony przez grafików komputerowych. Jak podkreśla mężczyzna, jedynym problemem jest to, że jego wybranka… nie dogaduje się z teściową.

Dziwnych rzeczy ciąg dalszy? W 1979 roku zaaranżowano sztuczną ceremonię, na której Eija Riitta Berilner-Mauer powiedziała TAK Murowi Berlińskiemu. Widać to z resztą po jej nazwisku…

 

ZOBACZ:Klientka sklepu w Busku-Zdroju zrobiła test sedesu. Kamery nagrały jak do niego…

 

plaża

Oto najniebezpieczniejsza plaża na świecie. Zanim się obejrzysz możesz być martwy

Plaża wszystkim nam kojarzy się z opalaniem, zimnymi drinkami i chwilą relaksu, na którą tak bardzo czekamy często cały rok. Jednak ta jest najniebezpieczniejsza na świecie i słowo relaks zupełnie tu nie pasuje. Znajduje się w Australii, a turystom kategorycznie odradza się kąpieli w tamtym rejonie. Dlaczego? Czają się tam groźne zwierzęta morskie. I uwaga – nie chodzi tu tylko o rekiny.

Okolice północno-wschodniego wybrzeża stanu Queensland nie są rajem dla turystów i raczej należy unikać tego konkretnego miejsca. Są tam bardzo ciepłe wody, co stanowi znakomite środowisko dla rekinów będących ogromnym zagrożeniem dla ludzi. Mimo, że to największe zwierzęta, to okazuje się, że nie są najgroźniejsze, jest również mniejsza szansa na ich spotkanie. O wiele więcej okazji mamy na ucierpienie przez małe zwierzęta noszące w sobie truciznę, która dla ludzi jest zabójcza. Meduzy, czyli osy morskie są bardzo małe i często ciężko je zauważyć. To właśnie dlatego są tak niebezpieczne dla człowieka. W momencie mogą nam wbić swoje malutkie żądła, które mogą spowodować paraliż, a nawet śmierć. Było wiele przypadków, że organizm człowieka zareagował na ukąszenie natychmiastowym paraliżem ciała i osoba umierała przez utonięcie. Zamiast narażac życie i korzystać z uroków plaży w tym rejonie, lepiej wybrać się na wschodnie wybrzeże, np. okolice Gold Coast, czy Airlie Beach, gdzie zagrożenie nie jest tak duże. Zatem plaża też może być zabójcza dla człowieka.

 

ZOBACZ:Polski zawodnik podpisał kontrakt z PSG. Przebije się do pierwszego składu?!

 

Mieliście okazję być w Australii? Czy rzeczywiście jest tam tak niebezpiecznie? Czytając relacje, ludzie uważają, że to raj na ziemi. Natomiast jest wiele przesłanek, że zwierzęta zamieszkujące ten kontynent należą do najniebezpieczniejszych na świecie.

źródło : o2.pl fot. pixabay.com

2

2-letni chłopiec zmarł kilka dni po wizycie w zoo! Kiedy rodzice dowiedzieli się co go zabiło byli zszokowani!

Prawdziwą tragedią dla 2-letniego chłopca zakończyła się wizyta z rodzicami w zoo. Maluch wybrał się ze swoimi opiekunami do ogrodu zoologicznego w San Diego (USA). Rodzice chłopca potwierdzili później, że podczas wizyty dziecko głaskało niektóre zwierzęta. To właśnie podczas kontaktu z ich skórą maluch zaraził się bakterią E. coli, która dwa tygodnie później go zabiła.

Rodzice 2-latka nie zdawali sobie sprawy, że kontakt chłopca ze zwierzętami będzie miał tak tragiczne konsekwencje. Syn upierał się, że chce pogłaskać osiołka i sarenki i w końcu ulegli jego namową. Dziś przyznają, że gdyby mogli cofnąć czas na pewno by mu na to nie pozwolili. Pierwsze objawy choroby pojawiły się kilka dni później. Dziecko źle się czuło, miało biegunkę i wymiotowało. Kiedy objawy nie chciały ustąpić rodzice zawieźli je do szpitala.

 

 

 

Na miejscu lekarze robili wszystko, by uratować maleńkiego chłopczyka, niestety przegrali walkę o jego życie. Maluch zmarł w miniony poniedziałek. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci dwulatka była bakteria E. coli. Rodzice chłopca są zdruzgotani. Oboje przyznają, że stracili swój największy skarb i nigdy nie pogodzą się z jego śmiercią.

 

 

 

źrodła: fakt.pl, foto pixabay.com