Deregulacja, a nie socjal i podatki!

Deregulacja, a nie socjal i podatki!

Socjalem i podwyżkami podatków nie zbuduje się dobrobytu. Konieczne jest uwolnienie gospodarki i zmniejszenie rozmiarów państwa.

Po 100 dniach rządów PiS publicyści i politycy różnych opcji zaczęli zastanawiać się, co nowym władzom udało się w tym czasie zrobić. Jedni (opcja prorządowa) chwalili rządy koalicji PiS-u z Solidarną Polską Zbigniew Ziobry i Polską Razem Jarosława Gowina. Poza „darmowymi” lekami dla seniorów hitem jest przede wszystkim program socjalny „Rodzina 500 plus”, który jak się okazuje, jest tak samo hojny, jak podobne rozwiązania w kilka razy bogatszej Norwegii. Kosztem podatników, oczywiście. Premier Beata Szydło wymieniła projekty ustaw, które już znalazły się w Sejmie, m.in. o obniżeniu wieku emerytalnego czy o podniesieniu kwoty wolnej od podatku. Jak dodała, znacznie więcej „dobrych zmian” jest w trakcie przygotowywania, w tym obniżka podatku CIT dla małych przedsiębiorców oraz wprowadzenie podatku od hipermarketów. Do tego dochodzi jeszcze podatek od banków i niekorzystna zmiana dotycząca abonamentu RTV, nie wspominając o młocie na przedsiębiorców, jakim jest „uszczelnianie” systemu podatkowego.

Podatki nie zbudują dobrobytu

Opozycja i nieprzychylne rządowi media większość tych zmian krytykuje. Niektórzy, jak zdychająca PO, Nowoczesna (poseł Paweł Kukiz twierdzi, że Nowoczesna to „partia bezideowych kosmopolitów, dla których istotny jest pieniądz”) czy KOD (prof. Bogusław Wolniewicz uważa, że KOD to nowa Targowica), krytykują najczęściej niemerytorycznie (a nawet donoszą na Polskę za granicą) – dla samego krytykowania. Protestują też przeciwko zmianom, by ukryć własne działania korupcyjne – zdaniem Bogdana Święczkowskiego, nowego prokuratora krajowego i pierwszego zastępcy prokuratora generalnego, skala korupcji za czasów rządów PO i PSL przerosła najśmielsze oczekiwania. – Nigdy nie było tak, że właściwe każda transakcja publiczna była obarczona ryzykiem korupcyjnym – stwierdził Święczkowski w Radiu Wnet. Ale mamy też do czynienia z krytyką merytoryczną (Ruchu Kukiz’15, partii KORWiN, Konfederacji Lewiatan czy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego).

Jednak i jedna, i druga krytyka jest jednak najczęściej słuszna. Bo co zrobił do tej pory (lub planuje w najbliższej przyszłości) parlament zdominowany przez Zjednoczoną Prawicę? Mowa jest głównie o podwyżkach podatków lub o wprowadzaniu nowych haraczy i o socjalnym rozdawnictwie polegającym na zabieraniu jednym (niekoniecznie bogatym), by dać innym (niekoniecznie biednym), a przy okazji uszczknąć też trochę dla siebie (idealnym przykładem jest tutaj zatrudnienie 7 tysięcy urzędników do programu „Rodzina 500 plus” – dlaczego nie wprowadzono tego wsparcia poprzez ulgi podatkowe? Bo nieroby by nic nie dostali? A przecież oni też głosują…).

Tymczasem ani na podwyżkach podatków, ani na redystrybucji dochodu, ani na państwowych inwestycjach (tzw. plan wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego) dobrobytu się nie zbuduje. Dlatego fundamentalne pytanie brzmi: czego rząd PiS nie zrobił i nie planuje zrobić? Jak na razie te władze nie robią nic, co mogłoby szybciej budować dobrobyt Polski. A do tego potrzebne jest po pierwsze, zmniejszenie rozmiarów państwa (należy mniej zabierać ludziom w podatkach i zredukować wydatki publiczne) i po drugie, uwolnienie gospodarki.

Uwolnić gospodarkę!

Zamiast ustawiać swoich ludzi, jak dzieje się w coraz to większej liczbie urzędów i spółek kontrolowanych przez państwo (skrajnym przypadkiem są trzy stadniny końskie w Janowie Podlaskim, Michałowie i Książu, gdzie w miejsce doświadczonych wieloletnich prezesów zatrudniono osoby w ogóle spoza branży, choć jak się okazuje, dotychczasowi zarządcy też mieli niejedno na sumieniu), większość tych urzędów powinno się zlikwidować, a spółki – sprywatyzować. Doszłoby do zmniejszenia wydatków publicznych, a tym samym do zmniejszania zadłużenia publicznego, a nie kontynuowania polityki byłego premiera Donalda Tuska i byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego polegającej na napędzaniu zadłużenia przyszłych pokoleń (poseł Kukiz powiedział wprost, że „PiS kontynuuje politykę zadłużania państwa”).

Z kolei gospodarkę należy uwolnić poprzez jej liberalizację i deregulację, co ciągle powtarza Marek Jakubiak, poseł Kukiz’15 oraz obniżkę obciążeń fiskalnych, w tym szybkie wprowadzenie wysokiej kwoty wolnej w PIT (co PiS ma w planach, ale nie wiadomo jak odległych), likwidację klina podatkowego, o czym słusznie w Sejmie mówili m.in. poseł Rafał Wójcikowski oraz posłanka Magdalena Błeńska z Kukiz’15 i zmniejszenie podatku VAT. Z tą uwagą, że jeszcze by było lepiej, gdyby podatki PIT i CIT zostały całkowicie zlikwidowane, co głośno postuluje eurodeputowany Janusz Korwin-Mikke.

Choć recepta jest jedna i dobrze znana, nikt jej nie realizuje. Dlaczego? Odpowiedź daje działacz narodowy Marian Kowalski: „Polska nie jest biednym, pustynnym krajem. Polska nie jest nękana przez kataklizmy. Jedynym kataklizmem, jaki gnębi Polskę od wielu lat, są rządy sukinsynów i złodziei”. Efekt jest taki, że jak słusznie napisał na Facebooku Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy CZAS!”, „Niemcy w 25 lat po wojnie byli już na czele Europy. My 25 po ‘upadku komuny’ niedługo spadniemy poniżej Bułgarii i Rumunii. To najlepszy dowód, że pora przegonić towarzystwo z Magdalenki…”.

Tomasz Cukiernik



Komentarze