skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Lublin: z wódką i amfetaminą biegł NAGO do dziewczyny. Chciał jej udowodnić, że…

Człowiek z miłości potrafi zrobić wiele głupot. Jednak to, co wyczyniał ten mężczyzna to już gruba przesada. Gdy zatrzymali go policjanci, od razu wiedzieli, że coś jest nie tak. Szybko wyszło na jaw, o co chodzi w tym całym „happeningu”.

 

Niemal całkowicie nagi mężczyzna biegł raźno po Alei Tysiąclecia w Lublinie we wtorek o poranku. Zatrzymał go patrol drogówki – w końcu nie codziennie widzi się faceta w samej czapce i butach, oraz z reklamówką w ręku!

 

Mężczyzna nie był zbyt komunikatywny i funkcjonariusze od razu domyślili się, że jest pod wpływem narkotyków. Podejrzenia okazały się trafne – miał przy sobie 3 gramy amfetaminy, butelkę alkoholu i sporą ilość gotówki.

 

Szpitalne badania potwierdziły, że był pod wpływem amfetaminy. Zidentyfikowano go jako 33-letniego Artura K., który na co dzień pracuje za granicą. Zatrzymał się w Lublinie w dworku przy Siennej, a zakupiwszy użytki postanowił pogalopować do pewnej kobiety, której zamierzał dać dowody miłości!

 

Zamiast do ukochanej trafił do aresztu. Odpowie za posiadanie niedozwolonych substancji. Wcześniej mężczyzna był już karany za takie przestępstwo. Grozi mu do 3 lat odsiadki.

alkoholu

Władze zadecydowały – w nocy ALKOHOLU NIE KUPISZ! OD 24 do 6 rano sklepy z zakazem sprzedaży trunków

Kolejne miasta korzystają z furtki, którą daje nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Radni w Tychach przegłosowali właśnie zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach od 24 do 6 rano.

 

Ustawa daje możliwość, aby samorządy same określały strefy z zakazem sprzedaży alkoholu lub jego czasowe ograniczenia. Na Śląsku z tego prawa skorzystał już Bytom, teraz jego śladem idą Tychy. W Katowicach trwają konsultacje społeczne.

 

Zakaz nocnej sprzedaży będzie obowiązywał na terenie całego miasta. Wprowadzono też limity w ilości zezwoleń na sprzedaż trunków oraz na ich spożywanie w miejscach sprzedaży.

 

Czy zakaz rozwiąże jakiekolwiek problemy? Naszym zdaniem nie. Historia już niejednokrotnie pokazywała, że ograniczenia w sprzedaży alkoholu są pożywką dla różnych nielegalnych działań i dla pomysłowości samych ludzi. Zamiast rozwiązania problemu może pojawić się kilka nowych. A poza tym, lepsza od zakazów jest edukacja!

kluczy, nożem, policjant, policjanta, zgwałcić, torturowali, wandal, policja, przestępca, areszt, złodziej, 94-letnią staruszkę. pobiła

Chciał ZGWAŁCIĆ 94-letnią staruszkę. Z napastnika stał się OFIARĄ – takiego obrotu spraw się nie spodziewał!

Do szokującego zdarzenia doszło w jednej z małopolskich miejscowości. Dla dobra niedoszłej ofiary i jej rodziny policja nie podaje dokładnej lokalizacji. 94-letnią staruszkę omal nie spotkał przerażający los. Na szczęście starsza pani zachowała tyle siły, że wszystko skończyło się dla niej dobrze.

 

Wszystko zaczęło się od tego, że jej syn zaprosił do domu dwóch kolegów. Panowie siedzieli, gaworzyli i spożywali alkohol. Gdy gospodarz spotkania wyszedł na moment z domu, jego 57-letni gość postanowił wykorzystać moment.

 

Udał się do pokoju, gdzie przebywała 94-letnia mama gospodarza i usiłował ją zgwałcić. Kobieta jednak nie była łatwym łupem. Głośnym krzykiem i butelką Amolu przegoniła napastnika tłukąc go po głowie!

 

Zszokowany niedoszły gwałciciel tak się przeraził, że od razu pognał do domu. Kobieta zaalarmowała swojego syna, a ten policję. Funkcjonariusze znaleźli winnego w jego domu.

 

Prokurator nie zdecydował się na zatrzymanie mężczyzny w areszcie. Wyznaczył mu dozór policyjny i zakaz zbliżania się do kobiety. Skoro tak, to może całe zdarzenie nie miało aż tak dramatycznego przebiegu jak przedstawiała kobieta? Wydaje się, że gdyby wina podejrzanego nie ulegała wątpliwości, trafiłby za kratki w oczekiwaniu na proces. Tak czy siak, teraz grozi mu od 2 do 12 lat więzienia. A gdy wieść po wsi się rozniesie – to być może nawet gorsze konsekwencje! Co dokładnie spotkało 94-letnią staruszkę wykaże postępowanie sądowe.

 

radiozet.pl

kibice, kibole, zakopane, skoki narciarskie

„To nie są wspaniali kibice tylko KIBOLE” – gorzkie słowa syna legendy polskich skoków o zawodach w ZAKOPANEM!

Przez wiele lat wszyscy jednogłośnie zachwycali się kibicami skoków narciarskich. Obok fanów siatkówki i piłki ręcznej byli oni stawiani jako przeciwwaga do krwiożerczych kiboli piłki nożnej. Okazuje się jednak, że kibole są już wszędzie. Niektórzy zaczynają krytykować nawet spokojnych kibiców naszych skoczków. Dlaczego?

 

Piotr Marusarz, syn Stanisława Marusarza, wybitnego polskiego skoczka narciarskiego udzielił wywiadu dla portalu eurosport.interia.pl. Głównym tematem była jego walka o utrzymanie sali-muzeum, która na Wielkiej Krokwi im. Stanisława Marusarza jest poświęcona właśnie jego ojcu – patronowi skoczni.

 

Jednak większym echem odbiją się zdecydowanie słowa pana Marusarza o kibicach, którzy przybywają na zawody do stolicy polskich Tatr. A ma o nich jak najgorsze zdanie.

 

„Na Wielkiej Krokwi jesteśmy otoczeni kibolami. Takimi samymi, jak na meczach piłki nożnej. To jest coś strasznego i niewyobrażalnego.”

 

– mówi Piotr Marusarz i jako przykład podaje widok jaki zastał przed niedzielnym konkursem skoków:

 

„przechodziłem obok pustych butelek po wódce oraz wokół śmieci. To naprawdę nie są wspaniali kibice. Tak to wygląda w rzeczywistości.”

 

Szybko wychodzi, że pan Piotr po prostu nie jest zwolennikiem „nowoczesności” i tęskni za dawnymi czasami. Krytykuje np. spikera, który zagrzewa publiczność do zabawy przez cały czas trwania zawodów:

 

„Każe tym ludziom kucać, wstawać lub wyskakiwać, czyli kompletnie bzdurne rzeczy. Po prostu robi się z tego cyrk. Nie jest to kibic narciarski, który przychodził 20-30 lat temu na skoki, żeby podziwiać wyczyny wszystkich zawodników. Aktualny kibic w większości przychodzi po to, żeby się drzeć, trąbić i pić wódkę.”

 

Najbardziej bolesna jest jednak konkluzja, jakże typowa dla wielu Polaków. Nagle okazuje się bowiem, że tylko nasi kibice robią „syf”, nie to co Austriacy w Innsbrucku czy Niemcy w Garmisch-Partenkirchen. Tam jest „inaczej”.

 

Czy naprawdę atmosfera na skokach narciarskich poszła  w tak złą stronę? Czy ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, był w Zakopanem i podzieli się z nami własnymi odczuciami? A może byliście także na zawodach poza granicami kraju i możecie je porównać z naszymi?

 

Wydaje nam się, że głos Piotra Marusarza to po prostu głos człowieka starej daty, który nie odnajduje się w dzisiejszej rzeczywistości. I nie jest to absolutnie coś, co należy krytykować, czy wyszydzać. Ot, różnica pokoleń.

 

eurosport.interia.pl

wódki

CO ZA STRATA! Skradziono NAJDROŻSZĄ FLASZKĘ WÓDKI NA ŚWIECIE! Nie była ubezpieczona, choć kosztowała grube MILIONY! [VIDEO]

Historia jest o tyle smutna, co śmieszna. Okazuje się bowiem, że butelka wódki wartej ponad milion dolarów… nie była ubezpieczona, a dodatkowo została wypożyczona do baru, z którego ją skradziono!

 

Jak to możliwe, że butelka wódki RussoBaltique kosztuje 1,3 miliona dolarów? To proste i jasne, jeśli weźmiemy pod uwagę z czego wykonana jest sama butelka – 3 kilogramy złota, 3 kilogramy srebrna i diamentowa inkrustacja! Sam trunek i jego jakość w tej sytuacji schodzi na plan dalszy!

 

Flaszkę skradziono z baru Cafe 33 w Kopenhadze. Żeby było jeszcze ciekawiej – policja nie wie na razie, czy złodziejaszek do baru włamał się, czy drzwi otworzył kluczem! Na pewno jednak doskonale wiedział, po co przyszedł – baru zniknęła tylko ta jedna butelka, spośród aż 1300 innych!

 

Właściciel baru musi być załamany – wódka nie była ubezpieczona, a dodatkowo nie należała do niego! Wypożyczył mu ją pewien rosyjski biznesmen.

 

Jeśli „rosyjski biznesmen” zastosuje rosyjskie metody dochodzenia swoich strat, to biada szefowi baru! Niewątpliwie jednak jest też winien sam sobie, jeśli mając tak drogi trunek nie ubezpieczył go przed kradzieżą lub zniszczeniem.

 

Najciekawszą kwestią pozostaje oczywiście tożsamość złodzieja. Kto i na czyje zlecenie dokonał tak zuchwałej kradzieży? Aby to ustalić, musimy poczekać na działania duńskiej policji.

 

Oto jak na monitoringu wyglądała brawurowa kradzież:

Znana GHOSTWRITER sama stała się BOHATERKĄ dramatu! Pozwoliła by jej SYNOWI…

Melissa Robitille z Vermont prowadzi blog, na którym opisuje siebie jako autora, redaktorkę i ghostwriter. Znana księgarnia Amazon określa ją jako „fantastycznego pisarza”.

Tym razem jednak 41-letnia Robitille sama stała się bohaterką dramatu – została uznana winną zabójstwa jej syna i skazana na 15 lat więzienia, a jej partner 3 lata.

 

Syn Melissy – Isaac był niepełnosprawny – miał rozszczepione podniebienie, był niewidomy i nie miał uszu. Tego tragicznego dnia zrobił się „marudny” i ktoś wlał mu do butelki wódkę.

 

Początkowo Walter Richters i Robitille, którzy tego dnia byli z dzieckiem obwiniali się nawzajem za umieszczenie w pokarmie wódki, wtedy gdy chłopiec – wówczas 13-letni – okazywał złość. Richters, który sam pił alkohol i grał w gry na komputerze, zapytał czy może dać dziecku wódki. Matka się zgodziła! 

Jak się potem okazało, w organizmie chłopca dawka alkoholu była dwukrotnie większa niż dopuszczalne normy i w efekcie dziecko zmarło, podczas gdy dorośli spali – będąc także pod wpływem alkoholu.

 

Podczas rozprawy w Sądzie Najwyższym Vermont Robitille powiedziała:

Wierzyłam, że wódka może Isaacowi spać.

 

Wcześniej na blogu pisała o synu:

To jest szczęśliwy mały chłopiec, kocha matematykę, przytulanie, pocałunki i swojego psa

 

Podczas rozprawy Melissa Robitille załamała się.

 

ms, źródło: http://news.sky.com

 

WYPIJMY za zdrowie. Tylko CZYM? Przeczytaj, jakie alkohole wybierają POLACY?

Statystyczny Polak w 2016 roku wypił aż 99 litrów piwa (!), 7 litrów wina, 5 litrów wódki, 2,3 litra likierów i smakowych napojów alkoholowych oraz 0,7 litra whisky.
Popularność piwa to zapewne zasługa stosunkowo niskiej ceny, jednak w 2016 wzrosło także spożycie alkoholi z „wyższej” półki tj. wódek premium i whisky, których sprzedaż zwiększyła się odpowiednio o 11 i o 15 %.

Czy nas to cieszy? I tak i nie.

Tak, bo Polska zajmuje chlubne czwarte miejsce jeśli chodzi o produkcję wódki na świecie, tworzy także pośrednio i bezpośrednio 100 000 miejsc pracy. Z drugiej strony, czy cieszyć może wzrost spożycia alkoholu…?

 
na podst. danych przygotowanych przez Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy

Wódka w proszku nie dla Polaka

Alkohol w proszku nie będzie dostępny w Polsce. Wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas zapowiada, że resort uczyni wszystko, aby tzw. palcohol nie trafił legalnie na polski rynek – pisze „Gazeta Polska Codziennie”.

Jak informuje „Gazeta Polska Codziennie”, alkohol w proszku jest już dostępny od ubiegłego roku między innymi w Stanach Zjednoczonych. Proszek wystarczy rozpuścić w odpowiedniej ilości wody.

Wiceminister Pinkas jest przekonany, że wprowadzenie alkoholu w proszku z pewnością pogłębiłoby problemy związane ze spożyciem alkoholu w kraju.

Z kolei Krzysztof Brzózka, dyrektor Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, zwraca uwagę, że produkt ten ułatwiłby jeszcze bardziej dostęp do napojów alkoholowych.

— Napój alkoholowy można by sporządzić wszędzie, w domu, na wycieczce czy na imprezie masowej – powiedział Brzózka.

Oczywiście pan minister i urzędas zawsze wiedzą lepiej, co jest dla kogo dobre.

Katarzyna B.