17-latek

17-latek chciał zrobić sobie SELFIE na dachu POCIĄGU! Teraz leży w SZPITALU…

Młodzież ma coraz to nowsze pomysły. Jeden 17-latek chciał zrobić sobie selfie na dachu pociągu. Niestety, skończyło się to dla niego tragicznie. Teraz leży w szpitalu.

Do zdarzenia doszło w hiszpańskim mieście Coslada w Hiszpanii. 17-latek wspiął się na dach pociągu, znajdującego się obok terminalu towarowego Renfe. Gdy chciał zrobić sobie zdjęcie, dotknął głową przewodów przebiegających nad torami i spadł z pojazdu. 

[ZOBACZ: ODCHODZI legenda programu „Jaka to melodia?”! „Dziękuje, że byliście ze mną”]

Chłopak spadł pomiędzy dwa wagony, co mogło delikatnie zneutralizować upadek. Na miejscu zjawiły się służby ratunkowe, a chłopak przez cały czas był przytomny. Trafił do szpitala w La Paz. Władze placówki podają, że mimo tego, że chłopak jest świadomy, jego stan określany jest jako „poważny”. 

źródło: wprost

rosyjskiego wspinacza relacja

WSTRZĄSAJĄCA relacja uratowanego rosyjskiego alpinisty: „Przeraźliwie krzyczałem, ale…”

Emocje związane z brawurową akcją ratowniczą na zboczach Latok I (7145 m n.p.m. ) dopiero zaczynają opadać. Ocalono życie rosyjskiego wspinacza Aleksandra Gukowa, który przez sześć dni był uwięziony na wysokości 6200 metrów bez sprzętu alpinistycznego.

 

 

Gukow opowiedział o śmierci swojego wspinaczkowego partnera Siergieja Głazunowa:

 

Próbowaliśmy z moim przyjacielem, młodym, ale bardzo odważnym, 26-latkiem. Próbowaliśmy zdobyć szczyt, ale wiedziałem, że przez pogodę nie damy rady. Brakowało może 50 metrów. Gdy schodziliśmy, on próbował się zakotwiczyć. Widziałem to, bo byłem na górze, a on na dole. Możliwe, że zerwał się zaczep i on spadł razem z nim. Czekałem pod szczytem może pół godziny, rozpaczliwie krzycząc: Siergiej, Siergiej, czy wszystko w porządku? Jednak nikt nie odpowiadał. Zamontowałem zaczep, opuściłem się na linie i odkryłem, że spadł. Byłem sam, miałem jedynie dwie liny, jednak nie miałem uprzęży, gdyż wszystkie były przy nim.

 

Gukow cały czas przebywa w pakistańskim szpitalu w Rawalpindi, jego stan lekarze określają jako stabilny. Czy po wyzdrowieniu wróci do wspinaczki? Odpowiedzi na to pytanie być może nie zna sam zainteresowany.

polizał go pies, stracił kończyny

Polizał go pies, STRACIŁ RĘCE, NOGI i czeka go wiele operacji! Niewyobrażalny pech

48-letni Greg Manteufel cieszył się zawsze dobry zdrowiem i znany był jako miłośnik zwierząt, szczególnie psów. Wygląda na to, że to właśnie miłość do czworonogów i potężny pech sprawiły, że spotkała go wielka tragedia.

 

Na początku miesiąca Greg trafił do szpitala z podejrzeniem grypy. Jednak objawy zaczęły wkrótce się nasilać, a dodatkowo jego kończyny zaczęły zmieniać kolor na czarny. Na jego ciele pojawiały się kolejne krwiaki i wkrótce lekarze odkryli, że przyczyną tego stanu rzeczy jest bardzo groźna bakteria.

 

Nazywa się ona capnocytophaga i występuje w ślinie psów i kotów. Nie jest zazwyczaj groźna dla ludzi, atakuje raczej tych z osłabioną odpornością. Zakażenie się tą bakterią może doprowadzić do wielu powikłań, m.in. zapalenia wsierdzia, opon mózgowych i posocznicą. W wypadku Grega było jeszcze gorzej!

 

Infekcja spowodowała tak mocne obniżenie ciśnienia krwi mężczyzny, że niedokrwione kończyny zaatakowała martwica. Lekarze musieli amputować mu ręce i nogi. Istnieje też sporo ryzyko, że nos, uszy i kilka innych części ciała, które dotknęła infekcja mogą wymagać operacji plastycznych.

 

Rodzina zbiera już fundusze na dalsze leczenie mężczyzny i obiecuje, że będzie go wspierać w walce o wyzdrowienie i odzyskanie możliwie dużej sprawności. Ale czy po czymś takim można się jeszcze podnieść? Mocno trzymamy kciuki, aby tak właśnie było!

narkotyki, wanną, egipcjanin

Suwałki: pod wanną policjanci dokonali MAKABRYCZNEGO odkrycia. Winna 18-letnia dziewczyna!

Gdy do suwalskiego szpitala zgłosiła się 18-letnia młoda kobieta z krwotokiem z miejsc intymnych, lekarze od razu wiedzieli, że coś jest nie tak. Zaalarmowana policja przeszukała mieszkanie dziewczyny i potwierdziła mroczne przypuszczenia.

 

Lekarze, którzy przyjęli do szpitala dziewczynę byli wręcz pewni, że musiała niedawno urodzić. Jednak do niczego się nie przyznawała, ani nie było przy niej dziecka. Wezwali więc policję, która miała sprawdzić jej miejsce zamieszkania.

 

W jednym z bloków w Suwałkach, w mieszkaniu należącym do rodziców dziewczyny, dokonano szokującego odkrycia. Pod wanną znaleziono zwłoki noworodka. Dopiero wtedy dziewczyna przyznała się, że urodziła dziecko w wannie i zaraz po porodzie zabiła.

 

Prokuratura zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok noworodka. Dziewczynie postawiono już zarzuty, grozi jej 5 lat więzienia. Sąd zdecydował o dozorze policyjnym i zabronił jej wyjeżdżać z kraju.

 

To kolejne tego typu zdarzenie w ostatnim czasie. I jak zwykle pojawia się pytanie: czy naprawdę wokół siebie dziewczyna nie miała ani jednej osoby, która zauważyłaby co się święci i nie odwiodła od tak dramatycznej decyzji?

pająk

Niewielki pająk ugryzł ją w nogę. Skończyło się jak w HORRORZE!

Pewna kobieta z Arkansas w USA miała niewiarygodnego pecha. Ugryzł ją niewielki pająk, który jednak okazał się śmiertelnie groźny. Kobieta ma dużo szczęścia że żyje!

 

Zaczęło się bardzo niewinnie. Kobieta zauważyła ślady niewielkich ugryzień na dużym palcu stopy. Udała się do lekarza, który przepisał lek antyhistaminowy i odesłał ją do domu. Był to potężny błąd.

 

Kiara, bo tak miała na imię ofiara pająka, zauważyła po trzech dniach, że palec u nogi sczerniał. Od razu udała się po pomoc, a w szpitalu zadecydowano o amputacji gnijącego palca. Jednak i na to było już za późno – infekcja postępowała, a lekarze kawałek po kawałku musieli odcinać kobiecie fragmenty nogi.

 

Skończyło się na siedmiu zabiegach i amputacji powyżej kolana. Dopiero wtedy udało się opanowac infekcję. Udało się też poznać winowajcę tak potężnych problemów zdrowotnych – okazał się nim pustelnik brunatny, pająk osiągający zaledwie 2,5 cm długości. Jego jad może prowadzić do rozległej martwicy tkanek.

 

Pustelnik występuje przede wszystkim na południu Stanów Zjednoczonych i w Ameryce Środkowej, ale można go już także spotkać w cieplejszych rejonach Europy. Kiara miała wyjątkowego pecha – nie podjęto na czas odpowiedniego leczenia, a dodatkowo reakcja na jad w jej wypadku okazała się wyjątkowo silna.

 

Czy kobieta będzie mogła starać się o odszkodowanie? Gdyby lekarz pierwszego kontaktu nie zlekceważył jej, do tragedii być może by nie doszło.

 

o2.pl/ foto: wikipedia

WIELKIE OSTRZE przebiło jego brzuch! Mimo to, ten facet to prawdziwy SZCZĘŚCIARZ!

Potężne, 20-kilogramowe ostrze służące do zbierania siana wbiło się w plecy i przebiło na wylot brzuch 43-letniego Justina Firtha. Mężczyzna mimo wszystko może mówić o potężnym szczęściu!

Justin Firth ze stanu Idaho wykonywał prace budowlane wraz ze współpracownikami. W pewnym momencie na leżącego Firtha osunęło się wielkie ostrze, które bez problemu przebiło go na wylot!

 

Koledze z pracy wezwali pomoc, a sami palnikiem zaczęli odcinać feralną część, które wciąż przymocowane było do maszyny.

 

 

Po przewiezieniu do szpitala, lekarze rozpoczęli 4-godzinną operację, aby wyjąć ostrze i pozszywać zniszczone organy wewnętrzne. Dopiero wtedy okazało się jak wiele szczęścia miał Justin. Mimo przerażająco wyglądającego wypadku, żaden kluczowy organ wewnętrzny nie został uszkodzony na tyle, aby wywołać realne zagrożenie życia!

 

Chciałbym bardzo podziękować lekarzom i wszystkim, który pomogli mnie To mogło mnie od razu zabić. Ostrze mogło zmiażdżyć moją czaszkę lub uszkodzić inne narządy

– powiedział mediom.

 

Mężczyzna jeszcze w tym tygodniu wróci do domu! Lekarze uważają, że powinien wrócić do pełnego zdrowia. Co ciekawe, Justin… zamierza zabrać przyczynę swojego wypadku na pamiątkę. Ciekawe czy postawi je w salonie, czy powiesi na ścianie? A może Wy macie lepsze pomysły na upamiętnienie tego wypadku?

 

źródło rmf24.pl/ foto: screenshot/twitter.com

kręgosłupie, pomyłka, nerkę, staruszka, serca, serce, lekarze,

HORRENDALNA POMYŁKA na sali operacyjnej! Pacjentka 3 tygodnie umierała w męczarniach! Kto zawinił?

Po tego typu informacjach strach iść do szpitala. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że tym razem pomyłka nie wydarzyła się w Polsce, ale i tak jej skutki mrożą krew w żyłach i jeżą włosy na głowie. 28-letnia Rosjanka przechodziła operację w Uljanowsku. Niestety podano jej niewłaściwą kroplówkę.

 

Zamiast soli fizjologicznej, która miała dostarczyć jej elektrolitów i nawodnić organizm,  w jej żyły wpłynęła… formalina! Gdy lekarze i obsługa sali operacyjnej zorientowała się w pomyłce, było już za późno.

 

Kobietę przetransportowano do Moskwy, gdzie specjaliści usiłowali uratować jej zdrowie i życie. Niestety, po trzech tygodniach cierpień, kobieta zmarła 5 kwietnia. A w Rosji rozpętała się burza!

 

Dyrektor szpitala, w którym przeprowadzono operację zwolnił wszystkich, którzy brali w niej udział. Przekazał kondolencje rodzinie, a śledztwo wszczęte przez służby na wyjaśnić, kto konkretnie zawinił w tej sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że zarówno formalina jak i sól fizjologiczna znajdowały się w niemal identycznych pojemnikach.

 

Formalina to silny środek bakteriobójczy, toksyczny dla człowieka. Służy w medycynie nie tylko do przechowywania organów, ale również odkażania narzędzi, a także wypalania brodawek i cyst. Wprowadzona wprost do krwiobiegu może spowodować potężne spustoszenie. Jak to możliwe, że toksyczny środek znalazł się obok soli fizjologicznej i to dodatkowo w niemal takim samym opakowaniu?

 

o2.pl

świnoujście

Świnoujście: marynarz, który przypłynął z Afryki nie żyje, drugi trafił do szpitala. Sanepid w akcji. Czy to GROŹNY WIRUS?

Bardzo niepokojące sygnały docierają do nas z portu Świnoujście. Na statku, który przypłynął do Polski z Liberii doszło do tajemniczego zachorowania. Marynarz z Filipin został odwieziony do szpitala, jednak wkrótce zmarł, jego kolega przebywa w szpitalu. Wdrożono procedury sanitarno-epidemiologicze.

 

Stan marynarza z Filipin był bardzo ciężki już w momencie przewiezienia do szpitala. Mężczyzna został przetransportowany do szpitala przez innych marynarzy. Zasłabł i miał silny krwotok. Jeden z jego kolegów także nie czuł się najlepiej i przebywa obecnie w szpitalu w Szczecinie.

 

Sprawa jest dość tajemnicza, do akcji wkroczyła zarówno prokuratura jak i sanepid. Zmarły mężczyzna zostanie poddany sekcji zwłok, aby ustalić czy przyczyną śmierci nie był jakiś egzotyczny wirus.

 

Procedurami sanitarno-epidemiologicznym objęto pomieszczenia, w których przebywał pacjent jak i załogę szpitala. Miejmy jednak nadzieję, że mężczyzna nie zmarł z powodu jakiegoś agresywnego wirusa i nie dojdzie do żadnych dalszych zachorowań. Być może sprawa ta ma po prostu jakieś drugie dno, a wersja o nagłym zachorowaniu była po prostu najwygodniejsza i najbezpieczniejsza dla armatora lub załogi statku?

 

wp.pl/foto: screenshot/youtube.com/

 

choroba, szpital, łóżko, epidemia, gruźlicy

GROŹNA CHOROBA w Czechach, do akcji wkroczyli lekarze wojskowi! „Epidemia przyszła do nas z Ukrainy”

Czechy to kolejny kraj w naszym sąsiedztwie, który boryka się ze znacznym wzrostem ilości zachorowań na odrę. Choroba, o której zdążyliśmy już niemal zapomnieć znów wraca i zaczyna straszyć.

 

Szacuje się, że w Czechach jest około 150 chorych na odrę. Jedna z praskich klinik zamknęła swój oddział ratunkowy po tym, jak jej pracownik zaraził się tą chorobą od pacjenta. Braki kadrowe w czeskich szpitalach łatają lekarze wojskowi, którzy mają pomóc w walce z odrą.

 

Odnotowaliśmy duży wzrost zachorowań na odrę w naszym kraju. Myślę że na tym etapie możemy już użyć stwierdzenia, że mamy do czynienia z epidemią. Jest wiele przyczyn wzrostu zachorowań na odrę, jedną z nich jest spadek odporności wynikający z rosnących oporów przed szczepieniami. W całej Europie wzrósł odsetek zachorowań na odrę. Do nas epidemia przyszła z Ukrainy

 

– powiedział profesor Roman Prymula, czeski wiceminister zdrowia.

 

Przypomnijmy, że również w naszym kraju odnotowano już wzrost zachorowań na odrę. Od początku roku jest to ponad 60 przypadków, podczas, gdy w ubiegłych latach zgłaszano około 30-40 przypadków na cały rok. Podobnie jak u naszych południowych sąsiadów, odra przywędrowała do nas z Ukrainy, która walczy z potężnym wzrostem zakażeń. Choruje tam około 9 tysięcy osób.[ZOBACZ: Groźna choroba powróci do Polski? Na Ukrainie szaleje epidemia!] 

 

 

wprost.pl/ foto: pixabay