RADIOAKTYWNY pojemnik na Dolnym Śląsku. Gdy strażacy go otworzyli, wybuchnęli śmiechem!

RADIOAKTYWNY pojemnik na Dolnym Śląsku. Gdy strażacy go otworzyli, wybuchnęli śmiechem!

Dolny Śląsk słynie z tajemnic. Stare zamki i wielkie, niezbadane do końca, podziemne kompleksy pamiętające II Wojnę Światową. Nie dziwota, że gdy spacerowicze w Górach Sowich spostrzegli pojemnik z oznaczeniami, które sugerowały, że jest radioaktywny, przerażeni postanowili wezwać straż pożarną. 

Do nietypowego znaleziska doszło na jednej z leśnych dróg pomiędzy miejscowościami Rościszów i Walim na Dolnym Śląsku, niedaleko Wałbrzycha. W ściółce leżał czarny, okrągły pojemnik. Ludzie, którzy go znaleźli wystraszyli się nie na żarty, gdy spostrzegli, że pojemnik ma na sobie żółte ostrzegawcze symbole. Obawiali się, że faktycznie jest radioaktywny. Strażacy podeszli do zgłoszenia bardzo poważnie i na miejscu pojawił się zastęp ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z Wałbrzycha.

Continue reading „RADIOAKTYWNY pojemnik na Dolnym Śląsku. Gdy strażacy go otworzyli, wybuchnęli śmiechem!”

Makabra w HOSPICJUM w Chojnicach. Ludzie PŁONĘLI żywcem!

Makabra w HOSPICJUM w Chojnicach. Ludzie PŁONĘLI żywcem!

W nocy 6 stycznia w hospicjum w Chojnicach doszło do wstrząsającego zdarzenia. Wszystkiemu winny jest najprawdopodobniej jeden z podopiecznych, który palił papierosy. Przez jego nieuwagę doszło do tragedii, w której zginęło kilka osób. 

Do makabrycznego w skutkach pożaru doszło w hospicjum przy ulicy Strzeleckiej w Chojnicach, około godziny 3:10 w nocy. W budynku znajdowało się 24 pensjonariuszy i dwie kobiety z personelu ośrodka. TVN24 podał, że ogień zaprószył jeden z pensjonariuszy, który palił papierosy. Bilans pożaru okazał się wstrząsający.

Continue reading „Makabra w HOSPICJUM w Chojnicach. Ludzie PŁONĘLI żywcem!”

Wyszedł na świąteczny spacer i nie wrócił. Strażacy dokonali makabrycznego odkrycia

Wyszedł na świąteczny spacer i nie wrócił. Strażacy dokonali makabrycznego odkrycia

Rodzina 63-latka ze Skrzyszowa na Podkarpaciu po kilku godzinach od jego wyjścia zaczęła się niepokoić. Gdy nie wrócił na noc, jego bliscy zrozumieli, że musiało stać się coś bardzo złego. W sobotę rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania. 

63-latek wyszedł na spacer w piątek około południa. Bliscy nie wiedzieli, gdzie poszedł, ani o której zamierzał wrócić. Dlatego w sobotę rano, gdy zgłoszono jego zaginięcie do pomocy powołano kilkadziesiąt osób – strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej, policjantów i mieszkańców – głównie sąsiadów 63-latka, którzy doskonale go znali. Przywieziono też psy tropiące.

 

ZOBACZ TEŻ: Morze wyrzuciło statek widmo na brzeg. We wraku dokonano makabrycznych znalezisk!

 

Prowadzący poszukiwania postanowili skupić się na spenetrowaniu brzegów niewielkiej rzeczki Wielopolka, która przepływa przez Skrzyszów. Sobotnie poszukiwania nie przyniosły rezultatu – po 63-latku nigdzie nie było nawet śladu. Żmudne przeczesywanie brzegów rzeki, zarośli i innych prawdopodobnych miejsc przebywania zaginionego okazały się bezowocne. O 22 poszukiwania przerwano.

 

Zostały one wznowione w niedzielę z samego rana. Strażacy z wykorzystaniem pontonów wkroczyli w koryto Wielopolki nie przeszukując już tylko jej brzegów. Okazało się to dobrą decyzją, choć niestety strażacy dokonali makabrycznego odkrycia. Po kilku godzinach natrafili na zwłoki 63-latka. 

 

Służby na razie nie udzielają szerszych informacji na temat zdarzenia. Przyczyna śmierci mężczyzny oraz powód, przez który znalazł się on w rzece pozostają nieznane.

 

Okres sylwestrowy i noworoczny to czas szczególnego wzmożenia służb. Ludzie wracający z imprez potrafią czasem zgubić się w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Alkohol również nie sprzyja powrotom do domów. Dlatego apelujemy do Was przy tej okazji o rozwagę, tym bardziej, że pogoda się pogarsza i z dnia na dzień jest coraz zimniej.

Strażacy przyjechali do pożaru auta. Nie spodziewali się tego, co zobaczą

Strażacy przyjechali do pożaru auta. Nie spodziewali się tego, co zobaczą

W Milanówku pod Warszawą doszło do wstrząsającego zdarzenia. Około 2 w nocy strażacy otrzymali zawiadomienie o pożarze auta na posesji gdzie sprzedawano świąteczne choinki. Nie spodziewali się, że we wraku dokonają tak makabrycznego odkrycia.

Do pożaru doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Na miejsce zadysponowano zastępy straży pożarnej z Grodziska Mazowieckiego. Płonął samochód osobowy marki saab, który stał na placu przy ulicy Królewskiej, gdzie sezonowo sprzedawane są choinki.

 

ZOBACZ TEŻ: Od 200 lat nikt nie umie rozszyfrować tego napisu. Miasto ogłosiło nagrodę!

 

Gdy udało się opanować ogień, który strawił zarówno przedział pasażerski jak i silnikowy auta, strażacy dokonali makabrycznego odkrycia. Na tylnym siedzeniu auta leżały zwęglone zwłoki. Najprawdopodobniej był to mężczyzna. Czy sprzedawał w tym miejscu choinki i został na noc w aucie, próbując się ogrzać?

 

Na to wskazują ustalenia dokonane przez dziennikarzy fakt24.pl. Mężczyzna przebywający w aucie dogrzewał się poprzez jakąś dodatkową instalację i wówczas musiało dojść do zwarcia i zaprószenia ognia. Dlaczego nie udało mu się uciec? Być może spał w momencie wybuchu pożaru, a gęsty, toksyczny dym z płonących elementów auta sprawił, że mężczyzna stracił przytomność.

 

Sprawa jest badana przez biegłych z zakresu pożarnictwa pod nadzorem prokuratury. Śledczy ustalają też tożsamość zmarłego mężczyzny.

Przed śmiercią nagrali FILM? Nowe wstrząsające fakty o wypadku nastolatków w Lubuskiem!

Przed śmiercią nagrali FILM? Nowe wstrząsające fakty o wypadku nastolatków w Lubuskiem!

Mija kilka dni od tragicznej śmierci piątki nastolatków, która we wtorkowy poranek zmierzała do pracy w jednym z supermarketów. Wyniki sekcji zwłok dały pewne odpowiedzi na temat przyczyn śmierci całej piątki. Pojawiły się też nowe i wstrząsające informacje dotyczące samego wypadku i jego okoliczności.

Jak podaje serwis fakt24.pl tuż przed wypadkiem piątka nastolatków wrzuciła do internetu film ze swojej szaleńczej jazdy. Słychać na nim jak jedna z dziewczyn krzyczy „180, 190!” – czy naprawdę aż tyle jechali młodzi ludzie wąskimi drogami w okolicach Ciborza i Skąpego?

 

Lubuskie: samochód wpadł do jeziora. Dramatyczna walka strażaków o życie ofiar

Lubuskie: samochód wpadł do jeziora. Dramatyczna walka strażaków o życie ofiar

Dziś w godzinach rannych doszło do tragicznego i dramatycznego wypadku w województwie lubuskim. Na drodze Cibórz – Skąpe, niedaleko Świebodzina, przypadkowy świadek spostrzegł uszkodzone barierki na poboczu drogi. Po chwili dostrzegł dach samochodu wystający ze znajdującego się za nimi jeziora. 

Strażacy odebrali wezwanie około 6 rano. Zgłaszający nie widział momentu wypadku, nie mógł więc powiedzieć jak długo auto znajdowało się w wodzie. Samochód znajdował się w płytkim rozlewisku jeziora i rzeki Ołobok. Przybyli na miejsce strażacy od razu rozpoczęli akcję ratowniczą. Udało im się wyłowić pięć osób – kierowcę i czworo pasażerów.

 

ZOBACZ TEŻ: Drugi UDAR Jacka ROZENKA? „Wszystko zostało…”

 

Wszystkie osoby wyłowione z auta, to młodzi ludzie – dwie kobiety i trzech mężczyzn. Wszystko wskazuje na to, że osoby siedzące z tyłu nie były przypięte pasami i w momencie wypadku wpadły na tych siedzących z przodu. Jedna osoba była zakleszczona i strażacy musieli użyć nożyc hydraulicznych by ją wydobyć.

 

Na miejsce zadysponowano między innymi śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo długie reanimacji, nie udało się uratować żadnej z pięciu osób. O godzinie 7:47 lekarz stwierdził zgon wszystkich ofiar wypadku.

 

Jego przyczyny będzie ustalała policja. Wszystko wskazuje na to, że na łuku drogi kierowca stracił panowanie nad autem, uderzył w barierki i je przebił, po czym auto wylądowało w wodzie. Wciąż otwarta pozostaje kwestia, o której doszło do wypadku i w jakich dokładnie okolicznościach oraz kim są ofiary.

 

fakt.pl /foto: zdjęcie ilustracyjne

Policjanci uratowali ich z płonącego domu. Prosty i genialny pomysł na wagę ludzkiego życia!

Policjanci uratowali ich z płonącego domu. Prosty i genialny pomysł na wagę ludzkiego życia!

Ogień odciął drogę ucieczki ludziom zamieszkującym jednopiętrową kamienicę w Moskwie, rosyjskiej stolicy. Policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce także nie byli w stanie dostać się do płonącego domu. Na szczęście wpadli na świetny pomysł, który uratował życie kilku osób! 

Zdarzenie nagrał rejestrator samochodowy zamontowany w radiowozie, którym przyjechali do akcji policjanci. Byli na miejscu jako pierwsi – straży pożarnej wciąż nie było widać, tymczasem ogień coraz bardziej ogarniał mieszkanie, w którym uwięzienie byli ludzie.

 

ZOBACZ TEŻ: Ubezpieczyciel nie wierzył, że ich bliski zmarł. By uzyskać wypłatę polisy zrobili coś makabrycznego!

 

Wtedy funkcjonariusze wezwali na pomoc kierowcę auta dostawczego. Wysoki samochód z dużą skrzynią ładunkową sięgał niemalże do wysokości piętra kamienicy! Ludzie, których ogień odciął w mieszkaniu mogli wyskoczyć bezpiecznie, bez ryzyka kontuzji i złamań, a nawet uratować część swojego dobytku. 

 

S

 

Pożar wkrótce rozprzestrzenił się tak, że objął oba piętra budynku. Na szczęście wszyscy, dzięki trzeźwej reakcji policjantów, zostali uratowani. Straży pożarnej pozostało tylko ugasić budynek.

Horror w Jeleniej Górze: psy ROZSZARPAŁY człowieka. Strażacy nie mogli ich odgonić od zwłok!

Horror w Jeleniej Górze: psy ROZSZARPAŁY człowieka. Strażacy nie mogli ich odgonić od zwłok!

Makabryczne sceny rozegrały się przy ulicy Wincentego Pola w Jeleniej Górze. Cztery agresywne psy zaatakowały i powalił dorosłego mężczyznę. Dosłownie rozszarpały go, a co gorsza, były tak agresywne, że nie dało się do nich podejść. Strażacy mieli ogromny problem aby odgonić je od umierającego mężczyzny. 

Mężczyznę zaatakowały cztery owczarki niemieckie. Przybyli na miejsce strażacy nie byli w stanie ich odgonić. Usiłowali polewać agresywne zwierzęta wodą pod wysokim ciśnieniem, jednak to w niczym nie pomagało.

 

ZOBACZ TEŻ: Wściekli imigranci podłożyli ogień. W płomieniach zginęła matka z dzieckiem!

 

Tymczasem liczyła się każda minuta, by dotrzeć do umierającego i udzielić mu pomocy. Strażakom w odpędzaniu psów pomogli ratownicy medyczni, którzy obrzucili oszalałe zwierzęta kamieniami i odstraszyli sygnałami dźwiękowymi karetki. Niestety, mężczyzny nie udało się uratować. 

 

Weterynarz, który przybył na miejsce zdecydował o uśpieniu wszystkich czterech psów. Po tym co zaszło wydaje się to jedyną rozsądną decyzją.

Przerażający pożar bloku w Łodzi. Poparzony mężczyzna uciekł przed ogniem na balkon! [VIDEO]

Przerażający pożar bloku w Łodzi. Poparzony mężczyzna uciekł przed ogniem na balkon! [VIDEO]

Do dużego pożaru doszło w sobotę w Łodzi, w bloku przy ulicy Służbowej na Widzewie. Strażacy mieli do przeprowadzenia trudną akcję, bowiem ewakuacji wymagał poparzony mężczyzna, którego płomienie uwięziły na balkonie 6 piętra bloku. 

Cała akcja została nagrana przez jednego z mieszkańców osiedla. Na nagraniu widzimy strażaków, którzy wspinają się do poszkodowanego i usiłują go ewakuować. Początkowo mieszkaniec bloku nie chce współpracować, zapewne będąc w szoku. Wreszcie udaje się go ściągnąć na dół.

 

ZOBACZ TEŻ: Chocianów: gdy zmarła mu matka, zakopał ją w ogródku. Potem przez 5 lat…

 

W akcji brało udział 9 zastępów straży. Jednak co ciekawe, nie była to jedyna interwencja na Służbowej. Po północy okazało się, że ogień w mieszkaniu wybuchł jeszcze raz. Prawdopodobnie zaprószeniu uległa szafa, od wiatru wiejącego przez wybite i pootwierane okna. Tym razem na szczęście obyło się bez ewakuacji i ofiar, a pożar został szybko ugaszony.

 

 

Nagranie to jest bardzo ciekawe, bo przedstawia pracę strażaków na prawdziwej i groźnej akcji. Nie są to ćwiczenia, a od ich decyzji i ruchów zależało ludzkie życie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.