tuńczyk

TUŃCZYK-GIGANT sprzedany na aukcji! Ważąca setki kilogramów BESTIA kosztowała MAJĄTEK! [VIDEO]

Dziś odbyła się doroczna aukcja na giełdzie rybnej w Tokio. Największy okaz – 405-kilogramowy tuńczyk osiągnął zawrotną cenę, choć jak zwracają uwagę eksperci – o wiele niższą niż rekordowe sumy sprzed lat!

 

W najlepszych czasach dla giełdy rybnej, za kilogram najlepszych tuńczyków płacono nawet 7900 dolarów! Tym razem to „zaledwie” 798 dolarów. Kwota ta złożyła się na opłatę za całą rybę w wysokości 323 tys. dolarów.

 

Nabywcą jest szef kuchni i właściciel restauracji o nazwie Ginzo Onodera, Hiroshi Onodera. Zdobycie takiej ryby to zawsze dobry chwyt marketingowy. Tegoroczna aukcja odbyła się mimo tego, że ostatnie połowy tuńczyka zagroziły wręcz wytrzebieniem gatunku na wodach wokół Japonii. Państwo to wprowadziło specjalne limity i zakazy by ratować populację tuńczyka. Za złamanie regulacji grożą bardzo wysokie kary.

 

Jak widać nawet jedzenie potrafi osiągać zawrotne ceny. Jako że podczas pisania tego artykułu wypada pora obiadowa, zastanawiamy się ileż to wspaniałych specjałów można zrobić z prawie półtonowej ryby… niewątpliwie będą to same znakomite potrawy!

wprost.pl

Było GORĄCO! Kobietę w CIĄŻY wyproszono z RESTAURACJI bo…

Charisha Gobin jest w 7 miesiącu ciąży z bliźniakami. W ten gorący wrześniowy wieczór kobieta postanowiła wybrać się ze znajomymi do restauracji Buzz Inn w Marysville (Waszyngton), by spędzić miło czas.

 

Jednak Charisha nie zdążyła nawet usiąść, gdy ktoś z obsługi wyprosił ją z lokalu ze względu na nieodpowiedni strój. A ubrana była tak:

 

 

Wciekła Charisha wpuściła do sieci informację o tym, jak ją potraktowano. I spotkała się z wieloma słowami poparcia – szczególnie od kobiet także będących w ciąży.

Restauracja wystosowała przeprosiny, pod którymi pojawiły się setki komentarzy.

 

We sincerely apologize for the misunderstanding and will cover with all staff as to how to not overly enforce a rule…

Publié par Buzz Inn Marysville sur lundi 4 septembre 2017

 

W tym taki:

 

„Nie macie za co przepraszać. To nie było oburzające. Bo to nie jest w porządku wybierać się do restauracji z odsłoniętą klatą czy brzuchem. Nieważne czy jesteś w ciąży czy nie.”

 

To, że Charisha czuła się komfortowo w swoim stroju, nie znaczy, że inni klienci czuli się komfortowo patrząc na nią!

 

(ms), źródło/fot: facebook, twitter

 

 

JEDYNA TAKA RESTAURACJA NA ŚWIECIE! NA KAŻDYM RACHUNKU WYRAŻA SWOJE ZDANIE NA TEMAT IMIGRANTÓW.

Sunset Junction, kawiarenko-restauracja na West Sunset w Los Angeles brzmi jak coś niesamowitego.

 

Kawiarenka serwuje śniadania, lunche, kolacje, oraz dużo słodkości i jeszcze na dodatek można ze sobą wziąć swojego czworonoga, czyż to nie cudownie?

Ale to nie wszystko, jest jeszcze jeden mały detal, który został zauważony przez dziennikarkę Sophie Heawood, która miała przyjemność zjedzenia tu posiłku.

Sophie po otrzymaniu rachunku była mile zaskoczona tym, co było napisane na samym jego dole:

Dzięki imigrantom Ameryka jest wielka!

Restauracja wbrew Trumpowemu programowi politycznemu, jest jak najbardziej pozytywnie nastawiona do emigrantów i takie zdanie umieszcza na każdym, wręczanym klientowi rachunku.

Źródło indy 100, Instagram

MM

Sąd zadecydował. Restaurator słono zapłaci za podawanie mrożonek

Według sądu oszustwem jest nieinformowanie klientów restauracji o tym, że dania, które zamówili przygotowywane są z mrożonych produktów. Włoski Sąd Najwyższy utrzymał wyrok niższej instancji, na mocy którego restauratorowi nakazano zapłacić 2200 euro kary.

 

Media podkreślają, że włoskie przepisy umożliwiają karanie właścicieli lokali, którzy nie zaznaczają wyraźnie w menu, że serwowane dania to mrożonki bądź, że zostały przygotowane z zamrożonych składników. Zatajenie takiej informacji traktowane jest równoznaczne z oszustwem handlowym. Za takie wykroczenie grozi grzywna w wysokości ponad 2 tysiące euro.

 

Właśnie taką karę musi zapłacić restaurator z Mediolanu. Co prawda właściciel restauracji zaskarżył nałożoną na siebie karę. Kiedy sprawa trafiła do Sądu Najwyższego wyrok został podtrzymany, mężczyzna dodatkowo został obciążony kosztami procesowymi.

 

Włoskie sądy często zajmują się tego typu sprawami. Zawsze w takich przypadkach właściciele otrzymywali yspkie kary finansowe. Media podkreślają, że mrożonki są dopuszczalne w restauracjach. Kary można uniknąć w prosty sposób – wystarczy informację o mrożonych produktach zamieścić w karcie dań restauracji.

 

kd, źródło: polsatnews

Obrzydliwe? Z produktów WYRZUCONYCH na ŚMIETNIK gotują nowe DANIA! Ta RESTAURACJA…

Przywiędłe lub przejrzałe warzywa i owoce, pieczywo, które ma „aż” jeden dzień, konserwy z wgniecionym wieczkiem, płatki czy ciastka, których opakowanie się pogniotło, wino z naderwaną etykietką.

Takie produkty nie mogą zostać sprzedane w sklepie i najczęściej trafiają na śmietnik. Holendrzy znaleźli sposób, jak temu zapobiec!

 

W Polsce najczęściej dominuje jeszcze zasada „psa ogrodnika„, który „sam nie zje i drugiemu nie da„, więc sklepy wolą wyrzucić wadliwe produkty niż je komuś oddać.

Tymczasem w Holandii działają restauracje pod nazwą Instock (ang. w magazynie, na stanie), których menu bazuje na pozyskanych danego dnia produktach. Mowa tu właśnie o produktach „z odzysku”, a zatem takich, które zostały uratowane przed wyrzuceniem.

 

fot. instock.nl

 

Jak czytamy na stronie Instock – menu tworzone jest na bieżąco, a „znaleziska” z danego dnia, tylko pobudzają kreatywność kucharzy:

 

” (…) szefowie kuchni każdego dnia tworzą wyśmienite potrawy z nadmiaru żywności! Nowe menu jest tworzone na podstawie „zbiorów” danego dnia.

(…) Co powiesz na przejrzałe banany, które zamieniamy w lody? Czy brukselkę, z której robimy kimchi [danie kuchni koreańskiej składające się z fermentowanych lub kiszonych warzyw]?”

 

fot. instock.nl

 

Brzmi niesmacznie czy obrzydliwie?

Jak się okazuje, dania smakują całkiem normalnie i wyglądają apetycznie. I nie powinno to nas dziwić, bo przecież wielu z nas nie raz ugotowało zupę ze zwiędłą marchewką czy zjadło czerstwy chleb w formie grzanek!

 

ms, źródło: .instock.nl

Hotel Holland House czyli turbot w literackim sosie

Moje plany na weekend przybrały realny kształt. Śledząc ofertę hoteli w Trójmieście natrafiłam na piękne zdjęcia, które- nie ukrywam, rozbudziły moją wyobraźnię. Krótki research – co zobaczyć, czy są dobre ceny noclegu w hotelu, co zwiedzić w Gdańsku – i już wiedziałam, że to propozycja dla mnie. Jeśli o danym miejscu piszą literaci i zatrzymują się tu koronowane głowy, to dlaczego ja, pracownik korporacji, nie mogłabym tam odpocząć?

 

Czytam folder…

 

Butikowy hotel w sercu Starego Miasta Gdańska – to zawsze brzmi zachęcająco! Tajemniczo kojarząca się nazwa, w wersji angielskiej brzmiąca dumnie – ,,Hotel Holland House Residence Old Town Gdańsk” wzbudziła moją ciekawość i postanowiłam sprawdzić, co się za tym kryje.

 

Na swoich stronach hotel chwali się doskonałą kuchnią w znajdującej się na parterze restauracji Latający Holender… czyżby taką, jak w Piratach z Karaibów? Miejsce na nocleg przy Długim Targu 33/34, w centrum gdańskiej Starówki, o krok od fontanny Neptuna i Zielonej Bramy? Ok, choć na pewno wydam kilka stów, ale raz na jakiś czas każdemu należy się konkretna dawka luksusu.

 

Zafrapowała mnie wzmianka, że w tym hotelu rozgrywa się część akcji powieści ,,Bezcenny” Miłoszewskiego, a przy tym sama myśl, że była tu holenderska królowa Beatrice sprawiła, że poczułam ekscytację.

 

Czytam folder: ,,Nasze butikowe apartamenty i pokoje w centrum Gdańska zapraszają zabieganych na chwilę relaksu a zakochanych – na niebanalny pobyt we dwoje, w romantycznej i eleganckiej scenerii z widokiem na Długi Targ. Udany weekend wymaga przecież należytej oprawy”. Jest też wzmianka o wyróżnieniach: ,,Uzyskalismy tytuł Travellers’ Choice™2012 w kategorii Najmodniejsze hotele w Polsce oraz Travellers’ Choice™2014 top 25 w kategorii Małe hotele w Polsce!.” Rezerwacji można dokonać w prosty sposób korzystając z formularza TUTAJ.

 

Dojazd do Trójmiasta przebiegł spokojnie, choć w Gdańsku jak zwykle były korki. Tego nie da się już uniknąć, a w moim mieście nie jest wcale lepiej. Miła pani w recepcji zaprowadziła mnie do pokoju i zaoferowała wszelką pomoc. Z apartamentu obok wyszła roześmiana para, mówili po francusku. Pomyślałam, że im współczuję, bo teraz we Francji nie jest bezpiecznie. Na pewno nie wybrałabym się tam na weekend, zwłaszcza bez towarzystwa. Ucieszyłam się nawet, że przyjechałam sama. Czasem chcę odpocząć od bliskich i kolegów z pracy, zapomnieć na moment o codzienności. Wyjeżdżam wtedy na krótkie wypady. Bez takiego resetu chyba bym oszalała!

 

Kilka dni w Gdańsku

 

Nie znam specjalnie historii i zabytków Gdańska i nic nie wiedziałam o tak dużych, holenderskich wpływach, które sprawiły, że Gdańsk robi wrażenie miasta światowego, ale nie powiem, że multi-kulti, bo to określenie niezbyt dobrze mi się kojarzy. Szybko przeczytałam krótka wzmiankę, dlaczego miejsce w którym się znalazłam nazywa się Holland House. Czy to hołd dla kreatywnych i sprytnych Holendrów? Pomogła mi w tym syntetyczna, choć dość krótka informacja: ,,Gdańsk – ponad tysiącletni gród kupców i rzemieślników, miasto bursztynu i zboża zawdzięcza Holendrom znaczną część swojej historii i blasku w architekturze i malarstwie. Miasto w XVI–XVII w. nazywano drugim Amsterdamem, tak bardzo jego rozplanowanie – nabrzeże portowe, kanały i gmachy wznoszone z czerwonej cegły: Ratusz Główny, Ratusz Staromiejski, Dwór Artusa, Zbrojownia, Bramy Złota i Zielona, kościoły – przypominały Amsterdam. Holendrzy tworzyli dzieła malarstwa i architektury, które do dziś zachwycają turystów.”

 

Ok, sprawdzę więc sama, czy – ,,wszystko to jest tu dostępne na wyciągnięcie ręki, a serdeczna pomoc personelu Hotelu Holland House sprawi, że poczuję się tu bezpiecznie.”

 

Luksus i wygoda

 

Pokój, który mi przydzielono był luksusowy i wygodny, niby to pokój klasy Standard, ale naprawdę, za tę cenę nie spodziewałabym się aż takiej elegancji. Dwa łóżka z grubymi materacami, piękne narzuty, miękkie w dotyku, ciepły brąz eleganckich mebli i podłoga… marzenie! Zrzuciłam buty i dotknęłam palcami ciemnego, egzotycznego drewna. Pachniało tu delikatnie czymś, co przypominało mi olejek różany z domieszką ciepłej żywicy. Piękna toaletka z lustrem, dwa fotele w czerwieni – obite skórą, telewizor lepszy, niż mam w domu. Zajrzałam do lodówki… jest każdy rodzaj napoju dla spragnionego wędrowca. Woda, sok, napoje smaczne i te mniej zdrowe, marek nie wymieniam. Czysto, zza okna widok na ciekawy dziedziniec. Historia Holland House jest bardzo ciekawa, warto co nieco przeczytać o tym miejscu.

 

Jeżdżę sama i niektórzy pytają, dlaczego. Zastanawiam się, czy jestem wciąż zakochana. Mąż, dwoje dzieci, w miarę stabilna praca, (ja – konsultant w firmie farmaceutycznej, on – dyrektor logistyki w sieci handlowej) oboje zabiegani, ale co roku spędzamy wspólne wakacje. Czy jest jednak wciąż to ,,coś” co przyciąga do siebie dwoje ludzi? ,,Kochająca stałą, równą miłością” – może bardziej takie określenie do mnie pasuje, bo zakochanie to stan dość ulotny.

 

Włączyłam jakąś nastrojową muzykę i zrzuciłam z siebie zbędne ciuchy – po prostu rozrzuciłam je po pokoju! Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale poczułam jakąś wolność, swobodę, a nawet pewną nonszalancję… Weszłam pod prysznic. To osobna opowieść, bo na punkcie łazienek mam niezłego hopla. Była tu drobna, misterna mozaika w brązach i beżach, ciepłe kafle pod stopami i luksusowa armatura w połączeniu z egzotycznym drewnem. Gdy woda spływała po mnie, poczułam się jak w innym świecie i trudno było mi wrócić do rzeczywistości.

 

Podobno w każdym pokoju Holland House, tak jak w moim, zachowany jest holenderski i marynistyczny styl a ściany zdobią drzeworyty i grafika przywołująca przygody i morskie wyprawy Holendrów, którzy dbali czterysta lat temu o Gdańsk jak o prawdziwy skarb. Na pewno nie robili tego bezinteresownie, ale nie da się ukryć, że ich wkład w dzisiejszy wygląd miasta był znaczący. Chcę w czasie niespełna trzech dni zobaczyć te dzieła, a wszystko mam o kilka kroków od hotelu. Zacznę od starego Neptuna; sprawdzę, czy cierpliwie czeka na turystów przy fontannie, może poznam ciekawych ludzi?

 

Okazuje się, wybierając pięć noclegów mogłabym liczyć na 30% zniżki. Zresztą, jest kilka ofert specjalnych, które warto co jakiś czas sprawdzać. Może wybiorę się następnym razem z całą rodziną, bo jest tu coś specjalnego dla większej grupy – dwupoziomowy, ekskluzywny apartament w zacisznej części hotelu, z widokiem na Długi Targ. Taki pomysł przyszedł mi do głowy, bo czemu nie mielibyśmy razem zwiedzać Gdańska i wypocząć po królewsku? Ale tymczasem ja sama zrobię rekonesans.

 

Turbot w literackim sosie

 

Czas na kolację. Zeszłam na dół do osławionego Latającego Holendra. W czerwonej, jedwabnej bluzce, ciemnych dopasowanych spodniach i butach na niewysokim obcasie czułam się świetnie. Chyba wyglądałam nieźle, bo kilku gości restauracji z zainteresowaniem podniosło wzrok i zatrzymało go na dłużej. Lokal jest szykowny, czuć tu wielki świat. Elegancki wystrój, meble w głębokich brązach, szlachetna zieleń i biel, ciepłe światło sączące się z witrażowych żyrandoli, pod sufitem zwinięty żagiel.. Może z takim ciekawym menu Latający Holender gotów zaraz zabrać mnie w dalekomorski rejs po nowe smaki?

 

Zamówiłam turbota podlanego literackim sosem ze smardzami, dodatki i lampkę chłodnego, białego wina a na deser pana cottę z owocami. Miły i dyskretny kelner dobrze mi doradził – danie i deser smakowały wybornie. Byłam gotowa wyruszyć w miasto, by odkrywać jego tajemnice!

 

CDN.

Justyna Wysocka

(Materiał partnera)

Restaurator oskarżony o rasizm z powodu jednego ogłoszenia. ZOBACZ jego treść!

Dyskusję we Włoszech wywołało ogłoszenie w witrynie jednej z restauracji  o tym, że personel w lokalu jest w „stu procentach włoski”. Oskarżany o rasizm restaurator odpiera ten zarzut mówiąc, że do włoskiej kuchni potrzeba włoskiej kultury kulinarnej.

Continue reading „Restaurator oskarżony o rasizm z powodu jednego ogłoszenia. ZOBACZ jego treść!”

85- latka wjechała samochodem do restauracji! ZOBACZ SZOKUJĄCE NAGRANIE!

Szoku dostali klienci jednej z kanadyjskich restauracji. 85-latka wjechała samochodem do restauracji w prowincji Onatrio. Auto rozbiło szybę i wjechało w stolik przy, którym siedziała dwójka mężczyzn. Continue reading „85- latka wjechała samochodem do restauracji! ZOBACZ SZOKUJĄCE NAGRANIE!”

CAŁA PRAWDA O FRYTKACH Z MacDonald’s! KLIENCI WĄTPIĄ W TO, ŻE SĄ WYKONANE Z PRAWDZIWYCH ZIEMNIAKÓW. (Video).

Wyglądają idealnie: równe, tego samego koloru przyciągają niejednego smakosza. Frytki z MacDonald’s! Wielu konsumentów zastanawia się jak powstają, a niektórzy nawet poddają w wątpliwość, jakoby były robione z prawdziwych ziemniaków.

 

Frytki z MacDonald’s rzeczywiście robione są z ziemniaków i  to wcale nie GMO, przynajmniej tak twierdzą przedstawiciele restauracji. Jednak to nie wszystko, do pokrojonych już i ładnie wyglądających frytek dodaje się dekstrozę, która zapewnia tę przyjemną i smakowitą skórkę. Niestety dekstroza to cukier prosty, który zdecydowanie zwiększa kaloryczność przysmaku. Oprócz tego do frytek dodawany jest jeszcze jeden składnik, który zapobiega szarzeniu produktu. Jaki? Tego znany fastfood nie ujawnia.

 

Ponadto jak nie trudno zauważyć, albo raczej wysmakować, najpopularniejsze na świecie frytki zawierają  dużą ilość soli, choć przedstawiciel fastfoodu podkreśla, że tylko jedną łyżkę używa się na cztery małe porcje.  Można poprosić o wersję znacznie zdrowszą bez soli.

Zatem frytki serwowane na całym świecie przez restaurację MacDonald’s zdecydowanie zrobione są z ziemniaków, plus kilka niezdrowych dodatków, które poprawiają ich smak i wygląd.

Smakosze mogą je zatem spożywać, jednak z ostrożnością, jak wynika bowiem z badań przeprowadzonych przez naukowców, 2 małe porcje frytek spożywane każdego tygodnia, zwiększają ryzyko śmierci. Nie oznacza to, że należy je omijać szerokim łukiem, ale najlepiej jeść tylko raz w miesiącu, albo przygotować w domu, własną, zdrowszą wersję.

Źródło youtube

MM