sprzątali szlak, odkryli wrak

Himalaje: mieli sprzątać szlak, rozwikłali TAJEMNICĘ sprzed 50-lat! „Ramię wystawało z lodu”

Góry najwyższe kryją w sobie wiele sekretów. Począwszy od historii o mitycznym Yeti, po bardziej przyziemne – np. zaginionych tam himalaistów, wspinaczy, ale też samolotów, które w złych warunkach porozbijały się gdzieś na górskich stokach. Gdy grupa wspinaczy sprzątała himalajski szlak natrafiła na szczątki samolotu i ofiar tajemniczej katastrofy sprzed 50 lat!

 

Grupa indyjskich wspinaczy ruszyła w Himalaje aby posprzątać szlak dojściowy do szczytu Chandra Bhaga. Na wysokości 5500 metrów natknęli się na poskręcane kawałki metalowej konstrukcji, a w pewnym momencie niemalże zdeptali ludzkie szczątki!

 

Nie ulegało wątpliwości, ze natrafili przypadkiem na odsłonięte z lodu i śniegu szczątki samolotu. Pozostało jedynie zidentyfikować, co to była za maszyna.

 

Najpierw natknęliśmy się na części rozbitego samolotu, a następnie odkryliśmy zamarznięte ciało żołnierza leżącego głową w dół. Pomimo upływu 50 lat od katastrofy ręka i włosy były prawie nienaruszone

 

powiedział jeden z członków  ekspedycji.

 

Odkrycia dokonano 1 lipca, ale władze wojskowe poinformowano dopiero po jej zakończeniu, 15 lipca. Okazało się, że wspinacze odnaleźli wrak samolotu, który zaginął w 1968 roku w fatalnych warunkach pogodowych. Na jego pokładzie znajdowały się 102 osoby.

 

 

 

Samolot ostatni raz meldował się do bazy 7 lutego. Był to rosyjskiej produkcji An-12. Indyjskie wojsko sprowadziło na dół odnalezione zwłoki, zaś odkrywcy szacują, że szczątki maszyny jak i ciała ofiar są rozrzucone na powierzchni około 2,5 kilometra kwadratowego. Czy kiedyś uda się odnaleźć wszystkie ciała, a rodziny ofiar będą mogły je godnie pochować?

 

o2.pl/ foto: twitter

Europejski SUPERWULKAN budzi się? Milionom może grozić potężny KATAKLIZM!

Naukowcy z coraz większym zaniepokojeniem obserwują aktywność superwulkanu w obrębie Pól Flegrejskich w południowych Włoszech.

 

Aglomeracja Neapolu najprawdopodobniej znajduje się w coraz większym zagrożeniu. Superwulkan, który znajduje się pod nią wykazuje coraz mocniejsze sygnały przebudzenia. Dochodzi do coraz częstszych trzęsień ziemi, zwiększa się emisja trujących gazów, a także dochodzi do coraz silniejszych deformacji terenu, który zaczyna tu i ówdzie podnosić się.

 

Tuż obok znajduje się bodaj najbardziej znany włoski wulkan – Wezuwiusz. Jednak to praktycznie niewidoczna na pierwszy rzut oka kaldera Pól Flegrejskich, wypełniona kilometrami sześciennymi magmy stanowi prawdziwe zagrożenie. Ma 13 kilometrów szerokości i jej eksplozja zagrozi tylko w pierwszym momencie ponad milionowi mieszkańców Neapolu. Różne szacunki i wyliczenia mówią zaś, że w ramach całej aglomeracji neapolitańskiej mieszka od 2,2 do nawet 6 milionów ludzi! W wypadku potwierdzonej groźby erupcji oni wszyscy będą musieli zostać ewakuowani.

 

 

ZOBACZ: Ten wulkan może spowodować tsunami, które spustoszy wybrzeża Europy. Kiedy to nastąpi?

 

 

Ostatnia erupcja tej kaldery miała miejsce 40 tysięcy lat temu. Szacuje się, że po tej erupcji temperatura na świecie spadła o 1-2 stopnie. Wyrzut pyłów i magmy ukształtował obecny wygląd ogromnego obszaru południowych Włoch, zaś część specjalistów widzi w tej erupcji gwóźdź do trumny neandertalczyków. Według nich to właśnie zima wulkaniczna, która nastąpiła po wybuchu wulkanu doprowadziła do wyginięcia neandertalczyków, których wyparli silniejsi i lepiej przystosowani homo sapiens.

 

Dziś potężna erupcja superwulkanu bez wątpienia sparaliżowałaby całą Europę, a w ciągu kilku tygodni lub miesięcy byłaby tak naprawdę odczuwalna na całym świecie, z wielką szkodą dla rolnictwa i gospodarki ogółem. Oby w najbliższym czasie nie doszło do takiej tragedii, a jeśli musi ona nastąpić, to miejmy nadzieję, że służby będą w stanie ewakuować wszystkich zamieszkujących najbliższe okolice superwulkanu.

 

zmianynaziemi/foto: wikipedia

katastrofie boeinga

Nowe fakty o katastrofie Boeinga: „to się nie miało prawa wydarzyć”

U wybrzeży Dżakarty, stolicy Indonezji rozbił się Boeing 737-max 8 linii Lion Air. Maszyna miała zaledwie 3 miesiące, a runęła do morza kilkanaście minut po starcie. W katastrofie Boeinga zginęli prawdopodobnie wszyscy pasażerowie i personel. Według wielu – taki wypadek nie miał prawa się wydarzyć!

 

Piloci Boeinga tuż po starcie zgłosili problemy z maszyną i konieczność lądowania, niestety nie dociągnęli maszyny do pasa startowego. Samolot wpadł do morza 29 października i od tego momentu trwają gorączkowe poszukiwania części maszyny i ewentualnych rozbitków. Jednak służby przyznają, że szanse na przeżycie kogokolwiek są niemalże zerowe.

 

Tymczasem poznajemy coraz więcej okoliczności tragedii. Po pierwsze, na pokładzie samolotu, wśród 189 osób załogi i pasażerów było 20 pracowników indonezyjskiego ministerstwa finansów. Po drugie maszyna była nowiutka i latała od zaledwie trzech miesięcy.

 

 

 

Co ciekawe, już podczas poprzedniego lotu załoga zgłaszała problemy z nieprecyzyjnymi danymi pokazywanymi przez przyrządy w kokpicie. Różniły się one na stanowiskach obu pilotów, mimo to zdecydowali się oni kontynuować lot i wylądowali bezpiecznie w Dżakarcie. Usterka została zgłoszona i według przedstawicieli linii Lion Air, naprawiona na miejscu.

 

ZOBACZ: Kochała psa nad życie. Po jego śmierci wykonała makabryczny tatuaż! [FOTO]

 

 

Jak to możliwe, że nowy samolot tak po prostu spada do morza? Być może nałożyły się tu dwa czynniki – usterka i błąd ludzki. Maszyny tego typu nie miały jeszcze ani jednej katastrofy, tym bardziej jest to dziwne. Zwolennicy teorii spiskowych na pewno połączą tą katastrofę z postaciami 20 pracowników Ministerstwa Finansów Indonezji. My tymczasem czekamy na wydobycie czarnych skrzynek i ustalenie oficjalnych przyczyn katastrofy.

Polka

Katastrofa śmigłowca w Anglii. Wśród ofiar jest także Polka

W sobotę doszło do tragicznego wypadku w Leicester. W katastrofie śmigłowca zginął właściciel klubu piłkarskiego. Na pokładzie helikoptera była również Polka.

Do tragedii doszło po meczu piłkarskim, który rozgrywany był w Leicester. Miejscowa drużyna podejmowała u siebie West Ham United. Po spotkaniu, zgodnie ze zwyczajem, swoim prywatnym helikopterem miał odlecieć właściciel klubu z King Power Stadium. Jednak maszyna tuż po starcie spadła na parking obok stadionu. Na miejscu zginęli wszyscy pasażerowie, wśród których była również Polka.

 

 

 

 

Na pokładzie śmigłowca znajdowało się pięć osób. Helikopter należał do właściciela drużyny piłkarskiej Leicester City, tajlandzkiego miliardera Vichaia Srivaddhanaprabha. Jeden ze świadków katastrofy zeznał, że widział jak śmigłowiec wystartował, po czym nagle zaczął się kręcić i widać było, że pilot nie ma nad nim kontroli. Maszyna po tym jak runęła na ziemię, od razu stanęła w płomieniach. Nie było szans, aby kogoś uratować, chociaż z pomocą natychmiast ruszyli policjanci, którzy byli obecni na miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety na pokładzie helikoptera była także Polka. Izabela Lechowicz była partnerką pilota śmigłowca. Sama również była pilotką, choć akurat podczas tragedii podróżowała jako pasażerka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZOBACZ:Zachowywała się jak burak podczas lotu. Przez nią samolot musiał zawrócić na lotnisko

 

 

 

 

 

 

foto twitter / źródło sportowefakty.wp.pl

katastrofa lotnicza

Jak wygląda katastrofa lotnicza od środka? PRZERAŻAJĄCE nagranie pasażera! [VIDEO]

Wielokrotnie mogliśmy oglądać wypadki lotnicze – nagrywają je przypadkowi świadkowie i kamery. Ale czy widzieliście kiedyś co dzieje się w spadającym samolocie na chwile przed tragedią i tuż po niej? To nagranie z RPA jest jednym z niewielu, jeśli nie jedynym, które pokazuje jak wygląda prawdziwa, a nie symulowana, katastrofa lotnicza od środka.

 

Katastrofa lotnicza wydarzyła się niedaleko stolicy RPA Pretorii 10 lipca tego roku. Po jakimś czasie opublikowano nagranie jednego z pasażerów. Wiekowy, bo wyprodukowany w 1954 roku, samolot Convair CV-340 przewoził 21 pasażerów biorących udział w prywatnym safari.

 

Nagranie rozpoczyna się gdy samolot znajduje się dość nisko nad ziemią. Prawdopodobnie już wtedy piloci mieli problemy z utrzymaniem maszyny w powietrzu, bo zgodnie z informacjami, zdjęciami i relacjami świadków, maszyna dymiła z lewego silnika tuż po starcie. Wkrótce na silniku pojawia się ogień, a następnie samolot uderza o ziemię.

 

 

 

Z 21 pasażerów 1 zginął w wypadku. Druga ofiara śmiertelna, to pracownik fabryki, na którą spadł samolot. Obaj piloci zostali ciężko ranni i w krytycznym stanie walczą o życie w szpitalu. Maszyna, którą lecieli miała zostać wkrótce odesłana do Muzeum Lotnictwa w Holandii.

 

Specjalna komisja pracuje obecnie nad określeniem przyczyn wypadku. Wydaje się jednak, że jeśli weźmiemy pod uwagę wiek maszyny, to właśnie on mógł być największym problemem.

 

o2.pl/ youtube.com/daily mail

dekady

Tragedia na drodze. Takiego wypadku nie było od ponad dekady

Do koszmarnego wypadku doszło w minioną sobotę w Schoharie, w stanie New York. W wyniku zderzenia limuzyny z innym pojazdem zginęło 20 osób. Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu już ogłosiła, że takiego wypadku nie było od dekady. 

Z dotychczasowych ustaleń wiadomo, że w wypadku zginęło 17 pasażerów samochodu, jego kierowca oraz dwie przypadkowe osoby. Limuzyna marki ford z niewiadomych przyczyn nie zatrzymała się na skrzyżowaniu. Rozpędzone auto uderzyło w stojący na pobliskim parkingu samochód oraz znajdujące się obok niego dwie osoby. Policja wciąż bada okoliczności zdarzenia. Takiej katastrofy w Stanach Zjednoczonych nie było od ponad dekady.

 

Jak zeznali członkowie rodziny zmarłych, nie powinno ich tam być. Bowiem do transportu gości wynajęto inny samochód. Pech chciał, że auto się popsuło tego samego dnia. Dlatego wypożyczalnia podstawiła w zamian limuzynę. 

 

To koszmarne wydarzenie wstrząsnęło Amerykanami. Władze stanu New York zwołały specjalną konferencję, aby podać poznane dotychczas fakty dotyczące katastrofy. Rządowa organizacja zajmująca się badaniem wypadków lotniczych, drogowych, wodnych oraz kolejowych nazwała go na najtragiczniejszym od 2009 roku. Wtedy w wyniku rozbicia się samolotu zginęło 50 osób. 

 

 

 

ZOBACZ:Obrzydliwe zachowanie klientów stacji benzynowej. Pomysłowość ludzka nie zna granic

 

 

 

foto twitter / źródło dailymail.co.uk / inquisitr.com

boeing malaysia airlines mh370

Po tym samolocie słuch zaginął 4 lata temu. Sensacyjna teoria pomoże go odnaleźć?

Lot MH370 stał się jedną z największych tajemnic ostatnich lat. Samolot zniknął z radarów w marcu 2014 roku i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Wprawdzie z Oceanu Indyjskiego wyłowiono kilka części, które najpewniej pochodzą z wraku Boeinga, to jednak właśnie pojawiła się nowa, sensacyjna teoria o zaginionym samolocie.

Ian Wilson, maniak technologiczny postanowił dowiedzieć się więcej o samolocie i jego 227 pasażerów i 12 członków załogi. Zdaniem mężczyzny nie należy go szukać nad Oceanem Indyjskim tylko… w dżungli w Kambodży!

 

Siedziałem na Google Earth po kilka godzin z rzędu. Jeśli by to zsumować, spędziłem naprawdę dużo czasu, szukając miejsca, gdzie samolot mógł spaść. I teraz już je znalazłem

 

– mówi domorosły poszukiwacz.

 

Oficjalne poszukiwania, na które wydano ponad sto milionów dolarów zakończyły się w 2017 roku, w zasadzie bez rezultatu. Wprawdzie odnaleziono kilka fragmentów konstrukcji, które zidentyfikowano jako pochodzące z Boeinga lotu MH370, to jednak nie ustalono miejsca domniemanej katastrofy.

 

Teoria Wilsona jest ciekawa, ale raczej pozbawiona sensu. Radary, które jako ostatnie śledziły lot samolotu zarejestrowały, że kierował się on na południe ku Antarktydzie.

 

Znalezione przez ekipy części także zdają się potwierdzać, że samolot spadł gdzieś nad Oceanem Indyjskim. A miejsce wskazywane przez Wilsona? Cóż, obawiamy się, że mógł on się po prostu natknąć na… samolot przelatujący nad dżunglą, który uchwyciła kamera satelity!

 

o2.pl/ foto: wikipedia

zawalony blok, ekoterroryści

Bielsko-Biała: zawalił się budowany blok. „Musiał zostać wysadzony”!

Tajemnicze zdarzenie miało miejsce dziś w nocy w Bielsku-Białej przy ulicy Koziej. Powstają tam nowe budynki mieszkalne. Tymczasem jeden blok w niewyjaśnionych okolicznościach zawalił się.

 

Okoliczni mieszkańcy usłyszeli dźwięki podobne do dwóch eksplozji około 3:40 w nocy. Jeden z nowo budowanych bloków dosłownie złożył się do wewnątrz. Robotnicy pracujący na budowie uważają, że ktoś musiało wysadzić w powietrze, bo nie jest – ich zdaniem – możliwe, aby blok zawalił się sam w taki sposób.

 

Strażacy przeszukujący gruzowisko natrafili na ciepłą butlę po propan-butanie. Jednak na razie unikają jednoznacznej odpowiedzi o przyczyny katastrofy budowlanej.

 

 

Przez cały poranek trwało przeszukiwanie gruzowiska przy pomocy specjalistycznego sprzętu i wyszkolonych psów. Strażacy chcieli mieć stuprocentową pewność, że pod gruzami nikogo nie ma. Na miejscu pracowało 17 zastępów straży pożarnej.

 

To nie pierwsze dziwne zdarzenie na tej budowie. Ogrodzenie chroni ją tylko od frontu, od strony ulicy. Na tyłach placu znajduje się gęsty las, który nie jest odgrodzony od placu budowy. Jakiś czas temu ktoś próbował podpalić sprzęt budowlany zgromadzony w tym miejscu. Znaleziono wtedy karteczkę z napisem: „Odejdźcie stąd! Zostawcie te ziemie w spokoju! To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie!”.

 

Czy mamy do czynienia z kolejnym etapem walki tajemniczych przeciwników inwestycji? A może sprawa ma drugie dno i zupełnie inne motywy stały za sprawcami? To już będzie musiała określić policja i prokuratura.

 

wprost.pl/ foto: facebook.com/bielskie drogi

wypadek śmigłowca

Opolszczyzna: KATASTROFA ŚMIGŁOWCA, rozbił się tuż obok budynków mieszkalnych! Są ofiary [VIDEO]

Trzy osoby leciały cywilnym śmigłowcem który rozbił się w województwie Opolskim obok miejscowości Domecko, niedaleko Opola. Na miejscu pracują strażacy i policja.

 

 

Na miejsce wypadku zadysponowano 20 zastępów straży pożarnej, karetki pogotowia i śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dwie z trzech osób podróżujących śmigłowcem zginęły na miejscu, trzecia w ciężkim stanie została przetransportowana do szpitala.

 

Maszyna rozbiła się w polu, zaledwie kilkadziesiąt metrów od zabudowań mieszkalnych. Na szczęście nikt postronny nie ucierpiał w wyniku tej katastrofy. Jest to śmigłowiec Robinson 44, lekki i bardzo popularny w Polsce model. Z podobnych helikopterów korzystają np. TVN 24 i radio RMF FM.

 

 

Nie znamy przyczyn katastrofy ani jej dokładnego przebiegu. To wkrótce zaczną ustalać śledczy, którzy rozpoczęli swoje czynności po zakończeniu akcji ratunkowej.

 

wprost.pl/foto: facebok.com/osp