turysty śmierć podkarpacie

Podkarpacie: makabryczna śmierć turysty. Lekarze byli bezradni

Rudawka Rymanowska to bardzo popularna miejscowość turystyczna na pograniczu Beskidu Niskiego. Turyści uwielbiają przyjeżdżać tu nad Przełom Wisłoka, który wyróżnia się pięknymi zboczami i urokliwymi miejscami do kąpieli. Niestety, te sielskie krajobrazy potrafią być śmiertelnie niebezpieczne.

50-letni turysta z województwa lubelskiego przybył w to miejsce wraz z rodziną w sobotę. Wszyscy razem zażywali kąpieli słonecznych i w niezwykle czystym Wisłoku. Niestety, w pewnym momencie ze zbocza nad jego głową oderwał się głaz, który z wielką siłą uderzył go w głowę. Mężczyzna stracił przytomność.

 

ZOBACZ TEŻ:Rekin odgryzł nogę jego córce. Gdyby nie bohaterski czyn ojca rozszarpałby ją na strzępy!

W dniu 15.06.2019. OSP SIENIAWA została zaalarmowana do zdarzenia w Rudawce Rymanowskiej, gdzie mężczyzna został…

Gepostet von OSP Sieniawa am Samstag, 15. Juni 2019

Mimo szybkiej pomocy straży pożarnej i pogotowia ratunkowego, życia mężczyzny nie udało się uratować. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia policja i prokuratura. Zaś okoliczni mieszkańcy zauważają, że to nie pierwszy tego typu wypadek i miejsce to powinno być odpowiednio oznakowane lub zabezpieczone.

 

fakt.pl/ fb.com/ospsieniawa

policja 10-latka

Kłodzko: z mieszkania starszej pani unosił się fetor. Gdy policjanci wyważyli drzwi, przerazili się

Makabryczne zdarzenie miało miejsce w jednym z bloków przy ulicy Wiosennej w Kłodzku, w województwie dolnośląskim. Jeden z sąsiadów poczuł na początku tygodnia silny fetor dochodzący z mieszkania 87-letniej kobiety. Gdy ta nie odpowiadała na jego wezwania, postanowił zawiadomić służby.

Mężczyzna najpierw próbował zapukać do kobiety, a następnie dzwonił do niej domofonem. Ani jeden, ani drugi sposób kontaktu się nie udał. Do wieczora fetor stał się tak intensywny, że zaczęli interesować się nim inni sąsiedzi. Wezwano policję i straż pożarną.

 

ZOBACZ TEŻ: Zwłoki zniesione z Mount Everest bardzo trudne do identyfikacji. „Nie mają twarzy, ani żadnych…”

 

Kobieta nadal nie otwierała drzwi. Dlatego do akcji wkroczyli strażacy, którzy wyważyli drzwi, by do środka mogli wejść policjanci. Okazało się, że źródłem fetoru są zwłoki mężczyzny, który od co najmniej kilkunastu dni nie żył i powoli rozkładał się w mieszkaniu kobiety.

 

Zidentyfikowano go jako 67-letniego syna właścicielki mieszkania. Prokuratura zleciła sekcję zwłok, by wyjaśnić przyczynę jego śmierci. Staruszką zaopiekowała się pomoc społeczna , a spółdzielnia zapowiedziała przeprowadzenie dezynfekcji w całym budynku.

 

wp.pl/ foto: screenshot/ zdjęcie ilustracyjne

 

lesie

Strażacy dostali zgłoszenie o płonącym aucie w lesie. Po ugaszeniu ognia ich oczom ukazał się makabryczny widok!

W nocy z soboty na niedzielę Strażacy z Pleszewa (woj. wielkopolskie) otrzymali zgłoszenie o płonącym w pobliskim lesie aucie. Kiedy jednostka dotarła we wskazane miejsce ich oczom ukazał się samochód, którego spowijały płomienie. Strażacy szybko wzięli się do roboty i w kilka minut udało im się opanować ogień i ugasić auto. W środku znajdowały się zwęglone zwłoki.

 

ZOBACZ:W wyjątkowy bestialski sposób zamordowała swoje dzieci, następnie spaliła je w lesie. Teraz usłyszała wyrok za tę straszliwą zbrodnię!

 

 

Zgłoszenie o pożarze samochodu w lesie dotarło do strażaków o godzinie 3 nad ranem. Jednostka szybko zlokalizowała auto i przystąpiła do działania. Po ugaszeniu pożaru strażakom ukazał się makabryczny widok. Na fotelu kierowcy znaleźli zwęglone zwłoki 21-letniego mężczyzny. Póki co nie wiadomo czy doszło do samobójstwa, czy mężczyzna zginął w wyniku wypadku. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

 

biegacze

[VIDEO] Absurd w Łodzi! Biegacze na Rossmann Run 2019 nie chcieli przepuścić straży pożarnej na sygnałach!

25 maja w Łodzi odbywał się Rossmann Run 2019 – 10-kilometrowy bieg, którego start znajdował się ulicy Piotrkowskiej. Ruch w jej okolicy miał być zamknięty, ale takie obostrzenia nie dotyczą pojazdów uprzywilejowanych. Zdaje się jednak, że biegacze w ferworze walki zupełnie zapomnieli o myśleniu i zadziałał tzw. owczy pęd. 

Nagranie, które w serwisie youtube zamieścił użytkownik o nicku RytmyDjembe, pokazuje kilka wozów strażackich na sygnałach, które stoją przy trasie biegu usiłując ją bezskutecznie przejechać. Tylko nieliczni biegacze zatrzymują się, reszta pędzi nie zwracając na nic uwagi. to sprawia, że nawet ci odrobinę rozsądniejsi po chwili ruszają dalej. Fala sportowców amatorów uniemożliwia służbom przejazd na miejsce zdarzenia! Tymczasem cenne minuty uciekają.

 

ZOBACZ TEŻ:  Miał 3 promile i chciał ruszyć autostradą pod prąd. Policjanci zdębieli, gdy usłyszeli dlaczego!

 

Co najgorsze stojący na miejscu policjanci nie reagują, tylko dyskutują z kierowcą auta osobowego, które wjechało niemalże na trasę maratonu!. Nieco dziwi też zachowanie samych strażaków – czy w tej sytuacji wszyscy poza kierowcami nie powinni opuścić wozów i umożliwić im przejazdu przez trasę biegu?

Wreszcie znajduje się dwóch przypadkowych mężczyzn, którzy krzykiem zatrzymali kolejnych biegnących i umożliwili strażakom przejazd na miejsce zdarzenia. Pomimo ich działań i tak znaleźli się totalnie nieodpowiedzialni „sportowcy”, którzy przeskoczyli dosłownie przed samymi maskami wozów.

 

Zdrowy tryb życia i wysiłek fizyczny to bardzo dobre zwyczaje, ale nigdy nie powinien on zwalniać nas z używania mózgu. To zdarzenie dobitnie pokazuje jak bardzo odruch stadny potrafi wpływać na ludzi, którzy na co dzień zapewne są całkiem inteligentnymi i przewidującymi istotami.

gibner, szukali go na dnie jeziora, modelki

Przez 3 dni szukali go na dnie jeziora. Finał akcji TOTALNIE ZASKOCZYŁ wszystkich!

Ta historia nadaje się na film – piszemy to z całą odpowiedzialnością i pewnością. Tymczasem wydarzyła się naprawdę i co ważniejsze – w Polsce! Gdy nad brzegiem Jeziora Olecko Wielkie na Mazurach odnaleziono ubranie i buty należące do 54-letniego mężczyzny, spodziewano się najgorszego. Strażacy rozpoczęli poszukiwania topielca.

 

Strażaccy płetwonurkowie przeczesywali dno jeziora, podczas gdy policja prowadziła poszukiwania w innych kierunkach – zawsze istniał cień szansy, że mężczyzna wcale nie utonął. I co najlepsze – to ten trop okazał się prawdziwy!

 

Po trzech dniach poszukiwań strażacy nie znaleźli ani śladu zwłok w jeziorze. Tymczasem do policji dotarła informacja, że poszukiwany człowiek znajduje się w… Niemczech! Nie został tam jednak porwany, ani sam nie zamierzał fingować swojej śmierci.

 

54-latek był prawdopodobnie na bardzo dużym życiowym zakręcie. Nieopodal jeziora Olecko Wielkie w akcie desperacji zatrzymał samochód pewnego ełczanina. Poprosił go, aby ten pomógł mu wyprostować życiowe ścieżki. I co ciekawe – nieznajomy zgodził się!

 

Poszukiwany mężczyzna zatrzymał przejeżdżającego przez Olecko ełczanina z prośbą o pomoc w „doprowadzeniu jego życia do porządku”. Nieznajomy nieoczekiwanie wyciągnął do niego pomocną dłoń i postanowił zabrać go ze sobą do Niemiec

 

– napisała policja w komunikacie

 

A ponieważ 54-letni mężczyzna miał bardzo brudną odzież, nieznajomy podarował mu ubrania, które miał przy sobie, a starą garderobę pozostawili nad brzegiem jeziora.

 

Obecnie mężczyzna przebywa w Niemczech, gdzie podjął pracę i prawdopodobnie dochodzi do siebie. Skontaktował się z krewnymi, których poinformował, że nic mu nie jest i zamierza na razie pozostać za zachodnią granicą.

 

Jak widać tym razem skończyło się dobrze. Trzymamy kciuki, żeby ta niesamowita historia była faktycznie początkiem dużej przemiany dla opisywanego przez nas mężczyzny!

 

 

o2.pl/pixabay

 

 

wrocławskim

Pożar we wrocławskim salonie Mercedesa. Gasiło go 18 zastępów straży pożarnej

Do bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło we wrocławskim salonie Mercedesa. Przy ulicy Olsztyńskiej na Kowalach wybuchł ogromny pożar, który musiało gasić 18 zastępów straży pożarnej. Najważniejszą informacją dotyczącą pożaru jest to, że nikt nie ucierpiał. Mniej znaczącą, lecz również bardzo ważną jest to, że nie dotarł on do żadnego z luksusowych samochodów.

W środę tuż po godzinie 20. we wrocławskim salonie Mercedesa wybuchł pożar z którym walczyło 18 zastępów straży pożarnej. Początkowo zajął on przede wszystkim części warsztatowe oraz biurowe. Jednak zaczął się bardzo szybko rozprzestrzeniać. Po kilku chwilach był on w magazynach, gdzie przechowywane są między innymi opony oraz części zamienne. Pożar wybuchł na terenie kompleksu budynków, w których mieści się salon, warsztaty i magazyn. Ogniem objęta została część magazynowa – powiedział dyżurny Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratowniczej PSP we Wrocławiu. „Fakt” donosi, że na początku z żywiołem walczyło 13 zastępów straży, później ta liczba wzrosła do 15, aby zakończyć się aż na 18.  Na terenie obiektu nie było ludzi, nie było więc potrzeby ewakuacji – dodał dyżurny. Zawalił się dach magazynu, lecz jak się okazało nikt nie ucierpiał oraz żaden z luksusowych samochodów nie uległ zniszczeniu.

 

ZOBACZ:[WIDEO] W USA policjanci nie patyczkują się gdy ktoś ich nagrywa. Rozprawili się z dziewczyną w 3 sekundy

 

Można powiedzieć – szczęście w nieszczęściu. Ogromne szkody konstrukcyjne to chyba najlepsze co mogło się wydarzyć w przypadku tak szybko rozprzestrzeniającego się pożaru. Cud, że nikt nie ucierpiał.

źródło: fakt.pl fot. youtube.com

wóz strażaków, strażacy

Lubelskie: strażacy ruszyli gasić płonący las. W zgliszczach dokonali makabrycznego odkrycia

Do pożaru lasu doszło w środę w miejscowości Grabówka pod Annopolem. Wezwani na miejsce strażacy byli przekonani, że to kolejne zwyczajne wezwanie do wiosennego pożaru ściółki leśnej. Jednak prawda okazała się znacznie bardziej makabryczna.

Na pierwszy rzut oka pożar nie wyglądał na poważny – płonęło około pół hektara wysuszonego runa leśnego. Jednak strażacy szybko zauważyli, że wśród drzew stoi spalony samochód, a w nim – zwłoki mężczyzny. Wiele wskazuje na to, że to właśnie od samochodu rozpoczął się pożar tego kawałka lasu.

 

ZOBACZ: Makabryczne znalezisko w Gdańsku. Policjanci nie mogli ustalić nawet płci ofiary

 

Zwłoki zidentyfikowano jako 75-letniego mężczyznę, mieszkańca województwa mazowieckiego. Na razie nie wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się w lesie. Czy było to samobójstwo? Jeśli tak to trzeba przyznać, że dość makabryczne.

 

Policja i prokuratura nie odrzucają jednak żadnej możliwości. Badają też hipotezy zabójstwa i nieszczęśliwego wypadku. Na razie jeszcze za wcześnie by jasno określić, która z nich jest najbardziej prawdopodobna.

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/straż 

straż

[WIDEO] W Kraśniku straż pożarna gasiła pożar w aucie. Gdy otworzyli bagażnik czekała na nich niespodzianka!

Na jednym z parkingów w Kraśniku wybuchł pożar w samochodzie. Straż pożarna gasiła go najszybciej jak potrafiła, aby pozostałe auta nie uległy uszkodzeniu. Całą akcję nagrywali z okna mężczyźni. Jak się okazało, udało im się nie tylko zarejestrować palący się wóz, lecz również to, że… w bagażniku przebywał mężczyzna. Był on poszukiwany przez policję, a funkcjonariusze nie spodziewali się, że zastaną go akurat tam.

Gdy straż gasiła pożar w jednym z aut w Kraśniku, nie podejrzewała, że dokona takiego odkrycia. Okazało się, że…

ZOBACZ:[Foto] Objawił się im na niebie Jezus Chrystus. Wierni padali przed nim na kolana!

źródło fot. i wideo: youtube.com

Bianka, strażacy, babci psikusa straż pożarna

2-latek zrobił babci psikusa. Strażacy musieli z nim odbyć „trudne negocjacje” – nie uwierzysz o co poszło!

Nie ma co – z tego malucha wyrośnie biznesmen, polityk, albo inna pewna siebie i zdeterminowana persona! 2,5-letni chłopczyk ze Szczecinka w województwie zachodniopomorskim zamknął drzwi balkonowe i nie pozwolił babci wrócić do mieszkania. Nie zamierzał jej słuchać. Interesowały go tylko twarde, męskie negocjacje ze strażakami!

Strażacy z Gwdy Wielkiej, których zadysponowano na miejsce nie mieli wyjścia – musieli podjąć się rozmów ze zdeterminowanym malcem. Chłopiec za żadne skarby nie chciał wpuścić zziębniętej babci do domu.

 

ZOBACZ: Potężna eksplozja w Warszawie. Gdy strażacy dotarli na miejsce, nie mogli uwierzyć jak do niej doszło… [FOTO]

 

Strażacy byli już bliscy wyważenia drzwi, by wejść do środka, na szczęście zmysłem negocjacyjnym wykazał się Michał Bieniek. To on zdołał przekonać dziecko, że warto jednak otworzyć drzwi od balkonu.

 

 

Co tu dużo mówić – dzieci w tym wieku potrafią mieć szalone pomysły. Na szczęście tym razem wszystko dobrze się skończyło i obyło bez przykrych konsekwencji. A babcia będzie wiedziała na przyszłość, że przy wnusiu nie wolno w pojedynkę wychodzić na balkon!