portret pamięciowy

Znasz go? To nie żart, to portret pamięciowy GROŹNEGO BANDYTY! Internauci OSZALELI na jego punkcie! Wygląda tak bo…

Jeśli myślicie, że nic już Was nie zdziwi – jesteście w błędzie. Jeśli myśleliście, że komedie o policjantach, w których portrecista robi bardzo dziwne malunki, które tylko z daleka przypominają humanoida są zmyślone – jesteście w błędzie. Oto jak namalowano portret przestępcy, który włamał się i obrabował pewien dom.

 

Portret pojawił się na twitterowym profilu policji z Warwickshire w Wielkiej Brytanii.  Internauci byli przekonani, że to żart, ale administrator z pełną powagą wyjaśnił, że obrabowana kobieta tak zapamiętała twarz jednego z bandytów. Ten odwracał jej uwagę, gdy drugi obrabiał jej dom.

 

 

Potwierdzamy, że to wszystko jest prawdziwe, i że spodziewaliśmy się takiego zainteresowania! Ale żarty na bok, portret pamięciowy został stworzony na podstawie dostarczonego opisu i jest poważny, ponieważ kobieta padła ofiarą okropnego przestępstwa. Miejmy nadzieję, że zainteresowanie wokół tej sprawy pozwoli zidentyfikować napastnika i doprowadzić go przed wymiar sprawiedliwości w krótszym czasie

 

– napisano na profilu policji

 

Portret szybko zaczął żyć swoim życiem, a internauci prześcigają się w pomysłach kimże to może być podejrzany bandyta…

 

 

Jak myślicie, portret pomoże złapać złodzieja?

 

wprost.pl/ twitter

kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

TRAGEDIA w Mysłowicach: wszedł do mieszkania i dokonał MASAKRY!

Wciąż nie wiadomo dlaczego 22-letni mężczyzna dopuścił się tak brutalnego i bezwzględnego czynu. Policji udało się za to ustalić szczegóły zdarzenia w Mysłowicach. A te są bardzo wstrząsające.

Do napaści doszło we wtorek około 5 rano. Dyżurny policji w Mysłowicach otrzymał zgłoszenie o zakrwawionym mężczyźnie, który siedzi na trawniku pod jednym z bloków na dzielnicy Bończyk. Przybyli na miejsce policjanci dowiedzieli się od niego, że w mieszkaniu przy ulicy Kazimierza Wielkiego znajdują się kolejne dwie ranne osoby.

 

Na miejscu policjanci zastali 72-letniego mężczyznę i 17-letnią dziewczynę. 72-latek został w ciężkim stanie przetransportowany do szpitala, podobnie jak mężczyzna znaleziony na trawniku. 17-latka niestety już nie żyła w momencie, gdy dotarli do niej policjanci.

 

Funkcjonariusze szybko ustalili, że sprawcą jest 22-letni mieszkaniec Mysłowic. Został on zatrzymany i przewieziony do aresztu. Postawiono mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Co ważne, sprawca i jego ofiary znali się wcześniej. Jednak wciąż nie wiadomo jakie były motywy jego działania.

 

Za te czyny grozić mu może kara dożywotniego pozbawienia wolności. Jednak najpierw policja i prokuratura będą musiały ustalić dlaczego doszło do tragedii i kto był głównym celem nożownika. Czy to właśnie 17-letnia dziewczyna, która nie przeżyła jego ataku?

 

źródło: wirtualna polska wp.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshot youtube

narkotyki

Warszawa: produkował NARKOTYKI, wpadł w kuriozalny sposób: jego dziewczyna myślała, że…

O 1 w nocy warszawscy policjanci odebrali dramatyczny telefon. Młoda kobieta zgłosiła, że jej partner najprawdopodobniej wyskoczył przez okno. Gdy policjanci dotarli na miejsce ujawnili, że wcale nie wyskoczył, a dodatkowo w kuchni dokonali niespodziewanego odkrycia…

 

 

Mimo dramatycznego wezwania, funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce… pocałowali klamkę! Początkowo nikt nie chciał wpuścić ich do środka.

 

 

Kobieta, która wezwała policję wyglądała bardzo podejrzenie. Nie wiedziała gdzie jest i co się dookoła niej dzieje. Już to wzbudziło podejrzenia policjantów. Gdy przeszukali mieszkanie odkryli mini-laboratorium, w którym jej chłopak produkował narkotyki! Sama dziewczyna musiała zaś być pod ich wpływem.

 

 

Policja zabezpieczyła aparaturę, odczynniki chemiczne i gotowe narkotyki, wśród nich tabletki ekstazy, oraz środek znany jako „tabletka gwałtu”, tyle że w formie płynnej.

 

Zapewne zastanawiacie się, co stało się z powodem wezwania, czyli rzekomym samobójcą, a w rzeczywistości producentem prochów? Otóż nigdzie nie wyskoczył, a przed policją schował się… na dachu za kominem! Ewidentnie między nim, a jego naćpaną sympatią doszło do dużego nieporozumienia!

 

40-letni Paweł M. usłyszał zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków, ich udzielenia i produkcji. Zgodnie z decyzją sądu mężczyzna trafił do tymczasowego aresztu.

 

Można podsumować, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Największym wrogiem wytwórcy narkotyków okazał się jego własny produkt, którym poczęstował niewłaściwą osobę!

 

o2.pl/ warszawska policja

radiowóz, pirat, rajdowiec, auto, policja, zatrzymanie pirata. alkomat

Lubelskie: nieoznakowany radiowóz upolował… nieoznakowany radiowóz! Kara była sroga

Mówi się, że prawo jest równe dla wszystkich. Jednak zazwyczaj rzadko mamy przykładów, które potwierdzają tą tezę. A jednak, oto mamy dowód, że przed przepisami ruchu drogowego nie ucieknie nawet funkcjonariusz drogówki i jego służbowy radiowóz!

Do bardzo nietypowej kontroli, w której główną rolę odegrał… radiowóz doszło w Łukowie w województwie lubelskim. Przynajmniej o tym świadczy zdjęcie pokazujące wpis do policyjnego systemu, z którego korzysta drogówka.

 

 

Wynika z niego, że funkcjonariusze z komendy powiatowej w Łukowie zatrzymali do kontroli nieoznakowany radiowóz z komendy w Lubartowie. Policjant nim kierujący przekroczył prędkość o 60km/h.

 

Koledzy po fachu byli dla niego bezlitośni. Nie tylko musi zapłacić mandat, ale odebrano mu też prawo jazdy! Dziennikarze wp.pl potwierdzili na komendzie w Łukowie, że taka sytuacja faktycznie miała miejsce.

 

Cóż, jak widać niektórzy policjanci nie wierzą w zawodową solidarność – może to i lepiej, bo każdy samochód łamiący przepisy tak rażąco stanowi zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

 

fakt.pl/ screenshot

nie postawił wódki, więc zostawili go nieprzytomnego na torach

Nie chciał kupić wódki, więc SKATOWALI GO i położyli na torach. Pociąg ODCIĄŁ mu głowę!

W Katowicach rusza proces w sprawie, która przed niespełna rokiem wstrząsnęła opinią publiczną. 24-letni student został brutalnie pobity przez dwóch alkoholików, którym nie postawił wódki. Potem z rozmysłem zostawili go na torach.

 

28-letni Bartosz J. i 43 letni Daniel R., byli bezrobotnymi alkoholikami. Pierwszy skończył jedynie gimnazjum, drugi był mechanikiem samochodowym, ale ani jednemu, ani drugiemu nie zależało na szukaniu pracy.

 

Pewnego listopadowego dnia szczęście się do nich uśmiechnęło. Mogli na moment przestać pożyczać pieniądze na alkohol lub o nie żebrać. Na ich drodze stanął 24-letni student Orzesza, który wracał z imprezy.

 

Chłopak zgodził się kupić butelkę wódki i został z nimi. Gdy mężczyźni zażądali drugiej flaszki, odmówił. Próbował uciekać, ale Bartosz J. dogonił go, a że trenował kiedyś sztuki walki to poddusił chłopaka na tyle, że stracił przytomność. Wszystko działo się niedaleko dworca kolejowego w Mikołowie. Napastnicy przeciągnęli nieprzytomnego studenta na tory i tam zostawili.

 

Następnego dnia dowiedzieli się od znajomych, że komuś na torach pociąg odciął głowę. Policja początkowo sądziła, że w grę wchodzi samobójstwo.

 

Zwrot w sprawie przyniósł sąsiad Bartosza J., który widział całe zdarzenie. Choć mężczyźni grozili mu, że zabiją go jak komukolwiek o tym powie, zeznał policji prawdziwy przebieg wydarzeń. Dzięki temu obaj sprawcy czekają teraz na wyrok.

 

Bartoszowi J. może grozić nawet dożywocie, jego kompan za zacieranie śladów iż zastraszanie świadka może liczyć na 10 lat odsiadki.

 

wprost.pl/ se/pl/ pixabay

pogrzebowym, pogrzebem

Rodzina była pewna, że NIE ŻYJE! Zaginiony zdążył wrócić tuż przed własnym POGRZEBEM!

Prawdziwe szczęście w nieszczęściu i emocjonalny rollercoaster stały się udziałem pewnej rodziny z pogranicza paragwajsko-brazylijskiego. Kiedy ich 20-letni syn zaginął, byli pewni, że padł ofiarą gangsterskich porachunków. Tymczasem wrócił jak gdyby nigdy nic przed własnym pogrzebem! 

 

Do przedziwnego zdarzenia doszło w wiosce Santa Teresa w Paragwaju. 20-letni Juan Ramon Alfonso Penayo wyszedł z domu 14 czerwca i ślad po nim zaginął. Rodzina była przerażona, bo okolica ta słynie z porachunków narkotykowych karteli. Gdy przez kilka dni Penayo nie dawał znaku życia rodzina uznała, że musiało stać się coś strasznego.

 

Co gorsza, w ostatnią niedzielę policja odnalazła w okolicy zwęglone zwłoki mężczyzny. Uniemożliwiło to identyfikację, ale szybko przyjęto, że musi to być zaginiony Juan Ramon. Rodzina poinformowana o fakcie rozpoczęła żałobę i przygotowania do pogrzebu.

 

Podczas gdy mieszkańcy wioski czuwali przed pogrzebem przy trumnie rzekomego 20-latka, ten prawdziwy… jak gdyby nigdy nic wrócił do wioski! Wciąż nie wiadomo, co działo się z nim przez ten czas. Jednak dla uszczęśliwionej rodziny to chyba najmniej istotne!

 

Problem za to ma lokalna policja! Spalone zwłoki, które po linii najmniejszego oporu skojarzono z akurat zaginionym chłopakiem, wróciły do kostnicy jak N.N. Jeśli nie uda się ich zidentyfikować, trafią pod tym określeniem do grobu. A to do kogo należą pozostanie tajemnicą.

 

wprost.pl 

poznań kamienicy ruiny

Poznań: odciął żonie GŁOWĘ i wysadził w powietrze pół kamienicy. Czy wyjdzie na wolność? Sąd podjął decyzję

Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską. 4 marca miał miejsce tragiczny wybuch gazu w jednej z budynków w Poznaniu. 5 osób zginęło, 20 osób zostało rannych. Wśród gruzów kamienicy odnaleziono ciało z odciętą głową, a śledczy ogłosili, że cała sprawa może być brutalnym morderstwem i bezwzględną próbą zatarcia śladów!

 

29 marca sąd wydał decyzję o 3 miesięcznym areszcie dla Tomasza J. Mężczyzna usłyszał zarzuty morderstwa, znieważenia zwłok i spowodowania częściowego zawalenia budynku mieszkalnego. Odmówił składania zeznań, więc śledczy przystąpili do żmudnej pracy zbierania dowodów, które pozwoliłyby go obciążyć przed sądem.

 

Czas mijał i pojawiła się groźba, że trzy miesiące aresztu nie wystarczą. Sąd musiał zadecydować, czy dotychczas zebrane dowody są wystarczające aby zatrzymać podejrzanego na dłużej.

 

Zdaniem poznańskiego sądu zebrany materiał wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo winy podejrzanego. Dodatkowo nie posiada on stałego miejsca zamieszkania i pracy na terenie Polski. Mógłby więc usiłować zbiec za granicę, a doświadczenie zebrane przez niego wcześniej w pracy poza Polską ułatwiłoby mu ukrycie się przed organami ścigania.

 

Sąd zwrócił też uwagę na podejrzenia, że Tomasz J. mógłby próbować mścić się na swoim 13-letnim synu, oraz na mężczyźnie, z którym jego żona zaczęła spotykać się na krótko przed tragedią. Jej zeznania złożone na początku 2018 roku wskazywały, że Tomasz J. dążył do zabicia syna.

 

W związku z tym sąd zadecydował o przedłużeniu aresztu do 23 września. Mimo wszystko mamy nadzieję, że ta sprawa szybciej znajdzie się na wokandzie, a zebrane dowody pozwolą bezspornie ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w feralny marcowy dzień na poznańskim Dębcu.

 

onet.pl/ foto: tvp info screenshot

zgwałcił cztery kobiety, tajniacy, gang, zatrzymanie, policja

Warszawa: w JEDEN dzień napadł CZTERY kobiety i DWIE z nich ZGWAŁCIŁ. Zwyrodnialec  działał w biały dzień!

To był sądny dzień dla warszawskich kobiet. W jeden dzień, co najmniej cztery z nich padły ofiarą brutalnych napaści. I to za sprawą jednego mężczyzny. 26-letni Kamil W. w biały dzień, w centrum Warszawy napadał na kobiety usiłując je okraść i zgwałcić. Prawdopodobnie napadł na cztery panie, ale ofiar zwyrodnialca może być więcej.

 

Kamil W. nie znał kobiet, które stały się cele jego ataków. Wybierał je przypadkowo. Pierwszą z ofiar udało mu się zgwałcić i okraść, drugą groźbami doprowadził do innej czynności seksualnej. Kolejne dwie ofiary próbował zmusić do tego samego, ale na szczęście bezskutecznie.Wszystkie cztery poszkodowane zgłosiły się tego samego dnia na policję.

 

Podały rysopis sprawcy i określiły miejsce ataku. Wszystko to kazało sądzić policjantom, że mają do czynienia z jednym zwyrodnialcem.

 

Dzięki temu jeszcze tego samego dnia ujęto prawdopodobnego sprawcę. Kręcił się nieopodal miejsca, gdzie zaatakował jedną z kobiet. Być może polował na kolejną ofiarę. Sąd zadecydował o 3 miesięcznym areszcie dla Kamila W., a prokuratura postawiła mu aż 6 zarzutów. Grozić mu będzie do 12 lat więzienia.

 

Ponieważ policja podejrzewa, że gwałciciel mógł dokonać większej ilości napadów, prosi aby wszyscy pokrzywdzeni zgłaszali się do Komendy Rejonowej Warszawa I przy ulicy Wilczej 21.

 

źródło: fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

wypadek wilcza wola

DRAMATYCZNY wypadek dwóch młodych dziewczyn. Policja opublikowała MAKABRYCZNE ZDJĘCIA rozbitego samochodu!

Nadmierna prędkość, brawura i brak doświadczenia, to częste przywary, szczególnie młodych, polskich kierowców. W czasie manewru wyprzedzania osobowe audi kierowane przez 21-letnią dziewczynę wypadło z drogi i rozbiło się o drzewo. Policja ku przestrodze opublikowała zdjęcie wozu.

 

Wypadek zdarzył się na drodze pomiędzy miejscowościami Wilcza Wola i Bojanów w powiecie kolbuszowskim na Podkarpaciu. 21-letnia kierująca audi, jadąca razem z 20-letnią koleżanką, chciała wyprzedzić forda transita. Niestety, w czasie manewru straciła panowanie nad samochodem, wjechała do rowu i uderzyła z całym impetem w drzewo.

 

Siła uderzenia była tak potężna, że dosłownie zdemolowała auto. Aby wyciągnąć kobiety potrzebna była pomoc strażaków. Niestety, nie miały one szans na przeżycie – zginęły na miejscu.

 

Policja opublikowała zdjęcie zmasakrowanego samochodu. Być może ono będzie dobrą przestrogą dla innych kierowców. Na miejscu wypadku do późnych godzin trwały czynności prokuratora i policjantów, a droga była zablokowana.

 

Prawdopodobnie gdyby nie ryzykowny manewr wyprzedzania, obie kobiety dojechałyby bezpiecznie do celu. Warto to wziąć pod rozwagę przy planowaniu nadchodzących wielkimi krokami wyjazdów wakacyjnych.

 

o2.pl/policja.gov.pl