żywcem, tajniaków, sex shop

Spalił żywcem swojego kolegę za 10 złotych. Sąd w Łodzi wygłosił wyrok!

Sąd w Łodzi skazał na 25 lat więzienia Krzysztofa K., który spalił żywcem swojego znajomego. Ireneusz K. zmarł w okropnych męczarniach. Mężczyzna najpierw został polany łatwopalnym płynem, a następnie w jego kierunku wystrzelona została podpalona zapałka.

Znali się bardzo długo, pracowali ze sobą, uchodzili za dobrych przyjaciół. Co takiego musiało się stać, że Krzysztof okazał się tak bezwzględny, że podpalił Ireneusza? Z jego portfela zginęło 10 złotych. Mężczyzna podejrzewał, że to właśnie jego kolega ukradł mu pieniądze. Do całej sytuacji doszło pod śmietnikiem na jednym z łódzkich osiedli. Najpierw doszło do szamotaniny, a następnie działy się już tylko gorsze rzeczy. Krzyk, który słyszeli mieszkańcy był przerażający – w końcu płonął człowiek. Pana Ireneusza udało się dosyć szybko ugasić, lecz poparzenia były tak mocne, że nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Można powiedzieć, że przyjaciel spalił przyjaciela żywcem. Krzysztof K. twierdził, że do podpalenia doszło przez przypadek, gdy zapalał papierosa. Sąd jednak mu nie uwierzył i postawił mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i wymierzył karę 25 lat pozbawienia wolności.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Policjantka pacyfikuje nożownika. Co za babeczka, tam można czuć się bezpiecznie!

 

Nie da się opisać tego, co się wydarzyło. Czy 10 złotych to na prawdę takie ogromne pieniądze, że można dla nich zabić? Coś strasznego…

źródło: se.pl

fot. ilustracyjna

Gdy zobaczyła, że SYNEK zrobił się SINY włożyła jego głowę do ZAMRAŻALNIKA! Dzięki temu uratowała mu ŻYCIE!

Niezwykłą odwagą i wiedzą wykazała się mama z Łodzi. Kiedy o 4 nad ranem obudził ją brzydki kaszel 2-letniego synka przeczuwała, że musiało się coś stać. Jej przypuszczenia okazały się słuszne, ponieważ kiedy weszła do pokoju, w którym spał maluch i zobaczyła jak wygląda wiedziała, że nie jest najlepiej. Początkowo wydawało jej się, że chłopiec (…) więcej na lalapalmala.pl

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

zabił Paulinę D.

Nowe, szokujące szczegóły zabójstwa  Pauliny D.: „Nie wyglądał jak ktoś, kto dopiero zabił”

Mijają już dwa tygodnie od odnalezienia zwłok Pauliny D. na Stawach Jana w Łodzi. 28-letnia kobieta była zaginiona od 20 października, kiedy to zniknęła po wyjściu z klubu. Teraz dowiadujemy się coraz więcej na temat tej przerażającej zbrodni.

Kobietę zamordował Gruzin, 39-letni Mamuka K. zadał jej kilka ciosów nożem w szyję. Zbrodnia miała miejsce w hostelu, w którym mieszkał Gruzin. Po wszystkim zapakował zwłoki Pauliny do dużej sportowej torby i zamówił taksówkę.

 

Taksówkarz, z którym jechał Mamuka wspomina, że miał ze sobą mnóstwo bagaży, w tym wielką torbę sportową. Tłumaczył, że skończył kontrakt w Polsce i wraca do domu. W okolicach Stawów Jana miał spotkać się z przyjacielem.

 

Klient sprawiał dobre wrażenie. Nie wyglądał jak ktoś, kto dopiero zabił

– wspomina taksówkarz.

 

 

ZOBACZ: Makabra: 10-latka zamordowała z zimną krwią niemowlę! Będzie sądzona jak dorosła?

 

 

 

Kurs odbył się już po zmroku. Gdy taksówkarz odjechał, Mamuka chwycił sportową torbę i ukrył niedbale zaledwie kilkanaście metrów dalej w zaroślach. Następnie wyruszył śpiesznie w kierunku ukraińskiej granicy.

 

O mordzie wiedziały co najmniej trzy osoby – dwóch Gruzinów i Białorusinka. Jeden z mężczyzn prawdopodobnie pomógł też mordercy w zacieraniu śladów.

 

fakt.pl/ foto:policja

rodzinna zaroślach, policja, oględziny, 18-latek

Co działo się z Pauliną Dynkowską po zaginięciu? Na jaw wychodzą makabryczne szczegóły!

W piątek po południu policja odnalazła zapakowane w torbę zwłoki, które najpewniej należały do zaginionej od 20 października kobiety. W sprawie zatrzymano już trzy osoby. Powoli poznajemy wstrząsające szczegóły na temat tego, co stało się z Pauliną Dynkowską po zaginięciu.

W sobotę rano kobieta wracała z imprezy. Około 6:30 wraz z Pauliną Dynkowską wyszedł jej kolega, jednak szybko zatrzymał się w jednym z lokali gastronomicznych. Ona poszła dalej – rejestrowały ją kolejne kamery na Piotrkowskiej.

 

Monitoring wychwycił też mężczyznę w wieku 40-50 lat, który wyglądał jakby obserwował Paulinę. Około 8 rano kamery zaobserwowały ich idących razem przez skrzyżowanie ulic Zielonej i Alei Kościuszki. Kolejne kamery nagrały ich o 8:19 w okolicach kamienicy przy ulicy Żeromskiego, w której mieszkała duża grupa imigrantów zarobkowych.

 

 

ZOBACZ: Gwałcili własne dzieci i oddawali je innym zboczeńcom! Zwyrodniała para z Krapkowic usłyszała śmieszny wyrok!

 

Policja nie ujawniła roli mężczyzny z monitoringu, ani tego czy to on jest wśród zatrzymanych. Mniej-więcej wiemy już jednak jaki los spotkał Paulinę. W mieszkaniu przy Żeromskiego, które policja wytypowała jako miejsce zbrodni, obchodzono się z nią niezwykle brutalnie. Na jej ciele znaleziono wiele śladów bicia, oraz rany kłute szyi.

 

Tego samego dnia jej zwłoki zapakowano w foliowy worek i niebieską sportową torbę, po czym wywieziono około 18 w rejon Stawów Jana. Torbę wyrzucono niedaleko ścieżki prowadzącej z Kosynierów Gdyńskich do Stawów Jana.

 

 

ZOBACZ: Chcieli rozprawić się z mitem przerażającej staruszki z lasu. Dokonali strasznego odkrycia! [VIDEO]

 

Dzisiaj prokuratura postawi trójce zatrzymanych – dwóm Gruzinom i Białorusince – zarzuty, a sąd zdecyduje o ich tymczasowym aresztowaniu. Osoby te miały wiedzieć o zbrodni i nie poinformowały służb. Morderca zaś jest wciąż na wolności!

 

ZOBACZ TAKŻE:

 

Łódź: makabryczny finał poszukiwań Pauliny Dynkowskiej. Zatrzymano troje IMIGRANTÓW, ale nie mordercę!

 

Łódź: trwają gorączkowe poszukiwania Pauliny Dynkowskiej. Co stało się z dziewczyną?

fakt.pl/ foto: łódzka policja/ twitter.com

pauliny dynkowskiej poszukiwania

Łódź: makabryczny finał poszukiwań Pauliny Dynkowskiej. Zatrzymano troje IMIGRANTÓW, ale nie mordercę!

Wczoraj około 15 policja otrzymała informację o dziwnym pakunku znalezionym w okolicy ulicy Kosynierów Gdyńskich. Po wstępnych oględzinach stwierdzono, że znajdują się w nim zwłoki ludzkie, które zidentyfikowano jako ciało Pauliny Dynkowskiej. W związku ze sprawą zatrzymano troje obcokrajowców.

Pakunek ze zwłokami Pauliny Dynkowskiej znajdował się przy Stawach Jana  – parku w Górnej Łodzi. Zatrzymani obcokrajowcy to dwóch Gruzinów w wieku 41 i 38 lat, oraz 44-letnia Białorusinka. Postawiono im zarzuty, o tym, że wiedziały o zbrodni, lecz nie poinformowały służb.

 

 

ZOBACZ: Łódź: trwają gorączkowe poszukiwania Pauliny Dynkowskiej. Co stało się z dziewczyną?

 

 

Według informacji przekazanych dzisiaj przez policję mord miał miejsce w jednej z kamienic przy ulicy Żeromskiego. Sprawca wciąż jednak wciąż jest na wolności. Pełna sekcja zwłok odbędzie się w poniedziałek 29 października. Jednak służby nie mają wątpliwości, że ciało należało do zaginionej 28-latki.

 

Kobieta wyszła z domu w ubiegły piątek wieczorem. Była ubrana w czarny płaszczyk i botki. Na Piotrkowskiej spotykała znajomych i całą noc spędziła  w klubie. W sobotni poranek zarejestrował ją jeszcze miejski monitoring. Przechodziła przez skrzyżowanie ulicy Zielonej i Alei Kościuszki. Tam ślad się urwał.

 

dzienniklodzki/wsieci24.pl/ foto: facebook

pauliny dynkowskiej poszukiwania

Łódź: trwają gorączkowe poszukiwania Pauliny Dynkowskiej. Co stało się z dziewczyną?

Od ubiegłej soboty służby i ochotnicy szukają 28-letniej Pauliny Dynkowskiej – mieszkanki Łodzi, która w sobotę o poranku widziana była po raz ostatni. Jak to możliwe, że w biały dzień, w okolicy ruchliwych ulic po prostu rozpłynęła się w powietrzu?

Kobieta wyszła z domu w piątek wieczorem. Była ubrana w czarny płaszczyk i botki. Na Piotrkowskiej spotykała znajomych i całą noc spędziła  w klubie. W sobotni poranek zarejestrował ją jeszcze miejski monitoring. Przechodziła przez skrzyżowanie ulicy Zielonej i Alei Kościuszki. Obok Pauliny Dynkowskiej poruszał się tajemniczy mężczyzna w wieku 40-50 lat.

 

Policja już do niego dotarła, ale ze względu na dobro śledztwa nie udziela żadnych dalszych informacji. Wiemy też, że służby wystąpiły o zapis rejestratorów z miejskich tramwajów, które przejeżdżały w okolicy. Z podobną prośbą zwrócono się także do kierowców aut.

 

Próbowaliśmy dotrzeć do wszystkich lokatorów, zdjęcia zaginionej pokazywaliśmy mieszkańcom i taksówkarzom, przeglądamy zapisy z kamer w tym rejonie miasta. Jeśli ktoś z kierowców posiada w samochodzie rejestrator, a w sobotę rano przejeżdżał w tym rejonie miasta, także prosimy o kontakt.

 

– mówi Marcin Fiedukowicz z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

 

 

ZOBACZ: Świętokrzyskie: zaginął jej brat. Zwłoki znaleziono upchnięte do walizki! Przerażająca sprawa

 

 

Policja prowadzi śledztwo w kierunku porwania. Nieoficjalne informacje podane przez „Super Express” mówią, że jeden z tropów wiódł do hostelu w centrum Łodzi. Mieszkańcy Starego Polesia opowiadali także, że policja bardzo dokładnie przeszukała wszystkie pustostany w okolicy. Wspominali też o grupie gruzińskich robotników, którzy rzekomo często zaczepiali w tym rejonie kobiety. Czy mają jakikolwiek związek ze sprawą?

 

Mamy nadzieję, że mimo upływającego czasu kobietę uda się znaleźć całą  i zdrową!

 

se.pl/ foto: facebook

na miejscu

Łódź: 20-letni Ukrainiec spowodował śmiertelny wypadek. Na miejscu zginęła 21-letnia kobieta [FOTO]

Do tragicznego wypadku doszło w środę w nocy w centrum Łodzi. Pijany 20-latek stracił panowanie nad autem i wypadł z drogi. Na miejscu zginęła podróżująca z nim 21-latka. 

Całe zajście zostało zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu. Widać na nim jak w pewnym momencie mężczyzna wypada z drogi i uderza w kamienicę. Auto odbija się od budynku i przelatuje na drugą stronę ulicy, gdzie zatrzymuje się na zaparkowanych samochodach. Policja aresztowała kierowcę, któremu nic się nie stało. Na miejscu zginęła jednak pasażerka 20-latka. 

 

 

Okazało się, że zatrzymany mężczyzna to pochodzący z Ukrainy student Uniwersytety Łódzkiego. Badanie alkomatem wykazało, że w chwili wypadku miał on we krwi prawie dwa promile alkoholu. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak zeznał 20-latek w noc wypadku miał on spożywać alkohol w jednym akademików. Wtedy zadzwoniła do niego koleżanka. Dziewczyna również była studentką i mieszkała w tym samym miejscu. 21-letnia Ukrainka poprosiła znajomego o podwózkę. Kobieta pracowała w centrum miasta. Do wypadku doszło, kiedy para wracała do akademika. Według wersji zatrzymanego w czasie jazdy miało dość między nimi do sprzeczki. Wtedy dziewczyna złapała za kierownicę, co doprowadziło do tego, że mężczyzna stracił kontrolę nad autem. Kobieta mimo reanimacji zmarła.

 

 

 

ZOBACZ:Genialny pomysł czy raczej zwykły bubel? Producent wprowadza na rynek spodnie dla tych co mają problemy ze wzdęciami

 

 

 

 

 

foto osp.pl / źródło tvn24.pl

animacji

Smutna rzeczywistość dla Misia Uszatka. Przyszła ,,pora na dobranoc’’, czyli komornik w muzeum animacji

Z pewnością wiele osób doskonale pamięta czasy, kiedy do snu układał nas Miś Uszatek, Kot Filemon czy Colargol. Jeszcze do niedawna figurki z bajek można było obejrzeć w Muzeum Animacji Se-Ma-For. Instytucja boryka się w poważnymi problemami finansowymi, a znajdujące się w niej eksponaty zajął komornik. 

Znajdujące się w Łodzi Muzeum Animacji jest zadłużone. Placówka jest winna łódzkiemu magistratowi niemal 270 tys. złotych. Dodatkowo muzeum zalega z opłatami za czynsz, które wynoszą prawie 200 tys. złotych. W związku z tym eksponaty z kultowymi postaciami z bajek zostały objęte egzekucją komorniczą. 

 

 

W ubiegłym w siedzibie muzeum pojawił się komornik. Zabezpieczono plany z animowanych filmów wyprodukowanych przez Se-Ma-For. Wiadomo, że postacie Misia Uszatka i Coralgola już opuściły instytucję.  

 

 

 

Próbę zachowania zbiorów urzędnicy podjęli w połowie września. Do prokuratury trafił wniosek możliwości popełnienia przestępstwa niewłaściwego zabezpieczenia zabytków.  W sprawie wszczęto postępowanie. Jednak nic nie wskazuje na to, aby udało się uratować eksponaty przed zajęciem przez komornika. 

 

 

 

 

ZOBACZ:Spektakularny wypadek . To zaskoczyło nawet strażaków [WIDEO]

 

 

 

 

foto youtube / źródło dzienniklodzki.pl

zwłoki babci w wersalce, wersalka, do wersalki

Łódź: zamordował ją, a zwłoki schował w wersalce. Czy wszystko widziało jej dziecko?

Prokuratura w Łodzi skierowała akt oskarżenia przeciwko 30-letniemu Arturowi W. Mężczyzna w sierpniu ubiegłego roku zamordował swoją 20-letnią współlokatorkę, a jej zwłoki ukrył w wersalce. Wielce prawdopodobne, że zbrodnię widział 2,5-letni synek kobiety.

W nocy z 14-15 sierpnia między Arturem a Kają doszło do kłótni. Mężczyzna zamordował ją przez uduszenie. Jak twierdzi oskarżony, dziecko kobiety z poprzedniego związku w tym czasie spało i niczego nie widziało. Jednak śledczy mają duże wątpliwości, co do jego wersji.

 

Przez całą noc i kolejny dzień Artur W. nie miał pewności, że kobieta nie żyje. Dopiero po kilkunastu godzinach zdecydował się związać kobietę, a na głowę założyć jej plastikowy worek, aby mieć pewność,nie przeżyje.

 

ZOBACZ:MASAKRA! Wyszła na spacer z dwoma ukochanymi PITBULLAMI, dzień później znaleziono jej ROZSZARPANE ZWŁOKI!  

 

Zwłoki schował w wersalce, którą przykrył inną wersalką. 2,5-letnie dziecko odwiózł do rodziny kobiety mieszkającej w Zduńskiej Woli. A potem usiłował zniknąć.

 

Przez kilka dni rodzice szukali Kai. Co ciekawe, jej zwłoki można było odkryć bardzo szybko – strażacy przez okno weszli do mieszkania i sprawdzili pomieszczenia. Nie wpadli jednak na to, aby sprawdzić dwie ułożone na sobie wersalki. Dlatego przekazali policji, że poszukiwanej nie ma w mieszkaniu. Dopiero po kilku kolejnych dniach na prośbę rodziny i dziennikarzy badających sprawę policja weszła do lokalu jeszcze raz. Wtedy ujawniono ciało Kai.

 

Artura W. złapano po kilka dniach w Koszalinie. O karze zadecyduje sąd. My zaś mamy nadzieję, że jeśli dziecko Kai cokolwiek widziało, to jego niski wiek uniemożliwi zapamiętanie traumatycznych przeżyć.

 

wprost.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne