zniknęła dwa dni po ślubie

Dwa dni po ślubie zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Rodzina jest zrozpaczona

24-letnia Roksana Rakowska zaginęła 3 grudnia. Wjechała swoim autem z domu w Skarszewach w województwie pomorskim i ślad po niej zaginął. Była zaledwie dwa dni po ceremonii ślubnej.

24-latka poruszała się czerwonym volkswagenem golfem o numerze rejestracyjnym PZL 62M5. Powiedziała bliskim, że jedzie do sklepu po bułki, ale z domu nie zabrała ani portfela, ani telefonu komórkowego. Ostatnie nagranie monitoringu na którym widać jej auto pochodzi z drogi prowadzącej w stronę Starogardu Gdańskiego.

 

Kobieta tego samego dnia miała jechać ze świeżo poślubionym mężem do urzędu. Dlatego gdy nie wróciła do domu, od razu zgłoszono sprawę na policję. Jednak jak dotąd nie natrafiono na żaden ślad Roksany.

 

Las, przez który przejeżdżała został przeszukany przez policję, psy tropiące, wykorzystano także helikopter. Jednak po czerwonym Golfie ani śladu.

 

Kobieta w dniu zaginięcia była ubrana w czerwoną kurtkę z kapturem. Ma około 160-170 centymetrów wzrostu i niebieskie oczy. Szczupła, włosy proste, długie o kolorze ciemny blond. Jeśli ktokolwiek wie coś na temat jej zaginięcia, powinien skontaktować się z policją.

 

wp.pl/ foto: facebook

poszukiwania 12-letniego Daniela

12-letniego Daniela poszukiwano przez trzy dni. Teraz na jaw wyszły wstrząsające powody jego zniknięcia!

Przed kilkoma dniami wszyscy żyliśmy poszukiwaniami 12-letniego Daniela, który zniknął spod domu swojej babci w Izdebkach koło Brzozowa. Teraz, gdy chłopiec jest już bezpieczny, okazuje się że do tego czynu mogła popchnąć go dramatyczna sytuacja w jego domu.

 

Daniela przez trzy dni poszukiwało koło tysiąca osób – policjantów, strażaków, sąsiadów, żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Daniel ma dziewięcioro rodzeństwa i w trakcie czynności w jego domu policjantki dokonujące przeszukania doszły do wniosku, że jedna z jego sióstr mogła zostać zgwałcona.

 

 

ZOBACZ: Modlitwa „Ojcze nasz” z nowym tekstem. „To prawdziwa rewolucja”!

 

 

W związku z tym zatrzymano ojca Daniela, a dzieci skierowano do ośrodka opieki. Matka, która nie mogła się z tym pogodzić i krzyczała, że się zabije została odwieziona do szpitala. Ojciec usłyszał zarzuty doprowadzenia do innej czynności seksualnej osoby poniżej 15 roku życia. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia. Ale jak mówi prokuratura, śledztwo toczy się także w kierunku narażenia 12-letniego Daniela na ciężki uszczerbek na zdrowiu i utratę życia.

 

 

ZOBACZ: Nowy Sącz: zgwałcili 14-latkę. Wszystko nagrali i rozesłali po całym mieście!

 

 

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Daniel był świadkiem gwałtu na swojej młodszej siostrzyczce, dlatego uciekł z domu. Zresztą nie pierwszy raz – cztery lata temu doszło do podobnej sytuacji. Jego rodzina była w bardzo trudnej sytuacji materialnej dopóki nie wprowadzono programu 500 plus. Jednak i to nie rozwiązało sprawy, bo bez pomocy GOPS rodzina nie radziła sobie z dysponowaniem takimi pieniędzmi. Jak też się okazuje był jeszcze jeden, nieznany dotąd nikomu problem.

 

Oby ten głos rozpaczy 12-latka stał się okazją do odmiany losu jego rodziny. Być może ta ucieczka to paradoksalnie najlepsze, co mogło spotkać chłopca i jego bliskich – bo pomoże zakończyć dramat, który przez lata rozgrywał się w czterech ścianach.

 

o2.pl/ foto: policja

więzienia, radiowóz, księża, narkotyki, wanną, egipcjanin, mieszkańców

Myśleli, że zaginął 3 lata temu. Przerażająca prawda właśnie wyszła na jaw!  

Stanisław K. mieszkał w Mysłakowicach na Dolnym Śląsku. W 2015 roku wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Szukali go policjanci, rodzina i sąsiedzi. Okazuje się jednak, że prawda na ten temat była zupełnie inna.

Policjanci pracujący nad sprawą musieli wziąć pod uwagę różne hipotezy, np. zabójstwa. Po trzech latach prac nad sprawą hipoteza ta stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Śledczy zaczęli podejrzewać, że mężczyzna wcale nie zaginął. W związku z tym zdecydowano się na zatrzymanie Andrzeja K., syna zaginionego.

 

Mężczyzna chyba sam miał dość ciężaru, który na nim spoczywał i przyznał się do winy oraz wskazał miejsce ukrycia ciała. We wskazanym miejscu faktycznie ujawniono zwłoki Stanisława K. Lekarz medycyny sądowej, który przeprowadzał oględziny stwierdził, że do śmierci mogły przyczynić się rozległe obrażenia głowy.

 

ZOBACZ: Pozbawiono go genitaliów i próbowano odciąć głowę. Zwłoki porzucono w lesie

 

 

Co ciekawe Andrzej K. nie trafił do aresztu! Sąd uznał, że nie ma takiej potrzeby. Na podstawie jego zeznań i zgromadzonego materiału sąd doszedł do wniosku, że nie zachodzi ryzyko, że mógłby on utrudniać śledztwo lub uciekać. Wszystko wskazuje bowiem na to, że śmierć Stanisława K. była efektem przekroczenia obrony koniecznej przez Andrzeja.

 

Czy jednak po trzech latach śledczy będą w stanie faktycznie i ponad wszelką wątpliwość ustalić rzeczywisty przebieg wypadków? Miejmy nadzieję, że tak właśnie się stanie i w sprawie zapadnie sprawiedliwy wyrok.

policja, oględziny, 18-latek

Co działo się z Pauliną Dynkowską po zaginięciu? Na jaw wychodzą makabryczne szczegóły!

W piątek po południu policja odnalazła zapakowane w torbę zwłoki, które najpewniej należały do zaginionej od 20 października kobiety. W sprawie zatrzymano już trzy osoby. Powoli poznajemy wstrząsające szczegóły na temat tego, co stało się z Pauliną Dynkowską po zaginięciu.

W sobotę rano kobieta wracała z imprezy. Około 6:30 wraz z Pauliną Dynkowską wyszedł jej kolega, jednak szybko zatrzymał się w jednym z lokali gastronomicznych. Ona poszła dalej – rejestrowały ją kolejne kamery na Piotrkowskiej.

 

Monitoring wychwycił też mężczyznę w wieku 40-50 lat, który wyglądał jakby obserwował Paulinę. Około 8 rano kamery zaobserwowały ich idących razem przez skrzyżowanie ulic Zielonej i Alei Kościuszki. Kolejne kamery nagrały ich o 8:19 w okolicach kamienicy przy ulicy Żeromskiego, w której mieszkała duża grupa imigrantów zarobkowych.

 

 

ZOBACZ: Gwałcili własne dzieci i oddawali je innym zboczeńcom! Zwyrodniała para z Krapkowic usłyszała śmieszny wyrok!

 

Policja nie ujawniła roli mężczyzny z monitoringu, ani tego czy to on jest wśród zatrzymanych. Mniej-więcej wiemy już jednak jaki los spotkał Paulinę. W mieszkaniu przy Żeromskiego, które policja wytypowała jako miejsce zbrodni, obchodzono się z nią niezwykle brutalnie. Na jej ciele znaleziono wiele śladów bicia, oraz rany kłute szyi.

 

Tego samego dnia jej zwłoki zapakowano w foliowy worek i niebieską sportową torbę, po czym wywieziono około 18 w rejon Stawów Jana. Torbę wyrzucono niedaleko ścieżki prowadzącej z Kosynierów Gdyńskich do Stawów Jana.

 

 

ZOBACZ: Chcieli rozprawić się z mitem przerażającej staruszki z lasu. Dokonali strasznego odkrycia! [VIDEO]

 

Dzisiaj prokuratura postawi trójce zatrzymanych – dwóm Gruzinom i Białorusince – zarzuty, a sąd zdecyduje o ich tymczasowym aresztowaniu. Osoby te miały wiedzieć o zbrodni i nie poinformowały służb. Morderca zaś jest wciąż na wolności!

 

ZOBACZ TAKŻE:

 

Łódź: makabryczny finał poszukiwań Pauliny Dynkowskiej. Zatrzymano troje IMIGRANTÓW, ale nie mordercę!

 

Łódź: trwają gorączkowe poszukiwania Pauliny Dynkowskiej. Co stało się z dziewczyną?

fakt.pl/ foto: łódzka policja/ twitter.com

lasu

Zaginął 3 tygodnie temu na grzybach, gdy wszyscy stracili nadzieję okazało się, że żyje. Niesamowita historia!

Rosja ze swoimi przestrzeniami to kraj, który ciężko objąć rozumem i uświadomić sobie jak potężne odległości dzielą jej miasta, wioski i osady, szczególnie za Uralem. Nic więc dziwnego, że wyszedłszy na grzyby do lasu można w nim dosłownie przepaść. Tak stało się i tym razem, ale to jednak historia z happy endem – mężczyzna, który zaginął odnalazł się 200 kilometrów dalej!

 

Wiktor Winogradów, 65-latek ze wsi Podgomy w Kraju Krasnojarskim wyszedł 3 października na grzyby wraz ze swoim psem Thorem. Nie wrócił na noc do domu, dlatego rozpoczęto poszukiwania. Przeczesano las o powierzchni 100 kilometrów kwadratowych, ale nie natrafiono na żaden ślad mężczyzny. Szukało go ponad 200 osób. Wreszcie akcję odwołano.

 

Tymczasem 21 października Winogradów zadzwonił do rodzinnego domu ze wsi Kuskun oddalonej o, bagatela, 200 kilometrów! Jak to możliwe i jak mężczyzna przeżył 3-tygodnie w tajdze?

 

 

ZOBACZ: Wyjechała walczyć z depresją, wkrótce znaleziono jej ZWŁOKI na drzewie. Została potraktowana niewyobrażalnie BESTIALSKO

 

 

Jak opowiada Winogradow, zgubił się z powodu niedźwiedzicy z młody, którą usiłował ominąć szerokim łukiem. Wtedy stracił orientację. Jego pies, Thor, cały czas towarzyszył mu w poszukiwaniach domu. Mężczyzna jadł to co znalazł w lesie, m.in. jarzębinę. Gorzej było z psem, który raczej nie był w stanie zmusić się do diety roślinnej.

 

W dzień Wiktor często niósł psa, który nie miał już siły iść, zaś nocami Thor ogrzewał go i śpiąc z nim nie pozwalał mu umrzeć z wychłodzenia. W lesie znalazł także opuszczoną chatę, a w niej butelkę oleju, która stała się ważnym elementem diety człowieka i psa.

 

Po dotarciu do Kuskun okazało się, że Wiktor schudł 16 kilogramów, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W przeciwieństwie do Thora – psiak zgubił 8-kilogramów, a dodatkowo stwierdzono u niego niedrożność jelit, przez niezbędna była operacja. Mimo wszystko czworonóg przeżył i dochodzi do siebie, chociaż jego stan wciąż jest ciężki. Mamy nadzieję, że obaj dojdą do siebie i jeszcze nie raz wybiorą się do lasu!

 

o2.pl

szukali go na dnie jeziora, modelki

Pomorze: marzyła o karierze modelki, a jej zwłoki wyłowiono z jeziora. Tajemnicza śmierć hostessy

Sara D. od dawna starała się by rozpocząć karierę modelki. Kobieta, która miała bardzo jasne plany i pragnienia w pewnym momencie po prostu zniknęła. Przez kilkanaście dni szukała jej rodzina i policja. Finał poszukiwań był tragiczny.

Sara D. mieszkała w Gdańsku, a pochodziła z Malborka. Przez kilka lat pracowała jako kelnerka i hostessa, jednak jej największym marzeniem było zostanie modelką. Ze względu na wzrost – 160cm – miała problemy z tym, by dostać angaż modelki. Ale próbowała z całych sił. Brała udział w lokalnych konkursach piękności, była bardzo zmotywowana.

 

Jednak życie w tym wypadku było dość brutalne i Sara mimo niezaprzeczalnej urody nie zdołała zostać modelką. Wtedy pojawiły się problemy z narkotykami, przez które kobieta trafiła do Ośrodka terapii Uzależnień w miejscowości Ciemna. To właśnie stamtąd uciekła i zaginęła.

 

 

ZOBACZ: W tym jeziorze spoczywają setki szkieletów. Ich tajemnica okazała się makabryczna!

 

 

Co ciekawe, znajomi lekceważą jej problemy z narkotykami, uznając że nic takiego nie miało miejsca. A jednak z jakiegoś powodu Sara trafiła na terapię.

 

Po ucieczce z ośrodka policja sprawdzała wszelkie możliwe tropy. Przeczesano okoliczne lasy, pytano wśród jej znajomych. Z nikim się nie skontaktowała. Wreszcie, policja dostała sygnał o zwłoka pływających po jeziorze Kamieniczno. Okazało się, że to zwłoki Sary.

 

Sekcja zwłok, której wyniki powinniśmy znać w listopadzie powinna pomóc w określeniu przyczyn śmierci i ewentualnego zamieszania w to osób trzecich. Być może sprawa ma jeszcze wątki, których nie zgłębiły służby, ani nie zna ich najbliższa rodzina?

ukrywał się w lesie

Łódzkie: pokłócił się w pracy i ukrył się w lesie. Tragiczny finał trzytygodniowych poszukiwań

Paweł C. – 27-latek mieszkający pod Łodzią został odnaleziony martwy niedaleko Modlicy – miejscowości, w której pracował. Poszukiwania mężczyzny trwały przez niemal trzy tygodnie. Przypadkowi świadkowie twierdzili, że przez cały ten czas ukrywał się w lesie. Co spowodowało, że mężczyzna zaczął tak niedorzecznie się zachowywać?

 

Ostatni raz w pracy Paweł C. pojawił się 20 września. Miał się wtedy pokłócić ze współpracownikami. W nocy 21 września opuścił kwaterę pracowniczą, w której mieszkał i rzekomo udał się do domu rodzinnego. Poinformował o tym przez telefon swoją partnerkę. Jednak nigdy nie dotarł w rodzinne strony.

 

Zaniepokojona rodzina rozpoczęła wspólnie z policją i strażą poszukiwania. Wkrótce pierwsi świadkowie zgłosili, że widzieli mężczyznę w lasach dookoła Modlicy. Miał się on bać ludzi i uciekać od nich.

 

Ważniejsze od rozstrzygnięcia dlaczego tak się dzieje, stało się szybkie odnalezienie Pawła i zapewnienie mu odpowiedniej opieki. W sobotę 30 września na policję zgłosił się człowiek, który spotkał Pawła C. w lesie pod Modlicą. Zaginiony miał palić w lesie ognisko. Przechodzień usiłował go zatrzymać, ale uciekł mu i zniknął w gęstwinie. Zaalarmowanym służbom także nie udało się trafić na trop Pawła.

 

 

ZOBACZ: Tajemnicza śmierć: pół roku szukali go w Niemczech, tymczasem zwłoki były tuż pod domem! Historia jeży włosy na głowie

 

 

W ostatnią niedzielę po raz kolejny do pracy ruszyli policjanci i strażacy. Niestety, wynik ich poszukiwań był tragiczny. Zwłoki Pawła C. odnaleziono w niewielkiej rzeczce, zaledwie kilometr od miejsca gdzie był widziany po raz ostatni.

 

Sekcja zwłok powinna wyjaśnić przyczynę śmierci mężczyzny. Ale co sprawiło, że przez kilkanaście dni żył w lesie z dala od ludzi? Jak minęły mu te dni i co spowodowało takie zachowanie? Tego możemy już nigdy się nie dowiedzieć.

 

se.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne 

brat, niepełnosprawnego 12-latka, „Louis Vuitton”, ojca, lekarza, policji, kluczy, nożem, policjant, policjanta, zgwałcić, torturowali, wandal, policja, przestępca, areszt, złodziej, 94-letnią staruszkę. pobiła, dramat noworodka

Podkarpacie: wyszła do lekarza i zniknęła. Znaleźli ją na drugim końcu Europy!

Pani Małgorzata z Przemyśla miała umówioną wizytę kontrolną u lekarza w szpitalu. Wyszła z domu, ale na miejsce nigdy nie dotarła. Przez kilka dni rodzina szukała jej wraz z policjantami. Jednak tego co odkryją raczej się nie spodziewali!

Policjanci sprawdzili najpierw okolice szpitala. Ustalili, że kobieta nie pojawiła się w gabinecie lekarza, do którego była umówiona. Następnie przeczesano okolice rzeki, szpitale i wszystkie dworce autobusowe i kolejowe w mieście. Okazało się, że na monitoringu dworca autobusowego nagrana została 43-letnia zaginiona. Kupowała bilet, jak się okazało na autobus do… Włoch!

 

Policjanci dotarli do kierowcy, który tego dnia wyruszał w kurs na półwysep Apeniński. Potwierdził, że poszukiwana kobieta była jego pasażerką. Rodzina niezwłocznie ruszyła śladem autokaru, aby przywieźć kobietę z Włoch. W poniedziałek, gdy pani Małgorzata znalazła się w kraju, odwołano poszukiwania.

 

 

ZOBACZ:  5 lat temu zaginęła jako 13-latka. Teraz wróciła do domu i opowiedziała swoją dramatyczną historię!

 

 

Niezależnie od tego z jakich powodów kobieta wyruszyła w tak niespodziewaną podróż, cieszymy się, że odnalazła się cała i zdrowa. Chcielibyśmy, żeby wszystkie poszukiwania zaginionych tak właśnie się kończyły!

więzienia, radiowóz, księża, narkotyki, wanną, egipcjanin, mieszkańców

Polskie Archiwum X: po 40 latach wyjaśniono sprawę tajemniczego zaginięcia! Wstrząsający rezultat

W styczniu 1977 roku na posterunek milicji w Baranowie zgłosiła się zaniepokojona rodzina. Ich 60-letnia krewna wyszła z domu w Wigilię i od tej pory nie dawała znaku życia. Nikt nie wiedział gdzie się udała, nie informowała o planach ani sąsiadów, ani rodziny. Co gorsza, była to osoba chora, wymagająca stałej opieki.  Sprawy tego zaginięcia nie udało się rozwiązać przez dziesięciolecia.

Sprawa zaginięcia pozostawała otwarta aż do 1998 roku, kiedy ostatecznie stwierdzono, że nie jest możliwe ustalenie miejsca przebywania kobiety.

 

We wrześniu ubiegłego roku do sprawy wrócili policjanci z puławskiej komendy z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób. Przejrzeli wszystkie akta sprawy i dokumenty personalne związane z zaginioną. Zajrzeli do policyjnych baz danych i to okazało się strzałem w dziesiątkę. I to strzałem absolutnie wstrząsającym.

 

W tydzień po zaginięciu kobiety akta milicyjne z dzisiejszego województwa kujawsko-pomorskiego odnotowały, że na dworcu PKP w Szubinie zatrzymano starszą kobietę bez dokumentów tożsamości. Ona sama także nie potrafiła powiedzieć jak się nazywa, skąd jest, ani co tu robi. Jej stan był na tyle poważny, że trafiła do szpitala, a następnie do placówki opiekuńczo-leczniczej. Tam żyła aż do 2003 roku!

 

W bazach danych zachowały się zdjęcia tej tajemniczej kobiety. Była bardzo podoba na zaginionej przed 40 laty. Policjanci zbierając dalsze informacje dotarli do pracowników ośrodka. Ci, którzy pamiętali zaginioną kobietę powiedzieli, że została jej nadana nowa tożsamość. Mimo to, do końca życia staruszka prosiła by zwracać się do niej „Jagusia”. To o tyle intrygujące, że zaginiona w Baranowie miała na imię Agnieszka, a tego zdrobnienia używali jej krewni! Wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z jedną i tam samą osobą.

 

W tej niesamowitej historii pojawia się jedno zasadnicze pytanie: jak to się stało, że przez 40 lat nie udało się służbom zidentyfikować i odnaleźć kobiety, która przez wiele lat wciąż żyła kilkaset kilometrów dalej? Rodzina z pewnością odczuje ulgę, że los ich krewnej został wyjaśniony, z drugiej strony nie sposób nie czuć ogromnego niedosytu – przez długi czas istniała możliwość odnalezienia kobiety żywej.

 

wprost.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne