zabił andżelikę i trzymał w wersalce zwłoki

Lublin: udusił Andżelikę, ciało posypał proszkiem. SPAŁ z nią przez MIESIĄC po morderstwie!

Sam o sobie mówi, że należy mu się dożywocie. 47-letni Artur S. spędził 15 lat w więzieniu za zamordowanie ojca swojej konkubiny. Ledwo wyszedł z więzienia, znowu zabił- tym razem 24-letnią Andżelikę.

 

Artur poznał Andżelikę K. w barze niedaleko mieszkania, które wynajął. Postawił jej kilka drinków i zaprosił do siebie do domu. Andżelika widocznie dobrze czuła się w jego towarzystwie, bo postanowiła u niego zamieszkać.

 

Mieszkańcy kamienicy wspominają ich jako dobrze dobraną parę. Ona była piękna, a on trzymał ją za rękę i obiecywał, że kupi zakład kosmetyczny.

 

Prawda znana tylko tej dwójce była jednak mroczniejsza. Andżelika była narkomanką i alkoholiczką. Pod wpływem wpadała w szał i potrafiła paskudnie się awanturować. W czasie jednej z takich kłótni Artur nie wytrzymał. Chwycił ją za szyję i dusił póki nie przestała oddychać. Najpierw dusił gołymi rękami, potem kablem od żelazka.

 

Gdy skończył posypał ciało proszkiem do prania i schował do wersalki. Pozostał w mieszkaniu przez niemal miesiąc, żyjąc i śpiąc tuż obok zamordowanej przez siebie partnerki!

 

Tajemnicę odkrył dopiero zarządca kamienicy który po bezowocnych próbach ściągnięcia czynszu po prostu wszedł do mieszkania by je uprzątnąć i wynająć komuś innemu. Gdy zwrócił uwagę na posypaną proszkiem wersalkę i otworzył mebel dojrzał nogę z paznokciami pomalowanymi na czerwono. Od razu wezwał policję.

 

Służby nie miały problemu z odnalezieniem Artura S. Właśnie przed lubelskim sądem rusza jego proces. Podobno sam oskarżony prosił o dożywocie, nawet bez procesu. Czy sąd przychyli się do jego prośby?

 

fakt.pl / pixabay

poznań kamienicy ruiny

Poznań: odciął żonie GŁOWĘ i wysadził w powietrze pół kamienicy. Czy wyjdzie na wolność? Sąd podjął decyzję

Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską. 4 marca miał miejsce tragiczny wybuch gazu w jednej z budynków w Poznaniu. 5 osób zginęło, 20 osób zostało rannych. Wśród gruzów kamienicy odnaleziono ciało z odciętą głową, a śledczy ogłosili, że cała sprawa może być brutalnym morderstwem i bezwzględną próbą zatarcia śladów!

 

29 marca sąd wydał decyzję o 3 miesięcznym areszcie dla Tomasza J. Mężczyzna usłyszał zarzuty morderstwa, znieważenia zwłok i spowodowania częściowego zawalenia budynku mieszkalnego. Odmówił składania zeznań, więc śledczy przystąpili do żmudnej pracy zbierania dowodów, które pozwoliłyby go obciążyć przed sądem.

 

Czas mijał i pojawiła się groźba, że trzy miesiące aresztu nie wystarczą. Sąd musiał zadecydować, czy dotychczas zebrane dowody są wystarczające aby zatrzymać podejrzanego na dłużej.

 

Zdaniem poznańskiego sądu zebrany materiał wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo winy podejrzanego. Dodatkowo nie posiada on stałego miejsca zamieszkania i pracy na terenie Polski. Mógłby więc usiłować zbiec za granicę, a doświadczenie zebrane przez niego wcześniej w pracy poza Polską ułatwiłoby mu ukrycie się przed organami ścigania.

 

Sąd zwrócił też uwagę na podejrzenia, że Tomasz J. mógłby próbować mścić się na swoim 13-letnim synu, oraz na mężczyźnie, z którym jego żona zaczęła spotykać się na krótko przed tragedią. Jej zeznania złożone na początku 2018 roku wskazywały, że Tomasz J. dążył do zabicia syna.

 

W związku z tym sąd zadecydował o przedłużeniu aresztu do 23 września. Mimo wszystko mamy nadzieję, że ta sprawa szybciej znajdzie się na wokandzie, a zebrane dowody pozwolą bezspornie ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w feralny marcowy dzień na poznańskim Dębcu.

 

onet.pl/ foto: tvp info screenshot

pole, bliźniak zabił bliźniaka?

Działdowo: 17-latek ZAMORDOWANY na polu, obok leżał umierający brat bliźniak. Co tam się wydarzyło?

Ta sprawa jest bardzo tragiczna i jak na razie tajemnicza. Na polach wsi Jeglia niedaleko Działdowa w woj. warmińsko-mazurskim, odnaleziono zakrwawione zwłoki 17-letniego chłopaka. Niedaleko w ciężkim stanie leżał jego brat bliźniak. Jednak na jego ciele nie stwierdzono żadnych obrażeń. Co wydarzyło się w tym miejscu?

Ciało jednego z braci było pełne ran kłutych. W momencie, gdy został odnaleziony, już nie żył. Drugi bliźniak leżał kilka metrów dalej. Choć nie był ranny i na jego ciele nie odnaleziono żadnych śladów, jego stan był bardzo ciężki. Przewieziono go do szpitala

 

Policja podejrzewa, że bracia mogli zażywać dopalacze. Być może później, doszło między nimi do bójki, a w narkotycznym amoku brat zamordował brata. Dokładne śledztwo pomoże wyjaśnić okoliczności zdarzenia, jednak już teraz, niezależnie od nich, widać jak na dłoni, że sprawa jest bardzo mroczna.

 

Jeśli to dopalacze, to kto sprzedał tą substancję młodym chłopakom? Czy podobnie jak w Trzebiatowie[ZOBACZ:  Wrzaski jak z EGZORCYSTY. Tak cierpieli zatruci dopalaczami w Trzebiatowie] dojdzie tam do fali zatruć nieznaną substancją?

 

rmf24.pl/ o2.pl

tirówki i zwłoki przy trasie

 Przyjechali na tirówki. W lesie obok parkingu dokonali MAKABRYCZNEGO odkrycia!

To bardzo tajemnicza sprawa, która być może nie wyjaśni się prędko. Na wysokości miejscowości Tchórzew na Lubelszczyźnie, na trasie Lublin – Białystok, dwóch mężczyzn dokonało wstrząsającego odkrycia. Przy parkingu okupowanym przez tirówki  odnaleźli rozkładające się ludzkie zwłoki.

 

Kilka dni temu dwóch mężczyzn zatrzymało się na parkingu, który jest dobrze znany każdemu, kto podróżuje tą trasą. Zazwyczaj bowiem przechadzają się po nim panie lekkich obyczajów, popularne tirówki.

 

Po krótkiej rozmowie z kurtyzanami, mężczyźni udali się w las. Tam, ku swemu przerażeniu natknęli się na stertę gałęzi spod których wystawała gnijąca noga. Czym prędzej wezwali więc policję.

 

Zwłoki, które przypadkowo odnaleźli znajdowały się w stanie zaawansowanego rozkładu. Nie było przy nich dokumentów, nie wiadomo więc kim jest denat. W ostatnim czasie w okolicy nikt też nie zaginął, dlatego ustalenie jego personaliów może być jeszcze trudniejsze.

 

Być może zwłoki należały do ofiary gangsterskich porachunków pomiędzy tymi, którzy roszczą sobie prawo do kontrolowania prostytutek na tym parkingu. Jednak tirówki odmawiają jakichkolwiek zeznań w tej sprawie.  Inna hipoteza zakłada, że jest to ofiara potrącenia, którą sprawca naprędce ukrył w lesie.

 

Jedyny trop dla śledczych to jak na razie ubranie, które miały na sobie zwłoki. Podobno może ono wskazywać na to, że zamordowany pochodził z zagranicy. Czy jednak w dobie sklepów internetowych jest to poszlaka warta wzięcia pod uwagę?

 

pobocze, agresja drogowa, wypadek, droga, policja

TORTUROWALI małe dziecko, zwłoki wyrzucili na pobocze. Wpadli przypadkiem po 31 LATACH!

To potwierdza, że nie ma zbrodni doskonałej. W 1987 roku Francuzi żyli sprawą „męczennicy z A10”. Tak nazwano zmasakrowane zwłoki kilkuletniej dziewczynki, które ktoś wyrzucił na pobocze tej autostrady. Przez wiele lat nie było żadnych śladów, które mogłyby naprowadzić na sprawców. Aż do teraz.

 

Zwłoki dziewczynki odnaleziono niedaleko Blois. Ślady wskazywały na to, że przed śmiercią ktoś bardzo długo znęcał się nad nią. Sprawa wstrząsnęła opinią publiczną, a policja za punkt honoru postawiła sobie odnalezienie brutalnych sprawców.

 

Jednak sama motywacja to za mało. Przez lata nie udało się znaleźć niczego, co mogłoby wskazać winnych. Nie pomogły powtarzające się co jakiś czas apele policji, ani publikowanie rysopisu dziewczynki w mediach.

 

Przełom w sprawie nastąpił niespodziewanie w 2017 roku. W związku z rozbojem zatrzymano młodego mężczyznę. Po pobraniu od niego materiału genetycznego okazało się, że… jest to brat anonimowej ofiary z 1987 roku! Śledztwo nabrało rozpędu.

 

Policjanci wkrótce dotarli do rodziców zatrzymanego mężczyzny i postawili im zarzut morderstwa. Obecnie zwyrodnialcy mają ponad 60 lat, ale mimo to mogą spodziewać się bardzo surowej kary. Policja nie chce na razie ujawniać żadnych szczegółów na temat tego kim są. Wiemy jedynie, że lada dzień zasiądą na ławie oskarżonych.

 

Być może dzięki ich zeznaniom anonimowy grób dziecka przestanie takim być. Czy potencjalni sprawcy zechcą opowiedzieć jaka mroczna tajemnica stoi za wydarzeniami z 1987 roku?

 

o2.pl/ foto: pixabay

ziemniaki

Sadził ziemniaki na polu swojej partnerki. Nagle dokonał MAKABRYCZNEGO ODKRYCIA  

Pewien mężczyzna mieszkający we wsi Luzino na Syberii dokonał makabrycznego odkrycia pracując na polu należącym do swojej 60-letniej partnerki. Sadząc ziemniaki wykopał w pewnym momencie ludzkie szczątki. Historia, która opowiedziała mu partnerka mrozi krew w żyłach.

Mężczyzna sadzący ziemniaki najpierw natrafił na czaszkę. Lecz wraz z dalszym przekopywaniem pola znajdował coraz więcej kości. Poinformował o tym swoją partnerkę, a zarazem właścicielkę pola. Ta miała dla niego wstrząsającą i krótką radę zarazem: ma się nie przejmować, bo to tylko szczątki jej byłego męża!

 

Kobieta doradziła mu by zapomniał o sprawie. Mężczyzna jednak nie posłuchał i zgłosił sprawę na policję. Wtedy na jaw wyszedł mroczny sekret jego drugiej połowy.

 

21 lat wcześniej kobieta zamordowała swojego męża. Doszło do tego po tym, jak pijany mąż wrócił do domu i dotkliwie ją pobił. Kobieta zadała mu cios siekierą w głowę, a następnie poćwiartowała zwłoki i zakopała na swoim polu.

 

Sprawę bada specjalna komisja śledcza, która zrekonstruuje przebieg zdarzenia. Służby wykopały też pozostałe szczątki zamordowanego mężczyzny. Kobiecie grozi maksymalnie 10 lat więzienia.

 

wprost.pl/ foto: pixabay

foka, foki

ROZPRUŁ JEJ BRZUCH i wrzucił do morza. Kolejna martwa foka odnaleziona nad polskim wybrzeżem. Kim jest tajemniczy morderca?

To nie pierwszy tego typu przypadek nad Bałtykiem. Pod koniec maja na plaży w Gdyni turyści natrafili na dwie martwe foki, uduszone i obciążone cegłami. Trzy dni potem znaleziono fokę Helenkę z roztrzaskaną czaszką. Wyłowiona wczoraj foka miała rozpruty brzuch. Ktoś umyślnie morduje te zwierzęta.

Czwartą martwą fokę odnaleziono w wodach Zatoki Puckiej, trzy mile od brzegu. Wprawdzie nie była ona podopieczną miejscowego fokarium, tak jak foka Helenka, którą ledwo co wypuszczono na wolność, to i tak udało się ustalić jej wiek.

 

Czwarta zabita foka była najprawdopodobniej zwierzęciem urodzonym w tym roku. Specjaliści są pewni, że do jej śmierci także przyczynił się człowiek. Niestety ze względu na daleko posunięty rozkład, przeprowadzenie dokładnej sekcji zwłok nie było możliwe.

 

Pozostaje niewiadomą, kim jest sprawca i dlaczego dopuszcza się tak bestialskich czynów? Sprawa została zgłoszona policji, lecz jak na razie nie udało się natrafić na trop foczego mordercy.

 

 

policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Podlasie: miała być za granicą, a jej ZWŁOKI odnaleziono zawinięte w dywan! Tajemnica sprzed 7 lat rozwiązana?

Rodzina utrzymywała, że Krystyna A. nagle, z dnia na dzień, wyjechała za granicę. Spaliła za sobą mosty i zerwała kontakty. Choć wydawało się to niemożliwym, a jej mąż trafił do aresztu, nie było żadnych dowodów na obalenie tych zeznań. Nagle, po siedmiu latach sytuacja zmieniła się – odnaleziono zwłoki zawinięte w dywan!

 

Wlekącą się przez lata sprawę prowadziła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku, oraz policjanci z Bielska Podlaskiego, gdzie mieszkała Krystyna A. Przez wiele lat nie udało się ustalić żadnych szczegółów o losie zaginionej.

 

Dwa lata temu do aresztu z zarzutem zabójstwa trafił mąż Krystyny. Jednak policjanci nie mieli najważniejszego dowodu – ciała. Dlatego po kilku tygodniach mężczyzna opuścił areszt.

 

Jednak w ostatnich dniach nastąpił przełom w sprawie. W głębi jednego z lasów odnaleziono zwłoki zawinięte w dywan. Musiały leżeć zakopane w lesie od kilku lat. Sekcja zwłok, oraz dokładne badania potwierdziły tożsamość ofiary – to była Krystyna A.!

 

Z wyników sekcji zwłok wynikało, że kobieta została pchnięta nożem. W związku z tym niespodziewanym odkryciem funkcjonariusze znowu zapukali do drzwi mieszkania jej męża. Mężczyzna po raz kolejny trafił do aresztu z zarzutem zabójstwa, ale wszystko wskazuje na to, że tym razem tak szybko się nie wywinie.

 

Podejrzany nadal nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, a także odmówił składania zeznań. Czy po tylu latach uda się bezspornie odwieść, że to on jest mordercą? To już w rękach prokuratury, a następnie sądu.

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ policja

zbrodnia

Świdnica: to miała być ZBRODNIA DOSKONAŁA. Zabrakło kilku minut, aby plan się ziścił

Policjanci ze Świdnicy odebrali jeden z najdziwniejszych telefonów w ostatnich latach. Skontaktowała się z nimi osoba podająca się za siostrę pewnego 54-letniego mężczyzny, który tego dnia miał zostać skremowany w zakładzie pogrzebowym. Kobieta twierdziła, że został zamordowany. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić ten trop i co ciekawe – to byłaby zbrodnia doskonała, gdyby nie szybka reakcja! 

 

28-letni Mariusz W. pokłócił się ze swoim 54-letnim ojcem. Zbrodnia rozpoczęła się od sprzeczki o papierosy. Ojciec miał być agresywny, wyzywał swojego syna. Ten nie wytrzymał – uderzył go w głowę i dusił poduszką. 54-latek zmarł.

 

Mariusz W. raczej nie planował takiego obrotu spraw – spanikowany zadzwonił do przyjaciela informując o swoim czynie. Powiedział, że szybko skremuje ciało ojca. Jednak jego przyjaciel nie zamierzał puścić tego mimo uszu, ani przyłożyć ręki do tego planu– nagrał rozmowę i skontaktował się z ciotką Mariusza W., siostrą zamordowanego.

 

To ona zgłosiła sprawę na policję. Stróże prawa przybyli na miejsce w ostatniej chwili i zatrzymali przygotowaną już kremację. Tym samym uratowali najważniejszy dowód w tej tajemniczej sprawie – zwłoki.

 

Sprawa jest niejasna z kilku powodów – przede wszystkim jak to możliwe, że Mariusz W. uzyskał akt zgonu, w którym lekarz stwierdził śmierć z przyczyn naturalnych?

 

Lekarz przybył do mieszkania, obejrzał zwłoki, po czym wystawił kartę zgonu. Wynika z niej, że przyczyna zgonu jest nieznana, natomiast brak w tym przypadku działania osób trzecich – powiedziała stacji TVN24 prokurator Katarzyna Rusinek.

 

Na niekorzyść mężczyzny świadczy też fakt, że kremacja miała się odbyć w niespełna 24 godziny po śmierci. Teraz prokuratura sprawdzi, czy tak szybki termin nie był próbą zatarcia śladów. Mariusz W. został już aresztowany, a za morderstwo grozić mu może nawet dożywocie.

 

wprost.pl/foto: screenshot/ youtube