wyskoczył, samobójstwo, blok, nastolatki

Katowice: 27-latek wyskoczył przez okno. W mieszkaniu dokonano makabrycznego odkrycia!

Do tragedii doszło na osiedlu Tysiąclecia. 27-letni mężczyzna wypadł, lub wyskoczył ze swojego mieszkania na 18. piętrze. Zginął na miejscu. W mieszkaniu policjanci znaleźli kolejne zwłoki!

 

Policja otrzymała zgłoszenie we wtorek około 23. Gdy przyjechali na miejsce, mężczyzna już nie żył. Policjanci postanowili sprawdzić mieszkanie, z którego wyskoczył. Gdy do niego weszli dokonali przerażającego odkrycia.

 

W jednym z pomieszczeń leżała 69-letnia kobieta. Okazało się, że była to matka 27-latka. Także już nie żyła. Tą tajemniczą sprawą zajmują się policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Katowicach pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Katowice Zachód.

 

Wszystko wskazuje na to, że 27-letni samobójca zamordował swoją matkę, a później wyskoczył przez okno. Jednak potwierdzenie tej tezy będzie dopiero po sekcji zwłok, której poddane zostaną oba ciała. Co doprowadziło do tragedii? To już będą musieli ustalić policjanci.

 

wp.pl/ foto: pixabay

 

pistolet, rewolwer, syn, staruszka, litości

Syn chciał ją oddać do domu starców. 92-latka nie miała dla niego LITOŚCI!

Mimo lat na karku, ta kobieta zachowała hart ducha i nieustępliwość mocną ponad wszelkie granice. Gdy bowiem dowiedziała się, że jej 72-letni syn wraz z 57-letnią partnerką chcą ją oddać do domu opieki, postanowiła się z nimi rozprawić.

 

Do zabójstwa doszło w Fountain Hills w Arizonie. Staruszka schowała dwie sztuki broni w kieszeniach szlafroka i ruszyła mścić się. Najpierw wypaliła z rewolweru do swojego syna. Trzy kule trafiły go w szyję i szczękę. Następnie postanowiła rozprawić się z jego partnerką.

 

57-latka była jednak szybsza i udało jej się wyrwać broń z ręki niedoszłej teściowej. Odrzuciła go, ale wtedy okazało się, że morderczyni ma w kieszeni drugi pistolet! Na szczęście dla ofiary ten też udało jej się wyrwać. wtedy pobiegła po telefon i wezwała pomoc.

 

Policjanci usłyszeli od synobójczyni, że zabiła go, bo chciał ją oddać do domu opieki. Twierdził, że kobieta była nie do wytrzymania, ale ta wcale nie zamierzała się poddawać jego woli. Po wszystkim rozsiadła się w rozkładanym fotelu i usiłowała się zdrzemnąć! To wtedy znaleźli ją funkcjonariusze.

 

Tuż przed zabójstwem syna miała mu powiedzieć: „zabrałeś mi moje życie, więc ja zabieram twoje”.

 

Staruszka posiadła broń od prawie 50 lat. Jedna należała do niej, a druga to zmarłego męża. Wydaje nam się jednak, że nie zrobiła z niej najlepszego użytku. Teraz zamiast domu opieki czeka ją więzienna cela.

 

o2.pl/ foto:

 

piec, piecu, spaliła noworodka

Lubelskie: SPALIŁA noworodka w piecu i poszła na WESELE! Ciążę ukrywała przed rodziną

Niewyobrażalna zbrodnia rozegrała się w Majdanie Kozłowieckim niedaleko Lubartowa na Lubelszczyźnie. Rodzina podejrzewała, że 22-letnia kobieta była w ciąży i ukrywała to. Gdy wyszła z partnerem na wesele, przeszukali jej pokój. Wynik był wstrząsający.W piecu znajdującym się w pomieszczeniu znaleziono zwęglone zwłoki noworodka.

 

Przerażona rodzina od razu wezwała policję. W tym czasie matka dziecka bawiła się na weselu.

 

Policjanci zatrzymali ją jeszcze tego samego dnia. Dziecko prawdopodobnie urodziło się w poprzednią środę lub czwartek. Wstępne informacje przekazane przez prokuraturę mówią także o obrażeniach głowy i klatki piersiowej u noworodka.

 

Wciąż jednak nie ma pewności, czy dziecko urodziło się żywe czy martwe. To wykazać ma dopiero sekcja zwłok.

 

Szkoda, że członkowie rodziny nie zdecydowali się na radykalne kroki przed porodem. Być może wtedy byłaby możliwość zapobieżenia tragedii.

skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Legnica: matka PODCIĘŁA GARDŁO 4-letniej córeczki! Dziecko zmarło po miesiącu męczarni

4-letnia Wiktora nie odzyskała przytomności. Przez ostatni miesiąc znajdowała się w śpiączce farmakologicznej po tym jak jej 34-letnia matka podcięła gardło, a wcześniej ją podduszała. Kobiecie grozi dożywocie. Poznaliśmy wiele szczegółów tej wstrząsającej zbrodni.

 

Katarzyna G. wraz z córką mieszkały w Pabianicach, ale 26 maja, w Dzień Matki przyjechały do Legnicy w odwiedziny do koleżanki. To w jej mieszkaniu rozegrał się dramat. Katarzyna najpierw podduszała swoją córkę, a później podcięła gardło dziecka. Po wszystkim jak gdyby nigdy nic wyszła z łazienki.

 

Jej koleżanka, gdy zobaczyła do czego doszło, od razu wezwała policję i pogotowie i próbowała ratować dziewczynkę. Walkę o życie Wiktorii podjęli lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy.

 

Po miesiącu Wiktoria odeszła. Nie odzyskała już przytomności ani na moment. Dziecko zmarło w piątek, ale informację o tym podano dopiero wczoraj. W poniedziałek odbyła się też sekcja zwłok dziewczynki, a jej wyniki będą znane prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu.

 

Katarzyna G. spędza czas w areszcie. Przyznała się do winy i złożyła obszerne zeznania. Prawdopodobnie przechodziła załamanie nerwowe w momencie dokonania morderstwa. To oczywiście w żaden sposób jej nie usprawiedliwia. W związku ze śmiercią dziecka zmieniono jej zarzut z usiłowania zabójstwa na zabójstwo. Grozi jej dożywocie.

 

źródło: o2. pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshoot

zatruwał kanapki współpracowników

Przez lata ZATRUWAŁ kanapki współpracowników. Być może zabił dziesiątki z nich!

Schloß Holte-Stukenbrock to niewielkie miasto w zachodnich Niemczech. W jednej z tamtejszych firm przez lata pracownicy umierali w dziwnych okolicznościach na zawały serca, lub nowotwory. Właśnie zatrzymano 56-letniego mężczyznę, który najpewniej podsypywał kanapki swoich kolegów z pracy trucizną!

 

Jest wielce prawdopodobne, że 56-latek truł swoich współpracowników nawet przez 18 lat! Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby jeden z jego kolegów nie zaniepokoił się dziwnym posmakiem swojej kanapki. Zgłosił się na policję, a ta na kamerach monitoringu odkryła moment, w którym podejrzany wsypuje jakiś proszek do posiłków kolegów z pracy.

 

W czasie rewizji w domu domniemanego truciciela odnaleziono octan ołowiu, który mógł mu służyć do podtruwania innych ludzi. Ten jednak do niczego się nie przyznaje. Nie są też znane jego motywy.

 

Śledczy twierdzą, że są pewni trzech przypadków, w których mężczyzna podtruwaniem doprowadził do przedwczesnej śmierci. Jednak łącznie zamierzają przebadać 21 zgonów pracowników firmy, w której zatrudniony był podejrzany.

 

Tym bardziej, że wielu z pracowników zgłaszało dziwne objawy lekarzom, którzy jednak nie skojarzyli ich z zatruciem metalami ciężkimi. Przed śmiercią ludzie ci skarżyli się na odbarwienia skóry, drgawki i zawroty głowy.

 

Czy to faktycznie możliwe, aby przez 18 lat w swoim środowisku mieć kogoś tak bezwzględnego i niczego nie zauważyć? Co kierowało szalonym trucicielem? Być może na te pytanie odpowie postępowanie sądowe.

 

 

o2.pl/ pixabay

niemcy, mundial

Mundial: cieszył się, że NIEMCY ODPADLI. Sąsiedzi nie puścili mu tego płazem!

Piłkarski mundial jak każda impreza sportowa tej rangi, wywołuje skrajne emocje. Co gorsza, często nawet pomiędzy bliskimi sobie ludźmi budzą się mordercze instynkty. Szczególnie gdy różni nas sympatia do drużyn grających na turnieju. Jednak to, do czego doszło w pewnej małej miejscowości w Libanie jest w dwójnasób przedziwne.

 

Liban, jak dobrze wiemy, nie gra na Mistrzostwach Świata. Ale obywatele tego kraju są wielce zainteresowani tą sportową imprezą. Co ciekawe, większość Libańczyków ma bardzo podobne sympatie. Kibicują bowiem albo Brazylii, albo Niemcom. Na tym tle często dochodzi pomiędzy nimi do ostrych zatargów.

 

W ostatnią środę Niemcy sensacyjnie przegrały z Koreą 2:0 i pożegnały mundial, a Brazylia wygrawszy 2:0 z Serbią zapewniła sobie awans do 1/8 finału.

 

W miejscowości Hay el-Sellom, Mohammed Zaher był wielce kontent z takich rezultatów. Publicznie wyśmiewał się z Niemców, nota bene obecnych mistrzów świata i cieszył się z awansu swoich faworytów – Canarinhos.

 

Problem w tym, że sąsiedzi mieli odwrotne odczucia. Radość Zahera tak mocno ich rozwścieczyła, że dwóch z nich… zadźgało go nożem. Mężczyzna zginął namiejscu.

 

Samo morderstwo pomiędzy sąsiadami spowodowane przez piłkę nożną jest co najmniej dziwne. A już fakt, że doszło do niego między obywatelami kraju, który nie gra na Mistrzostwach Świata, dodaje całej sytuacji kuriozalnego wymiaru. Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie imprezy, która powinna jednoczyć kibiców na stadionach i przed telewizorami, zginął człowiek.

 

wprost.pl/ youtube screenshot

zabił andżelikę i trzymał w wersalce zwłoki

Lublin: udusił Andżelikę, ciało posypał proszkiem. SPAŁ z nią przez MIESIĄC po morderstwie!

Sam o sobie mówi, że należy mu się dożywocie. 47-letni Artur S. spędził 15 lat w więzieniu za zamordowanie ojca swojej konkubiny. Ledwo wyszedł z więzienia, znowu zabił- tym razem 24-letnią Andżelikę.

 

Artur poznał Andżelikę K. w barze niedaleko mieszkania, które wynajął. Postawił jej kilka drinków i zaprosił do siebie do domu. Andżelika widocznie dobrze czuła się w jego towarzystwie, bo postanowiła u niego zamieszkać.

 

Mieszkańcy kamienicy wspominają ich jako dobrze dobraną parę. Ona była piękna, a on trzymał ją za rękę i obiecywał, że kupi zakład kosmetyczny.

 

Prawda znana tylko tej dwójce była jednak mroczniejsza. Andżelika była narkomanką i alkoholiczką. Pod wpływem wpadała w szał i potrafiła paskudnie się awanturować. W czasie jednej z takich kłótni Artur nie wytrzymał. Chwycił ją za szyję i dusił póki nie przestała oddychać. Najpierw dusił gołymi rękami, potem kablem od żelazka.

 

Gdy skończył posypał ciało proszkiem do prania i schował do wersalki. Pozostał w mieszkaniu przez niemal miesiąc, żyjąc i śpiąc tuż obok zamordowanej przez siebie partnerki!

 

Tajemnicę odkrył dopiero zarządca kamienicy który po bezowocnych próbach ściągnięcia czynszu po prostu wszedł do mieszkania by je uprzątnąć i wynająć komuś innemu. Gdy zwrócił uwagę na posypaną proszkiem wersalkę i otworzył mebel dojrzał nogę z paznokciami pomalowanymi na czerwono. Od razu wezwał policję.

 

Służby nie miały problemu z odnalezieniem Artura S. Właśnie przed lubelskim sądem rusza jego proces. Podobno sam oskarżony prosił o dożywocie, nawet bez procesu. Czy sąd przychyli się do jego prośby?

 

fakt.pl / pixabay

poznań kamienicy ruiny

Poznań: odciął żonie GŁOWĘ i wysadził w powietrze pół kamienicy. Czy wyjdzie na wolność? Sąd podjął decyzję

Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską. 4 marca miał miejsce tragiczny wybuch gazu w jednej z budynków w Poznaniu. 5 osób zginęło, 20 osób zostało rannych. Wśród gruzów kamienicy odnaleziono ciało z odciętą głową, a śledczy ogłosili, że cała sprawa może być brutalnym morderstwem i bezwzględną próbą zatarcia śladów!

 

29 marca sąd wydał decyzję o 3 miesięcznym areszcie dla Tomasza J. Mężczyzna usłyszał zarzuty morderstwa, znieważenia zwłok i spowodowania częściowego zawalenia budynku mieszkalnego. Odmówił składania zeznań, więc śledczy przystąpili do żmudnej pracy zbierania dowodów, które pozwoliłyby go obciążyć przed sądem.

 

Czas mijał i pojawiła się groźba, że trzy miesiące aresztu nie wystarczą. Sąd musiał zadecydować, czy dotychczas zebrane dowody są wystarczające aby zatrzymać podejrzanego na dłużej.

 

Zdaniem poznańskiego sądu zebrany materiał wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo winy podejrzanego. Dodatkowo nie posiada on stałego miejsca zamieszkania i pracy na terenie Polski. Mógłby więc usiłować zbiec za granicę, a doświadczenie zebrane przez niego wcześniej w pracy poza Polską ułatwiłoby mu ukrycie się przed organami ścigania.

 

Sąd zwrócił też uwagę na podejrzenia, że Tomasz J. mógłby próbować mścić się na swoim 13-letnim synu, oraz na mężczyźnie, z którym jego żona zaczęła spotykać się na krótko przed tragedią. Jej zeznania złożone na początku 2018 roku wskazywały, że Tomasz J. dążył do zabicia syna.

 

W związku z tym sąd zadecydował o przedłużeniu aresztu do 23 września. Mimo wszystko mamy nadzieję, że ta sprawa szybciej znajdzie się na wokandzie, a zebrane dowody pozwolą bezspornie ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w feralny marcowy dzień na poznańskim Dębcu.

 

onet.pl/ foto: tvp info screenshot

pole, bliźniak zabił bliźniaka?

Działdowo: 17-latek ZAMORDOWANY na polu, obok leżał umierający brat bliźniak. Co tam się wydarzyło?

Ta sprawa jest bardzo tragiczna i jak na razie tajemnicza. Na polach wsi Jeglia niedaleko Działdowa w woj. warmińsko-mazurskim, odnaleziono zakrwawione zwłoki 17-letniego chłopaka. Niedaleko w ciężkim stanie leżał jego brat bliźniak. Jednak na jego ciele nie stwierdzono żadnych obrażeń. Co wydarzyło się w tym miejscu?

Ciało jednego z braci było pełne ran kłutych. W momencie, gdy został odnaleziony, już nie żył. Drugi bliźniak leżał kilka metrów dalej. Choć nie był ranny i na jego ciele nie odnaleziono żadnych śladów, jego stan był bardzo ciężki. Przewieziono go do szpitala

 

Policja podejrzewa, że bracia mogli zażywać dopalacze. Być może później, doszło między nimi do bójki, a w narkotycznym amoku brat zamordował brata. Dokładne śledztwo pomoże wyjaśnić okoliczności zdarzenia, jednak już teraz, niezależnie od nich, widać jak na dłoni, że sprawa jest bardzo mroczna.

 

Jeśli to dopalacze, to kto sprzedał tą substancję młodym chłopakom? Czy podobnie jak w Trzebiatowie[ZOBACZ:  Wrzaski jak z EGZORCYSTY. Tak cierpieli zatruci dopalaczami w Trzebiatowie] dojdzie tam do fali zatruć nieznaną substancją?

 

rmf24.pl/ o2.pl