córkę

Milioner oferuje fortunę temu kto ją poślubi jego córkę! Przyszłemu zięciowi stawia tylko jeden warunek!

Nietypowa oferta jaką złożył 58-letni milioner z Tajlandii zaskoczyła nawet jego córkę. Mężczyzna, chcąc zadbać o swoją pociechę, która nigdy nie miała chłopaka zaoferował fortunę temu, kto zostanie jej mężem. Kandydat musi spełniać jednak jeden podstawowy warunek. Arnon Rodthong zapowiedział, że będzie brał pod uwagę tylko takich adoratorów, którzy zgodzą się „ciężko pracować i sprawią, że jego córka będzie szczęśliwa”.

Potencjalny kandydat dostanie nie tylko córkę, która o planach taty dowiedziała się od przyjaciół, może również liczyć na równowartość miliona złotych i całego majątku , który Taj jest gotów na niego przepisać. Atrakcyjna 26-latka, która nie wstydzi się tego, że nadal jest dziewicą przyznała, że była mocno zdziwiona propozycją ojca, jednak dostrzega w niej nutę ironii i nie jest na niego zła.

 

 

 

58-latek, o którym zrobiło się również głośno w międzynarodowych mediach stwierdził, że chce uszczęśliwić córkę, a zarazem liczy na kogoś kto zajmie się jego biznesem. Taj ma ogromną plantację,na której uprawia duriany i chce żeby przyszły zięć kontynuował jego pracę i utrzymywał gospodarstwo. Rodthong zaznaczył również, że „nie chce żadnego filozofa ani nikogo z wykształceniem magistra. To wszystko”. 

 

 

 

źródła: o2.pl, foto youtube.com

3

Ojciec spalił 3-letnią córeczkę w aucie! W ten okrutny sposób chciał zamanifestować swoją (…)!

Przerażającej zbrodni dopuścił się 33-letni Martin Pereira z Nowego Jorku. Amerykanin z zimną krwią zamordował swoją 3-letnią córeczkę. Mężczyzna zamknął się z dziewczynką w aucie, a następnie je podpalił chcąc zginąć razem z nią w płomieniach. Zbrodnia miała być zemstą na byłej narzeczonej, a zarazem matce maleńkiej Zoey, która postanowiła się rozstać z mężczyzną.

Wersja wypadków które potoczyły się feralnego wieczoru była zupełnie inna niż ta jaką chwilę przed utratą przytomności podał Pereira. Oskarżony tłumaczył, że po wypadku uciekł z płonącego auta w ostatniej chwili i nie miał już szans na wyciągnięcie z auta 3-letniej córki. Zupełnie innego zdania są świadkowie i ludzie, którzy znają mężczyznę. Miał on w ten sposób zamanifestować swoją złość na byłej narzeczonej. Poparzenia jakim uległa dziewczyna okazały się śmiertelne. Mężczyzna również ucierpiał w pożarze i został ciężko ranny.

 

 

 

Póki co śledczy nie są w stanie przesłuchać 33-latka. Mężczyzna ma poparzone 70 procent ciała i znajduje się w śpiączce. Z relacji byłej narzeczonej Pereiry, Cherone Coleman wynika, że planował  popełnić rozszerzone samobójstwo. Chciał uśmiercić siebie i córeczkę, ponieważ nie godził się z decyzją sądu, która opiekę na dzieckiem przyznała matce. Kobieta nie spodziewała się, że 33-latek posunie się do tak potwornej zbrodni. Jeśli mężczyzna przeżyje czeka go proces i dożywotnie więzienie.

 

 

źródła: se.pl, youtube.com, foto youtube.com

 

 

zabawki

Te zabawki mogą zaszkodzić Twojemu dziecku. Niepokojące doniesienia!

Dożyliśmy czasów, kiedy nawet na zabawki trzeba uważać. Często stwarzają one zagrożenie dla nas, ale przede wszystkim dla naszych pociech. W popularnym polskim sklepie – Pepco, wykryto szkodliwe substancje chemiczne w zabawce „Pegaz z laleczką”.

Zabawka została natychmiastowo usunięta z dystrybucji a sprawą zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Konkretnie, chodzi o zabawkę konik Pegaz z laleczką o numerze 22004, opatrzoną kodem EAN 2619916000011. W zabawce wykryto przekraczającą dopuszczalne normy obecność ftalanu di(2-etyloheksylu) (DEHP). Pepco ostrzega, że używanie tej zabawki grozi zdrowiu człowieka i jeżeli się w nią zaopatrzyło, to doradza, aby zrezygnować z jej użytkowania – głównie ze względu na dzieci. W popularnym sklepie sprawę dogłębniej bada Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jak widać, nawet zabawki mogą zaszkodzić naszym pociechom.

 

ZOBACZ:[VIDEO] Kierowca Audi pokazał jak nie jeździć po rondzie! To co zrobił będzie mu się śniło po nocach!

 

Zdarzyło Wam się kupić zabawkę, przez którą coś dolegało dziecku? Jeżeli kupiliście tą konkretną, to sprawdźcie numer seryjny – koniecznie!

źródło: o2.pl

fot. pixabay.com

zbrodnia doskonała

Jeszcze kilka minut i byłaby to zbrodnia doskonała. Zapadł wyrok w sprawie bulwersującego morderstwa w Świdnicy

Policjanci ze Świdnicy odebrali w maju 2018 roku jeden z najdziwniejszych telefonów w ostatnich latach. Skontaktowała się z nimi osoba podająca się za siostrę pewnego 54-letniego mężczyzny, który tego dnia miał zostać skremowany w zakładzie pogrzebowym. Kobieta twierdziła, że został zamordowany. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić ten trop i co ciekawe – to byłaby zbrodnia doskonała, gdyby nie szybka reakcja! 

28-letni Mariusz W. pokłócił się ze swoim 54-letnim ojcem. Wszystko rozpoczęło się od sprzeczki o papierosy. Ojciec miał być agresywny, wyzywał swojego syna. Ten nie wytrzymał – uderzył go w głowę i dusił poduszką. 54-latek zmarł.

 

Mariusz W. raczej nie planował takiego obrotu spraw – spanikowany zadzwonił do przyjaciela informując o swoim czynie. Powiedział, że szybko skremuje ciało ojca. Jednak jego przyjaciel nie zamierzał puścić tego mimo uszu, ani przyłożyć ręki do tego planu– nagrał rozmowę i skontaktował się z ciotką Mariusza W., siostrą zamordowanego.

 

ZOBACZ: [VIDEO] Wstrząsające, nowe nagranie z katastrofy samolotu w Moskwie! Ta kobieta wyszła z maszyny jako ostatnia!

 

To ona zgłosiła sprawę na policję. Stróże prawa przybyli na miejsce w ostatniej chwili i zatrzymali przygotowaną już kremację. Tym samym uratowali najważniejszy dowód w tej tajemniczej sprawie – zwłoki.

 

Na podstawie zgromadzonych dowodów postawiono Mariuszowi W. zarzut zabójstwa, za co groziło mu dożywocie. Ale toczy się także odrębne postępowanie, dotyczące lekarza rodzinnego, który wystawił akt zgonu. Zapisał w nim, że przyczyna zgonu pozostaje nieznana, ale brak śladów świadczących o udziale osób trzecich.

 

Tymczasem sekcja zwłok wykazała coś zgoła innego. Dlatego poza aktem oskarżenia dla sprawcy, śledczy badali udział lekarza w zacieraniu śladów zbrodni. Czy było to zaniedbanie, czy celowe działanie? Starają się też ustalić, czy członkowie rodziny w tym nie pomagali.

 

Ostatecznie sąd skazał Mariusza W. za zabójstwo z zamiarem ewentualnym na 11 lat więzienia.

wprost.pl/foto: screenshot/ youtube

ojciec

ZAPŁAKANY 6 latek sam w górach! Gdy jego OJCIEC zaczął TO robić, uciekł. Tylko on ocalał

Na policję zgłosiła się grupa turystów. Przyprowadzili na posterunek 6 latka, który płakał i był umorusany ziemią. Chłopiec opowiedział straszną historię o tym, co zrobił jego ojciec.

Hiszpańska policja odnalazła w jednej z jaskiń na Teneryfie ciało 39-letniej kobiety i jej 10-letniego syna. Zbrodni miał dokonać ojciec dziecka. Na jego trop naprowadził funkcjonariuszy młodszy syn podejrzanego.

 

ZOBACZ TEŻ: [VIDEO] TEN SZYMPANS bawi się Instagramem! Sądzisz, że robi to GORZEJ od Ciebie?

 

Na Tenerifie, na  policję zgłosiła się grupa turystów. Przyprowadzili ze sobą 6-letniego chłopca. Spotkali go, zapłakanego i pobrudzonego ziemią, na szlaku górskim w pobliżu Adeje . Dziecko próbowało opowiedzieć im coś po niemiecku.  Nikt go jednak nie rozumiał.  Zaprowadzono go na posterunek. Tam jeden z okolicznych mieszkańców pomógł chłopcu porozumieć się z funkcjonariuszami.

Sześciolatek powiedział policjantom, że ojciec zaprowadził jego, jego brata oraz matkę do jaskini, a następnie zaczął ich bić. Chłopiec, kiedy zobaczył krew, przestraszył się i uciekł. Potem błąkał się górach przez kilka godzin.

 

Niemal 100 policjantów, członków gwardii cywilnej i straży pożarnej poszukiwało 39-letniej Niemki i jej 10-letniego syna. Użyto dwóch śmigłowców i psów tropiących. Poszukiwania właściwej jaskini zajęło służbom kilka godzin. W końcu jednak natrafiono na ciała dwóch osób w jaskini około 20 km od Adeje. Nie jest jasne, jak zginęli, ale ze wstępnych ustaleń wynika, że zostali pobici na śmierć.

 

W związku ze zbrodnią funkcjonariusze zatrzymali 43-letniego Niemca, męża Niemki, z którym ta była w separacji.

 

Źródło: Gazeta.pl

Fot. Pixabay

dokuczał

[VIDEO]Dokuczał innym dzieciom w szkolnym autobusie. Ojciec wymierzył mu karę, którą zapamięta do końca życia!

10-letni syn Bryan’a Thorrnhill’a z USA sprawiał w ostatnim czasie wiele problemów. Chłopiec dokuczał kolegom i koleżankom w czasie jazdy do szkoły autobusem. Przez swoje naganne zachowanie dostał zakaz podróżowania z innymi dziećmi na 3 dni. Ojciec 10-latka postanowił dać nauczkę swojemu synowi, żeby już nigdy nie krzywdził rówieśników. Kara jaką wymyślił podzieliła Internautów, jednak okazała się bardzo skuteczna.

Prze kolejne 3 dni drogę do szkoły chłopiec musiał pokonywać biegając, z ciężkim plecakiem. Tuż za nim samochodem jechał jego tata. Mężczyzna nie ugiął się nawet wtedy, gdy padał deszcz.  Bryan opublikował nagranie wraz z komentarzem, gdzie wyjaśnia co zrobiło jego dziecko i jak dużych problemów sobie narobiło. Chłopiec nie dość, że został wyrzucony z autobusu to otrzymał kilkudniowy zakaz podróżowania nim. Tata przyznał, że nie toleruje takiego zachowania i ma nadzieję, że maluch już nie będzie dokuczał.

 

 

 

Droga do szkoły wynosi 1,5 kilometra, a kara trwała szkolny tydzień. Mężczyzna przyznał, że dzięki temu iż syn poczuł ból na własnej skórze nauczył się szacunku dla innych. 5-dniowy karny marszobieg przyniósł spodziewane efekty, a zachowanie 10-latka uległo poprawie, o czym poświadczyli sami nauczyciele. Bryan uważa, że w niektórych sytuacjach powinniśmy pokazywać twardą rękę, ponieważ dzieci w dzisiejszych czasach „tego potrzebują”.

 

 

źródła: dailymail.co.uk, youtube.com foto youtube.com

[VIDEO] Nie było go stać na posiłek, więc oddał dziecko w zastaw!!!

Do sieci wpłynęło szokujące nagranie z Chin. Ojciec oddał dziecko w zastaw restauracji, miał odebrać córkę następnego dnia. Niestety nie pojawił się i o sprawie została poinformowana policja.

Na nagraniu widzimy mężczyznę w restauracji i wałęsające się za nim dziecko. W pewnym momencie rozlega się wielki płacz, a mężczyzna wychodzi z lokalu.

 

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna skonsumował posiłek jednak nie miał pieniędzy żeby za niego zapłacić. Nie myśląc długo postanowił zostawić 2-letnią córką w zastaw i wrócić po nią następnego dnia – ale już z pieniędzmi. „Zostawię ją tu w zastaw. Wrócę jutro już z pieniędzmi.”

 

Roztrzęsiona dziewczynka zaczęła płakać, ale uspokoiła się gdy właściciel restauracji ją nakarmił. „Posadziliśmy dziewczynkę w kuchni i daliśmy jej butelkę mleka sojowego.”

 

Pracownicy restauracji poinformowali o incydencie policję. Ojciec znalazł się po jakimś czasie – był zszokowany tym, że właściciel restauracji poinformował o sprawie służby. Mężczyzna udał się na policję żeby odebrać przebywającą tam 2-latkę. Zanim została mu wydana musiał wysłuchać o funkcjonariuszy „surowy wykład”.

 

Zobacz też: Nosisz brodę? Prawdopodobnie pies nosi mnie zarazków od ciebie

Źródło: youtube @The AIO Entertainment, storypick
Żródło zdjęcia: youtube @The AIO Entertainment

ciężarną

Jaki ojciec taki syn. Pijany 17-latek z Rzeszowa wiózł swojego pijanego ojca samochodem

Gdy słyszymy o takich historiach, to zastanawiamy się kto jest bardziej nie odpowiedzialny – ojciec czy syn? Pijany 17-latek z Rzeszowa wiózł swojego pijanego ojca samochodem. Mężczyzna nie miał nic przeciwko, żeby odwiózł go potomek. Dodatkowo uciekali jeszcze przed policją. Uwagę policji zwrócił biały nissan, który ruszył ze świateł z piskiem opon.

Funkcjonariusze postanowili zatrzymać samochód. Jednak mężczyźni – ojciec i syn nie zamierzali się zatrzymywać i zaczął się szaleńczy pościg. W pewnym momencie auto osiągnęło prędkość 130 km/h jadąc przez miasto. Pościg zakończył się na Alei Powstańców Warszawy. Okazało się, że za kierownicą siedział pijany 17-latek, który miał 1,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jego ojciec miał dokładnie 1 promil więcej. Dodatkowo, parę chwil wcześniej rodzinka zatankowała samochód na jednej ze stacji i postanowiło, że nie zapłaci. Skończyło się tak, że ojciec trafił na izbę wytrzeźwień, syn pod opiekę matki, a auto na parking policyjny. 7-latkowi grozi odpowiedzialność za kierowanie w stanie nietrzeźwości i niezatrzymanie się do kontroli, za co grozi do 5 lat więzienia. Sprawa kradzieży paliwa będzie rozpatrywana w oddzielnym postępowaniu.

 

ZOBACZ:Kulminacja ataków nożowników w Warszawie. W ich wyniku nie żyje dwóch mężczyzn, a poważnie ranny ksiądz trafił do szpitala

 

To się panowie dorobili ciekawych wrażeń. Zamiast wrócić jak ludzie do domu, to postanowili jechać pijani. Na szczęście policja ich złapała i być może więcej się to nie powtórzy. Dobrze, że nikt nie ucierpiał.

źródło: fakt.pl fot. ilustracyjne