pyton

Warszawski PYTON to dowcip i słaba MISTYFIKACJA? Znawcy węży nie mają złudzeń! [VIDEO]

Każdy z nas musiał słyszeć o zakrojonych na szeroką skalę poszukiwaniach pytona, który rzekomo miał być widziany pod Warszawą. Jednak dni mijają, a wielkiego gada nie udało się jak dotąd znaleźć. Dwaj miłośnicy węży postanowili rozprawić się z medialna histerią. Czy pyton w ogóle istnieje? 

 

Na pierwszych ujęciach widzimy mężczyznę z wykrywaczem metali. Głos zza kadru pyta go o to co robi:

 

Szukam pytona. Jeśli mam szukać kamerą termowizyjną to ma taki sam sens. Szukanie zwierzaka zmiennocieplnego kamerą termowizyjną, puknijcie się w głowę!

 

-mówi Witold Plucik, prowadzący hurtownię terrarystyczną i zajmujący się od wielu lat wężami.

 

Mężczyźni po kolei rozprawiają się ze wszelkimi dziwnymi rzeczami, które mogliśmy usłyszeć i zobaczyć w mediach. Oberwało się wielu osobom, które nie mają pojęcia o tym, co piszą i mówią.

 

pseudo eksperci typu detektyw Rutkowski opowiadają bzdury o pytonie, który już dotarł do Torunia, przeskakując tamę we Włocławku.

 

– napisali mężczyźni w opisie swojego filmu. Swoją drogą obejrzało go już ponad milion ludzi!

 

W kolejnych minutach nagrania autorzy obalają kolejne głupstwa rozpowszechniane przez media. Kończą zaś w sposób, który wielu może uznać, za zawód, bo ich zdaniem… żadnego wielkiego węża nie ma!

 

Nie mamy żadnego dowodu, że ten wąż tam naprawdę jest. Ktoś być może sobie zrobił głupi dowcip, a akcja jest rozpętana na całą Polskę

 

Całe, bardzo ciekawe nagranie możecie zobaczyć tutaj:

 

Odry, Muszyna, Alicja, alicją, rzeka, morderstwo, szczecin, policja

Kto wyrzucił noworodka do Odry? Policja wciąż SZUKA i prosi o POMOC!

Jakiś czas temu pisaliśmy o wędkarzu, który wyłowił zwłoki dziecka z Odry w Nowej Soli [ZOBACZ]. Choć policja cały czas próbuje ustalić jego rodziców, jak na razie się to nie udało. Dlatego funkcjonariusze apelują do ogólnopolskich mediów o pomoc.

 

Wędkarz, który wyłowił torbę ze zwłokami noworodka łowił ryby na wysokości Parku Krasnala w Nowej Soli. W torbie, która wyglądała jak element wózka znajdowało się, poza zwłokami, kilka przedmiotów: damska koszula nocna, podpaski, bielizna i pielucha.

 

Dziecko mogło przebywać w wodzie nawet kilkanaście dni. Było wcześniakiem, znajdowała się przy nim jeszcze pępowina oraz łożysko. Ustalono także, że był to chłopiec.

 

Natomiast wciąż nie wiadomo, kto jest matką dziecka. Dlatego policja zwraca się z prośbą o pomoc do obywateli. Na stronie lubuskiej policji opublikowano komunikat prokuratury w tej sprawie. Zamieszczono tam zdjęcia przedmiotów znalezionych przy dziecku, które mogą pomóc w jego identyfikacji. Możecie zobaczyć je tutaj [ZOBACZ].

 

Policja uważa, że sprawca, który utopił dziecko wcale nie musiał pochodzić z okolic Nowej Soli. Nie ma pewności jak długo zwłoki dryfowały wraz z nurtem Odry. Być może też osoba, która dokonała tego czynu po prostu przyjechała nad rzekę z innej części kraju. Dlatego w tej sprawie pomóc mogą nie tylko mieszkańcy lubuskiego.

 

lubuskie.onet.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne 

kluczy, nożem, policjant, policjanta, zgwałcić, torturowali, wandal, policja, przestępca, areszt, złodziej, 94-letnią staruszkę. pobiła

Żabno: policjanci pomagali szukać kluczy 81-latkowi, zamiast nich dokonali SZOKUJĄCEGO odkrycia

W jednym z budynków mieszkalnych w Żabnie ulatniał się gaz. Sąsiedzi szybko odkryli, że źródłem jest mieszkanie 81-letniego emeryta, który jednak nie mógł znaleźć kluczy do drzwi. Wezwana na pomoc straż i policja zamiast nic znalazła w mieszkaniu spory arsenał!

Sytuacja wydawała się dość poważna, bo starszy pan nie mógł dostać się do środka, a stężenie gazu cały czas rosło. Za jego zgodną policjanci wyważyli drzwi, a gdy weszli do środka kontynuowali poszukiwania kluczy.

 

Traf chciał, że w szafce, w której stała butla gazowa znajdowało się kilka niebezpiecznych przedmiotów. Po zabezpieczeniu butli przez strażaków okazało się, że leży tam kilkanaście sztuk broni, amunicja i kilka luf z komorami zamkowymi!

 

Jak wiadomo, posiadanie broni w naszym kraju jest nielegalne, dlatego emerytowi grozić może nawet 8 lat więzienia. Jednak najpierw o przydatności tej broni musi wypowiedzieć się biegły. Skąd starszy pan miał u siebie taki arsenał? Czy to kwestia zbierackiego hobby, czy może pamiątki z czasów młodości? To już zostawiamy policji do ustalenia.

szukali go na dnie jeziora

Przez 3 dni szukali go na dnie jeziora. Finał akcji TOTALNIE ZASKOCZYŁ wszystkich!

Ta historia nadaje się na film – piszemy to z całą odpowiedzialnością i pewnością. Tymczasem wydarzyła się naprawdę i co ważniejsze – w Polsce! Gdy nad brzegiem Jeziora Olecko Wielkie na Mazurach odnaleziono ubranie i buty należące do 54-letniego mężczyzny, spodziewano się najgorszego. Strażacy rozpoczęli poszukiwania topielca.

 

Strażaccy płetwonurkowie przeczesywali dno jeziora, podczas gdy policja prowadziła poszukiwania w innych kierunkach – zawsze istniał cień szansy, że mężczyzna wcale nie utonął. I co najlepsze – to ten trop okazał się prawdziwy!

 

Po trzech dniach poszukiwań strażacy nie znaleźli ani śladu zwłok w jeziorze. Tymczasem do policji dotarła informacja, że poszukiwany człowiek znajduje się w… Niemczech! Nie został tam jednak porwany, ani sam nie zamierzał fingować swojej śmierci.

 

54-latek był prawdopodobnie na bardzo dużym życiowym zakręcie. Nieopodal jeziora Olecko Wielkie w akcie desperacji zatrzymał samochód pewnego ełczanina. Poprosił go, aby ten pomógł mu wyprostować życiowe ścieżki. I co ciekawe – nieznajomy zgodził się!

 

Poszukiwany mężczyzna zatrzymał przejeżdżającego przez Olecko ełczanina z prośbą o pomoc w „doprowadzeniu jego życia do porządku”. Nieznajomy nieoczekiwanie wyciągnął do niego pomocną dłoń i postanowił zabrać go ze sobą do Niemiec

 

– napisała policja w komunikacie

 

A ponieważ 54-letni mężczyzna miał bardzo brudną odzież, nieznajomy podarował mu ubrania, które miał przy sobie, a starą garderobę pozostawili nad brzegiem jeziora.

 

Obecnie mężczyzna przebywa w Niemczech, gdzie podjął pracę i prawdopodobnie dochodzi do siebie. Skontaktował się z krewnymi, których poinformował, że nic mu nie jest i zamierza na razie pozostać za zachodnią granicą.

 

Jak widać tym razem skończyło się dobrze. Trzymamy kciuki, żeby ta niesamowita historia była faktycznie początkiem dużej przemiany dla opisywanego przez nas mężczyzny!

 

 

o2.pl/pixabay

 

 

boeing malaysia airlines mh370

NOWE informacje o zaginionym samolocie MH370. Czy to wyjaśni tajemnicę sprzed czterech lat?

Boeing 777 miał odbyć rejs oznaczony jako MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Niestety, nigdy nie doleciał do miejsca przeznaczenia. A co gorsza, choć minęły 4 lata, to wciąż nie wiemy co dokładnie wydarzyło się w 2014 roku. Nowe światło na tą tajemnicę postanowili rzucić australijscy eksperci.

 

Specjaliści ds. lotnictwa przyjęli założenie, że piloci lub jeden z nich w pełni świadomie skierowali maszynę takim kursem aby zniknął w radarów. Przekładając tą teorię na faktyczne warunki, okazało się że faktycznie samolot przez długi czas leciał w taki sposób jakby chciał uniknąć wykrycia!

 

To było zaplanowane, celowe i wykonane w wyznaczonym czasie

powiedział szef australijskiego departamentu ds. bezpieczeństwa transporu, Martin Dolan.

 

W tej opinii wtóruje mu Simon Hardy, instruktor szkolący pilotach na samolotach Boeing. Zwraca uwagę, że samolot najprawdopodobniej leciał wzdłuż granicy tajlandzko-malezyjskiej, w ten sposób nie będąc w zasięgu radarów ani jednego, ani drugiego państwa.

 

Dlatego kontrolerzy obu stron nie musieli martwić się o ten tajemniczy samolot. Po prostu zareagowali, „Och, już poleciał. To już nie nasza przestrzeń powietrzna”. Gdybym to ja miał sprawić by boeing 777 zniknął, zrobiłbym dokładnie to samo.

– wyjaśnił Hardy.

 

Instruktor dodaje do tego jeszcze jeden ciekawy wątek. Zwrócił uwagę, że w pewnym momencie samolot obrał kurs na malezyjskie miasto Penang. To z tej miejscowości wywodził się pilot maszyny, Amad Shah. Czy w ten sposób pożegnał swoje rodzinne strony przed samobójstwem?

 

Pomimo zaangażowania wielu państw nie udało się ustalić dokładnego losu rejsu MH370. Nigdy nie odnaleziono wraku maszyny, ciał pasażerów, ani czarnych skrzynek. To i wiele innych dziwnych wydarzeń wokół sprawy powoduje, że jak dotąd narosło wiele teorii spiskowych o feralnym locie.

 

o2.pl/foto: zdjęcie ilustracyjne/ wikipedia

emila, zaginięcie, policja, holandia

Odnaleziono zwłoki poszukiwanego od 2 miesięcy Emila. Policja: „To NIE BYŁO samobójstwo”. Co spotkało nastolatka?

W poszukiwania Emila Sz. zaangażowanych było wiele osób mieszkających tak jak on w Holandii. Polak zaginął 11 stycznia, a po ponad 2 miesiącach odnaleziono jego zwłoki. Policja wyklucza samobójstwo. Co więc spotkało naszego rodaka?

 

Sprawa zaginięcia Emila była bardzo dziwna. Wyszedł z domu bez telefonu, portfela i kart kredytowych. Przez tydzień rodzina nie miała z nim żadnego kontaktu, więc zawiadomiono policję, która rozpoczęła poszukiwania.

 

Po kolejnych dwóch tygodniach natrafiono na ślad nastolatka w miejscowości Mariahout. Jednak tu trop się urwał. Przez kolejne tygodnie nie było żadnych nowych informacji o 19-latku, aż wreszcie w poniedziałek holenderska policja odnalazła jego ciało niedaleko Kampusu Motoryzacyjnego w Helmond.

 

Najpierw znaleziono porzucony rower, a ten przedmiot doprowadził funkcjonariuszy do ciała na jednej z polnych dróg. Co istotne, od początku wykluczono, że nastolatek popełnił samobójstwo. Zarazem Holendrzy bronią się przed mówieniem o tym, że został zamordowany. Dokładne przyczyny śmierci ma wyjaśnić sekcja zwłok.

 

Co takiego wydarzyło się w niedużym holenderskim mieście? Czy Polak padł ofiarą niewykrytych jeszcze napastników, a może powód jego śmierci jest bardziej prozaiczny? Miejmy nadzieję, że sekcja zwłok rozwieje wszelkie wątpliwości, a ewentualni sprawcy – jeśli potwierdzi się udział osób trzecich – zostaną znalezieni i ukarani.

o2.pl/ foto: twitter.com/ screenshot

 

poszukiwań, gabriel cruz, zwłoki,

TRAGICZNY finał poszukiwań 8-letniego chłopca: jego zwłoki odnaleziono w BAGAŻNIKU!

Tą sprawą przez dwa tygodnie żyła cała Hiszpania. 8-letni Gabriel Cruz zaginął pod koniec lutego. Z domu swojej babci zmierzał do domu kuzynów, odległego o 250 metrów. Jednak nigdy tam nie dotarł. Do poszukiwań przystąpiły setki osób. Ich finał jest tragiczny.

 

Gabriel zaginął w miejscowości Las Hortichuelas. Drogę, którą miał przebyć doskonale znał. Nie powinna mu zajęć więcej niż kilka minut. A jednak ten czas wystarczył, aby wydarzyło się coś złego. Fotografia chłopca obiegła wszystkie hiszpańskie media i zmobilizowała mnóstwo ludzi do poszukiwań.

 

Okoliczności zaginięcia były wstrząsające, nikt nie rozumiał, co mogło się stać z dzieckiem. Przez dwa tygodnie nie udało się natrafić na żaden ślad. A przynajmniej policja nie informowała o tym opinii publicznej.

 

Wczoraj opinią publiczną wstrząsnęła wiadomość podana przez ministra spraw wewnętrznych  Juana Ignacio Zoido. Gwardia Cywilna zatrzymała w miejscowości Vicar samochód kierowany przez partnerkę ojca Gabriela. Kobieta w bagażniku przewoziła zwłoki chłopca.

 

Kondolencje rodzinie złożył premier Hiszpanii Mariano Rajoy. Dlaczego macocha Gabriela zdecydowała się na tak okrutny krok? A może w sprawę zamieszany jest ktoś jeszcze? To zapewne wkrótce wyjaśni policyjne śledztwo i proces, który zostanie wytoczony kobiecie.

 

 

interia.pl/ foto: twitter.com/ screenshot 

meteoryt, meteorytu, domeck, opolszczyzna, kosmos

Opolszczyzna: cała wieś szuka METEORYTU – poszukiwania rozreklamował PROBOSZCZ! Kosmiczny kamień może mieć POTĘŻNĄ WARTOŚĆ!

Prawdziwa gorączka zapanowała w niewielkiej miejscowości Domeck, w województwie opolskim. Od trzech tygodni mieszkańcy, dzięki informacji księdza proboszcza, żyją sprawą meteorytu, który miał spaść gdzieś koło ich wsi. Niektórzy rozpoczęli już poszukiwania. To prawdziwy wyścig z czasem, który zarazem podzielił lokalną społeczność.

 

Okruch kosmicznej skały spadł w okolicy Domecka 14 lutego. Został wypatrzony przez czeskich obserwatorów kosmosu, którzy informację i przypuszczalną lokalizację przekazali Polakom. Wagę skały ocenili na trzy kilogramy. Sprawa dotarła do Narodowego Centrum Badań Jądrowych, któremu bardzo zależy na odnalezieniu meteorytu.

 

Instytucja zwróciła się do… proboszcza lokalnej parafii, aby poinformował mieszkańców o poszukiwaniach! Parafianie zainteresowali się sprawą, bo otworzyła się przed nimi wizja bogactwa. Jeżeli bowiem kosmiczna skała wpadnie w prywatne ręce, to szczęśliwy znalazca stanie się jej właścicielem! Wprawdzie trafi ona na badania do NCBJ, ale potem znalazca będzie mógł zrobić z nią co zechce – np. sprzedać za bardzo dobre pieniądze.

 

„Na takich okazach wykonuje się mnóstwo badań. To darmowe próbki, które kosztują, tyle co wyjazd na poszukiwania. NASA wysyła sondę w kosmos po to samo za miliardy dolarów”

 

– powiedział „Nowej Trybunie Opolskiej” Zbigniew Tymiński z Ośrodka Radioizotopów POLATOM Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

 

Jest to jednak wyścig z czasem – NCBJ nagłośniło sprawę wśród mieszkańców, ale sama wyśle grupę poszukiwawczą ze specjalistycznym sprzętem w ciągu dwóch najbliższych tygodni. A jeśli znajdą go naukowcy, to widoki na fortunę przepadną. Potrzebują jeszcze trochę czasu aby dokładnie wszystko policzyć i zawęzić obszar poszukiwań.

 

Nie wszyscy w Domecku ulegli tej kosmicznej gorączce – niektórzy uważają, że meteoryt przyniósł ze sobą coś złego. Boją się strasznych chorób i nieszczęścia, dlatego konserwatywna część społeczności apeluje o porzucenie poszukiwań.

 

3-kilogramowy meteoryt – o ile nie rozpadł się na malutkie okruchy – to wielka gratka dla uczonych. Interesują ich tylko okazy powyżej 300 gramów. A takich na Polskę spada zaledwie 3-4 w roku. Być może dzięki nagłośnieniu sprawy przez media i księdza proboszcza faktycznie uda odnaleźć się kosmiczny okruch?

 

nto/o2.pl foto: pixabay 

Nanga Parbat, Tomasz Mackiewicz

To może być PRZEŁOM w sprawie Tomasza Mackiewicza. Karkołomny plan grupy wspinaczy pozwoli nam poznać PRAWDĘ?

Profil Facebook Pakistan Mountain News podał dziś do wiadomości, że grupa wspinaczy z tego kraju planuje wybrać się na Nanga Parbat w poszukiwaniu ciała Tomasza Mackiewicza. Jeśli akcja dojdzie do skutku, być może w ciągu kilku miesięcy nasza wiedza o tragedii na tym ośmiotysięczniku poszerzy się.

 

Niestety profil od razu zastrzega, że informacja ta nie jest potwierdzona. Rzekomo ma chodzić o lokalnych wspinaczy, pod wodzą Hasana Jaana, który w 2014 roku zdobył K2. W tej wiadomości może być jednak ziarno prawdy. Po pierwsze wiemy, że ojciec Mackiewicza nie składa broni i jest bardzo zmotywowany, aby potwierdzić los swojego syna.

 

Po drugie Tomasz Mackiewicz jest osobną znaną lokalnej społeczności, bardzo przez nią cenioną i szanowaną. Polak wielokrotnie pomagał lokalnym mieszkańcom, przywoził im ubrania, zabawki, słodycze i leki. Był bardzo zżyty z mieszkańcami dolin wokół Nanga Parbat i zawsze mógł liczyć na ich pomoc.

 

 

Czy i tym razem ludzie, których serce zdobył polski himalaista odpłacą mu się tą ostatnią posługą? Akcja na wysokości 7400 metrów może być bardzo ryzykowna i nie możemy od nikogo wymagać, aby z narażeniem własnego życia poszukiwał zwłok i próbował je znieść na dół. To ostatnie będzie z pewnością niewykonalne. Być może jednak uda się zlokalizować ciało Tomka, określić jak wyglądały jego ostatnie chwile, a dzięki temu zweryfikować relację Elisabeth Revol.

 

Poza tym, Mackiewicz zasługuje na to, aby jego ciało zostało pochowane i skryte przed wzrokiem innych wspinaczy. Miejmy nadzieję, że informacja ta okaże się prawdą, a Nanga pozwoli ekipie na odnalezienie i godne upamiętnienie Tomka. Na razie jednak ostudźmy emocje – dopóki trwa zima nikt rozsądny nie ruszy w górę. Być może wiosną, gdy pogoda się uspokoi doczekamy się takiej ekspedycji. Jednak i wtedy pogoda, m.in. duże opady śniegu, mogą uniemożliwić odnalezienie Polaka.

 

wp.pl/facebook.com