ojciec

Podkarpacie: Makabryczny finał wesela! Ojciec pana młodego nie żyje, a kilkanaście osób trafiło do szpitala bo (…)!

Niezwykle dramatycznie zakończyło się przyjęcie weselne w jednym z lokali gastronomicznych na terenie powiatu niżańskiego (Podkarpacie). W wyniku zatrucia bakterią salmonelli śmierć poniósł 71-letni ojciec pana młodego, a 17 gości z oznakami zatrucia pokarmowego wylądowało w pobliskich szpitalach. Do starszego mężczyzny, który bardzo źle się poczuł wezwano karetkę. Niestety jego życia nie udało się uratować.

Ojciec pana młodego zmarł w szpitalu w poniedziałek. Ku zaskoczeniu wszystkich sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną jego śmierci był zawał serca. Rodzina mężczyzny podważa wyniki autopsji i jest przekonana, że to niemożliwe. Bliscy są niemal pewni, że 71-latek zmarł w wyniku zatrucia salmonellą, ponieważ badania potwierdziły ją w organizmach innych gości.

 

 

 

 

 

Tragedia rozegrała się w ubiegłą sobotę, podczas wesela, które odbyło się małej miejscowości na Podkarpaciu. Po kilku godzinach imprezy goście zaczęli uskarżać się na problemy żołądkowe i kiepskie samopoczucie. Aż 17 z nich, w tym ojciec pana młodego z oznakami zatrucia salmonellą trafiło do szpitala. Z informacji podanych przez lokalnych dziennikarzy wynika, że lokal w, którym zorganizowano uroczystość funkcjonuje na co dzień jako kwiaciarnia.

 

ZOBACZ TAKŻE:Zamiast ślubu ze snów żałoba. Panna Młoda zmarła pod samym kościołem

 

źródła: fakt.pl, foto pixabay.com

ziemię

Podkarpacie: Kupił ziemię do wyrównania terenu działki. Kiedy zaczął ją rozgrzebywać dokonał makabrycznego odkrycia!

Przerażającego odkrycia dokonał mężczyzna z podkarpackiej miejscowości Trzcinica. Dokonał on zakupu gruzu i ziemi, które miały mu posłużyć do wyrównania terenu pod działkę. Kiedy załadunek, który przyjechał na wywrotce został wysypany we wskazane miejsce mężczyzna zaczął rozgrzebywać ziemię. Wtedy ku swojemu zdumieniu odkrył, że oprócz kawałków gruzu znajdują się tam kawałki zmurszałej trumny, ludzkie szczątki i medalik.

Przerażony o swoim odkryciu powiadomił policję. Sprawą zajęła się podkarpacka prokuratura, a szczątki zostały zabezpieczone do badań. Śledczy wyjaśniają, że natrafili na duże fragmenty dobrze zachowanych ludzkich kości. Póki co nie wiadomo skąd one pochodzą, ponieważ w okolicy nie odnotowano żadnego przypadku zbezczeszczenia grobów. Mundurowi ustalają również od jakiej firmy mężczyzna nabył ziemię.

 

ZOBACZ:Sprzątał cmentarz kiedy usłyszał krzyki dochodzące z pobliskiego grobu. Po jego rozbiciu ukazał się przerażający widok!

 

Póki co nie wiadomo do kogo należą szczątki znalezione w ziemi i gruzie, które zamówił mieszkaniec Trzcinicy. Według wstępnych analiz wynika, że są to szczątki kobiety, która została pochowana 30-40 lat temu. Śledztwo jakie prowadzą podkarpaccy policjanci ukierunkowane ku możliwości znieważenia bądź zbezczeszczenia miejsca spoczynku. Sprawą priorytetową jest również ustalenie skąd i kto wziął ziemię, którą rozsypano na działce w Trzcinicy.

 

ZOBACZ TAKŻE:Dwie nastolatki POZOWAŁY NA CMENTARZU I ZNIEWAŻYŁY GROBY! Usłyszały już zarzuty

 

źródła: fakt.pl, foto pixabay.com

jelenia

Napadł rowerzystę i zmasakrował mu twarz cegłą. Szokująca zbrodnia na Podkarpaciu

To miała być zwykła, rekreacyjna, niedzielna przejażdżka. 66-letni mieszkaniec Dębicy wybrał się w okolice przysiółka Grabiny-Rędziny, który słynie z pięknych, sielskich widoków i dobrych tras rowerowych. Niestety na swojej drodze spotkał bezwzględnego mordercę, który prawdopodobnie bez żadnego powodu zmasakrował go cegłą. 

Zwłoki znaleziono w minioną niedzielę wieczorem w zaroślach nieopodal ścieżki rowerowej. Jak relacjonują świadkowie, których zeznania przytacza portal fakt24.pl, twarz rowerzysty była zupełnie zmiażdżona. Wszystko wskazuje na to, że napastnik bardzo długo bił swoją ofiarę cegłą, a następnie wrzucił zwłoki w krzaki.

 

 

ZOBACZ TEŻ: Polak zawstydził włoskie więzienie. Czegoś takiego nie dokonał nikt od 100 lat!

 

Policja szybko ustaliła, że prawdopodobnym podejrzanym jest 30-letni mieszkaniec Kolbuszowej. Jednak jak na razie nikt nie ma pojęcia, dlaczego doszło do tak potwornego zdarzenia. Nic nie świadczy o tym, żeby ofiara i napastnik kiedykolwiek wcześniej się spotkali. Dlaczego więc wydarzyło się tak krwawe i okrutne przestępstwo? To będą teraz wyjaśniać śledczy.

 

fakt.pl/ foto: policja/zdjęcie ilustracyjne

alkomat

Policjanci zatrzymali go do kontroli! Kiedy dmuchnął w alkomat przecierali oczy ze zdziwienia!

Takiego wyniku w ogóle się nie spodziewali. Policjanci, którzy przyjechali na stację paliw w miejscowości Wola Cicha na Podkarpaciu byli w szoku, kiedy kontrolowany przez nich kierowca dmuchnął w alkomat! 44-latek został powstrzymany przed dalszą jazdą przez innego kierowcę, który podejrzewał, że jest pijany. Mężczyzna zabrał mu kluczyki i zadzwonił po policję.

Przypuszczenia co do stanu trzeźwości 44-latka potwierdziły się. Policjanci, którzy po kilku minutach pojawili się na stacji poprosili go by dmuchnął w alkomat! Ku ich kompletnemu zaskoczeniu kiedy kierowca to zrobił w alkomacie zabrakło skali! Mężczyzna został przewieziony na komendę, gdzie sprawdzono go ponownie. Badanie wykazało, że miał 4,15 promila alkoholu.

 

 

 

Mężczyzna od początku wzbudził wiele podejrzeń, ponieważ kierowca, który jechał za nim i zabrał mu kluczyli przyznał, że 44-latek jechał wręcz środkiem drogi. Kierowca na promilach nie dość, że stracił prawo jazdy, to za swoje alkoholowe wybryki za kierownicą będzie się tłumaczyć przed sądem.

 

 

 

źródła: fakt.pl, foto pixabay.com

 

 

zwłoki na słupie

Podkarpacie: wstrząsające odkrycie policjantów. Na słupie energetycznym wisiały zwłoki

Przerażającego odkrycia dokonali w sobotę 20 lipca policjanci w Nienadówce w powiecie rzeszowskim. Na słupie wysokiego napięcia natknęli się na powieszone zwłoki. Trwają czynności identyfikacyjne, a media spekulują, kim mógł być denat. 

Wiadomość o zwłokach służby otrzymały w sobotę po południu. Na miejscu pojawili się technicy i prokurator, którzy przeprowadzili oględziny zwłok i zabezpieczyli je do dalszych badań.

 

ZOBACZ TEŻ: Ten mężczyzna jest kierowcą szkolnego autobusu. Dzieci na widok jego twarzy często moczą się ze strachu!

 

Policja nie potwierdziła jak na razie tożsamości zwłok. Media podejrzewają, że może być to zaginiony 21-letni student Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa. Młody mężczyzna chorował na cukrzycę i nie miał przy sobie leków. W tym momencie jednak mundurowi są bardzo wstrzemięźliwi i sami czekają na wyniki sekcji zwłok i ich identyfikacji.

 

tvp.info/ wprost.pl/ foto: pixabay

7

Ojciec przez 7 lat więził i gwałcił swoją córkę! Wyrok jaki dostał nie mieści się w głowie!

Mieszkańcy maleńkiej wsi Ubieszyn położonej między Tryńczą i Sieniawą w województwie podkarpackim nie kryją swojego zdziwienia wyrokiem jaki otrzymał Stanisław K. Mężczyzna miał przez siedem lat krzywdzić i gwałcić swoją córkę. Sąd skazał go za to na 7 lat więzienia, początkowo wyrok był zdecydowanie niższy, jednak po ponownym rozpatrzeniu sprawy  przez Sąd Apelacyjny kara została zmieniona.

Mimo wszystko wiele osób nie kryje swojego rozczarowania decyzją sądu. Według mieszkańców Ubieszyna kara nie jest współmierna do zbrodni jakiej dopuścił się mężczyzna. Sprawa zapewne jeszcze długo nie wyszłaby na światło dzienne gdyby nie pokrzywdzona dziewczynka. Dziecko wyjawiło sąsiadom, że przez 7 lat była regularnie gwałcona przez swojego ojca. Początkowo nikt jej nie wierzył. Dopiero policyjne śledztwo potwierdziło, że dziewczynka mówiła prawdę.

 

 

 

Ojciec dziecka został zatrzymany i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok zbulwersował wiele osób i w wyniku apelacji został zwiększony o kolejne 2 lata. Prócz tego mężczyzna musi zapłacić swojej córce tytułem zadośćuczynienia 30 tysięcy złotych. Dostał też zakaz zbliżania się do dziecka na odległość co najmniej 50 metrów.

 

 

 

źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

lesie

[VIDEO]Podczas spaceru w lesie natknął się na coś obrzydliwego! Pełzający sznur okazał się (…)!

O tym, że przyroda jest fascynująca przekonał się leśniczy z Nadleśnictwa Cisna (woj.podkarpackie). Mężczyzna spacerował po lesie w godzinach pracy kiedy jego oczom ukazał się dziwnie, wręcz  dla niektórych obrzydliwie wyglądający biały, wijący się sznur. Zaciekawiony leśnik podszedł bliżej zaskakującego zjawiska i wtedy mógł zobaczyć czym to tak naprawdę było.

Pełzający po lesie sznur był niczym innym jak skumulowanymi ze sobą larwami muchówki, ziemiórki pleniówki. Co było celem ich wędrówki, nie wiadomo. W przeszłości krążył przesąd, że wijący się pleń to zwiastun samych nieszczęść tj jak wojna, czy głód. Pleń osiąga długość jednego metra i pojawia się w wilgotnym, mocno zacienionym miejscu.

 

 

 

 

W pełzającym warkoczu może znajdować się nawet kilkaset tysięcy małych, białych larw, które w skupisku wyglądają wręcz odrażająco i mogą odstraszyć ludzi o słabszych nerwach. Póki co nie wiadomo w jaki sposób powstaje to zjawisko i na czym polega wędrówka larw. Według wielu ekspertów droga jaką przemierzają larwy muchówki jest bezcelowa i nie ma większego sensu.

 

Pleń się pleni po Bieszczadach

Podleśniczy Jarek z Krzywego nagrał takie niesamowite "cuś". Wiecie co to jest? To pleń czyli pełznąca masa, złożona z tysięcy maleńkich larw muchówki z gatunku ziemiórki pleniówki. Pleń jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, a przyczyna wędrówki larw do dziś nie została poznana.

Gepostet von Nadleśnictwo Cisna Lasy Państwowe am Mittwoch, 26. Juni 2019

 

źródła: fakt.pl, facebook.com foto facebook.com

7

Podkarpacie: Ojciec przez siedem lat gwałcił swoją córkę! Wyrok jaki dostał nie mieści się w głowie!

Mieszkańcy maleńkiej wsi Ubieszyn położonej między Tryńczą i Sieniawą w województwie podkarpackim nie kryją swojego zdziwienia wyrokiem jaki otrzymał Stanisław K. Mężczyzna miał przez siedem lat krzywdzić i gwałcić swoją córkę. Sąd skazał go za to na 7 lat więzienia, początkowo wyrok był zdecydowanie niższy, jednak po ponownym rozpatrzeniu sprawy  przez Sąd Apelacyjny kara została zmieniona.

Mimo wszystko wiele osób nie kryje swojego rozczarowania decyzją sądu. Według mieszkańców Ubieszyna kara nie jest współmierna do zbrodni jakiej dopuścił się mężczyzna. Sprawa zapewne jeszcze długo nie wyszłaby na światło dzienne gdyby nie pokrzywdzona dziewczynka. Dziecko wyjawiło sąsiadom, że przez 7 lat była regularnie gwałcona przez swojego ojca. Początkowo nikt jej nie wierzył. Dopiero policyjne śledztwo potwierdziło, że dziewczynka mówiła prawdę.

 

ZOBACZ:Ciągłe gwałty i aborcja wieszakiem. To co zrobił jej dziadek nie mieści się w głowie!

 

Ojciec dziecka został zatrzymany i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok zbulwersował wiele osób i w wyniku apelacji został zwiększony o kolejne 2 lata. Prócz tego mężczyzna musi zapłacić swojej córce tytułem zadośćuczynienia 30 tysięcy złotych. Dostał też zakaz zbliżania się do dziecka na odległość co najmniej 50 metrów.

 

 

 

źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

 

córeczką, krwią, ścianą, rowerzystę, rodzinna impreza, szpitala, zemsta, policji, wódkę, policja, łódź, stłuczka kolizje

Krosno: 25-latka przez kilkanaście dni mieszkała z martwą córeczką. Co wydarzyło się w mieszkaniu?

25-letnia Natalia W. przez dwa tygodnie przebywała w mieszkaniu ze swoją martwą córeczką, 13-miesięczną Amelką. Gdy policjanci zdecydowali się wejść do środka, odór rozkładających się zwłok czuć było już na klatce schodowej. Co tak naprawdę wydarzyło się w czterech ścianach?

Natalia W. wprowadziła się z córeczką do mieszkania przy ul. Czajkowskiego na krótko przed tragedią. Rozstała  się ze swoim mężem, z którym przestało układać jej się po narodzinach Amelki. Jej bliscy wspominają, że nie chciała od nikogo żadnej pomocy, nie pozwalała mężowi zajmować się dzieckiem, ani go widywać. Wszyscy myśleli, że kobieta przechodzi depresję poporodową.

 

ZOBACZ: Poszedł do Aquaparku, po kilku dniach zmarł w męczarniach. To mogło spotkać każdego

 

4 maja 2018 roku ojciec dziecka widział je po raz ostatnie. Wystąpił do sądu o ustalenie terminów spotkań, ale gdy wypadał termin kolejnego Natalia nie otworzyła mu drzwi. Nie wiadomo, co działo się w mieszkaniu w tym czasie.

 

Po kilkunastu dniach do środka weszli policjanci. Zastali martwą Amelkę, której ciałko znajdowało się już w stanie rozkładu, a jej matka była skrajnie wycieńczona. Trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywa do dzisiaj.

 

Kobiecie postawiono zarzut, że „w okresie od 4 maja do 14 maja 2018 r. działając w zamiarze bezpośrednim, dokonała zabójstwa małoletniej A.W. w nieustalony sposób”. Prokuratura czeka teraz na wyniki dodatkowych badań zwłok dziewczynki, ponieważ wciąż nie wiadomo dlaczego zmarła.

 

Dodatkowo nie też jeszcze opinii biegłych nt. stopnia poczytalności Natalii W. w momencie dokonywania zbrodni. Jeśli zostanie uznana za niepoczytalną, to uniknie odpowiedzialności, a jedynie może zostać skierowana do zakładu zamkniętego.

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne