sportowiec, olimpiada, pjongcxzang

Amerykański sportowiec o igrzyskach:” ORGIE I IMPREZY na porządku dziennym”. Zdradził, która reprezentacja bawi się NAJOSTRZEJ!

Nie bez powodu organizatorzy igrzysk dostarczają do wioski olimpijskiej setki tysięcy prezerwatyw. Sportowe zmagania najwyraźniej idą w parze z seksualnymi i alkoholowymi wyczynami, co właśnie potwierdził pewien sportowiec.

 

31-letni snowboardzista Shaun White właśnie zapisał się w historii zdobywając trzy złote medale w swojej konkurencji. Nie dziwota więc, że wyluzowany i szczęśliwy dał się pociągnąć za język. W programie „Watch What Happens Live” naciągnięto go na kilka interesujących zwierzeń na temat atmosfery na igrzyskach.

 

Najpierw zawodnik został zapytany o seks w czasie igrzysk. To pytanie chciał zręcznie pominąć, ale nadział się na jeszcze gorsze – czy kiedykolwiek słyszał o orgiach w wiosce olimpijskiej. Tu już bez ogródek odparł, że tak.

 

Żeby było jeszcze ciekawiej, White dodał, że wie – tak samo jak inni sportowcy – że na terenie wioski znajduje się dużo kamer. W związku z tym uważa, że za jakiś czas niektóre wyczyny zawodników i zawodniczek mogą ujrzeć światło dziennie. Ale to nie robi na nim, ani innych wrażenia.

 

Zdaniem White’a najlepszymi partnerami do imprez są Australijczycy. Uważa, że leży to po prostu w ich naturze. To ciekawe wyznanie, bo prędzej spodziewalibyśmy się wymienienia np. Rosjan. Jak widać – rzeczywistość potrafi zaskakiwać! Z kolei swoich rodaków ocenił raczej słabo, jako „sztywniaków”.

 

Wygląda więc na to, że nawet gdy igrzyska zimowe się skończą, to szum po nich może wcale nie ustać. Choć być może zastosowanie znajdzie zasada „Co wydarzyło się w Pjongczang, zostaje w Pjongczang”? Nie wierzymy w to, bo zawsze znajdzie się ktoś z za długim językiem!

 

wp.pl

pjongczang, olimpiada, skandal, igrzyska olimpijskie

Kolejny SKANDAL w Pjongczang: zawody przeprowadzono w dramatycznych warunkach. „Cud, że nikt nie zginął”!

Polacy, zniesmaczeni po sobotnim konkursie skoków nie są jedyną nacją, która nie kryje niezadowolenia. Dołączają do nas Norwegowie, którzy ostro krytykują poniedziałkowe zawody w snowboardowym slopestyle pań. Zresztą nie tylko oni – większość komentatorów uważa, że przeprowadzenie zawodów było koszmarnym błędem.

 

Kwalifikacje do konkursu miały odbyć się jeszcze w niedzielę, ale ze względu na silny wiatr odwołano je. W zawodach wystartowało ostatecznie 25 z 26 zgłoszonych do konkurencji zawodniczek. Tak jak w skokach narciarskich, snowboardowe akrobacje wymagają odpowiednich warunków pogodowych. Silny wiatr może prowadzić do groźnych upadków.

 

Niestety, tak jak w wypadku skoków tak i tym razem zlekceważono bezpieczeństwo zawodniczek. Mocny boczny wiatr bardzo przeszkadzał im w czasie skoków. Kilka zaliczyło bardzo groźne upadki na plecy, na szczęście obyło się bez kontuzji. Inne panie omijały całe sekcje toru ze względów bezpieczeństwa. Znawcy podkreślają, że zawody stały przez to na niskim poziomie.

 

Tym razem wielką pokrzywdzoną przez pogodę jest Norweżka, Silje Norendal, która sensacyjnie skończyła zawody na czwartym miejscu. Norwegowie są wściekli po tym jak rozegrano całe zawody:

 

„Nie wiem, dlaczego musiałyśmy startować, może organizatorzy mi powiedzą. Od kilku lat ciężko pracowałam, wszystko po to, by skończyć w ten sposób”

– powiedziała zawodniczka.

 

Jak widać, nie tylko nasi sportowcy mieli pecha do pogody w Korei. Nie potrafimy jednak zrozumieć czemu już drugi raz organizatorzy ryzykują zdrowiem i życiem zawodników, aby za wszelką cenę przeprowadzić w terminie zawody? Poziom sportowy jest niski, szanse loteryjne, takie decyzje wydają się zupełnie bezsensowne.

 

sport.onet.pl