rupieć warty miliony

RUPIEĆ trzymany w pudełku po butach okazał się SKARBEM – sprzedano go za BAJOŃSKIE PIENIĄDZE!

Rzadko kiedy zdarza się aby nietrafiony prezent miał w sobie niesamowitą wartość. Niemal zawsze za to ląduje gdzieś w zakamarkach szafy jako rupieć. Tak stało się z tą wazą, która okazała się porcelanowym arcydziełem z XVIII-wiecznych Chin – jedynym takim na świecie!

 

Wazon do domu aukcyjnego Sotheby’s przyniesiono w pudełku po butach. Jak powiedzieli obecni właściciele, otrzymali go ich dziadkowie od swojego wuja. Od samego początku nie przypadł on do gustu ani obdarowanym, ani ich potomkom i całe lata leżał schowany na strychu.Myśleli, że to zwykły, tani rupieć.

 

W domu aukcyjnym okazało się, że jest to waza pochodząca z czasów cesarza Qianlong, który panował w latach 1735-1799. A co więcej – jest to też jedyny egzemplarz serii, który przetrwał do dzisiejszych czasów!

 

Licytacja wazonu trwała 25 minut, ale to wystarczyło by porcelanowe naczynie osiągnęło zawrotną wartość 16,2 miliona euro! To najdroższy tego typu przedmiot sprzedany na aukcji we Francji. Nie wiemy jednak kim jest szczęśliwy – i bardzo bogaty – kupiec.

 

Zastanawia nas za to ile tak wartościowych przedmiotów znajduje się i różnych nieświadomych tego właścicieli. Kto wie, może w Waszych domach też znajdują się prawdziwe skarby – wystarczy tylko poszukać i spojrzeć na nie z nieco innej strony niż zazwyczaj?

 

źródło: o2. pl/ foto: screenshot/ youtube

skażenie radioaktywne

SKAŻENIE RADIOAKTYWNE w Korei Północnej? Katastrofa jest BARDZO PRAWDOPODOBNA!

Bardzo niepokojące informacje podali do wiadomości chińscy naukowcy, którzy monitorują sytuację na północnokoreańskim poligonie atomowym pod górą Mantap. Potwierdzili, że część góry zawaliła się z powodu przeprowadzanych tam intensywnie prób ładunków jądrowych. Skażenie radioaktywne może wkrótce zagrozić nie tylko Korei, ale również Chinom i innym okolicznym państwom.

 

Badacze oceniają, że to właśnie osunięcie się fragmentów góry doprowadziło Kim Dzong Una do podjęcia decyzji o wstrzymaniu dalszych prób nuklearnych. Prawdopodobnym powodem tej katastrofy jest najsilniejsza, wrześniowa próba, po której ONZ nałożył na Koreę najcięższe w historii sankcje.

 

Na razie trudno ocenić na ile skażenie radioaktywne zagraża okolicy. Zdaniem Chińczyków w zawalonej części góry powstał „komin” którym promieniotwórcze pierwiastki mogą wydostawać się na powierzchnię.

 

Chińscy uczeni cytowani przez hongkońską gazetę „South China Morning Post”  uważają, że reżim w Pjongjangu powinien poprosić ich o pomoc w ocenie stanu góry Mantap, ponieważ mają oni wiedzę i możliwości, aby uniemożliwić wydostanie się substancji radioaktywnych.

 

Informacje potwierdzone przez chińskich badaczy rzucają też nowe światło na spolegliwy ton Kim Dzong Una. Jaśniejsze stały się sygnały wysyłane przez niego do krajów Zachodu. Być może reżim nie ma już po prostu środków na uruchomienie nowego poligonu nuklearnego, a dodatkowo desperacko zaczyna rozglądać się za pomocą w ustabilizowaniu góry Mantap, która może być zagrożeniem dla całego regionu i gwoździem do trumny komunistycznego państewka?

 

interia.pl

kim dzong una, kim dzong, kim,

PIERWSZY RAZ Kim Dzong Una w Chinach! Chciał to utrzymać w pełnej tajemnicy, ale nie udało się…

Tego typu kwestie w wypadku północnokoreańskiego reżimu zawsze trzymane są w pełnej tajemnicy. Nie inaczej było tym razem, ale zachodni dziennikarze okazali się lepiej poinformowani niż Pjongjang przypuszczał.  Wszystko wskazuje na to, ze jesteśmy świadkami pierwszej podróży Kim Dzong Una.

 

Od czasu objęcia władzy w Korei w 2011 roku Kim Dzong Un nie ruszał się ze swojego państwa. Tymczasem należy podejrzewać, że dyktator wreszcie się przełamał i udał w podróż zagraniczną do Chin!

 

Do tych informacji dotarli dziennikarze Bloomberga, wcześniej takie pogłoski przekazała japońska agencja prasowa Kyodo. Bloomberg miał dotrzeć do trzech niezależnych źródeł, które potwierdziły ten fakt.

 

Z kolei Kyodo dopatrzyła się w opóźnień pociągów w Pekinie i dużych kolumn policyjnych poruszających się przez miasto. A przywódcy Korei Północnej zawsze podróżowali pociągami! Kolejne doniesienia potwierdziły, że w stolicy Państwa Środka zauważono pociąg łudząco podobny do tego jakim podróżował ojciec Kim Dzong Una, Kim Dzong Il.

 

Nie są znane żadne szczegóły dotyczące spotkania. Nie wiemy z kim spotka się Kim Dzong Un, czego będą dotyczyć rozmowy, ani jaki jest plan wizyty. Brak też jakichkolwiek oficjalnych potwierdzeń czy to ze strony chińskiej, czy koreańskiej. Można jednak przypuszczać, że w związku z planami na spotkanie pomiędzy Donaldem Trumpem, a Kim Dzong Unem, ten drugi udał się do swojego najbliższego sojusznika by omówić pewne kwestie z tym związane.

 

No i wreszcie – kiedyś musiał być ten pierwszy raz. A skoro przywódca Korei Północnej ma się spotkać z Trumpem na neutralnym gruncie, to lepiej żeby przyzwyczaił się do podróżowania!

 

o2.pl

dramat golloba

Dramat Tomasza Golloba. Po chińskiej terapii jego stan coraz bardziej się POGARSZA. Co dalej z legendą żużla?

Tomasz Gollob uległ fatalnemu w skutkach wypadkowi na motocyklu w kwietniu 2017 roku. Doznał poważnych obrażeń kręgosłupa, które nie tylko uniemożliwiają mu chodzenie, ale powodują potworny ból. Receptą na niego miała być terapia w chińskiej klinice akupunktury w Nanning. Jednak stan Golloba pogarsza się.

 

Początkowo mówiło się, że po dwóch tygodniach tradycyjnej chińskiej terapii bóle prześladujące Golloba mogą się zmniejszyć. Tymczasem żużlowiec czuje się coraz gorzej. Ból potęguje się, a twardy zawodnik zaczyna powoli tracić nadzieję i wolę walki.

 

Gollob miał już zamiar wrócić do Polski, ale długa rozmowa z 80-letnim profesorem kliniki przekonała go do pozostania. Lekarz wytłumaczył mu, że wzmożony ból może się pojawić jako reakcja organizmu na wzmożone, intensywne zabiegi.

 

Bliscy sportowca boją się jednak, że dłużej może w Chinach nie wytrzymać i zechce wrócić do domu. Brak wiary w skuteczność leczenia na pewno mu nie pomoże. Chińscy specjaliści chwalą go za wytrwałość i wciąż testują nowe metody. Czy w tym wszystkim jest jakiś sens? Miejmy nadzieję, że tak, bo w chwili obecnej nie ma żadnej alternatywy.

 

Jeśli chińska terapia nie przyniesie rezultatów, Tomaszowi Gollobowi pozostanie tylko wyniszczająca organizm terapia farmakologiczna i uśmierzanie bólu. Teraz cały czas jest pewna nadzieja, na wygranie z bólem. Trzymamy za Tomka Golloba kciuki i mamy nadzieję, że nie trafił w ręce oszustów, którzy tylko żerują na jego tragedii.

 

przegląd sportowy foto: twitter.com/screenshot

terakotowa armia, kciuk, chiny, ameryka

Najdroższy KCIUK świata. Amerykanin uszkodził bezcenny posąg. Chińczycy żądają POTĘŻNEGO odszkodowania i SUROWEJ KARY dla wandala!

Terakotowa armia, czyli zbiór ponad 8 tysięcy figur chińskich żołnierzy w rzeczywistych rozmiarach, jest uznawana za ósmy cud świata. Aktualnie dziesięć figur z kolekcji objeżdża świat. Na wystawie w Filadelfii w USA doszło do niemałego skandalu, który Chińczycy odebrali niemal jak zniewagę narodową! Wandal odłamał i zabrał kciuk jednego z posągów! 

 

24-letni Michael Rohana bawił się na imprezie w pomieszczeniach przylegających do miejsca ekspozycji. W pewnym momencie postanowił wtargnąć na jej teren. Znalazł wejście, z zadziwiającą łatwością włamał się do wnętrza i zaczął robić sobie selfie z terakotowymi wojownikami.

 

Przy tej okazji nieuważny Jankes ułamał kciuk jednego z żołnierzy. Postanowił zabrać go ze sobą. Po wszystkim, jak gdyby nigdy nic wyszedł i… nikt tego nawet nie zauważył!

 

Brak palca odnotowano dopiero po kilku tygodniach. Pracownicy muzeum zbadali monitoring i z łatwością zidentyfikowali, wspólnie z policją, kim jest sprawca. W domu Rohany odnaleziono brakujący kciuk. Lecz na tym sprawa się nie kończy, a dopiero zaczyna!

 

Chińczycy wycenili wartość jednej figury na 4,5 miliona dolarów. Sąd wprawdzie wypuścił wandala po wpłaceniu zaledwie 15 tysięcy dolarów kaucji, ale wszystko wskazuje na to, że może on zostać obciążony astronomicznym odszkodowaniem.

 

Sprawa szczególnie rozpaliła chińskich internautów. To oni najgłośniej gardłują za surową karą dla Rohany. I nic dziwnego. Terakotowa armia powstała jako „pozagrobowe wojsko” cesarza Qin Shi, który zmarł w 210 r. p.n.e. Jest bezcennym i jedynym tego typu zabytkiem na Ziemi. Jaki będzie los Amerykanina? Przekonamy się wkrótce.

 

rp.pl/interia.pl

 

droga, kradzież drogi, złodziej, policja, chiny

Zawstydził WSZYSTKICH ZŁODZIEI: ukradł 800 metrów drogi i sprzedał za 2 tysiące złotych. Jego wyjaśnienia są ROZBRAJAJĄCE!

W złodziejce najważniejszy jest spryt i pomysł. W końcu jeśli można ukraść coś, czego nikt się nie spodziewa, to szanse na sukces rosną. A jeśli można na tym dodatkowo dobrze zarobić – sprawa staje się tym bardziej kusząca! Jednak aby wpaść na kradzież drogi, to trzeba już mieć łeb nie od parady…

 

Do tego absurdalnego wydarzenia doszło w okolicach chińskiej wioski Sankeshu w prowincji Jiangsu. Na początku lutego mieszkańcy odkryli, że brakuje sporego kawałka drogi łączącej ich ze światem. Początkowo można było się ucieszyć – skoro drogi nie ma, to może władze planują remont?

 

Jednak władze o niczym nie wiedziały i nie planowały żadnych prac. Rozpoczęło się więc policyjne śledztwo, które miało wyjaśnić ten zadziwiający incydent. Szybko okazało się, że brawurowej kradzieży 500 ton betonowych płyt dokonał lokalny mieszkaniec! Wynajął koparkę, która w nocy skuła 800 metrów nawierzchni, a następnie przewiózł ją do nieodległej fabryki, gdzie sprzedał surowiec za równowartość nieco ponad 2 tysięcy złotych!

 

Jak wytłumaczył mężczyzna, rozbiórka drogi wydawała mu się dobrym interesem. Mało kto z niej korzystał, odkąd w okolicy powstała nowa trasa, po co więc mieszkańcom dwie drogi? Uznał, że w ten sposób będzie mógł nieco zarobić. Nie wiemy jednak ile zapłacił za wynajęcie koparki i ile sprzętu potrzebował aby betonowe płyty przetransportować do kupca. Mamy nadzieję, że chociaż wyszedł na zero!

 

Nie do końca rozumiemy też po co komu 500 ton pokruszonej nawierzchni niewiadomego pochodzenia, ani jaką karę za kradzież drogi przewiduje chiński kodeks karny. Tak czy siak – czapki z głów przed pomysłowością!

 

autoevolution.com

chiny, armia, wojsko, wojna, korea północna, granica

W cieniu zimowych igrzysk CHINY rozmieściły SETKI TYSIĘCY żołnierzy na granicy z Koreą Północną. To przygotowania do WOJNY?

Igrzyska olimpijskie wielokrotnie były wykorzystywane do rozpoczynania różnych operacji militarnych. W ostatnich latach szczególnie rozmiłowała się w tym Rosja. W 2008 roku atakując Gruzję i w 2014 Ukrainę. Teraz, gdy stoimy u progu zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczang okazuje się, że pojednanie między Północą i Południem może być tylko ciszą przed burzą.

 

Południowokoreańska gazeta ChosunIlbo donosi o intensywnych ruchach chińskiej armii wzdłuż granicy tego kraju z Koreą Północną. Rozmieszczono na niej dodatkowe jednostki obrony przeciwrakietowej, a także 300 tysięcy żołnierzy.

 

Chiny od dawna przygotowują się na najgorsze. Budują obozy dla uchodźców w pasie przygranicznym i szkolą obywateli na wypadek zagrożenia nuklearnego. Chińsko-koreańska granica od dawna była też strzeżona przez znaczne siły wojskowe. Teraz, tuż przed inauguracją igrzysk, siły te zostały wielokrotnie wzmocnione.

 

Jednostki stacjonujące w tym obszarze miały także otrzymać najnowocześniejsze pociski ziemia-powietrze, zdolne rzekomo strącić każdy południowokoreański i amerykański samolot.

 

Czy działania Chin to tylko prewencja, czy może istnieje realne zagrożenie, że i tym razem igrzyska olimpijskie posłużą do sprowokowania jakiegoś konfliktu, lub poważnego kryzysu międzynarodowego?

 

Miejmy nadzieje, że nie kryje się za tym nic nadzwyczajnego, a igrzyska w Pjongczang, na które poleciało wielu polskich sportowców odbędą się bez żadnych przeszkód i wszyscy bezpiecznie – i z medalami  – wrócą do kraju!

 

znz/chosunilbo english edition

chińczycy w noc wybudowali stację kolejową

Chińczycy ZAWSTYDZILI naszych budowlańców – wybudowali STACJĘ KOLEJOWĄ w rekordowo krótkim czasie! ZOBACZ jak! [VIDEO]

Dla kraju z takimi możliwościami jak Chiny, zaangażowanie 1500 robotników i ton sprzętu nie jest niczym wielkim. Dzięki temu i sprawnemu zaplanowaniu pracy armia robotników w jedną noc postawiła całą stację kolejową!

 

Niecałe 9 godzin zajęło robotnikom położenie 246 kilometrów torów, wybudowanie peronów i zainstalowanie oświetlenia. Półtora tysiąca budowlańców wspierały 23 koparki i 7 specjalnych pociągów budowlanych.

 

Stacja, która powstała w mieście Longyang połączy je z nieodległym Nanping, z którym dotychczas połączenia kolejowego nie było. Nowy węzeł kolejowy skróci czas podróży pomiędzy miastami z 7 godzin do 90 minut! Pociągi na nowej trasie będą mogły jeździć 200 km/h.

 

 

Pracę rozpoczęto o 18:30, a skończono przed 3 nad ranem. Oczywiście nie jest to koniec prac budowlanych w tym miejscu. Stacja zostanie w pełni oddana do użytku pod koniec roku. Zaprojektowano ją w taki sposób, aby było możliwe połączenie ją z trzema innymi stacjami w mieście.

 

Pozostaje nam tylko patrzeć i podziwiać. Gdyby u nas takie inwestycje dało się przeprowadzić choć w części tak szybko – nawet nie w 9 godzin, a w 9 miesięcy, to już byłoby świetnie. A tak musimy obserwować niekończące się przetargi, przedłużające się terminy prac, a wreszcie problemy po oddaniu budowy. Choć co do problemów, to tu nie mamy pewności czy węzeł kolejowy wybudowany w 9 godzin nie rozsypie się w równie szybkim czasie!

Chiny przygotowane na NAJGORSZE: umacniają granicę z Koreą Północną i mierzą POZIOM PROMIENIOWANIA – co tam się dzieje?

Można powiedzieć, że Chiny w pewnym sensie są pogodzone z myślą o możliwości wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim. Świadczą o tym nie tylko słowa niektórych oficjeli, ale także czyny. Pekin robi bowiem wszystko, aby zminimalizować ryzyko ewentualnego konfliktu na swoich przygranicznych terytoriach. Nad granicę ściągą dodatkowe siły i środki

 

Wzdłuż mającej ponad 1400 kilometrów granicy chińsko-północnokoreańskiej pojawia się coraz więcej kamer, posterunków, punktów kontrolnych i sił bezpieczeństwa. Co więcej, w przygranicznych miastach prowadzone są pomiary poziomu promieniowania.

 

Wszystko to ma związek z niesłabnącym napięciem pomiędzy Pjongjangiem, Waszyngtonem i Seulem. Chiny wolą dmuchać na zimne niż obudzić się – pisząc brzydko – z ręką w nocniku. Jakiś czas temu pojawiały się informacje o tym, że wzdłuż granicy powstają obozy dla ewentualnych północnokoreańskich uchodźców, którzy w wypadku wybuchu wojny na pewno masowo ruszą do ucieczki do Państwa Środka.

 

Wszystkie te działania władze starają się ukryć, ale nie sposób nie zauważyć rosnącego nagromadzenia sił bezpieczeństwa na granicy. Zwracają na nie uwagę zarówno mieszkańcy, jak i zachodni dziennikarze.

 

Władze odradzają jakiekolwiek kontakty z mieszkańcami Północy, a ewentualne przypadki „szpiegostwa” każą od razu zgłaszać odpowiednim organom.

 

Chiny nie lekceważą też najgorszego możliwego scenariusza – wybuchu wojny nuklearnej. W tym celu budują nowe stacje pomiarowe poziomu promieniowania i przeprowadzają kontrole kombinezonów ochronnych i innego sprzętu będącego na wyposażeniu pograniczników.

 

Wygląda na to, że najwyższe kręgi władzy wzięły sobie do serca słowa chińskich analityków o ogromnym zagrożeniu wojną. (ZOBACZ: Chiny już pewne – wojnie na Półwyspie Koreańskim nie można zapobiec!)   Może to i dobrze – w wypadku najgorszego być może pozwoli to zminimalizować rozmiary katastrofy.

 

rp.pl