jechał rozszczelnioną cysterną

Radom: jechał cysterną, która mogła WYBUCHNĄĆ w każdej chwili! Było o włos od MASAKRY!

Nasi przewoźnicy potrafią robić różne dziwne rzeczy, żeby dotrzeć szybciej na miejsce z towarem, albo zaoszczędzić nieco pieniędzy. Tym razem niebezpieczeństwo było naprawdę poważne, bo kierowca jechał rozszczelnioną cysterną!

 

 

Inspektorzy Transportu Drogowego prowadzili kontrolę pojazdów w Radomiu. Zatrzymali m.in. cysternę z której ulatniał się gaz. Okazało się, że nieszczelny jest zawór w cysternie. Na miejsce od razu wezwano strażaków z jednostki ratownictwa chemicznego, a cysternę jak najszybciej skierowano na obszar niezamieszkały, aby zminimalizować szkody ewentualnego wybuchu.

 

Strażacy, którym asystowali funkcjonariusze Inspekcji Transportu Drogowego uporali się z usterką.  Tym razem obyło się bez dramatu, ale zastanawiamy się ile takich wozów, na granicy bezpieczeństwa jeździ po naszych drogach?

 

o2.pl/foto: witd mazowsze

turyści z Polski zginęli w Grecji

Pożary trawią GRECJĘ – TURYŚCI Z POLSKI wśród dziesiątek ofiar śmiertelnych! [FOTO/VIDEO]

Niewyobrażalny dramat rozgrywa się właśnie w Grecji. Niesamowicie gwałtowne i duże pożary spustoszyły znaczny rejon Attyki. Spłonęły setki domów i samochodów, zginęło co najmniej 60 osób, a ponad 150 zostało rannych. Dalsze setki uznaje się za zaginione. Wśród ofiar śmiertelnych są turyści z Polski.

 

W pożarach zginęła matka z dzieckiem z Wadowic, którzy wyruszyli na wycieczkę z biura podróży Grecos. Jak udało się już ustalić, oboje znaleźli się na łodzi, która miała ewakuować ich z plaży, na którą schronili się przed ogniem. Niestety, łódź zatonęła a z nią część z 10 osób, które do niej weszły. W tym dwójka Polaków.

 

 

Ofiary to członkowie trzyosobowej rodziny wypoczywającej w Grecji. Ojciec dziecka i mąż kobiety uratował się. Został objęty opieką psychologa, a na miejsce przybył bliski członek rodziny, aby pomóc mu poradzić sobie z tą sytuacją.

 

 

Biura podróży, oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapewniają, że w tym momencie polscy turyści są już bezpieczni. Jednak biorąc pod uwagę tragiczny bilans pożarów, oraz fakt, że wciąż setki ludzi są uznani za zaginionych – musimy być przygotowani na wiele smutnych informacji.

 

 

tvp.info/ foto: twitter.com 

spłonął w samochodzie

Śląsk: makabryczny wypadek. Spłonął w aucie, nikt nie był w stanie go rozpoznać [FOTO]

Prędkość, brawura, a może jeden mały błąd i ogromna dawka pecha? Jedno jest pewne – to cud, że w tym wypadku nie zginął nikt więcej. Opel corsa zderzył się czołowo z ciężarówką iveco i stanął w płomieniach. Kierowca nie miał żadnych szans i spłonął w aucie.

Wypadek wydarzył się w sobotnie przedpołudnie na drodze wojewódzkiej nr 907 w okolicach Koszęcina. Jego przyczyny nie są na razie znane, policja wciąż prowadzi dochodzenie. Opel corsa wpadł do rowu i momentalnie zapalił się, kierowca spłonął we wnętrzu auta.

 

Nie było możliwości, aby wyciągnąć go żywego. Kierowca ciężarówki nie doznał poważnych obrażeń, podobnie jak dziecko, które podróżowało z nim w kabinie auta. To też zakrawa na cud, patrząc na zniszczenia jakich doznała ciężarówka.

 

Początkowo policjanci nie byli w stanie ustalić tożsamości kierującego. Ciało było zwęglone w stopniu, który uniemożliwiał nawet identyfikację płci! Po kilkudziesięciu godzinach funkcjonariusze z Lublińca ustalili, że oplem kierował 30-letni mieszkaniec powiatu lublinieckiego.

 

 

Policja dając przykład tego wypadku ostrzega przed nadmierną prędkością. Prosta droga i dobra pogoda to wbrew pozorom idealne warunki do tego aby doprowadzić do tragicznego w skutkach wypadku.

 

zwłoki noworodka w Odrze

Nowa Sól: MAKABRA nad Odrą. Wędkarz wyłowił ZWŁOKI NOWORODKA!

Nie takich łowów spodziewał się wędkarz, który nad Odrą w Nowej Soli rozłożył się ze swoim sprzętem. W pewnym momencie w rzece zauważył podejrzaną rzecz. Gdy ją wyłowił, okazało się, że są to zwłoki noworodka.

 

Ciało wyłowiono w poniedziałek około 19:00. Policja nie ujawnia zbyt wielu szczegółów. Nie wiemy w jakim stanie były zwłoki noworodka, czy to ofiara zabójstwa, czy może dziecko urodziło się martwe. Na miejscu do późna trwały czynności śledczych.

 

Policja nie podała też do wiadomości informacji o płci dziecka, ani jego dokładnym wieku. Jednak nie trudno się domyślić w jaki sposób znalazło się w rzece. Otwarta pozostaje jedynie kwestia, czy dziecko wyrzucono do rzeki żywe, czy martwe.

 

Miejmy nadzieję, że policji szybko uda się ustalić tożsamość sprawcy.

 

wp.pl/fakt/ foto: zdjęcie ilustracyjne 

poszedł popływać i utonął. nikt nic nie zauważył

Poszedł popływać i ZAGINĄŁ. Finał poszukiwań był TRAGICZNY – wcześniej nikt nic nie zauważył!

16-letni mieszkaniec Stargardu wyszedł w niedzielę o 19 popływać nad pobliskie Jezioro Miedwie. Choć był w grupie znajomych, przez pewien czas nikt nie zauważył jego zniknięcia. Do akcji wkroczyli więc ratownicy.

Chłopak wraz ze znajomymi bawił się na niestrzeżonej plaży nad jeziorem Miedwie. Gdy wszedł popływać do wody, jego towarzysze stracili go z oczu. Początkowo nie niepokoili się – byli przekonani, że wypłynął w innym miejscu i tam wyszedł na brzeg. Po 20 minutach oczekiwania wezwali straż pożarną i inne służby.

 

Strażaccy płetwonurkowie od razu przystąpili do poszukiwań, ale o 22 musieli je przerwać ze względu na zapadające ciemności. Poszukiwania wznowiono w poniedziałek.

 

Nastolatka szukano zarówno w wodzie jak i na lądzie – nikt bowiem nie był w stu procentach pewny, że chłopak utonął. Policja przesłuchiwała świadków, ale niczego nowego nie udało się ustalić. Wieczorem tego dnia podano tragiczną wiadomość – ciało zaginionego wyłowili o godzinie 16 ratownicy WOPR.

 

To już kolejna ofiara obecnego sezonu kąpieliskowego. Woda w naszych jeziorach, stawach i nad morzem jeszcze nie zdążyła się dobrze nagrzać, a już mamy pierwsze ofiary. Miejmy nadzieję, że ten rok będzie jednak mniej obfitujący w tragiczne utonięcia.

 

o2.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ youtube

łoś, bmw, wypadek, pasażerów, straż, policja

Warszawa: samochód skosił latarnię. W środku było tylu pasażerów, że dwóch podróżowało w BAGAŻNIKU!

Do nietypowego wypadku doszło dziś w nocy na rondzie Starzyńskiego w Warszawie. Kierujący mercedesem stracił panowanie nad samochodem i skosił latarnię, która uderzyła w wiadukt. Przybyli na miejsce policjanci i strażacy byli w szoku, gdy zobaczyli, że do samochodu weszło aż 10 pasażerów!

 

Zgłoszenie o wypadku służby otrzymały po godzinie 3 w nocy:

 

Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący mercedesem, jadąc od Trasy Toruńskiej w kierunku alei Solidarności, wjeżdżając na rondo Starzyńskiego stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w słup oświetleniowy

 

– powiedziała dziennikarzom fakt24.pl Magdalena Bieniak z Komendy Stołecznej Policji.

 

Aby pasażerowie mogli opuścić samochód potrzebna była pomoc aż 24 strażaków. Siedem z dziesięciu podróżujących autem osób zostało rannych. Największe zdziwienie zapanowało, gdy okazało się, że dwójka pasażerów podróżowała w bagażniku!

 

Jak na razie nie wiadomo, czy kierowca był trzeźwy w momencie wypadku, bo odmówił poddania się badaniu na miejscu. My możemy sobie tylko wyobrażać z jaką prędkością musiał wpaść na rondo, że stracił panowanie nad autem. Gdy dodamy do tego fakt, że zapakował do swojego samochodu dziesięć osób, to w naszym odczuciu wystarczająco aby odebrać mu prawo jazdy. Nawet jeśli był trzeźwy!

 

Szczęście w nieszczęściu, że do wypadku doszło w środku nocy. Dzięki temu życie i zdrowie postronnych osób nie było zagrożone.

 

fakt.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshot

policja, zwłoki, zabrze, spacerowicz

Zawiercie: dwoje emerytów ZNIKNĘŁO trzy dni temu. Finał poszukiwań okazał się TRAGICZNY

Od soboty funkcjonariusze różnych służb prowadzili szeroko zakrojone poszukiwania małżeństwa emerytów, którzy wyszli z domu i od tego czasu rodzina nie miała z nimi kontaktu. Niestety, zakończyły się one dramatycznie.

 

Oboje mieszkali w miejscowości Karlino i to tam rozpoczęto poszukiwania. Uczestniczyła w nich policja, straż pożarna i grupa ratowników GOPR z Podlesic. Zaangażowano helikopter policyjny, drony i psa tropiącego.

 

Jednak pierwszą z osób odnaleźli nie poszukujący, a robotnicy budujący obwodnicę Zawiercia. Kobieta znajdowała się w niewielkim strumieniu i już nie żyła. Wkrótce policjanci dotarli do jej męża, który skrajnie wyczerpany leżał niedaleko w bardzo gęstym lesie. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie trzy dni spędził w tamtym miejscu.

 

Mężczyznę przetransportowano do szpitala. Być może gdy dojdzie do siebie, uda się ustalić co dokładnie wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni.

 

wp.pl

szukali go na dnie jeziora

Przez 3 dni szukali go na dnie jeziora. Finał akcji TOTALNIE ZASKOCZYŁ wszystkich!

Ta historia nadaje się na film – piszemy to z całą odpowiedzialnością i pewnością. Tymczasem wydarzyła się naprawdę i co ważniejsze – w Polsce! Gdy nad brzegiem Jeziora Olecko Wielkie na Mazurach odnaleziono ubranie i buty należące do 54-letniego mężczyzny, spodziewano się najgorszego. Strażacy rozpoczęli poszukiwania topielca.

 

Strażaccy płetwonurkowie przeczesywali dno jeziora, podczas gdy policja prowadziła poszukiwania w innych kierunkach – zawsze istniał cień szansy, że mężczyzna wcale nie utonął. I co najlepsze – to ten trop okazał się prawdziwy!

 

Po trzech dniach poszukiwań strażacy nie znaleźli ani śladu zwłok w jeziorze. Tymczasem do policji dotarła informacja, że poszukiwany człowiek znajduje się w… Niemczech! Nie został tam jednak porwany, ani sam nie zamierzał fingować swojej śmierci.

 

54-latek był prawdopodobnie na bardzo dużym życiowym zakręcie. Nieopodal jeziora Olecko Wielkie w akcie desperacji zatrzymał samochód pewnego ełczanina. Poprosił go, aby ten pomógł mu wyprostować życiowe ścieżki. I co ciekawe – nieznajomy zgodził się!

 

Poszukiwany mężczyzna zatrzymał przejeżdżającego przez Olecko ełczanina z prośbą o pomoc w „doprowadzeniu jego życia do porządku”. Nieznajomy nieoczekiwanie wyciągnął do niego pomocną dłoń i postanowił zabrać go ze sobą do Niemiec

 

– napisała policja w komunikacie

 

A ponieważ 54-letni mężczyzna miał bardzo brudną odzież, nieznajomy podarował mu ubrania, które miał przy sobie, a starą garderobę pozostawili nad brzegiem jeziora.

 

Obecnie mężczyzna przebywa w Niemczech, gdzie podjął pracę i prawdopodobnie dochodzi do siebie. Skontaktował się z krewnymi, których poinformował, że nic mu nie jest i zamierza na razie pozostać za zachodnią granicą.

 

Jak widać tym razem skończyło się dobrze. Trzymamy kciuki, żeby ta niesamowita historia była faktycznie początkiem dużej przemiany dla opisywanego przez nas mężczyzny!

 

 

o2.pl/pixabay

 

 

wypadek, samochód, zwłoki, straż, woda, rzeka, warta,

Z Warty wyłowiono samochód, w środku były ZWŁOKI! Jak doszło do tragedii?

Tragiczne w skutkach zdarzenie miało miejsce w miejscowości Zawada w powiecie częstochowskim. W niedzielę ktoś poinformował służby, że w korycie rzeki widzi zarys samochodu. Służby przybyłe na miejsce rozpoczęły akcję.

 

Po godzinie udało się wydobyć samochód na powierzchnię. W środku znaleziono zwłoki dwóch mężczyzn w wieku około 25 lat. Jednak nie ma pewności, czy w aucie nie było więcej osób. Dlatego na miejsce zadysponowano zespół płetwonurków z Bytomia. Mają oni przeczesać dno rzeki i sprawdzić, czy ofiar nie jest więcej.

 

Na razie nie wiadomo jak doszło do wypadku. Policja bada okoliczności, a wiele na ten temat może powiedzieć sekcja zwłok, która zostanie przeprowadzona na odnalezionych ofiarach.

 

 

wp.pl/ facebook.com/ pomoc drogowa wal-car ratownictwo drogowe