rosja, wojny,

Brytyjski generał nie ma wątpliwości: ROSJA może zaatakować o wiele szybciej niż nam się wydaje i to w sposób zupełnie niespodziewany!

Szef sztabu brytyjskiej armii, generał Nick Carter zabrał w poniedziałek głos na temat ewentualnego rosyjskiego zagrożenia dla Europy. Wojskowy stoi na stanowisku, że sytuacja jest o wiele poważniejsza niż może nam się wydawać, a szablonowe podejście do ruchów Kremla, to najgorszy błąd jaki można popełnić.

 

Carter wygłosił coroczny wykład w Royal United Services Institute (RUSI) w Londynie. Nie pozostawił dziennikarzom i słuchaczom wykładu żadnych złudzeń. Jego zdaniem armia rosyjska ma „oszałamiające zdolności”, co trochę przeczy poglądom lansowanym przez innych analityków. Często bowiem słyszy się o armii rosyjskiej jako licznej, ale wciąż słabo wyposażonej, przestarzałej i niezdyscyplinowanej.

 

Generał uważa, że jeśli Wielka Brytania chce równać się z Rosją, to musi już teraz zacząć gonić zbrojenia tego państwa. Tym bardziej, że armia rosyjska znajduje się „u progu Europy”. Przestrzega też przed rozpatrywaniem działań Rosji przez utarte schematy działania. Np., że ewentualny konflikt wybuchnie po pojawieniu się zielonych ludzików.

 

„Zacznie się od czegoś, czego się nie spodziewamy. Nie powinniśmy uznawać tego, co widzieliśmy do tej pory, za szablon na przyszłość. […]Nasze pokolenie przyzwyczaiło się do wojen z wyboru od końca zimnej wojny. Ale możemy nie mieć wyboru w sprawie konfliktu z Rosją. Powinniśmy pamiętać radę (rosyjskiego rewolucjonisty Lwa) Trockiego, że „możesz nie interesować się wojną, ale wojna interesuje się tobą”

 

– powiedział generał.

 

Na koniec dodał, że wojna w Syrii była dla Rosji niesamowicie cennym doświadczeniem. Wojskowi zdobyli nowe umiejętności i wiedzę, sprzęt został przetestowany i sprawdzony w warunkach bojowych, a cała machina rosyjskiej armii sprawdziła jak radzi sobie z logistyką dla dużych kontyngentów wysyłanych na duże odległości.

 

Warto wziąć sobie te słowa do serca – jeśli niebezpieczeństwo widzą także wojskowi nie graniczący bezpośrednio z Rosją, to znaczy, że nie jest to objaw paranoi. Warto być przygotowanym na wszystko – jednak bez niepotrzebnego prowokowania i eskalowania napięć.

Uzbroją nas izraelskie pociski? MON szuka rakiet

MON szuka rakiet, które stanowiłyby przeciwwagę dla iskanderów. Jak podaje „Rzeczpospolita”, zwłaszcza rakiety Lora (Long Range Artillery) zrobiły wrażenie na ekspertach polskiej armii. To potężny, naprowadzany bezwładnościowo i satelitarnie pocisk ziemia-ziemia najnowszej generacji, trafiający z odległości ok. 400 km w cel z dokładnością do 10 m.

 

Kilka rodzajów głowic bojowych o wadze 240 kg każda jest w stanie zmieść z powierzchni ziemi szczególnie ważne obiekty – centra dowodzenia, miejsca wojskowej koncentracji, stanowiska rakiet czy instalacje infrastruktury krytycznej wroga: ośrodki łączności lub elektrownie. Precyzyjnie naprowadzane wojskowym systemem GPS pociski mogą na znaczne odległości neutralizować także okręty przeciwnika.

 

„Rzeczpospolita” nieoficjalnie dowiedziała się, że nasi wojskowi eksperci widzieli już izraelskie pociski w akcji, na poligonowych pokazach. MON bada możliwości zastosowania także innych rakiet Israel Military Industries, m.in precyzyjnych pocisków Extra o zasięgu 150 km w projektowanym przez przemysłowe konsorcjum skupione wokół Polskiej Grupy Zbrojeniowej systemie Homar. Wartość programu Homar szacowana jest na ok. 1 mld zł.

 

Szczegółowe wymagania dotyczące nowego strategicznego oręża dla sił lądowych nie są jawne. Wiadomo jednak, że pociski lub technologie ich produkcji, a także wyrzutnie musimy kupić za granicą. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, we wstępnych rozmowach w Izraelu MON badało możliwości pozyskania ok. 50 rakiet Lora i aż 840 pocisków Extra.

 

PAP