broń

Amerykanie mają broń przyszłości. Putin może się bać!

Najnowszej generacji pociski, wystrzelono z okrętu USS Dewey. Wydaje się, że jest to odpowiedź Amerykanów na ostatnie doniesienia mediów, że są oni w tyle jeżeli chodzi o broń. Z okrętu wyleciało 20 hiperszybkich pocisków HVP.

Amerykanie długo pozostawiali w tajemnicy fakt, że są w posiadaniu HVP. Test broni hipersonicznej przeprowadzono w 2018 roku, lecz jego efektami, dopiero teraz podzielił się US Naval Institute. Pociski były zaprojektowane do działka elektromagnetycznego. Jednak US Navy uznała, że znakomicie sprawdzą się, jako pociski do pokładowych działek sprzed wielu lat. Twierdzą, że mają one potencjał antyrakietowy i uważają, że ta broń może znakomicie chronić amerykańskie okręty.

 

ZOBACZ:USA przygotowuje plany ataku na Iran. Wojna wisi na włosku?

 

HVP może lecieć 5 razy szybciej od prędkości dźwięku. Waży 12 kilogramów i ma zasięg 80 kilometrów. Co ważne, posiada system naprowadzania. Jest również wielokrotnie tańsza od używanych przez Amerykanów rakiet ziemia-powietrze.

źródło: o2.pl

fot. youtube.com

skażenie radiatom, zabić, Korea Północna

WSTRZĄSAJĄCY RAPORT: Korea Północna może zabić 100 MILIONÓW ludzi bez użycia broni nuklearnej! Wszystko przez…

Kim Dzong Un ogłosił zakończenie testów nuklearnych i rakietowych w swoim państwie. Wielu sąsiadów odetchnęło z ulgą, ale czy to oznacza, że jesteśmy bezpieczni? Nie. Po pierwsze dlatego, że jak rzekł Kim Dzong Un, testy kończy, bo możliwości broni masowego rażenia zostały „zweryfikowane”. A po drugie istnieje inne, nie mniej straszne zagrożenie.

 

Specjalnym raportem zajął się rosyjski profesor Oleg Szczeka z Władywostoku. Naukowiec zwrócił uwagę na ryzyko potężnej katastrofy atomowej, której źródłem może być ośrodek Jongbjon w Korei Północnej.

 

Według niego, Koreańczycy nie przestrzegają wszystkich procedur bezpieczeństwa przy swoich reaktorach jądrowych. Zwiększanie zapotrzebowania na prąd może za jakiś czas doprowadzić do tragedii na miarę tej z 1986 roku, lub nawet większej.

 

Obawy budzi fakt, że mogą próbować uruchomić elektrownie jądrowe, w których reaktory nie spełniają norm i są słabo przetestowane. Byłoby to zgodne z północnokoreańską tradycją poświęcania standardów bezpieczeństwa w celu przyspieszenia budowy priorytetowych obiektów przemysłowych

– napisał w swoim raporcie.

 

Pierwszy reaktor w Jongbjon postawili właśnie Rosjanie, w 1965 roku. Był to reaktor RBMK-1000, dokładnie taki jaki zawiódł w Czarnobylu. Koreańczycy z Północy skopiowali go i nauczyli się jak je budować.

 

Dane te opublikowano na stronie 38North, zajmującej się problematyką obu Korei i ich stosunków z USA.

 

W zależności od warunków pogodowych, takich jak siła i kierunek wiatru, nawet 100 milionów ludzi w Korei Północnej i Południowej, a także we wschodnich prowincjach Chin, na południu Dalekiego Wschodu Rosji i na zachodnim wybrzeżu Japonii, może być narażonych na śmiertelne niebezpieczeństwo

 

– dodaje profesor Szczeka.

 

Obecnie w Jongbjon uruchamiany jest reaktor o mocy 100 megawatów. Prawdopodobnie pracują tam także dwa inne reaktory doświadczalne. Istnieje też pewne prawdopodobieństwo, że Korea Północna ma jeszcze inne, nieznane szerzej reaktory. Jeśli któryś z nich zawiedzie, tamta część świata może mieć potężne problemy.

 

o2.pl

Korea Północna, Iran

Korea Północna miała być zniszczona 20 lat temu. Wojnę powstrzymała jedna rzecz

W roku 1994 USA planowały rozpoczęcie interwencji zbrojnej w Korei Północnej – jednak wyliczenia wojskowych analityków sprawiły, że nie zdecydowano się na wojnę. Teraz Waszyngton może pluć sobie w brodę.

 

Dokumenty ujawnione przez Narodowe Archiwum Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie Jerzego Waszyngtona opisują spotkanie sekretarza Obrony Williama Perry’ego z prezydentem Korei Południowej Kim Dae-jungiem. Miało ono miejsce w 1998 roku.

 

Perry opowiedział wtedy południowokoreańskiej głowie państwa o planach Stanów Zjednoczonych dotyczących wojny z Północą. Symulacje amerykańskiego sztabu dowiodły, że połączone siły USA i Korei Południowej odniosłyby zdecydowane zwycięstwo. Ale bynajmniej nie małym kosztem!

 

Plany Pentagonu sięgają 1994 roku. Zgodnie z przewidywaniami tylko w ciągu pierwszych 3 miesięcy wojny US Army straciłaby 52 tysiące rannych i zabitych. Ale to nic przy stratach Południa – te wyniosłyby nawet 490 tysięcy żołnierzy – co de facto równałoby się niemalże z unicestwieniem koreańskiej armii. Do tego dochodzi trudna do określenia ilość strat cywilnych, przede wszystkim po stronie ludności Północy.

 

ZOBACZ: „Rosja GOTOWA DO WOJNY” – ostrzega Instytut Studiów nad Wojną. Te państwa są najbardziej zagrożone agresją

 

Opisane straty są potężne, żaden konflikt po II Wojnie Światowej nie pochłonął tylu ofiar w tak krótkim czasie. A przecież to nie oznacza, że zakończyłby się on w 3 miesiące – trwałby zapewne znacznie dłużej. Dlatego najpewniej po takim starciu podręczniki historii pisałyby o milionach ofiar. Warto pamiętać, że w tamtym okresie Korea Północna nie dysponowała jeszcze bronią nuklearną, Rosja osłabiona po upadku ZSRR i zaangażowana w konflikt w Czeczenii także nie stanowiła ogromnego zagrożenia, a Chiny dopiero znajdowały się na początku swej drogi do prawdziwej potęgi. Północnokoreańska armia także była słabsza, a sam kraj stał u progu wielkiego kryzysu i klęski głodu.

 

ZOBACZ: Wojsko pozbywa się MAJĄTKU! Samochody, ciężarówki i sprzęt kupisz za GROSZE!

 

Teraz jednak wojna z reżimem Kim Dzong Una pochłonęłaby jeszcze więcej istnień. Sytuacja zmieniła się diametralnie na niekorzyść USA i Korei Południowej i obecnie jakiekolwiek uderzenie prewencyjne nie ma sensu. Obie strony zwierają szyki i miejmy nadzieję, że na prężeniu muskułów się skończy.

 

zmianynaziemi/foto: pixabay

10 kilogramów

Miał 10 lat i ważył zaledwie 10 kilogramów. Chłopczyk, który stał się symbolem nie żyje

Już w ubiegłym roku pisaliśmy o tym, że Jemenowi, pogrążonemu w wojnie domowej, grozi prawdziwa katastrofa humanitarna. Świat właśnie obiegła informacja, że 10-letni chłopiec ważący zaledwie 10 kilogramów, którego sfotografowano w szpitalu w Hudajdzie, nie żyje. Stał się symbolem agonii tego państwa i ponad 400 tysięcy niedożywionych dzieci.

Mały Adam nie miał już siły wstać z łóżka, gdy w ubiegłym tygodniu zajęli się nim pracownicy humanitarni. W chwili śmierci ważył zaledwie 10 kilogramów, podczas gdy norma dla jego wieku to około 30-40 kilogramów!

 

 

ZOBACZ: Głód, milion chorych na cholerę i brak wody – temu państwu grozi ZAGŁADA. Przewidywania Czerwonego Krzyża są DRUZGOCĄCE

 

 

W szpitalu Al-Thawra, który znajduje się bardzo blisko linii frontu, znajduje się 59 skrajnie niedożywionych dzieci. Prawie połowa z nich znajduje się na oddziale intensywnej terapii.

 

 

Co roku z powodu niedożywienia umiera w Jemenie około 30 tysięcy dzieci. 400 tysięcy jest skrajnie niedożywionych, zaś połowa spośród wszystkich dzieci jest niedożywionych. Czy mały Adam może w jakikolwiek sposób poruszyć wielkich tego świata?

 

Wojna w Jemenie to raczej peryferyjny konflikt, który rozgrywa się głównie między Arabią Saudyjską i Iranem. Mocarstwa raczej nie są w niego zaangażowany bezpośrednio, dlatego to niestety raczej złudne nadzieje…

 

o2/pl/ facebook.com/ unicef

ogródek, policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Gdy porządkował przydomowy ogródek, dokonał makabrycznego odkrycia!

Przerażające odkrycie stało się udziałem pewnego mieszkańca Żukowa w gminie Sochaczew. Porządkując przydomowy ogródek natknął się na ludzki szkielet! Od razu wezwał policję, która przejęła sprawę i wykopała resztę szczątków.

Policjanci badający ogródek powiadomili o sprawie Prokuraturę Rejonową, pracowników Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Bitwy nad Bzurą. Poza kośćmi udało się wydobyć przedmioty, które świadczyły, że pochowany były żołnierzem.

 

Dalsze oględziny wykopanych przedmiotów pomogły ustalić, że zabity był żołnierzem z czasów I Wojny Światowej. Zidentyfikowano to dzięki odznaczeniu, które posiadał, elementom umundurowania i innym rzeczom osobistym. Odnaleziono np. portfel. Jeśli uda się go oczyścić i wydobyć znajdujące w nim dokumenty i/lub np. listy, to możliwym będzie dokładne zidentyfikowanie żołnierza.

 

 

ZOBACZ: Chełm: zadał partnerce jeden cios nożem. 20-latka nie żyje – dlaczego doszło do tragedii?

 

 

Na razie wiadomo tylko, że był to żołnierz armii niemieckiej. Po zidentyfikowaniu jego szczątki trafią na najbliższy cmentarz wojenny, zaś przedmioty osobiste zasilą zbiory muzealne lub – być może – część z nich będzie można przekazać odnalezionej rodzinie zmarłego?

szkielety

Znaleźli SZKIELETY na budowie drogi S5. Poruszająca historia [FOTO]

We Włókach w powiecie bydgoskim odkryto szkielety czterech osób, spoczywające w prowizorycznym grobie. Wszystko wskazuje na to, że są to bohaterowie Września 1939 roku, którzy bronili się w tym rejonie przed Niemcami.

 

Na miejsce dotarli przedstawiciele Pracowni Badań Archeologicznych i Historycznych Pomost. Oprócz kości wykopano nieco oporządzenia wojskowego – pasy, klamry, ładownice, guziki i resztki butów. Jednak nie natrafiono na nic, co mogłoby pomóc w indywidualnej identyfikacji żołnierzy.

 

Wszystko wskazuje na to, że należeli oni do II. batalionu 23. pułku piechoty z Włodzimierza Wołyńskiego. Jednostka ta walczyła w ramach Armii Pomorze. 3 września 1939 roku na pozycje pułku ruszyły jednostki niemieckie. Mimo huraganowych ataków i wysokich strat sięgających 90 zabitych i 300 rannych, pułk wytrwał cały dzień na stanowiskach. Późnym popołudniem sam wycofał się na inne pozycje.

 

Ekshumowani żołnierze najprawdopodobniej zginęli w walce, świadczą o tym ślady znalezione na zwłokach:

 

W grobie zarejestrowaliśmy zaledwie pojedyncze elementy oporządzenia żołnierskiego – m.in. ładownice, pas, pochwę bagnetu, fragmenty hełmu, guziki oraz nieliczne przedmioty osobiste, ponadto granat obronny i kilka sztuk amunicji karabinowej. Niebezpieczne przedmioty zostały zabezpieczone przez policję. Obrażenia i fragmentacja zwłok wskazywała na śmierć gwałtowną, natomiast pochówek sprawiał wrażenie wykonanego naprędce

– napisano w oświadczeniu

 

 

Wszystko wskazuje na to, że żołnierze zostaną pochowani na cmentarzu wojskowym we Włókach, gdzie dołączą do swoich towarzyszy broni, którzy także zginęli w tym rejonie.

 

 

facebook.com/pomost foto: pomost

nuklearną wojnę, zegar zagłady

Kto rozpocznie NUKLEARNĄ WOJNĘ? Zagrożenie jest zupełnie gdzie indziej niż pomyślałeś!

Nie tak dawno straszno nas, że nuklearną wojnę rozpęta niestabilny „Rocket Man” z Pjongjangu. Inni widzą zagrożenie we Władymirze Putinie, a inni w Donaldzie Trumpie. Jednak raport think-thanku Catham House lokalizuje zagrożenie zupełnie gdzie indziej.

 

Analitycy zwracają uwagę na zasadniczą słabość systemów obronnych i sterujących pociskami balistycznymi wyposażonymi w głowice nuklearne. Jest nią… przestarzałość, a tym samym duża podatność na cyberataki.

 

Według raportu opublikowanego przez Catham House, wojnę atomową mogą rozpętać… hakerzy! Jeśli uda im się włamać się do najwrażliwszych systemów informatycznych mocarstw, to uzyskają dostęp do ich arsenałów atomowych. Mogą uzbroić głowicę, odpalić je, albo wpłynąć na wybór celu, w który mają uderzyć.

 

Wszystko dlatego, że systemy te projektowano w czasach, gdy komputery raczkowały i o hakerach nikt jeszcze nie słyszał. Zdaniem autorów raportu również dzisiaj, gdy czasy się zmieniły, nadal nie są one odporne na ataki z zewnątrz.

 

Możliwość przejęcia kontroli nad arsenałem nuklearnym to opcja najgorsza, ale też najmniej prawdopodobna. Ale wystarczą same próby ataku by zasiać w społeczeństwie strach. Dodatkowo, hakerzy mogą próbować utrudnić komunikację, czy wprowadzać w błąd fałszywymi danymi dowódców podejmujących decyzje o wystrzeleniu pocisków.

 

Na ile realne jest takie zagrożenie? Tego niestety nie rozstrzygniemy. Zapewne znają je Ci, którzy zarządzają systemami broni masowego rażenia. I miejmy nadzieję, że traktują je poważnie i nie zlekceważą żadnego sygnału o takim niebezpieczeństwie.

 

o2.pl

uss lexington, lotniskowiec, wojna, wrak, zatopienie, historia

Potężny OKRĘT ODNALEZIONY po 76 latach! Podwodne zdjęcia wraku zapierają dech w piersiach! [FOTO]

USS Lexington był pierwszym dużym lotniskowcem, który wszedł na wyposażenie marynarki wojennej USA. To także pierwszy lotniskowiec, który został zatopiony w czasie II Wojny Światowej. Wraz z nim na dno poszło kilkadziesiąt samolotów i około 200 członków załogi.

 

USS Lexington należał do floty walczącej z Japonią na Pacyfiku. W maju 1942 roku brał udział w bitwie na Morzu Koralowym, która zatrzymała ekspansję Japonii w południowej części Oceanu Spokojnego. Starcie to było w zasadzie pierwszym dużym zwycięstwem US Navy nad flotą i lotnictwem Kraju Kwitnącej Wiśni.

 

USS Lexington został jednak drugiego dnia bitwy poważnie uszkodzony, na jego pokład spadły trzy bomby lotnicze, a w burty uderzyły dwie torpedy. Mimo to okręt cały czas utrzymywał się na wodzie, a co ciekawsze – załodze udało opanować się pożary, rozwinąć prędkość 25 węzłów, a także wznowić przyjmowanie i wysyłanie samolotów!

 

Po kilku godzinach nagromadzone opary benzyny zaczęły eksplodować, co zmusiło załogę do opuszczeniu „Lady Lex”, jak pieszczotliwie nazywała swoją jednostkę. Losu okrętu dopełniły dwie torpedy wystrzelone przez amerykański niszczyciel.

 

 

Po 76 latach natrafiono wreszcie na wrak legendarnej wręcz jednostki. Znajdował się na głębokości 3 kilometrów, około 800 kilometrów na wschód od wybrzeży Australii. Na wraku i wokół niego odnaleziono także wiele samolotów, które poszły na dno razem z okrętem.

 

 

USS Lexington odnalazł zespół sponsorowany i kierowany przez współzałożyciela Microsoftu Paula Allena. Jego firma, Vulcan, pół roku poszukiwała śladów słynnego okrętu. W 2017 roku wsławiła się odnalezieniem innego znanego, amerykańskiego okrętu, ciężkiego krążownika USS Indianapolis.

 

 

US Navy nie planuje wydobycia wraku lotniskowca. Został on uznany za grób wojenny. Ale sam fakt jego lokalizacji umożliwi oddanie honorów wszystkim bohaterskim marynarzom i obsłudze, którzy zginęli na okręcie.

 

 

SAMOCHÓD-PUŁAPKA vs IRACCY ŻOŁNIERZE: tego spotkania nikt nie miał prawa przeżyć, a jednak stało się coś NIEOCZEKIWANEGO [VIDEO]

Uśmiech losu, zbłąkana kula czy terrorysta-samobójca popełnił fatalny błąd? Ważne, że samochód-pułapka wyleciał w powietrze za wcześnie! 

 

To nagranie od dni robi furorę w sieci. W serwisie YouTube obejrzało je już ponad milion trzysta tysięcy osób. Widzimy na nim śmiały rajd samochodu-pułapki, który kierowany przez terrorystę-samobójcę zmierza wprost na pozycje irackich żołnierzy.

 

Opancerzony wóz jest niewrażliwy na ostrzał broni lekkiej, ale za to porusza się wolniej. Mimo to ani czołg, ani bojowy wóz piechoty widoczny na nagraniu nie trafiają go ani razu! Samochód wyładowany kilogramami materiałów wybuchowych podjeżdża na odległość kilkadziesięciu metrów i wydaje się, że zaraz wyśle do Allacha wszystkich w pobliżu, aż tu nagle… zobaczcie sami:

 

 

Nie wiadomo, co spowodowało nieoczekiwaną eksplozję – wygląda na to, że ani czołg, ani BWP nie wystrzeliły z broni głównej. Czyżby zabłąkana kula, która trafiła w czuły punkt? A może to bojownik ISIS nie wytrzymał napięcia i wysadził się przedwcześnie? Tak czy siak, o największym szczęściu może mówić żołnierz widoczny w prawym dolnym rogu nagrania. I załoga BWP, obok którego przefrunął najprawdopodobniej silnik wysadzonej furgonetki.

 

Nagranie to pokazuje jak wielkie znaczenie ma szczęście na wojnie, a zarazem jak trudna jest walka z niedobitkami ISIS, które okazują ogromną pogardę dla śmierci i determinację.

 

źródło: youtube.com/