gopło

Szok w Kruszwicy. Woda Jeziora Gopło odsłoniła…

Kruszwica i Jezioro Gopło, to miejsca, które każdemu Polakowi kojarzą się z legendarnymi dziejami naszego kraju. A ponieważ w każdej legendzie jest ziarno prawdy, to naukowcy też od zawsze interesowali się tym rejonem. Teraz niski poziom wód jeziora Gopło pozwolił na odkrycie czegoś naprawdę niezwykłego. 

Archeolodzy badający okolice jeziora Gopło odkryli wystające z wody fragmenty wielkiej, drewnianej konstrukcji, która pochodzi prawdopodobnie sprzed ponad tysiąca lat! Badacze podkreślają, że było to możliwe, dzięki wyjątkowo niskiemu poziomowi wody.

 

Zdarza się, że Gopło ma niższy lub wyższy stan wody, ale tak niskiego nie notowano od lat. Zawsze, gdy jest susza archeolodzy ruszają w teren, bo rzeki i jeziora ujawniają wówczas prawdziwe skarby

– mówi „Faktowi” Robert Wyrostkiewicz, który wraz z żoną Darią dokonał odkrycia.

 

ZOBACZ TEŻ: Ugięły się pod nim nogi, gdy zobaczył TO na zdjęciach lasu

 

Odkrycia dokonano w miejscu, gdzie we wczesnym średniowieczu istniało grodzisko w Mietlicy. Elementy kilkudziesięciometrowej konstrukcji odkrytej przez archeologów to albo fragmenty mostu, albo portu. 

 

Badacze podkreślają jednak, że stuprocentową pewność co do funkcji tego miejsca będą mieli dopiero po przeprowadzeniu badań wykopaliskowych. Zwracają jednak uwagę na złożoność i stopień skomplikowania całej konstrukcji, na którą składa się drewniana palisada, rynna kłodowa i pale.

 

Małżeństwo archeologów od niedawna mieszka zaledwie kilkaset metrów od jeziora Gopło. Oboje mają nadzieję, że niski stan wody utrzyma się przez jakiś czas, chociaż żeby udało się przeprowadzić wykopaliskowe badania sondażowe.

 

Badania te być może pomogą na lepsze poznanie grodu w Mietlicy, który często nazywa się stolicą państwa Goplan. Mimo to nie powstało o nim żadne opracowanie historyczne i miejsce to, wraz z całą okolicą jest jedną wielką tajemnicą. Archeolodzy mówią, że okoliczne pola są często nawiedzane przez poszukiwaczy-amatorów. Więc coś musi być na rzeczy!

 

Marzeniem małżeństwa badaczy jest przeprowadzenie zakrojonych na szeroką skalę wykopalisk na całym okolicznym terenie. Tylko takie działania mogłyby odsłonić całość niesamowitych sekretów skrytych pod poziomem gruntu.

arabski kupiec

Arabski kupiec zostawił pod Słupskiem prawdziwą fortunę. To sensacja archeologiczna!

Na początku października pisaliśmy o znacznym odkryciu niedaleko Strzelinka pod Słupskiem. Grzybiarz natrafił tam na wysypujące się spomiędzy korzeni monety. Zostawił je prawdopodobnie arabski kupiec. Przybyli na miejsce archeolodzy nie mogli wyjść z podziwu widząc, co odkryła ziemia. Teraz okazuje się, że miejsce to skrywało znacznie większy skarb niż początkowo przypuszczano. 

24-letni pan Bartosz 5 października dokonał niesamowitego odkrycia, o którym od razu poinformował archeologów. Na miejsce przybyli pracownicy Urzędu Ochrony Zabytków w Słupsku, Muzeum w Lęborku i członkowie Słupskiego Stowarzyszenia Eksploracyjno – Historycznego „Gryf”. Wyglądało na to, że jakiś kupiec zostawił swój skarb i po niego nigdy nie wrócił.

 

ZOBACZ TEŻ: Lekarze myśleli, że to rak. Tymczasem jego mózg był ZJADANY przez…

 

Początkowo znaleziono 200 całych srebrnych i posrebrzanych arabskich dirhemów (VII-X w.n.e.), nieco starszych drachm perskiej dynastii Sasanidów (IV-VI w.n.e) oraz licznych (ok 500) fragmentów czyli tzw. siekańców. 

 

Dalsze poszukiwania ujawniły, że głębsze warstwy gleby skrywały jeszcze większą ilość monet i ich fragmentów. Łącznie odkopano ich już ponad 800! Skompletowano tez całe gliniane naczynie, w którym właściciel fortuny ją zakopał.

 

Nasze muzeum wzbogaciło się o kolejny unikatowy skarb! W okolicach Strzelinka, w ubiegłą sobotę zgłoszono odkrycie kilku…

Gepostet von Muzeum w Lęborku am Montag, 7. Oktober 2019

 

Wszystko wskazuje na to, że monety zostały zakopane w tym miejscu około X-XI wieku, w czasach, gdy polskim wybrzeżem biegł szlak handlowy z wyspy Wolin, Szczecina aż do Pucka i Gdańska. Właścicielem monet mógł być arabski kupiec, którzy wbrew pozorom całkiem często docierali tutaj i ubijali interesy z naszymi przodkami.

 

W ciągu setek lat teren ten zmieniał się. Po starym szlaku handlowym nie został ślad. Zmienił się układ cieków wodnych, a nieco nawet i ukształtowanie terenu. Rosnące w tym miejscu drzewa w końcu rozbiły garniec ze skarbem i częściowo wypchnęły go na zewnątrz.  Gdyby nie to, być może do dzisiaj nie mielibyśmy o nim pojęcia.

 

 

 

 

leśnicy i ich skarb

Leśnicy znaleźli to pod ściółką. Od razu wezwali archeologów

Leśnicy pracujący przy zalesianiu terenu nieopodal Józefowa na Podlasiu dokonali bardzo niecodziennego odkrycia. Ich znalezisko znajdowało się tuż pod leśną ściółką. Gdy je spostrzegli, od razu postanowili wezwać archeologów. 

Nietypowe znalezisko pochodzi z nadleśnictwa Waliły w województwie podlaskim. Leśnicy natknęli się na 30-40 centymetrowy, podłużny metalowy przedmiot. Zdecydowanie wyglądał jak co najmniej kilkuset letni grot włóczni lub innej podobnej broni. Na miejsce wezwano więc konserwatora zabytków i archeologów.

 

ZOBACZ TEŻ: Wyszedł na grzyby, a znalazł arabskie monety sprzed tysiąca lat! Niesamowite odkrycie pod Słupskiem

 

„Żelazny grot włóczni okazał się bardzo cennym znaleziskiem szczególnie w kwestii badań nad uzbrojeniem wczesnośredniowiecznym na terenie Podlasia. Przedmiot został przekazany do Muzeum Podlaskiego w Białymstoku gdzie zostanie poddany kolejnym analizom”

– napisano w komunikacie na stronie nadleśnictwa Waliły.

 

 

Przedstawiciele Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków nie znaleźli poza grotem włóczni żadnego innego artefaktu. Skąd więc ten jeden grot? Być może ten las kilka wieków temu był świadkiem pojedynku na śmierć i życie? Rabunkowego napadu? A może po prostu jakiś wojownik zgubił go w czasie swej podróży. Prawdy na ten temat raczej się już nie dowiemy, ale sam grot zapewne wiele jeszcze powie badającym go specjalistom.

 

Polskie lasy, pola, ale też tereny zabudowane wciąż skrywają wiele tajemnic. Pokazują to najlepiej odkrycia, których co i rusz dokonują bardziej lub mniej przypadkowi poszukiwacze. Dlatego największe emocje wciąż mogą być przed nami!

lasu

Ugięły się pod nim nogi, gdy zobaczył TO na zdjęciach lasu

Lasy mają w sobie wciąż bardzo wiele tajemnic. Na szczęście rozwój techniki sprawia, że coraz więcej z nich jesteśmy w stanie stosunkowo szybko i nieinwazyjnie odkryć. Ten archeolog prawie spadł z krzesła gdy przyjrzał się swoim laserowym zdjęciom lasu. 

Jon Hoyle przeglądał zdjęcia z laserowego skaningu Forest of Dean w Anglii. W pewnym momencie dostrzegł przedziwny owalny kształt obramowujący coś w środku. Początkowo myślał, że ma do czynienia z wrakiem np. starej armaty pozostawionej w stanowisku bojowym. Jednak wyprawa w to miejsce sprawiła, że odkrycie przeszło jego najśmielsze oczekiwania. 

 

ZOBACZ TEŻ: Szalony pediatra zniszczył życie setkom dzieci. Robił coś niewyobrażalnego

 

Okazało się, że w środku lasu znajduje się kurhan pierścieniowy, mogący mieć nawet 4 tysiące lat!  Ma on około 25 metrów średnicy i wystaje z niego 10 około metrowych, podłużnych kamieni. Gdyby nie one, bardzo trudno byłoby zlokalizować kurhan z poziomu gruntu. Co może skrywać w sobie ten zabytek?

 

Hoyle nie chce spekulować przed przeprowadzeniem dokładnych badań, niemniej jednak chwali się, że przy okazji analizy tych zdjęć odkrył kolejne 100 kopców, które mogą być kopcami pogrzebowymi. Teoretycznie w każdym z nich mogą znajdować się bezcenne z punktu widzenia nauki zabytki. 

 

Technika skanowania laserowego polega na usuwaniu ze zdjęć drzew i roślinności przy pomocy algorytmu, który pozwala na stworzenie trójwymiarowego obrazu gruntu. Dzięki temu badacze są w stanie stosunkowo szybko wypatrzeć na zdjęciach pozostałości murów, wałów i innych konstrukcji.

dziecięce kości

Lubelszczyzna: pług wyorał dziecięce kości. Przerażające odkrycie

Trwa okres intensywnych prac rolniczych. W czasie orki wielokrotnie rolnicy natrafiali na swoich polach na przeróżne przedmioty ukryte w ziemi. Tym jednak razem ich maszyny wyorały z ziemi coś przerażającego – ludzkie szczątki, w tym dziecięce kości!

Mroczne znalezisko pochodzi z Gródka niedaleko Hrubieszowa na Lubelszczyźnie. Pracujący w polu rolnicy odkryli na swoich polach ludzkie szczątki. Powiadomili o tym fakcie odpowiednie służby. Na miejsce skierowano także archeologów, gdyż zachodziły podejrzenia, że mogą być bardzo stare. Wkrótce okazało się, że część z nich to dziecięce kości.

 

ZOBACZ TEŻ: Zabił żonę i podpalił kamienicę. Tragedia w Lubsku

 

Odkrycia dokonano bowiem około 300 metrów od grodziska z X-XI wieku, które naukowcy utożsamiają z grodem Wołyń. Rozpoczęły się prace zabezpieczające:

 

Łopaty archeologów dokopały się do pochówków z wieku XI, czyli czasów Bolesława Chrobrego i jego słynnej bitwy z Jarosławem Mądrym, lokalizowanej właśnie gdzieś w pobliżu. Już wtedy uzyskano interesujące wyniki, choćby w postaci fragmentów tkaniny ze złotą nicią przy szkielecie. Wiadomym było, że głównym celem badań w kolejnych sezonach będzie ratowanie cmentarzyska oraz osady niknących sukcesywnie pod ostrzem pługa

– napisano na stronie muzeum w Hrubieszowie.

 

Jednak prawdziwą sensacją było odkrycie jamy, w której umieszczono wiele różnych, dziwnych i czasem makabrycznych przedmiotów. Wśród nich były „drobne, przepalone kości ludzkie”, czaszka psa, fragmenty naczyń z XI wieku oraz kompletny i świetnie zachowany szkielet noworodka! 

 

Nie był to koniec, bowiem obok odnaleziono jeszcze pięć innych pochówków dziecięcych! Dlaczego dzieci te zginęły? Badacze podejrzewają, że mogą to być pochówki dzieci nieochrzczonych.

 

Miejsce to jest ciekawe, bowiem to właśnie w tym rejonie Bolesław Chrobry wygrał bitwę z siłami księcia ruskiego Jarosława Mądrego w swej drodze do Kijowa. Czy kampania wojenna mogła mieć wpływ na śmierć tych dzieci? To być może będą w stanie ustalić antropolodzy.

 

Rejon Gródka pod Hrubieszowem to prawdziwa kopalnia wiedzy i skarbów dla archeologów, którzy w tym miejscu od dziesiątek lat odkrywają coraz to nowe ślady osadnictwa sprzed wielu wieków.

 

fakt.pl/ foto: muzeum w hrubieszowie

kamień

Znaleźli kamień o TAKIM kształcie w środku lasu. Później dookoła niego wykopali kości

Szwedzcy archeolodzy nie spodziewali się wchodząc do lasu pod Rollsbo niedaleko Goteborga, że natrafią na tak nieprzyzwoite odkrycie. Półmetrowy kamień w kształcie penisa wydawał się przedziwnym wybrykiem natury. Jednak gdy wokół niego rozpoczęto wykopaliska, okazało się, że ten kształt nie jest przypadkowy.

Archeolodzy pracujący w Rollsbo uważali, że teren ten mógł być przed paroma tysiącami lat cmentarzyskiem. Gdy rozpoczęli wykopaliska, podejrzany obły kamień wkopany w ziemię zaczął niepokojąco zmieniać kształt… Wreszcie, po odgarnięciu kilkudziesięciu centymetrów ziemi nie dało się ukryć, że mamy do czynienia z wielką rzeźbą penisa! 

 

O Boże, to nie może być prawda! – skomentowała szwedzka archeolog, Gisela Ängeby.

 

ZOBACZ TEŻ: Spotkał mężczyznę z kartonem na głowie. Nie wytrzymał, gdy ten otworzył pudło! [VIDEO]

 

Wkrótce, dookoła nieprzyzwoitej rzeźby odkryto kości. Nie były to jednak kości ludzkie, a zwierzęce, co każe sądzić, że miejsce to służyło do składania ofiar. W związku z tym klasyfikacja miejsca musiała zmienić się z prawdopodobnego cmentarzyska na prawdopodobne miejsce kultu płodności. Miejsce to było wykorzystywane około 3 tysięcy lat temu. 

 

Jak dziwne mogły być wierzenia i zwyczaje naszych dalekich przodków? Ten przykład sugeruje, że niektóre rytuały mogły być naprawdę dziwne…

średniowieczny szkielet, ludziom, gotowała się krew i wybuchały głowy

Odkopali średniowieczny szkielet. Ten człowiek przeżył piekło przed śmiercią – tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

Kim był? Gwałcicielem, mordercą, a może ofiarą pomówień lub nietolerancji? Młody mężczyzna, którego średniowieczny szkielet odkopali archeolodzy w Mediolanie przed śmiercią przeżył niesamowicie brutalne tortury. Jego kości są niemym świadkiem bestialstwa z jakim go potraktowano, a zarazem bezcennym źródłem wiedzy o średniowiecznych torturach.

Mężczyzna, a właściwie młody chłopak, miał w momencie śmierci 17-20 lat. Żył pomiędzy 1290 a 1430 rokiem – uczonym nie udało się mocniej zawęzić tego przedziału. Jednak nie to jest w tej historii najistotniejsze. Archeologów i antropologów najbardziej zainteresowały obrażenia, których ślady po setkach lat wciąż nosił na sobie średniowieczny szkielet.

 

ZOBACZ TEŻ: Niczym Romeo i Julia trzymali się za ręce. Prawda o tych szkieletach zszokowała uczonych!

 

Mężczyzna miał połamane wszystkie kończyny. Jego kości były zmiażdżone, co świadczy o tym, że najpewniej został połamany na kole. Zmiażdżeniu uległa też jego twarz, w kręgosłupie posiadał dużą ranę kłutą, a czaszka nosiła ślady głębokiego złamania. 

 

Jak wyglądała śmierć mężczyzny i dlaczego zginął? Przeczytajcie na kolejnej stronie!

szkieletach

Niczym Romeo i Julia trzymali się za ręce. Prawda o tych szkieletach zszokowała uczonych!

„Kochankowie z Modeny” to wyjątkowe szkielety. Odkryte w 2009 roku szczątki ciał należały do osób, które pochowano do grobu trzymając się za ręce. Zły stan kości uniemożliwiał w tamtym czasie przeprowadzenie wielu badań. Teraz jednak, dzięki nowym technologiom udało się wyjaśnić tajemnicę skrytą w szkieletach. Jest ona zgoła… zadziwiająca. 

Archeolodzy ustalili, że ciała pochowano między IV a VI wiekiem n. e., jednak jakiekolwiek bardziej pogłębione badania antropologiczne były mocno utrudnione. Kości były w złym stanie i przeprowadzane badania nie dawały zadowalających i miarodajnych rezultatów. Nie można było np. ustalić bez żadnej wątpliwości płci pochowanych osób, ani innych tajemnic skrytych w szkieletach.

 

ZOBACZ TEŻ: Przedszkolak chwalił się kolegom znaleziskiem z poligonu. Gdy nauczycielka zobaczyła co to, prawie osiwiała ze strachu!

 

Po dekadzie od odkrycia udało się pobrać próbki białka ze szkliwa zębów „Kochanków z Modeny”. Wyniki były zaskakujące, bowiem okazało się, że… szczątki należały do dwóch mężczyzn! 

 

Wprowadziło to swego rodzaju zamieszanie wśród badaczy, bowiem tego typu pochówek nie jest czymś powszechnym. Uczeni sugerują, że szczątki mogą należeć do dwóch braci lub krewnych, albo do żołnierzy, którzy razem polegli na polu bitwy. Według tej ostatniej teorii cała nekropolia i inne zwłoki odkryte wokół „Kochanków z Modeny”, to szczątki wojskowych.

Jedno jest pewne – taka forma pochówki nie była przypadkowa. Specjaliści liczą, że to i kolejne odkrycia pomogą im zrozumieć pogrzebowe zwyczaje popularne na terenie północnych Włoch przed kilkunastoma wiekami.

 

turystyka.wp.pl  / foto: screenshot/youtube/mirror24 news

smartfony z Tuwy

Starożytni mieli swoje SMARTFONY? Niecodzienne odkrycie w Tuwie

Normalne dla człowieka jest to, że pewne przedmioty i zjawiska sobie nieznane porównuje do tych, z którymi się zetknął i które są zgodne z jego kodem kulturowym, wiedzą, środowiskiem z którego pochodzi. Nie może więc dziwić, że archeolodzy, którzy wykopali w Tuwie pewien szkielet sprzed ponad 2 tysięcy lat stwierdzili, że przedmiot, który leżał przy szczątkach żywcem przypomina nasze smartfony! 

Niecodziennego odkrycia dokonano w Tuwie, autonomicznej republice wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej. Miejsce wykopalisk – Ala-Tey jest nazywane „rosyjską Atlantydą”, bowiem dostęp do niego przez większą część roku jest zablokowany przez wodę. Wykopaliska można prowadzić tylko przez kilka tygodni w roku.

 

ZOBACZ TEŻ: Powiedziała świadkowej, że na ślub może założyć co chce. Gdy goście zobaczyli jej strój myśleli, że śnią!

 

Archeolodzy natrafili na szkielet kobiety, który nazwali Nataszą. Co najciekawsze obok ciała znaleźli coś, co żywcem przypomina nasze smartfony! Czarny, kamienny, płaski i prostokątny przedmiot o wymiarach 9x18cm jest inkrustowany kamieniami szlachetnymi i półszlachetnymi oraz chińskimi monetami. To one pozwoliły datować wiek przedmiotu na 2137 lat!

 

O odkryciu poinformował świat Pavel Leus, który przez kilka lat kierował wykopaliskami w tym miejscu. Uważa, że pochówek Nataszy jest najciekawszym znaleziskiem z tego obszaru. Do czego służył tajemniczy przedmiot? W tej kwestii możemy tylko spekulować.

 

o2.pl/foto: facebook.com