lewitującą

[WIDEO] Facet zobaczył lewitującą dziewczynkę w lesie. Wideo mrozi krew w żyłach

Spacer z psem to jedna z najbardziej odstresowujących czynności jakie znamy. Dla tego mężczyzny na pewno taką nie była. Zauważył on lewitującą dziewczynkę w samym środku puszczy. Dodatkowo, mrozi krew w żyłach to, co wydarzyło się później. Pies zaczął głośno szczekać, więc facet zaczął biec w kierunku ubranego w czerwoną kurtkę dziecka. Wtedy pojawiła się druga postać i zaczęli uciekać!

Co to mogło być? Macie jakieś pomysły? Ewidentnie widać na nagraniu lewitującą dziewczynkę. Tylko jak to możliwe?! I kim jest postać, która do niej podbiega, łapie ją za rękę i uciekają wgłąb lasu? Najprawdopodobniej się tego nie dowiemy, lecz nagranie na prawdę mrozi krew w żyłach…

ZOBACZ:Kobieta urodziła dziecko na drzewie i zeszła z niego dopiero po dwóch dniach. Co za historia!

źródło fot. i wideo: youtube.com

domek, drzewo, las

W środku lasu wybudował bajkowy domek na drzewie. W jego wnetrzu spełniał najbardziej chore fantazje!

Po raz kolejny okazało się, że nic nie jest takie, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Bajkowy, misternie skonstruowany domek na drzewie w środku lasu w stanie Waszyngton w USA był tak naprawdę miejscem praktyk, które jeżą włosy na głowie każdego normalnego człowieka. Na szczęście jego konstruktor, po rocznych poszukiwaniach jest już w rękach policji.

 

W listopadzie 2016 roku pracownicy Departamentu ds. Zasobów Naturalnych dokonali niezwykłego odkrycia. W lesie nad rzeką Snoqualmie na wschód od Seattle, w stanie Waszyngton znaleźli podejrzany domek na drzewie. Nie był on nigdzie zgłoszony, nie figurował w żadnych dokumentach i najpewniej powstał nielegalnie.

 

Gdy pracownik Departamentu wszedł do domku, znajdującego się około 2 metrów nad ziemią, zamarł. Wewnątrz wszystkie ściany obklejone były dziecięcą pornografią. Zabrał kilka zdjęć ze sobą i przekazał policji. Następnie przyprowadził na miejsce przedstawiciela szeryfa, który zebrał więcej dowodów. W domku, poza pornografią znajdowały się zapasy jedzenia i inne przedmioty. Ewidentnie był cały czas użytkowany.

 

 

ZOBACZ: Mieszkał w szopie i udawał biedaka. Policjanci zbierali szczęki z podłogi, gdy weszli do środka!

 

O tym jak znaleziono pedofila przeczytasz na kolejnej stronie

lesie

[VIDEO]Podczas spaceru w lesie natknął się na coś obrzydliwego! Pełzający sznur okazał się (…)!

O tym, że przyroda jest fascynująca przekonał się leśniczy z Nadleśnictwa Cisna (woj.podkarpackie). Mężczyzna spacerował po lesie w godzinach pracy kiedy jego oczom ukazał się dziwnie, wręcz  dla niektórych obrzydliwie wyglądający biały, wijący się sznur. Zaciekawiony leśnik podszedł bliżej zaskakującego zjawiska i wtedy mógł zobaczyć czym to tak naprawdę było.

Pełzający po lesie sznur był niczym innym jak skumulowanymi ze sobą larwami muchówki, ziemiórki pleniówki. Co było celem ich wędrówki, nie wiadomo. W przeszłości krążył przesąd, że wijący się pleń to zwiastun samych nieszczęść tj jak wojna, czy głód. Pleń osiąga długość jednego metra i pojawia się w wilgotnym, mocno zacienionym miejscu.

 

 

 

 

W pełzającym warkoczu może znajdować się nawet kilkaset tysięcy małych, białych larw, które w skupisku wyglądają wręcz odrażająco i mogą odstraszyć ludzi o słabszych nerwach. Póki co nie wiadomo w jaki sposób powstaje to zjawisko i na czym polega wędrówka larw. Według wielu ekspertów droga jaką przemierzają larwy muchówki jest bezcelowa i nie ma większego sensu.

 

Pleń się pleni po Bieszczadach

Podleśniczy Jarek z Krzywego nagrał takie niesamowite "cuś". Wiecie co to jest? To pleń czyli pełznąca masa, złożona z tysięcy maleńkich larw muchówki z gatunku ziemiórki pleniówki. Pleń jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, a przyczyna wędrówki larw do dziś nie została poznana.

Gepostet von Nadleśnictwo Cisna Lasy Państwowe am Mittwoch, 26. Juni 2019

 

źródła: fakt.pl, facebook.com foto facebook.com

lesie

Podczas spaceru po lesie usłyszeli cichy płacz dobiegający z worka na śmieci. Kiedy zajrzeli do środka zamarli!

Przerażającą przygodę przeżyła rodzina spacerująca po lesie Cumming w stanie Georgia (USA). W pewnym momencie spokój i panującą wokół ciszę przerwał cichy płacz dobiegający z zarośli. Kiedy para podeszła bliżej ich oczom ukazał się, żółty worek na śmieci, to właśnie z niego dochodziły dziwne dźwięki. Rodzina bez wahania zadzwoniła na policję.

 

 

 

Mundurowi przyjechali po kilku minutach. Policjanci od razu sprawdzili zawartość plastikowego worka i ku ich zdziwieniu w środku znajdował się noworodek, który przyszedł na świat zaledwie kilka godzin wcześniej! Dziewczynka porzucona w lesie znajdowała się w dobrym stanie. Miała dużo szczęścia, że została w porę odnaleziona, ponieważ mogła umrzeć bądź paść ofiarą dzikich zwierząt.

 

 

Policjanci zapewnili, że zrobią wszystko, by odnaleźć matkę dziecka. Póki co sprawdzają kobiety, które w ostatnim czasie zaszły w ciążę. Nagranie z całej akcji zostało udostępnione na Facebooku. Według najnowszych informacji porzucona dziewczyna jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej i rozwija się prawidłowo.

***FCSO News: UPDATE ON BABY INDIA***The Forsyth County Sheriff’s Office is continuing to aggressively investigate and to follow leads regarding Baby India. As of today, we are still receiving tips from across the country on the possible identity of Baby India. We are happy to report that Baby India is thriving and is in the care of the Georgia Department of Family and Children Services. We are releasing parts of the footage from the body camera worn by the first FCSO Deputy on scene the night Baby India was discovered, Thursday June 6th, 2019. We release this footage in hopes to receive credible information on the identity of Baby India and to show how important it is to find closure in this case. FCSO would also like to remind the public that the State of Georgia has a law called Safe Haven (HB 391). This law allows a child's mother to leave her baby, up to 30 days old, with an employee of any medical facility including any hospital, institutional infirmary, health center or birthing center in Georgia without prosecution. This includes Hospitals, Fire Stations and Police Stations.If you have any information regarding Baby India please call our TIP LINE at 770-888-7308. Your call can remain totally anonymous. #BabyIndia #FCSONOTE: THE FOOTAGE HERE IS GRAPHIC AND VIEWER DISCRETION IS ADVISED.

Gepostet von Forsyth County Sheriff's Office am Dienstag, 25. Juni 2019

 

 

źródła: o2.pl, facebook.com foto pixabay.com

 

 

 

 

kleszcze, kleszcza

Dziewczynka złapała bardzo rzadką chorobę po ugryzieniu przez kleszcza. Uważajcie, w tym roku…

W tym roku kleszcza możemy spotkać praktycznie na każdym kroku. Podobnie rzecz się ma do komarów, które niesamowicie potrafią zakłócić nam życie podczas grillowania czy organizowania ognisk. Mimo wszystko, to właśnie kleszcze przenoszą najniebezpieczniejsze choroby. Ostrzega przed tym matka 7-letniej dziewczynki, która po powrocie do domu z obozu doznała paraliżu kleszczowego.

Kobieta mówi, że na głowie swojej 7-letniej córki dostrzegła kleszcza. Ku jej zdumieniu, było ich więcej. Natychmiast zareagowała, lecz po 10 dniach dziewczynce zaczęła drętwieć noga. Jak tłumaczą lekarze, wszystko przez nieusuniętą część kleszcza. Przez dwanaście godzin walczyli oni o to, aby dziewczynka wróciła do normalnego funkcjonowania. Matka postanowiła podzielić się tą historią ze wszystkimi. Przede wszystkim ma to na celu zwrócenie szczególnej uwagi na swoje pociechy. Po każdym przyjściu z dworu lub lasu albo jakiegokolwiek miejsca gdzie mogły występować kleszcze należy przejrzeć dokładnie pachwiny oraz głowę – w szczególności. Kto wie, czy akurat tym razem nie wybrały właśnie Twojego dziecka.

 

ZOBACZ:Niesamowite odkrycie na dnie Atlantyku. Czy okaże się ratunkiem dla naszej planety?

 

Cieszy fakt, że wszystko dobrze się skończyło, lecz bardzo niepokoi to, że kleszczy jest tak bardzo dużo w tym roku i praktycznie każdy jest narażony na boreliozę, która jak wiemy często ma bardzo złe skutki dla zdrowia i jest groźną chorobą. Uważajcie.

źródło: o2.pl fot. pixabay.com

Ukrainiec, ukrywał się w lesie, Potwór z Lasu

Ukrainiec zasłabł w pracy. Szefowa wywiozła go do lasu na śmierć!

Leśniczy opiekujący się lasem pod Skokami w województwie wielkopolskim dokonał makabrycznego odkrycia. W czasie obchodu natknął się na zwłoki mężczyzny. Nie miał przy sobie dokumentów, a jedynie roboczy strój i rękawicę, całe w drewnianych wiórach. Okazało się, że to Ukrainiec.

Policjanci szybko doszli do wniosku, że ciało musi należeć do obcokrajowca, bowiem nikt nie zgłosił jego zaginięcia i nikt go nie szukał. Dalsze postępowanie wykazało, że to 36-letni Ukrainiec, Wasyl Czornej z okolic Śniatynia, który 4 miesiące temu przyjechał do Polski za chlebem.

 

ZOBACZ TEŻ: Nowa teoria nt. tajemnicy lotu MH370. „Pasażerowie mieli łagodną śmierć”

 

Policjantom udało się ustalić, że mężczyzna pracował w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym, 125 kilometrów od miejsca znalezienia zwłok!

 

Okazało się, że w połowie czerwca Wasyl zniknął. niektórzy pracownicy przyznali, że zasłabł w pracy, ale Grażyna F., szefowa i właścicielka biznesu nie chciała wezwać karetki pogotowia. Zamiast tego wsadziła go do auta i gdzieś pojechała.

 

Zamiast do szpitala, kobieta wywiozła ledwie żywego Ukraińca do lasu pod Skokami, gdzie wyrzuciła go i zostawiła na pewną śmierć. Zapewne bała się konsekwencji zatrudnienia obcokrajowca na czarno.

 

Zamiast tego usłyszała zarzut nieudzielenia pomocy, za co grozi jej 5 lat więzienia. To i tak raczej niewielka kara. Oprócz niej oskarżono też drugiego Ukraińca, który o wszystkim wiedział, ale zataił te informacje przed śledczymi.

 

LSD

Wziął LSD i na golasa przebiegł z Polski do Niemiec! Kiedy go schwytano upierał się, że jest (…)!

Oto skutki zażywania narkotyków, w tym przypadku chodzi o LSD. Wydawać, by się mogło, że ta historia nie wydarzyła się naprawdę. Jednak takie zdarzenie nie dość, że zostało odnotowane, to udokumentowano je na zdjęciach. Mężczyzna, który urządził sobie szalony, nagi bieg to 21-letni Marek H. Obywatel Czech, na stałe mieszkający w Libercu. Okazało się, że schwytany golas zażył zbyt dużą dawkę LSD. Twierdził, że narkotyk pozwala mu zwalczać depresję, jednak tym razem zadziałał na niego zupełnie inaczej.

Czech wyznał, że po zażyciu dawki LSD poczuł się bardzo dziwnie. Wydawało mu się, że stał się tygrysem syberyjskim, a „zwierzęcy instynkt” podpowiedział mu, że czas rozpocząć łowy. Nie namyślając się zbyt długo zrzucił odzienie i na czworakach pognał w nieznane. 21-latek biegł w ten sposób przez dobrych 8 godzin. Najpierw dotarł lasami na terytorium Polski, a ostatecznie ujęto go w przygranicznym niemieckim mieście Gorlitz, gdzie stał nago na peronie.

 

 

Przemierzając polskie lasy został uwieczniony na tzw. fotopułapce, którą zamontowano na jednym z drzew. Śledczy ustalili, że udało mu się pokonać dwie granice, a dystans jaki pokonał to 25 kilometrów. Podczas zatrzymania nie znaleziono przy nim żadnych substancji psychoaktywnych. Mężczyzna dostał mandat za obnażanie się w miejscach publicznych i został odwieziony do Czech.

 

 

źródła: ckm.pl, foto youtube.com

depresją, las, drwale, wózek

Wyszedł na grzyby i zniknął. Znalazł się po 3 tygodniach, 200 kilometrów od domu!

Rosja ze swoimi przestrzeniami to kraj, który ciężko objąć rozumem i uświadomić sobie jak potężne odległości dzielą jej miasta, wioski i osady, szczególnie za Uralem. Nic więc dziwnego, że wyszedłszy na grzyby do lasu można w nim dosłownie przepaść. Tak stało się i tym razem, ale to jednak historia z happy endem – mężczyzna, który zaginął odnalazł się 200 kilometrów dalej!

Wiktor Winogradów, 65-latek ze wsi Podgomy w Kraju Krasnojarskim wyszedł 3 października 2018 roku na grzyby wraz ze swoim psem Thorem. Nie wrócił na noc do domu, dlatego rozpoczęto poszukiwania. Przeczesano las o powierzchni 100 kilometrów kwadratowych, ale nie natrafiono na żaden ślad mężczyzny. Szukało go ponad 200 osób. Wreszcie akcję odwołano.

 

Tymczasem 21 października Winogradów zadzwonił do rodzinnego domu ze wsi Kuskun oddalonej o, bagatela, 200 kilometrów! Jak to możliwe i jak mężczyzna przeżył 3-tygodnie w tajdze?

 

 

ZOBACZ: Wyjechała walczyć z depresją, wkrótce znaleziono jej ZWŁOKI na drzewie. Została potraktowana niewyobrażalnie BESTIALSKO

 

 

Jak opowiada Winogradow, zgubił się z powodu niedźwiedzicy z młodymi, którą usiłował ominąć szerokim łukiem. Wtedy stracił orientację. Jego pies, Thor, cały czas towarzyszył mu w poszukiwaniach domu. Mężczyzna jadł to co znalazł w lesie, m.in. jarzębinę. Gorzej było z psem, który raczej nie był w stanie zmusić się do diety roślinnej.

 

W dzień Wiktor często niósł psa, który nie miał już siły iść, zaś nocami Thor ogrzewał go i śpiąc z nim nie pozwalał mu umrzeć z wychłodzenia. W lesie znalazł także opuszczoną chatę, a w niej butelkę oleju, która stała się ważnym elementem diety człowieka i psa.

 

Po dotarciu do Kuskun okazało się, że Wiktor schudł 16 kilogramów, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W przeciwieństwie do Thora – psiak zgubił 8-kilogramów, a dodatkowo stwierdzono u niego niedrożność jelit, przez niezbędna była operacja. Mimo wszystko czworonóg przeżył i dochodzi do siebie. Mamy nadzieję, że obaj dojdą do siebie i jeszcze nie raz wybiorą się do lasu!

 

o2.pl

lesie

Zaskakujące odkrycie w polskim lesie. Nikt nie wie co to jest

W lesie w Bieszczadach dokonano dziwnego odkrycia. Znaleziono niespotykanego do tej pory w polskich lasach grzyba. Nikt nie wie jak się nazywa i nie ma o nim żadnych konkretnych informacji. Sytuacja miała miejsce w kwietniu bieżącego roku. Dopiero teraz wiadomo, że do tej pory nie występował on w polskich lasach.

Okazuje się, że znaleziony w bieszczadzkim lesie grzyb to Gyromitra Fastigiata. Wcześniej mówiono, że może to być piestrzenica pochyła, olbrzymia lub kasztanowata. Na początku kwietnia w Nadleśnictwie Baligród pojawił się przedziwny grzyb. Piestrzenica, bo o niej mowa, została znaleziona w baligrodzkich lasach. Na pierwszy rzut oka owocnik wydał się ciekawy i z dużą dozą niepewności napisałem, że może być to bardzo rzadka piestrzenica pochyła. „Za ciemny”, „za duży” „to na pewno piertrzenica olbrzymia” „…a może kasztanowata?” rozgorzała dyskusja na fanpagu Nadleśnictwa. Miło mi poinformować, że pomyliliśmy się wszyscy, ponieważ owocnik na zdjęciu to jedna z nienotowanych w Polsce piestrzenic, Gyromitra ticiniana! Znalazcom życzymy jak najwięcej takich znalezisk, a w związku z tym, że gatunek ten nie ma jeszcze poskiej nazwy propunuję nazwać ją piestrzenicą baligrodzką – napisał na swoim Facebooku Marcin Pietras.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Przeszkadzał chłopakowi w ulicznym pokazie. Raz, dwa został poskładany i pożałował tego co zrobił

 

Jak widać nie odkryliśmy jeszcze całkowitego bogactwa polskich lasów i zawsze możemy natknąć się na jakąś niespodziankę.

źródło: o2.pl fot. pixabay.com