niedźiedź niżne tatry

Niżne Tatry: Niedźwiedź wbiegł przed osobówkę. Skończyło się tragicznym wypadkiem!

Koszmarny w skutkach wypadek wydarzył się niedaleko miejscowości Liptovska Osada w Parku Narodowym Niżne Tatry na Słowacji. Pod wyprzedzające tira auto osobowe wbiegł niedźwiedź. Samochód stracił przyczepność i wpadł prosto pod wyprzedzaną ciężarówkę. Wszystko dobywało się w gęstej mgle.

W wyniku wypadku na drodze przez Niżne Tatry śmierć poniósł pasażer siedzący z tyłu samochodu oraz sam niedźwiedź. Żona kierowcy siedząca z przodu auta doznała poważnych obrażeń i została przetransportowana do szpitala.

 

To już kolejny wypadek potrącenia niedźwiedzia w ostatnim czasie. Niedawno padłą niedźwiedzicę odnaleziono w Tatrach, a wszystko wskazuje, że zdechła z powodu obrażeń odniesionych przy zderzeniu z samochodem.

 

 

ZOBACZ:Warszawa: Chciał mieć SELFIE z niedźwiedziami, wpadł na wybieg. NIE UWIERZYSZ, co zrobił potem!

 

 

Służby przypominają kierowcom aby podróżując w górach zachowywali wzmożoną ostrożność przez cały czas. Bliskie spotkanie z dzikim zwierzęciem może się bowiem skończyć tragicznie nie tylko dla niego, ale również dla nas!

 

tatromaniak.pl/ foto: cas.sk/tatromaniak

sosna na Sokolicy zniszczona

Tą drzewo znał każdy! Sosna z Sokolicy została zniszczona! [FOTO]

Każdy kto choć raz był w Pieninach, z pewnością widział to drzewo. Jeśli nawet nie na żywo, to na okładkach map, książek, albumów lub atlasów. Było jednym z symboli Pienin, ale niestety nie przetrwało spotkania z człowiekiem. Ponad 500-letnia sosna reliktowa uległa zniszczeniu.

 

6 września na Sokolicy doszło do nieszczęśliwego wypadku. Turystka schodząca z Sokolicy zasłabła i uderzyła głową o kamienie. Niezbędna stała się akcja z użyciem śmigłowca Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR).

 

Ratownicy szybko przybyli na miejsce i podjęli ranną kobietę do śmigłowca znajdującego się w zwisie nad szczytem Sokolicy. Niestety pęd powietrza wytworzony przez śmigłowiec sprawił, że jeden z konarów kultowej sosny złamał się, a pień uległ rozszczepieniu.

To niepowetowana strata dla przyrody i dla Pienin

 

– mówią pracownicy Pienińskiego Parku Narodowego.

 

Nie wiemy dokładnie ile lat miała sosna. Badań nie przeprowadzono, ponieważ bano się uszkodzenia jej pnia. Jednak inne sosny reliktowe przebadane w okolicy miały nawet 550 lat. Bardzo możliwe, że ta również była w podobnym wieku.

 

 

W najbliższych dniach na miejsce udadzą się pracownicy Parku, którzy ocenią zniszczenia i określą jaki będzie dalszy los sosny. Miejmy nadzieję, że drzewo, które przez setki lat walczyło na tym skalistym, niegościnnym miejscu, przetrwa i to wydarzenie.

 

wprost.pl/ tatromaniak/ foto: redakcja

topr

„Macie przes*ane!” – turystka groziła ratownikom TOPR. Co za bezczelność!

Tatry to góry, które wielu traktuje z lekceważeniem, źle gospodarując siłami i środkami. Rok w rok ratownicy TOPR muszą ruszać, często z narażeniem własnego życia, by nieść pomoc nieodpowiedzialnym turystom. Jednak ta pani z Warszawy przekroczyła wszelkie granice bezczelności i dobrego smaku.

 

O sytuacji dowiadujemy się z cotygodniowej kroniki Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Do dyżurnego TOPR zadzwoniła turystka przebywająca w schronisku na Hali Ornak. Jak twierdziła, jest kontuzjowana i nie może zejść na dół. Choć warto w tym momencie dodać, że czekał ją jedynie spacer przez Dolinę Kościeliską, a więc niezbyt wymagający szlak.

 

Ratownik TOPR po długiej rozmowie zrozumiał, że jedyną kontuzją turystki są… bolące kolana, po ubiegło dniowej wycieczce! W związku z czym opowiedział jej, że ratownicy są zajęci pilniejszymi wyzwaniami i w najbliższym czasie nikt nie pojedzie po nią i nie zwiezie na dół. Turystka wpadła w szał.

 

29-latka usiłowała wymusić przez telefon interwencję mówiąc, że jak nie pojawi się po nią samochód, to dyspozytor „będzie miał przesrane”. Ten jednak nie dał się sprowokować, zalecił jej odpoczynek i powiadomił policję o nieuzasadnionym wezwaniu pomocy.

 

Mamy więc nadzieję, że „przesrane” będzie miała nieodpowiedzialna turystka. TOPR to nie firma tragarzy i górska korporacja taksówkarska i dobrze by było, aby wszyscy mieli tego świadomość.

 

o2.pl/ facebook.com/topr, foto: pixabay

alpinista na latok I

Alpinista uwięziony od wielu dni na niezdobytej ścianie czeka na pomoc! Przed nami spektakularna akcja ratunkowa?

Ten rok obfituje w smutne, a zarazem niesamowite wydarzenia w górach najwyższych. Przed kilkoma dniami dowiedzieliśmy się o dramacie jaki przeżywa rosyjski alpinista, Aleksander Gukow, który wraz z partnerem usiłował wejść nową drogą na bardzo wymagający technicznie szczyt Latok I (7145m) w Karakorum.

 

Gukow wspinał się na Latok I z partnerem Siergiejem Glazunowem. Ten jednak zaliczył fatalny upadek, zginął na miejscu. Pierwszy alpinista został na wąskiej półce skalnej bez sprzętu alpinistycznego, który poleciał w dół wraz z jego towarzyszem.

 

Według informacji dostarczanych przez samego wspinacza przez telefon satelitarny, miał kuchenkę gazową, oraz namiot, który udało mu się rozbić na jednym z występów skalnych. Jednak bez użycia śmigłowca nie ma możliwości na przeprowadzenie akcji ratunkowej.

 

Niestety, bateria w telefonie rozładowała się w sobotę, wtedy też Gukow informował, że zostało mu tylko pół batona do zjedzenia. Przez ostatnie dni w okolicach Latoka I obficie padał śnieg. W niedzielę sytuacja miała się poprawić, ale śmigłowce i tak nie były w stanie dotrzeć do ścian Latok I.

 

Dziś ma być przeprowadzona kolejna próba dostania się do wspinacza. Jedyna możliwość by uratować Gukowa, to podjęcie go na pokład śmigłowca. Ściana, w której się znajduje jest zbyt wymagająca, aby przeprowadzić akcję ratunkową, zresztą nie ma w okolicy osób, które mogłyby się w nią zaangażować. Nie wiadomo też w jakim stanie jest rosyjski wspinacz, po kilku dniach spędzonych w jednym miejscu, bez odpowiedniej ilości pożywienia i wody, może nie być w stanie poruszać się o własnych siłach. Tym bardziej, że Rosjanie działali na Latoku od ponad dwóch tygodni!

 

Miejmy nadzieję, że dzisiejszy dzień przyniesie pozytywne zakończenie tej sprawy. Tutaj możecie obejrzeć film z ubiegłorocznej próby przejścia północnej ściany Latok I, podjętej przez Rosjan:

 

ukrainy, koparkę, oskalpowała, ukradł karetkę, łazience, zmarła w czasie kąpieli

Tatry: 10-latek chciał się ZAKRAŚĆ do pokoju koleżanek. Wypadł z okna!

Do nieszczęśliwego wypadku doszło w miejscowości Murzasichle nieopodal Zakopanego. W jednym z pensjonatów 10-letni uczestnik kolonii chciał zajrzeć do pokoju swoich koleżanek. Jednak zamiast zrobić to przez drzwi, postanowił przejść przez dach!

 

Chłopiec wyszedł przez okno na daszek, którym mógł przedostać się pod okno pokoju koleżanek. Niestety dla niego, w tym samym momencie do jego pokoju wszedł wychowawca. Mały kaskader wystraszył się, stracił równowagę i runął w dół z wysokości pierwszego piętra!

 

Na szczęście dla niego wypadek nie zakończył się groźnie. 10-latek poobijał się trochę, ale nie złamał sobie ani jednej kości. Mimo to trafił do szpitala, gdzie przeszedł szczegółowe badania i poddano go obserwacji.

 

Ten wyjazd wakacyjny młody człowiek na pewno zapamięta na długo. To będzie dla niego bolesna ale cenna nauczka. Jednak jeszcze gorzej ten wyjazd będzie wspominał rzeczony wychowawca, który zapewne nie uniknie niemiłych konsekwencji.

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne 

tatrach, tatry, świnica, niebieska turnia

W Tatrach RUNĄŁ kawałek góry. Popularny szlak tatrzański został ZDEMOLOWANY i zamknięty do odwołania [FOTO]

Często mówi się, że w górach nie warto się śpieszyć. Że jeśli nie uda nam się zdobyć jakiegoś szczytu, to przecież możemy tam wrócić innym razem, bo góry nigdzie nie uciekną, skoro stoją już tak długo. Jest w tym ziarno prawdy, ale nie do końca – w polskich Tatrach miał właśnie miejsce potężny obryw skalny.

 

Zawaliła się znaczna część Niebieskiej Turni, która góruje nad fragmentem szlaku pomiędzy Przełęczą Zawrat a Świnicą. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że nie jest to koniec niszczycielskiego zjawiska i dalsze fragmenty turni mogą wkrótce także się zawalić.

 

„Oberwała się część południowej ściany Niebieskiej Turni, niszcząc szlak. Odcinek szlaku Zawrat-Świnica jest obecnie zamknięty!!! Non stop lecą tam kamienie!!! Także przebywanie na szczycie Niebieskiej Turni jest śmiertelnie niebezpieczne, z pewnością spadło stanowisko zjazdowe, więc popularna graniówka będzie nie do przejścia”

 

– napisał na swoim profilu Facebook pan Rafał Mikler, zamieszczając także stosowne zdjęcia. Informacje te potwierdziły także władze Tatrzańskiego Parku Narodowego.

 

„Z powodu obrywu skalnego oraz zniszczenia dużego fragmentu szlaku zostaje on zamknięty do odwołania. Obryw jest nadal aktywny. Prosimy nie planować wycieczek tym szlakiem”

 

Użytkownicy mediów społecznościowych potwierdzają, że obryw musiał być naprawdę potężny, gdyż był słyszalny przez wielu turystów znajdujących się często bardzo daleko od Świnicy. W sieci pojawiło się także nagranie dokumentujące drugą część osuwiska. Jednak zdecydowana większość skał spadła na drugą stronę, do Doliny Pięciu Stawów.

 

 

 

 

Miejmy nadzieję, że sytuacja wkrótce się unormuje i możliwe stanie się odremontowanie uszkodzonego fragmentu szlaku. Trasa z Zawratu na Świnicę jest bardzo popularna i wymagająca zarazem, dlatego w obecnych warunkach faktycznie lepiej się tam nie pojawiać!

 

wprost.pl/facebook.com/ foto: redakcja

 

elisabeth revol, ciało tomka mackiewicza

Elisabeth Revol w nowym wywiadzie o Nanga Parbat i Mackiewiczu. Już NIGDY nie wróci do pełnego zdrowia?

Elisabeth Revol opowiedziała o swoim zdrowiu dla niemieckiego miesięcznika „Bergsteiger” [„Alpinista”]. Z rozmowy możemy się dowiedzieć, że jej stan zdrowia wciąż jeszcze nie jest najlepszy. Himalaistka boryka się z odmrożeniami.

 

Revol bez ogródek przyznała, że wciąż nie może dojść do siebie po wydarzeniach na Nanga Parbat. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

 

To jest dla mnie straszny czas. Stopniowo odzyskuję równowagę, ale ten proces jest bardzo powolny. Długo będę dochodzić do siebie. Odmrożenia są ogromnym problemem.

 

– zdradziła wspinaczka.

 

Gdy jednak padło pytanie o jej dłonie – najmocniej odmrożone części ciała Francuzki – nie chciała nic na ten temat powiedzieć. Może to świadczyć o tym, że są one w nie najlepszym stanie i uniemożliwiają na razie myślenie o powrocie do wspinaczki. A być może nawet do normalnego życia.

 

Francuzka opowiada także o motywach jakie popchnęły ją i Tomasza Mackiewicza do kolejnej próby ataku na Nanga Parbat.

 

W 2015 roku byliśmy bardzo blisko, na wysokości 7800 m n.p.m., ale pogoda nam nie pozwoliła dokończyć projektu. Chciałam w końcu zrealizować swój i Tomka cel. Dlatego wróciliśmy tam w 2018.

 

Według relacji Elizabeth Revol, udało jej się zdobyć szczyt Nanga Parbat 25 stycznia wraz z Polakiem, Tomaszem Mackiewiczem. Niestety, jego stan zaczął się znacznie pogarszać w trakcie zejścia i himalaista pozostał na zboczach swojej ukochanej góry. Akcja ratunkowa koordynowana przez polskie władze, w której wzięło udział czterech himalaistów z obozu pod K2 nie była w stanie mu pomóc.

 

sportowefakty.wp.pl/foto: facebook

denis urubko, k2, karakorum, himalaizm

Wiemy co z atakiem szczytowym na K2 Denisa Urubko! Krzysztof Wielicki przekazał najświeższe informacje

Jeśli Urubko by to zrobił – na zawsze zapisałby się w historii himalaizmu, a nawet więcej – ludzkości. Bo dokonać czegoś tak niebywałego zimą w Karakorum to naprawdę sztuka. Sztuka granicząca z niemożliwością. Tym bardziej, że prognozy nie są wcale tak łaskawe, a po wejściu – trzeba mieć czas i siłę by zejść.

 

Krzysztof Wielicki udzielił dla telewizji krótkiego wywiadu, w którym wypowiedział się o szansach Denisa Urubko na zdobycie zimą K2 w pojedynkę:

 

„Daję mu szansę, to mocny zawodnik.  W jutrzejszym dniu, w którym będzie próbował atakować szczyt, po południu psuje się pogoda i martwię się bardzo o zejście, dlatego, że jak przyjdzie zachmurzenie, a ma być opad śniegu i silny wiatr, wracając ze szczytu można się kompletnie zgubić”

– powiedział kierownik narodowej wyprawy na K2

 

Denis Urubko najprawdopodobniej dotarł kilka godzin temu do obozu 3 na wysokości 7200 metrów. Od tego momentu byłby zdany wyłącznie na siebie – powyżej nie ma już depozytów z żywnością, lekami, ani namiotów. Dodatkowo Urubko nie wziął ze sobą radiotelefonu i nie miał żadnego kontaktu z bazą. O tym Wielicki także wypowiedział się dla mediów:

 

„Pomijam już to, że nieładnie postąpił, ja się po prostu o niego boję, ale wierzę, że podejmie właściwą decyzję i zdecyduje się zejść. Jesteśmy zespołem i mamy obowiązek przynajmniej próbować zabezpieczyć jego wyjście. On tego nie wziął pod uwagę i o to mamy pretensje[…]  Dla mnie ta sytuacja jest tym bardziej przykra, że Denis to mój przyjaciel.”

 

Okazuje się, że Urubko podjął właściwą decyzję – przed momentem Krzysztof Wielicki podał, że wspinacz schodzi i jest na wysokości obozu C2.

 

 

Jak to się mówi – mądry wycof ujmy nie przynosi, tylko po co była ta cała szopka? Mimo wszystko wydaje nam się, że wśród śledzących losy wyprawy jak i samych uczestników pozostanie teraz pewien niesmak.

 

wprost.pl

Natrafiono na wrak poszukiwanego irańskiego samolotu! „Jest pod grubą warstwą śniegu” – jaki los spotkał pasażerów? [FOTO]

Irańskie służby poinformowały o odnalezieniu wraku samolotu ATR-72, którego poszukiwano od 18 lutego. Maszyna linii Aseman rozbiła się nieopodal szczytu Dena w Górach Zagros. Znajduje się na wysokości niemal 4 tysięcy metrów, jest w znacznej części przykryta śniegiem i ciężko ocenić czy ktokolwiek mógł przeżyć katastrofę.

 

Na pokładzie samolotu było 66 osób. Według mediów zniknął z radarów około 50 minut po starcie. Akcja ratownicza i poszukiwawcza była znacznie utrudniona z powodu silnych opadów śniegu, niskiej temperatury i znacznej wysokości.

 

Wrak udało się zlokalizować dzięki użyciu dronów będących na wyposażeniu Strażników Rewolucji – elitarnego oddziału irańskiej armii. Następnie znalezisko potwierdzili piloci śmigłowców, ale ze względu na złe warunki i brak odpowiedniego miejsca do lądowania nie mogli wysadzić ratowników w pobliżu wraku. Jednak miejsce jego odnalezienia – strome górskie zbocze – każe sądzić, że nikt nie miał szans przetrwać katastrofy.

 

 

Nawet gdyby ktoś ją przetrwał, to panujące na miejscu warunki uniemożliwiłyby doczekania ratunku. Choć historia zna już niesamowite przykłady jak chociażby katastrofa lotnicza w Andach.

 

Dotarcie do wraku umożliwi jego przebadanie i ustalenie przyczyny katastrofy. Wiadomo, że maszyna ATR 72 miała 24 lata, przez ostatnie 6 nie była używana, zaś ostatnio przeszła kapitalny remont i powróciła do służby.

 

wprost/pl/ twitter.com