Chcesz pooglądać PORNO? Podaj ADRES, NUMER TELEFONU i zarejestruj się w systemie! Nowe prawo  ma utrudnić dostęp do pornografii…

Cóż to państwo, które zaczyna limitować dostęp do materiałów porno? Zapewne tylko jakiś kraj wyznaniowy mógłby chcieć ograniczać wolność w sieci pod pozorem ochrony nieletnich. A kontrola i zbieranie informacji o użytkowniku? Jak nic zapędy totalitarne i chęć nadmiernej kontroli! Rosja? Arabia Saudyjska? Nie! Nowe prawo to dzieło… Wielkiej Brytanii!

 

Zgodnie z wprowadzanymi przepisami, właściciel strony pornograficznej, która udostępni swoje materiały osobom nieletnim, bez przeprowadzenia odpowiedniej weryfikacji, może zapłacić nawet 250 tys. funtów kary.

 

Nowe regulacje wymuszą zmiany w polityce firm porno. Pornhub nie czeka i już w przyszłym miesiącu wprowadzi na swoich serwisach system AgeID, który pomoże weryfikować faktyczny wiek użytkowników. W ten sposób zamierza się zupełnie odciąć niepełnoletnich od dostępu do pornografii.

 

AgeID stworzyła firma MindGeek, należąca do Pornhub. System opiera się na weryfikacji użytkownika poprzez rejestrację w systemie. Aby uzyskać dostęp do treści będzie trzeba podać numer telefonu, adres zamieszkania, imię i nazwisko. Osoby bez weryfikacji nie będą miały dostępu do materiałów dla dorosłych.

 

Ale system nie tylko będzie chronił niewinne młodociane umysły. Kryje się za tym także biznes – AgeID pomoże zbierać informacje nt. przeglądanych treści i w ten sposób personalizować reklamy.

 

Pornhub zapewnia, że nie będzie gromadził historii przeglądania i preferencji użytkowników. W żaden sposób nie uspokaja to internautów, którzy gorąco protestują. Wielka Brytania będzie pierwszym krajem na świecie, który w ten sposób ograniczy wolność w Internecie.

 

Nie ulega wątpliwości, że pornografia, szczególnie młodym umysłom, może wyrządzić znaczne szkody. Zwłaszcza stosowana w nadmiarze. Jednak historia pokazuje, że wszelkie zakazy prowadzą raczej do odwrotnych skutków niż zakładane. Zapewne w ciągu kilku tygodni przekonamy się, co brytyjscy internauci wymyślą, aby obejść te przepisy. Czy wystarczy korzystanie z serwisów zagranicznych?

 

tech.interia.pl