7

Ojciec przez 7 lat więził i gwałcił swoją córkę! Wyrok jaki dostał nie mieści się w głowie!

Mieszkańcy maleńkiej wsi Ubieszyn położonej między Tryńczą i Sieniawą w województwie podkarpackim nie kryją swojego zdziwienia wyrokiem jaki otrzymał Stanisław K. Mężczyzna miał przez siedem lat krzywdzić i gwałcić swoją córkę. Sąd skazał go za to na 7 lat więzienia, początkowo wyrok był zdecydowanie niższy, jednak po ponownym rozpatrzeniu sprawy  przez Sąd Apelacyjny kara została zmieniona.

Mimo wszystko wiele osób nie kryje swojego rozczarowania decyzją sądu. Według mieszkańców Ubieszyna kara nie jest współmierna do zbrodni jakiej dopuścił się mężczyzna. Sprawa zapewne jeszcze długo nie wyszłaby na światło dzienne gdyby nie pokrzywdzona dziewczynka. Dziecko wyjawiło sąsiadom, że przez 7 lat była regularnie gwałcona przez swojego ojca. Początkowo nikt jej nie wierzył. Dopiero policyjne śledztwo potwierdziło, że dziewczynka mówiła prawdę.

 

 

 

Ojciec dziecka został zatrzymany i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok zbulwersował wiele osób i w wyniku apelacji został zwiększony o kolejne 2 lata. Prócz tego mężczyzna musi zapłacić swojej córce tytułem zadośćuczynienia 30 tysięcy złotych. Dostał też zakaz zbliżania się do dziecka na odległość co najmniej 50 metrów.

 

 

 

źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

lesie

[VIDEO]Podczas spaceru w lesie natknął się na coś obrzydliwego! Pełzający sznur okazał się (…)!

O tym, że przyroda jest fascynująca przekonał się leśniczy z Nadleśnictwa Cisna (woj.podkarpackie). Mężczyzna spacerował po lesie w godzinach pracy kiedy jego oczom ukazał się dziwnie, wręcz  dla niektórych obrzydliwie wyglądający biały, wijący się sznur. Zaciekawiony leśnik podszedł bliżej zaskakującego zjawiska i wtedy mógł zobaczyć czym to tak naprawdę było.

Pełzający po lesie sznur był niczym innym jak skumulowanymi ze sobą larwami muchówki, ziemiórki pleniówki. Co było celem ich wędrówki, nie wiadomo. W przeszłości krążył przesąd, że wijący się pleń to zwiastun samych nieszczęść tj jak wojna, czy głód. Pleń osiąga długość jednego metra i pojawia się w wilgotnym, mocno zacienionym miejscu.

 

 

 

 

W pełzającym warkoczu może znajdować się nawet kilkaset tysięcy małych, białych larw, które w skupisku wyglądają wręcz odrażająco i mogą odstraszyć ludzi o słabszych nerwach. Póki co nie wiadomo w jaki sposób powstaje to zjawisko i na czym polega wędrówka larw. Według wielu ekspertów droga jaką przemierzają larwy muchówki jest bezcelowa i nie ma większego sensu.

 

Pleń się pleni po Bieszczadach

Podleśniczy Jarek z Krzywego nagrał takie niesamowite "cuś". Wiecie co to jest? To pleń czyli pełznąca masa, złożona z tysięcy maleńkich larw muchówki z gatunku ziemiórki pleniówki. Pleń jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, a przyczyna wędrówki larw do dziś nie została poznana.

Gepostet von Nadleśnictwo Cisna Lasy Państwowe am Mittwoch, 26. Juni 2019

 

źródła: fakt.pl, facebook.com foto facebook.com

7

Podkarpacie: Ojciec przez siedem lat gwałcił swoją córkę! Wyrok jaki dostał nie mieści się w głowie!

Mieszkańcy maleńkiej wsi Ubieszyn położonej między Tryńczą i Sieniawą w województwie podkarpackim nie kryją swojego zdziwienia wyrokiem jaki otrzymał Stanisław K. Mężczyzna miał przez siedem lat krzywdzić i gwałcić swoją córkę. Sąd skazał go za to na 7 lat więzienia, początkowo wyrok był zdecydowanie niższy, jednak po ponownym rozpatrzeniu sprawy  przez Sąd Apelacyjny kara została zmieniona.

Mimo wszystko wiele osób nie kryje swojego rozczarowania decyzją sądu. Według mieszkańców Ubieszyna kara nie jest współmierna do zbrodni jakiej dopuścił się mężczyzna. Sprawa zapewne jeszcze długo nie wyszłaby na światło dzienne gdyby nie pokrzywdzona dziewczynka. Dziecko wyjawiło sąsiadom, że przez 7 lat była regularnie gwałcona przez swojego ojca. Początkowo nikt jej nie wierzył. Dopiero policyjne śledztwo potwierdziło, że dziewczynka mówiła prawdę.

 

ZOBACZ:Ciągłe gwałty i aborcja wieszakiem. To co zrobił jej dziadek nie mieści się w głowie!

 

Ojciec dziecka został zatrzymany i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Wyrok zbulwersował wiele osób i w wyniku apelacji został zwiększony o kolejne 2 lata. Prócz tego mężczyzna musi zapłacić swojej córce tytułem zadośćuczynienia 30 tysięcy złotych. Dostał też zakaz zbliżania się do dziecka na odległość co najmniej 50 metrów.

 

 

 

źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

 

córeczką, krwią, ścianą, rowerzystę, rodzinna impreza, szpitala, zemsta, policji, wódkę, policja, łódź, stłuczka kolizje

Krosno: 25-latka przez kilkanaście dni mieszkała z martwą córeczką. Co wydarzyło się w mieszkaniu?

25-letnia Natalia W. przez dwa tygodnie przebywała w mieszkaniu ze swoją martwą córeczką, 13-miesięczną Amelką. Gdy policjanci zdecydowali się wejść do środka, odór rozkładających się zwłok czuć było już na klatce schodowej. Co tak naprawdę wydarzyło się w czterech ścianach?

Natalia W. wprowadziła się z córeczką do mieszkania przy ul. Czajkowskiego na krótko przed tragedią. Rozstała  się ze swoim mężem, z którym przestało układać jej się po narodzinach Amelki. Jej bliscy wspominają, że nie chciała od nikogo żadnej pomocy, nie pozwalała mężowi zajmować się dzieckiem, ani go widywać. Wszyscy myśleli, że kobieta przechodzi depresję poporodową.

 

ZOBACZ: Poszedł do Aquaparku, po kilku dniach zmarł w męczarniach. To mogło spotkać każdego

 

4 maja 2018 roku ojciec dziecka widział je po raz ostatnie. Wystąpił do sądu o ustalenie terminów spotkań, ale gdy wypadał termin kolejnego Natalia nie otworzyła mu drzwi. Nie wiadomo, co działo się w mieszkaniu w tym czasie.

 

Po kilkunastu dniach do środka weszli policjanci. Zastali martwą Amelkę, której ciałko znajdowało się już w stanie rozkładu, a jej matka była skrajnie wycieńczona. Trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywa do dzisiaj.

 

Kobiecie postawiono zarzut, że „w okresie od 4 maja do 14 maja 2018 r. działając w zamiarze bezpośrednim, dokonała zabójstwa małoletniej A.W. w nieustalony sposób”. Prokuratura czeka teraz na wyniki dodatkowych badań zwłok dziewczynki, ponieważ wciąż nie wiadomo dlaczego zmarła.

 

Dodatkowo nie też jeszcze opinii biegłych nt. stopnia poczytalności Natalii W. w momencie dokonywania zbrodni. Jeśli zostanie uznana za niepoczytalną, to uniknie odpowiedzialności, a jedynie może zostać skierowana do zakładu zamkniętego.

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

palili śmieci, jeden nie przeżył

Palił z bratem śmieci. Gdy na moment się odwrócił, stało się coś makabrycznego

Potworny i niewyjaśniony jak dotąd wypadek miał miejsce w Radomyślu Wielkim na Podkarpaciu. Na jednej z posesji dwóch braci postanowiło wykorzystać piękną złotą jesień na porządki. Rozpalili wielkie ognisko, do którego wędrowały śmieci i stare meble. Nagle stało się coś, co trudno zrozumieć.

Gdy ognisko ze śmieci i niepotrzebnych rzeczy już na dobre się rozpaliło 27-letni mężczyzna odszedł na moment na bok. Przy ogniu został jego 30-letni brat. Gdy 27-latek wrócił, jego krewny leżał w ognisku i płonął! Młodszy brat natychmiast wydobył go z ognia i wezwał na pomoc służby, jednak życia 30-latka nie udało się uratować.

 

 

ZOBACZ: Strażacy utknęli w polu, z pomocą przyszedł nietypowy pojazd! Nagranie bije rekordy popularności! [VIDEO]

 

 

Przyczyny wypadku nie są na razie jasne. Dlatego prokurator zarządził sekcję zwłok. Być może ona pomoże ustalić jak to się stało, że silny i zdrowy mężczyzna, który przed momentem pracował jak gdyby nigdy nic, nagle wylądował w ognisku. Zatrucie dymem? Zasłabnięcie? Na ustalenia będziemy musieli chwilę poczekać.

wypadków, pijana matka, rura, warszawą, łoś, bmw, wypadek, pasażerów, straż, policja, osoby

Podkarpacie: tragiczny wypadek. Zginęli w drodze na ŚLUB!

Jechali we dwóch i bardzo się śpieszyli – musieli dowieźć na ślub obrączki. 25-latkowie ze Stalowej Woli pędzili w kierunku Tarnobrzega. W pewnym momencie ich auto zjechało z drogi i uderzyło w drzewo.

 

Jeden z mężczyzn miał być na ślubie świadkiem, zaś drugi drużbą. Na obrączki czekali ich przyjaciele. Nie wiadomo dlaczego ich auto uderzyło w drzewo. Zniszczenia były tak poważne, że strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu, aby wydobyć zwłoki z roztrzaskanego auta.

 

Droga, na której doszło do tego potwornego wypadku była zablokowana przez kilka godzin. Jego przyczyny bada policja i prokuratura.

 

Trudno wyobrazić sobie tragiczniejszy wypadek. Nie dość, że życie straciło dwóch młodych mężczyzn, to ich śmierć położyła się cieniem na wymarzonym dniu ślubu i wesela ich przyjaciół. Może gdyby kierowca zdjął nogę z gazu, to do tragedii by nie doszło?

chotyniec

Podkarpacie: sensacja archeologiczna! Grodzisko sprzed 2,5 tysiąca lat odkrywa swoje wielkie tajemnice!

Chotyniec to miejscowość położona w powiecie jarosławskim na Podkarpaciu. Od pewnego czasu odwiedzają ją archeolodzy z Uniwersytetu Rzeszowskiego, którzy w 2016 roku odkryli pozostałości scytyjskiego grodu i wielu osad go otaczających. Prowadzone tam prace mogą wręcz zmienić mapy historyczne tego obszaru, a prowadzący badania, choć oszczędni w słowach, już mówią o prawdziwej sensacji!

Wykopaliska na tym terenie rozpoczęły się jeszcze 2017 roku. I od samego początku archeologów zaskakiwały kolejne zdejmowane warstwy ziemi. Natrafiono m.in. na amforę po greckim winie! Oznacza to, że Chotyniec musiała zamieszkiwać znaczna osobistość, skoro aż tutaj ściągano wino z Peloponezu.

 

Aktualnie uczeni pracują przy tzw. zolniku, miejscu kultowym, znajdującym się na specjalnym podwyższeniu o średnicy około 30 metrów. Sprawowano tu obrzędy religijne i organizowano uczty. Stąd badacze odkrywają coraz więcej fragmentów naczyń, brązowe ozdoby, groty strzał i kości zwierząt. Jednak jak cały czas twierdzą – najstarsze, a zarazem najciekawsze warstwy ziemi wciąż czekają na odkopanie.

 

 

W tym roku wykopaliska potrwają do października. Finansuje je Narodowe Centrum Nauki. Chotyniec, wraz z otaczającą go aglomeracją mniejszych scytyjskich osad to najdalej na północny zachód wysunięte stanowisko tej kultury. Scytowie to lud koczowniczy, który stworzył pomiędzy VIII a IV w. p.n.e.  imperium rozciągające się od Azji do Europy.

 

źródło: wp.pl/ foto: screenshot youtube/uniwerstet rzeszowski

lasu ciecierzynie, auto, petycja, żonę zwierzęta

Podkarpacie: 2-latek błąkał się na mrozie. Gdy policjanci odnaleźli jego dom, odkryli wstrząsającą prawdę!

Wstrząsająca i skandaliczna sytuacja wydarzyła się w Trzebownisku w województwie Podkarpackim. Patrol policji odnalazł na jednej z ulic lekko ubranego, przemoczonego i z zziębniętego 2-letniego chłopca, który ewidentnie niepilnowany wyszedł z domu. Policjanci rozpoczęli poszukiwana nieodpowiedzialnych rodziców.

 

Chłopiec nie wiedział jak się nazywa, ani gdzie mieszka. Mimo to, policjantom dość szybko udało się ustalić, gdzie jest jego miejsce zamieszkania. W wytypowanym budynku funkcjonariusze znaleźli rodziców chłopca. Oboje byli kompletnie pijani.

 

42-letnia matka dziecka wydmuchała ponad promil alkoholu, a 47-letni ojciec – trzy promile. Co gorsza, w domu była jeszcze trójka dzieci, w wieku 7, 12 i 13 lat.  Choć niepilnowane, na szczęście były całe i zdrowe.

 

Rodziców nie ominą zapewne konsekwencje, otwarta na razie pozostaje kwestia tego, co stanie się z dziećmi. Służby są na razie oszczędne w deklaracja i przekazały jedynie, że w tej sprawie toczą się już odpowiednie czynności.

 

onet.pl

samochód, trzęsówka, pożar, auto, straż, ogień, policja

TAJEMNICZA tragedia na Podkarpaciu: zostawili go na chwilę w aucie, gdy wrócili samochód PŁONĄŁ z ich kolegą w środku! Co wydarzyło się w nocy w środku lasu?

Dziwny dramat rozegrał się nieopodal miejscowości Trzęsówka w województwie podkarpackim. Samochód z 25-letnim mężczyzną spłonął pozostawiony na moment przez jego właścicieli. Sprawę bada już prokuratura, ale na pierwszy rzut oka nic w tej historii do siebie nie pasuje.

 

25-latek wracał wraz z dwoma znajomymi samochodem do domu w Trzęsówce w nocy z piątku na sobotę. Wybrali jedną z bocznych dróg i auto zakopało się w błocie. Jechali samochodem terenowym, ale nie udało im się wydostać auta o własnych siłach.  Dwaj koledzy jadący z ofiarą poszli po pomoc, 25-latek został w wozie. Jego znajomi mieli wrócić z ciągnikiem, który zdołałby wyciągnąć zakopany wóz.

 

Gdy mężczyźni wrócili auto stało w płomieniach, a w środku znajdowały się zwłoki ich kolegi. Nie można było go uratować. To oni wezwali straż i policję. Rodzina zmarłego wyklucza aby ten sam  próbował uruchomić samochód – nie miał bowiem prawa jazdy. Nikt nigdy nie widział go za kierownicą, poza tym po co miałby to robić, skoro wiedział, że znajomi wrócą za chwilę z odpowiednim sprzętem?

 

Jak mogło dojść do takiej tragedii? Czemu mężczyzna nie zdołał opuścić pojazdu? I czy na pewno w tej sprawie wszystko jest takie jak twierdzą świadkowie? Miejmy nadzieję, że policja z prokuraturą wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

 

fakt.pl /wp.pl