kukurydzy

Ciało w polu kukurydzy. Makabryczne odkrycie pod Łodzią

Od 2 października w Kutnie i okolicach trwały poszukiwania 74-letniej kobiety, która wyszła z domu i ślad po niej zaginął. Po tygodniu policjanci dokonali przerażającego odkrycia. 

Kobieta wyszła z domu w ubiegłym tygodniu w środę. Nie nawiązała kontaktu z bliskimi, którzy zaczęli się o nią martwić. Poszukiwania rozpoczęli policjanci i strażacy. Tym pierwszym udało się ustalić, że kobieta była po raz ostatni widziana około godziny 18:10 na jednej z pętli autobusowych.

 

ZOBACZ TEŻ: Pokazał jak wyswobodzić się z żelaznego uścisku napastnika. Ten sposób nigdy nie zawiedzie! [VIDEO]

 

Nie pomogły poszukiwania w okolicach tego miejsca, ani zebranie zeznań osób, które widziały kobietę. 8 października policyjny patrol przeczesujący pole kukurydzy natknął się na zwłoki kobiety. Jak na razie nie wiadomo jaka była przyczyna śmierci kobiety oraz czy przyczyniły się do niej osoby trzecie.

 

Nadchodząca zima i miesiące złej pogody będą szczególnie groźne dla osób mających problemy zdrowotne. Osoby starsze, które np. cierpią na zaniki pamięci mogą zgubiwszy drogę do domu umrzeć z powodu wychłodzenia organizmu. Dlatego w najbliższych tygodniach szczególnie ważne będzie zwracanie uwagi na swoich najbliższych, lub na obce osoby starsze, które mogą wyglądać na zdezorientowane.

jumbo jet

Gdy obudzili się rano, WIELKI JUMBO JET stał na polu. Skąd się tam wziął?! [VIDEO]

Czasem życie potrafi zaskoczyć. Oto w sennej i spokojnej prowincji Tajlandii, prości mieszkańcy wstając rano, odkryli na polach pod wsią… wielki pasażerski odrzutowiec Boeinga. Skąd Jumbo Jet wziął się na polu? Sytuacja szybko się wyjaśniła!

Dziwne zdarzenie miało miejsce w prowincji Chainat w środkowej Tajlandii. W jednej z niewielkich rolniczych wiosek mieszkańcy przeżyli szok, gdy niedaleko domostw dostrzegli potężnego Boeinga 747, popularnie nazywanego Jumbo Jet.

 

Na początku myślałem, że piloci byli zmuszeni wylądować na polu z powodu braku paliwa. Nigdy nie podróżowałem samolotem, więc nic innego nie przychodziło mi do głowy

 

– powiedział mediom jeden z mieszkańców wioski.

 

Policja wezwana na miejsce zwróciła uwagę, że samolot stoi na betonowych podwyższeniach, a dodatkowo ma wymontowane silniki. Nie mógł więc przylecieć o własnych siłach. Zresztą lądowanie w takich warunkach, bez utwardzanego pasa, nie wchodziło w grę! Dodatkowo był pozamykany na głucho. W środku raczej nikogo nie było.

 

 

Wkrótce okazało się, że samolot jest własnością jednego z mieszkańców wioski! Somchai Phukieow, do którego należał ten teren przyznał, że kupił samolot wycofany z użytkowania.

 

Phukieow zamierza uczynić z niego lokalną atrakcję. Powiedział, że zakupił go w „bardzo okazyjnej cenie” z lotniska w Bangkoku, oddalonego o 100 kilometrów.

 

Na razie właściciel nie zdradza swoich planów względem maszyny, twierdzi jedynie, że ma to być „lokalna atrakcja”.

pijany

Kierowca ciągnika był tak pijany, że zamiast pola orał asfalt na drodze! Policjanci byli w szoku kiedy zobaczyli jak dużo wypił!

Kierowcy maszyn rolniczych mają fantazję jednak to co wyczyniał 63-letni traktorzysta ze wsi Rozkopaczew (woj. lubelskie) przechodzi ludzkie pojęcie. Mężczyzna nie dość, że był pijany i nie miał uprawnień do prowadzenia ciągnika, to zamiast pola orał asfalt. Policjanci zatrzymali go kiedy jechał bez włączonych świateł z opuszczonym kultywatorem rolniczym, którym „drapał” jezdnię.

Te niecodzienne sceny rozegrały się w miniony czwartek. Uwagę policjantów z komendy w Łęcznej (lubelskie) zwrócił dziwnie poruszający się traktor, który nie dość, że nie miał włączonych świateł to jechał środkiem świeżo oddanej do użytku drogi i na dodatek „orał” ją kultywatorem, który pracował na pełnych obrotach. Kierujący ciągnikiem został zatrzymany, wylegitymowany i sprawdzony alkomatem. Był tak pijany, że pomylił asfalt z polem.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Pijany Polak postanowił, że weźmie ACHTUNGA do ręki. Ten koleś jest hardkorem!

 

Przypuszczenia policjantów co do stanu trzeźwości rolnika okazały się trafne, 63-letni mężczyzna był kompletnie pijany, miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jednak to nie był koniec kłopotów starszego pana, okazało się również, że nie ma uprawnień do prowadzenia traktora. Jedynym plusem całej historii jest fakt, że nawierzchnia jezdni nie ucierpiała. Traktorzystę czeka teraz rozprawa sądowa.
źródła: wprost.pl, foto pixabay.com
asfalt

Traktorzysta był tak pijany, że zamiast własnego pola orał nowiutki asfalt! Kiedy policjanci przyjechali na miejsce przecierali oczy ze zdumienia.

Kierowcy maszyn rolniczych mają fantazję jednak to co wyczyniał 63-letni traktorzysta ze wsi Rozkopaczew (woj. lubelskie) przechodzi ludzkie pojęcie. Mężczyzna nie dość, że był na gazie i nie miał uprawnień do prowadzenia ciągnika, to zamiast pola orał asfalt. Policjanci zatrzymali go kiedy jechał bez włączonych świateł z opuszczonym kultywatorem rolniczym, którym „drapał” jezdnię.

Te niecodzienne sceny rozegrały się w miniony czwartek. Uwagę policjantów z komendy w Łęcznej (lubelskie) zwrócił dziwnie poruszający się traktor, który nie dość, że nie miał włączonych świateł to jechał środkiem świeżo oddanej do użytku drogi i na dodatek „orał” ją kultywatorem, który pracował na pełnych obrotach. Kierujący ciągnikiem został zatrzymany, wylegitymowany i sprawdzony alkomatem. Był tak pijany, że pomylił asfalt z polem.

 

ZOBACZ:SZYBCY I WŚCIEKLI po polsku: brawurowy pościg policji za… TRAKTOREM! Rolnicy zawzięcie uciekali, bo…

 

Przypuszczenia policjantów co do stanu trzeźwości rolnika okazały się trafne, 63-letni mężczyzna był kompletnie pijany, miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Jednak to nie był koniec kłopotów starszego pana, okazało się również, że nie ma uprawnień do prowadzenia traktora. Jedynym plusem całej historii jest fakt, że nawierzchnia jezdni nie ucierpiała. Traktorzystę czeka teraz rozprawa sądowa.
źródła: wprost.pl, foto pixabay.com

 

 

 

wyszedł na pole i...

Gdy wyszedł na pole odkrył coś spektakularnego: „wokół nie było ludzkich śladów!”. Jak to możliwe?

Brian Bayliss to rolnik pochodzący z Wiltshire w Anglii. Nie tak dawno wyszedł z samego rana na swoje pole i odkrył coś bardzo dziwnego. Na jego ziemi stały przedziwne śnieżne walce. Wokół nie było żadnych śladów po ewentualnych twórcach. Okazało się, że Anglik miał okazje dojrzeć niezwykle rzadkie zjawisko .

Brak śladów dowodził, że w powstaniu walców nie mógł brać udziału żaden człowiek. Rolnik, który wyszedł na pole i jako pierwszy dostrzegł walce postanowił zrobić im zdjęcie i opublikować w sieci. Szybko znaleźli się ludzie, którzy potrafili wyjaśnić ten niecodzienny widok.

 

ZOBACZ: Wielkopolska: lód wiszący w powietrzu stał się NIESAMOWITĄ atrakcją turystyczną! Wszystko przez potężne mrozy [FOTO&VIDEO]

 

Sprawą zainteresował się Ian Fergusson, meteorolog z BBC. Wytłumaczył, że Brian Bayliss stał się świadkiem zjawiska, które może wystąpić tylko w „idealnych” warunkach:

 

Żeby pojawiły się śnieżne walce, warunki muszą być w sam raz: cienka warstwa śniegu ułożona na lodzie, ale nieprzywierająca do niego, do tego właściwe temperatura, wilgotność powietrza i prędkość wiatru. Szanse na wystąpienie zjawiska zwiększają też gładkie, gołe zbocza, takie jak te w pobliżu Marlborough

 

A Wy mieliście okazję kiedyś zobaczyć coś podobnego na żywo?

jumbo jet

Gdy obudzili się rano, WIELKI JUMBO JET stał na polu. Skąd się tam wziął?!

Czasem życie potrafi zaskoczyć. Oto w sennej i spokojnej prowincji Tajlandii, prości mieszkańcy wstając rano, odkryli na polach pod wsią… wielki pasażerski odrzutowiec Boeinga. Skąd Jumbo Jet wziął się na polu? Sytuacja szybko się wyjaśniła!

 

Dziwne zdarzenie miało miejsce w prowincji Chainat w środkowej Tajlandii. W jednej z niewielkich rolniczych wiosek mieszkańcy przeżyli szok, gdy niedaleko domostw dostrzegli potężnego Boeinga 747, popularnie nazywanego Jumbo Jet.

 

Na początku myślałem, że piloci byli zmuszeni wylądować na polu z powodu braku paliwa. Nigdy nie podróżowałem samolotem, więc nic innego nie przychodziło mi do głowy

 

– powiedział mediom jeden z mieszkańców wioski.

 

Policja wezwana na miejsce zwróciła uwagę, że samolot stoi na betonowych podwyższeniach, a dodatkowo ma wymontowane silniki. Nie mógł więc przylecieć o własnych siłach. Zresztą lądowanie w takich warunkach, bez utwardzanego pasa, nie wchodziło w grę! Dodatkowo był pozamykany na głucho. W środku raczej nikogo nie było.

 

 

Wkrótce okazało się, że samolot jest własnością jednego z mieszkańców wioski! Somchai Phukieow, do którego należał ten teren przyznał, że kupił samolot wycofany z użytkowania.

 

Phukieow zamierza uczynić z niego lokalną atrakcję. Powiedział, że zakupił go w „bardzo okazyjnej cenie” z lotniska w Bangkoku, oddalonego o 100 kilometrów.

 

Na razie właściciel nie zdradza swoich planów względem maszyny, twierdzi jedynie, że ma to być „lokalna atrakcja”.

4-latek przeżył straszną karę

Dolny Śląsk: 4-latek był niegrzeczny. Ojciec wymyślił mu NIELUDZKĄ karę

Dzieci potrafią być naprawdę nieznośne. Jednak nic nie usprawiedliwia ojca, który swojego 4-letniego synka postanowił za karę wywieźć w pole kukurydzy kilka kilometrów od domu i zostawić samemu! A dokładnie taka sytuacja miała miejsce pod Wrocławiem.

 

40-letni pan Robert jechał swoim autem Drogą Krajową nr 8 niedaleko Wrocławia. W pewnym momencie przed jego maskę wybiegło małe dziecko. Mężczyzna na szczęście zdążył wyhamować i nie potracił dziecka. Co więcej, postanowił sprawdzić, dlaczego dziecko biega samopas po ruchliwej drodze.

 

 Zachowywał się jak przestraszone dzikie zwierzę. Był bardzo nieufny, ale po kilku minutach rozmowy przekonałem go, by wsiadł do samochodu Powiedział, że był niegrzeczny, więc tata wystawił go z samochodu i powiedział, że po niego nie wróci!

 

– opowiedział „Faktowi” mężczyzna

 

Chłopiec o imieniu Kubuś nie znał swojego adresu, a najbliższy komisariat był nieczynny  – była niedziela. Na szczęście pan Robert miał w okolicy znajomego, któremu wysłał zdjęcie dziecka. Okazało się, że znajomy zna chłopca i wskazał jego adres!

 

Kubusia odebrał pod pana Roberta jego dziadek. Obiecał, że nie zostawi tak sprawy. Pan Robert z kolei nagłośnił sprawę w Internecie. Policja szybko zainteresowała się tym i wczoraj rodzice dziecka zostali przesłuchani.

 

Matka nie ma sobie nic do zarzucenia – nie było jej wtedy w domu. Poza tym uważa, że cała historia to wymysł dziecka, jednak nie umie wyjaśnić jak malec znalazł się na polu kukurydzy!

 

Ojciec będzie odpowiadał za narażenie dziecka na ciężki uszczerbek na zdrowiu lub śmierć. Grozi mu do 3 lat więzienia, poza tym może stracić prawa rodzicielskie. I chyba tak byłoby w tym wypadku najlepiej – ten gość nie zasługuje na miano ojca!

 

fakt.pl/ foto: pixabay

 

ziemniaki

Sadził ziemniaki na polu swojej partnerki. Nagle dokonał MAKABRYCZNEGO ODKRYCIA  

Pewien mężczyzna mieszkający we wsi Luzino na Syberii dokonał makabrycznego odkrycia pracując na polu należącym do swojej 60-letniej partnerki. Sadząc ziemniaki wykopał w pewnym momencie ludzkie szczątki. Historia, która opowiedziała mu partnerka mrozi krew w żyłach.

Mężczyzna sadzący ziemniaki najpierw natrafił na czaszkę. Lecz wraz z dalszym przekopywaniem pola znajdował coraz więcej kości. Poinformował o tym swoją partnerkę, a zarazem właścicielkę pola. Ta miała dla niego wstrząsającą i krótką radę zarazem: ma się nie przejmować, bo to tylko szczątki jej byłego męża!

 

Kobieta doradziła mu by zapomniał o sprawie. Mężczyzna jednak nie posłuchał i zgłosił sprawę na policję. Wtedy na jaw wyszedł mroczny sekret jego drugiej połowy.

 

21 lat wcześniej kobieta zamordowała swojego męża. Doszło do tego po tym, jak pijany mąż wrócił do domu i dotkliwie ją pobił. Kobieta zadała mu cios siekierą w głowę, a następnie poćwiartowała zwłoki i zakopała na swoim polu.

 

Sprawę bada specjalna komisja śledcza, która zrekonstruuje przebieg zdarzenia. Służby wykopały też pozostałe szczątki zamordowanego mężczyzny. Kobiecie grozi maksymalnie 10 lat więzienia.

 

wprost.pl/ foto: pixabay

wioska, łąka, pole, lubelszczyzna, dąbrowa, wieś

NAJMNIEJSZA wieś w Polsce czeka na nowych mieszkańców! Chcesz się przeprowadzić? Sołtys pomoże

Dąbrowa w województwie Lubelskim to obecnie najmniejsza zamieszkiwana wieś w Polsce. Liczy ona bowiem… dwoje mieszkańców! Sołtys wraz z żoną mają już dość samotności i szukają sąsiadów. Jak twierdzą – takich warunków nie znajdziemy nigdzie indziej.

 

 

Marian Kołtunicki wraz z żoną Zofią od lat mieszkają w Dąbrowie. Dobrze pamiętają czasy, gdy we wsi tętniło życiem 13 gospodarstw, zamieszkiwanych przez pół setki ludzi. Z biegiem lat sytuacja stawała się coraz gorsza. Starsi umierali, a młodsi uciekali do miasta.

 

W ten sposób poza gospodarstwem sołtysa wszystkie inne zarastają chwastami. Państwo Kołtuniccy przyznają otwarcie, że mieszkanie w samotności jest monotonne i smutne. Ale Dąbrowa zdobyła w ostatnich dniach sporą popularność w mediach. Dzięki temu ludzie spragnieni ciszy i spokoju mogą się nią zainteresować.

 

A jest czym – poza położeniem przemawiać za tym mogą ewentualne koszta, oraz sołtys, który przyszłym sąsiadom jest gotów nieba przychylić!

 

 Zachęcam i zachwalam: u nas jest spokój, przyroda i piękne widoki na bezkresne pola. A gospodarstwo z oborą można kupić już za 1000 zł!

 

– opowiada. Dodatkowo jest skłonny ewentualnym chętnym wskazać gospodarstwa wystawione na sprzedaż, oraz pomóc dopełnić wszystkich formalności. Wcale nas to nie dziwi – na jego miejscu też wiele byśmy zrobili, aby znaleźć bratnie dusze skłonne zamieszkać na takim małym, polskim końcu świata!

 

Niniejszym trzymamy kciuki za pana sołtysa i liczymy, że dla Dąbrowy przyjadą jeszcze dobre dni.

 

wprost.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/pixabay