nogami

Sprawdzał czy woda w morzu nadaje się do pływania. Po wyjściu na brzeg z jego nogami stało się coś strasznego!

Historia jaką przeżył 16-letni Sam Kanizay to idealny materiał dla twórców horrorów. Chłopak spędzał swój wolny czas z rodziną na plaży nieopodal australijskiego miasta Brighton. Młodzieniec postanowił sprawdzić temperaturę wody i przez niemal pół godziny brodził w niej nogami zanurzonymi po kolana. Kiedy znudziła mu się ta zabawa wyszedł na brzeg i wtedy poczuł dziwne mrowienie w nogach. Początkowo myślał, że to efekt zimnej wody.

Po chwili ku przerażeniu nastolatka jego stopy pokryły się krwią. Co gorsze kiedy jego tata i siostra próbowali zatamować krwawienie nie przynosiło to żadnego efektu. Zaniepokojona nogami rodzina  nie czekała ani chwili dłużej i udała się do pobliskiego szpitala. Początkowo podejrzewano, że poraniły go kamienie, które znajdowały się w wodzie, jednak po bliższej diagnozie stwierdzono, że jego nogi pokrywa  tysiące wesz morskich. Są to małe pasożyty, które stanowią ogromne zagrożenie dla człowieka.

 

 

 

 

 

Stworzenia żywią się zazwyczaj „morską padliną” jednak tym razem zaatakowały żywy organizm. Mikroskopijne ranki na ciele, z których sączyła się krew to efekt ich „uczty” jaką urządziły sobie na ciele bezradnego nastolatka. Na szczęście historia Sama zakończyła się happy endem i po kilku dniach spędzonych w szpitalu i zażyciu odpowiednich antybiotyków został wypisany do domu.

 

 

 

 

źródła: dailymail.co.uk, foto youtube.com

zemdleli

Rodzina z Wrocławia zatrzymana przez służbę celną. Strażnicy PRAWIE ZEMDLELI, GDY ZOBACZYLI CO MAJĄ W BAGAŻU

Pracownicy służby celnej nie mają łatwego życia. Można im dogryzać, że sprawiają nam często problemy, ale trzeba doceniać ich pracę. Prawie zemdleli, gdy zobaczyli co próbowała przewieźć rodzina z Wrocławia do Polski. Po otworzeniu bagażu ich oczom ukazały się… czaszki. Początkowo było groźnie, lecz szybko okazało się, że do szczątki zwierząt. Jednak i to jest zakazane w naszym kraju.

Rodzina ma ponieść konsekwencje swojego zachowania. Próbowali przemycić szczątki egzotycznych zwierząt do Polski. Podróżni nie posiadali żadnych dokumentów zezwalających na przewóz z Australii do Unii Europejskiej wyżej wymienionych części zwierząt – mówi w rozmowie z Gazetą Wrocławską Joanna Rybak-Brzezinka, zastępca dyrektora Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Nie ma się co dziwić strażnikom, że początkowo prawie zemdleli. Nie codziennie widzi się takie rzeczy. Pojawiły się podejrzenia, że część ze zbiorów może podlegać ochronie Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), zbiory zostały zatrzymane – dodaje Joanna Rybak-Brzezinka, zastępca dyrektora Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Zapewne rodzina poniesie srogie konsekwencje i odpowiedzą za to co zrobili.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Niesamowite zjawisko atmosferyczne. NA JEGO ZOBACZENIE JEST SZANSA JAK NA WYGRANIE W TOTOLOTKA

 

Tylko zwierząt szkoda… Można by rzec. Ludzie nie mają za grosz empatii i dla paru kości potrafią zaryzykować bardzo wiele. Zero zastanowienia. Tak się nie powinno podróżować.

źródło: o2.pl fot. pixabay.com

stacji

Niecodzienny wypadek na stacji benzynowej. W trakcie tankowania „wyleciała” w powietrze bo (…)!

Do niecodziennej sytuacji doszło w australijskim miasteczku Mount Warren Park na przedmieściach Brisbane. Para, które pojawiła się na stacji  próbowała ukraść paliwo, co nie uszło uwadze pracującej tam kobiecie. Kiedy ta wyszła przed budynek i podeszła do „klientów” korzystających z dystrybutora doszło do niecodziennego zdarzenia.

Mężczyzna przebywający w aucie tak się przestraszył pracownicy stacji, że postanowił szybko uciec nie bacząc na to, gdzie stoi jego partnerka i czy wyjęła już wąż paliwowy ze zbiornika auta. W tym momencie kobieta trzymająca gumowy przewód niczym ciśnięta z procy „wyleciała w powietrze”. Siła ciążenia była tak duża, że Australijka przeleciała dobrych kilka metrów.

 

 

 

Oczywiście nie obyło się bez strat. Kabel został wręcz wyrwany z dystrybutora, z którego wylało się praktycznie całe zgromadzone w nim paliwo. Pracownica pobiegła zaalarmować policję, natomiast wspomniana para złodziejaszków uciekła z miejsca zdarzenia. Jednak dzięki zainstalowanemu na stacji monitoringowi szybko zostali schwytani. Za  idiotyczny pomysł grozi im kara więzienia i pokrycie szkód, które wyrządzili na stacji.

 

 

źródła: youtube.com, foto youtube.com

kolegami

Założył się z kolegami, że zje żywego gekona! Następnego dnia zrobił się zielony i zmarł w strasznych męczarniach!

David Dowell z Brisbane w Australii przez głupi zakład z kolegami stracił życie. Mężczyzna spędzał czas ze znajomymi na piciu alkoholu w pubie. W pewnym momencie 34-latek wpadł na przerażający pomysł. Mężczyzna zapowiedział kolegom, że zje żywego gekona. Jak obiecał tak zrobił, jednak kiedy obudził się kolejnego dnia czuł się tragicznie.

David początkowo sądził, że za złe samopoczucie odpowiada zbyt duża ilość alkoholu jaką wypił z kolegami. Niestety samopoczucie mężczyzny nie poprawiło się. Australijczyk czuł się coraz gorzej. Kiedy obudził się kolejnego dnia, był cały zielony i dostał silnych drgawek. Przerażona rodzina niemal natychmiast zawiozła go do szpitala. Tam okazało się, że David przez bakterie zgromadzone w gekonie zaczął gnić od środka!

 

 

Stan Dowella pogarszał się z godziny na godzinę, a wysiłek lekarzy szedł na marne. Niestety wieczorem zmarł w strasznych męczarniach. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że organizm mężczyzny został zatruty bakterią salmonelli, która znajdowała się w jelitach gada. Organizm 34-latka w krótkim czasie został przez nią zaatakowany i mężczyzna zmarł podczas operacji z powodu niewydolności narządów.

 

 

źródła: thesun.co.uk, foto youtube.com

dom

[FOTO] Ten niepozorny dom jest wart fortunę! To co jest w środku kompletnie was zaskoczy!

Ten z pozoru nieciekawie wyglądający dom położony na jednym z osiedli w australijskim Sydney wyceniono na prawie 4 miliony złotych! Wielu zadaje sobie zapewne pytanie skąd taka wygórowana cena za chatkę z rozpadającymi się ścianami. Wszystko przez ogromne zainteresowanie ze strony ludzi, którzy prześcigają się, aby ją kupić. Co tak naprawdę skłoniło ich do walki o zrujnowaną ruderę jest owiane tajemnicą.

Dom z zewnątrz wygląda fatalnie, rozpadające się ściany, zniszczona elewacja i przeciekający dach na pewno nie są jego dobrą wizytówką. Może więc wewnątrz czekają nas luksusy nie z tej ziemi. Niestety nic z tych rzeczy, a ci, którzy tak myślą muszą się rozczarować. Wnętrze jest równie obskurne, a jedyne co będzie mógł zrobić nowy właściciel to zburzyć nieruchomość i w jego miejsce postawić nowy dom.

 

 

 

 

Mimo, że potencjalni nabywcy zdają sobie z tego sprawę to wręcz biją się o ruderę. Z informacji agenta nieruchomości Chalres’a Bailey’ea z firmy Urbane Property, która wystawiła dom na sprzedaż aukcja, która rozpocznie się 24 sierpnia już cieszy się ogromną popularnością. Firma liczy więc na duży zysk. Na pytanie w czym tkwi tajemnica zniszczonego domku w Sydney agent nie potrafi odpowiedzieć.

 

 

źródła: whatsnew2day.com, foto screen

drinki

W popularnym kurorcie podawano TRUJĄCE drinki. Zginęło wiele osób, a ofiar może być więcej

Wakacje to chyba okres w którym czujemy się bezpiecznie i beztrosko. Pijemy drinki oraz różne alkohole i cieszymy się odpoczynkiem na który zasłużyliśmy po wykończającym sezonie. Jednak jak widać nawet na wczasach nie możemy mieć pewności, że nic nam się nie stanie. W popularnym kurorcie na Kostaryce podawano alkohol z wyraźnie przekroczoną ilością metanolu. Zginęło przez to już 19 osób.

Rząd skonfiskował już 30 tysięcy butelek, lecz dalej trwają badania, które mają zapewnić bezpieczeństwo wczasowiczom. Drinki zabiły już 19 osób, a ofiar może być znacznie więcej. Podobny problem pojawił się na Bali, w Indonezji oraz nawet w Australii. To właśnie tam turysta zrobił zdjęcie z przerażającym opisem.

To zdjęcie zrobiono na tyłach baru, w drodze do toalety. Tak, to puste butelki po spirytusie. Zapytacie – dlaczego lokal je przechowuje? Jednym z powodów może być ogromny biznes, polegający na sprzedaży lokalnych alkoholi jako popularnych trunków. Podatek od importowanego alkoholu jest tu ogromny, więc wykorzystuje się kopie ze smakowymi dodatkami, bazujące na spirytusie, które maja imitować prawdziwe trunki. Dostajesz „tani strzał”, który może cię zabić. Oczywiście nie wszystkie lokale stosuję tę praktykę, ale możesz być pewien, że zdecydowana większość tak – skomentował mężczyzna.

ZOBACZ:Ujawniono rozmowę byłego prezydenta USA. Nikt nie mógł uwierzyć, że to powiedział

Uważajcie co pijecie w takich kurortach. Przez nieuwagę mogą się to okazać „zabójcze” wakacje. Jeżeli wyczujecie u siebie poważne zawroty głowy i ból brzucha, to znaczy, że coś może być nie tak.

źródło: se.pl fot. facebook

skaleczył

Skaleczył palec o ostry brzeg kartki papieru! Kilka dni później z jego ręką stało się coś przerażającego! (foto)

O tym jak niebezpieczne dla naszego zdrowia jest nawet najmniejsze zadraśnięcie przekonał się Ryan Taylor z Australii. 26-latek podczas pracy w biurze skaleczył się ostrą kartką papieru. Mężczyzna, jak pewnie zrobiłaby to większość z nas zignorował maleńką rankę na skórze nie zaprzątając sobie nią głowy. Okazało się to fatalnym błędem, który mógł skończyć się dla niego tragicznie. Ryan omal nie stracił życia.

Rana nie goiła się, a z biegiem czasu zrobiła się bardzo brzydka, ręka spuchła. Wtedy Australijczyk postanowił poszukać pomocy u specjalisty. Lekarz w trybie pilnym skierował go do szpitala na dalsze badania. 26-latek dowiedział się tam, że jego rękę zaatakowała mięsożerna bakteria i już zdążyło rozwinąć się martwicze zapalenie powięzi. Diagnoza lekarza była dla niego jak wyrok śmierci. Lekarze rozpoczęli morderczą batalię o jego rękę i życie.

 

 

 

Infekcja zajęła dłoń mężczyzny w ekspresowym tempie. Po upływie 12 godzin od przybycia do szpitala zdołała zaatakować niemal całą rękę, od palca aż do łokcia. 26-latek wciąż przebywa w szpitalu, w ciągu sześciu tygodni przeszedł już niemal 10 operacji. Lekarze ze szpitala Gold Coast w Southport robią wszystko co w swojej mocy, aby uratować życie młodego Australijczyka, jednak jak przyznali w wywiadzie dla lokalnej telewizji będzie to trudna walka, ponieważ infekcja jest bardzo poważna.

 

 

 

 

źródła: news.co.au, foto youtube.com

W Australii znaleźli prawdziwego Pikachu! Ten zwierz podbił serca internautów[FOTO]

Jak już dobrze wiecie – również dzięki naszym tekstom – Australia to kontynent o przedziwnej faunie i florze, która w dużej mierze często dybie na ludzkie życie. Ale nie tym razem – dzisiaj przedstawimy Wam prześmiesznego oposa, którego opiekunowie i internauci ochrzcili mianem Pikachu!

Malutki opos został znaleziony przez przypadkowego przechodnia i odniesiony do kliniki weterynaryjnej w Melbourne. Okazało się, że zwierzę ma około 5 miesięcy i najprawdopodobniej spadło z grzbietu matki. Samo nie przeżyłoby na wolności. Weterynarze widząc jego kolor od razu ochrzcili go jako Pikachu.

 

Ze względu na mutację genetyczną Pikachu  ma zbyt mało melaniny w skórze i sierści, a przez to jego futerko jest żółte zamiast brązowego.

 

Nawet gdyby żółty opos dał sobie radę w pojedynkę bez matki, to najpewniej szybko stałby się łupem drapieżników. Jaskrawa sierść byłaby dla nich bardzo dobrze widoczna, zarówno w dzień jak i w nocy.

Internauci oszaleli na punkcie oposa, dlatego o jego dalszy los jesteśmy spokojni. A patrząc na to lekko przerobione zdjęcie przyznajemy, że faktycznie opos wygląda niemalże jak kreskówkowy pokemon!

 

ZOBACZ: Ta krowa to gigant! To uratowało jej życie – rozpisują się o niej media na całym świecie

 

o2.pl/ foto: twitter

kuponu

Pochwaliła się znajomym zdjęciem kuponu z dużą wygraną na loterii! Kilka minut później po pieniądzach nie było już śladu!

Historia 25-letniej Chantelle to idealny przykład na to, że nie wszystkim powinniśmy się chwalić na portalach społecznościowych. Australijka wygrała 825 dolarów na loterii. Zdjęcie szczęśliwego kuponu opublikowała na Facebooku i jak się okazało był to największy błąd jaki popełniła. Ktoś z jej znajomych wypłacił pieniądze z wygranej podając w punkcie numery wygranego losu.

Lokalni dziennikarze, którzy zajęli się sprawą ustalili, że ktoś przepisał dobrze widoczny numer kuponu i odebrał nagrodę. Oczywiście nie zaniósł pieniędzy zrozpaczonej Chantelle, a przywłaszczył je sobie. Dziewczyna wygrała 825 dolarów australijskich stawiając wcześniej 20 na konia, który brał udział w cotygodniowej gonitwie koni organizowanej na torze w Melbourne. „Książę Penzance”, tak nazywało się zwierzę przyniósł jej szczęście, które nie trwało zbyt długo.

 

 

 

Dziewczyna wrzuciła fotkę, aby pochwalić się znajomym, a kiedy podeszła do kasy, by odebrać należną nagrodę okazało się, że ktoś to zrobił  minut wcześniej… Kiedy Australijka dowiedziała się, że ktoś zwyczajnie ukradł jej wygraną opublikowała rozpaczliwy wpis. „Do świni, która jest wśród moich znajomych, a ukradła moją wygraną. Jesteś skończonym ch***em.” Sprawą zajęła się lokalna policja, która obiecała odszukać złodzieja.

 

 

źródła: news.com.au, foto youtube.com